Zacząłem czytać. Jednym słowem? – zachwyt. Jeśli tak dalej to "Świat" jest najlepszym dziełem Olgi Tokarczuk.
Kupiłem legalnie w przedpłacie, czekając do 14 października. Nie sprawdzałem wcześniej u pół-piratów. A okazało się, że była do pozyskania za darmo od dawna, jako egzemplarz recenzencki. I Recenzentowi została podebrana. Chyba nie podejrzewał, co się stało. Nie powiem komu, ale komuś kto wie o literaturze więcej niż wszystko.
Po przeczytaniu jednej trzeciej wrażenie, że powieść nie ma ostatniej strony. Że ciągną się bez końca między dużymi rzeczami i zdarzeniami drobiazgi, przedmiotki, zdarzonka, odpryski, ułomki, spostrzeżenia, przelotne pół-myśli, – niczym opisany podwójnie, a potrójnie mnogi w detale obraz Boscha. Wrażenie, że jeśli nawet jest ostatnia strona, czytający jej nie zauważy i zawirowaniu zacznie czytać całość od początku, ale innymi ścieżkami. A potem znów – i nie będzie wiedział, kiedy zdecydować: przeczytałem.