Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piękna i Potwór. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piękna i Potwór. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lutego 2026

Historia o Pięknej i Potworze.

 


ilustr. wzięta z:

https://topillustrations.wordpress.com/2014/01/12/beauty-and-the-beast-in-pictures/

na której to stronie są ze dwa tuziny ilustracji do tej opowieści

 


Historia Pięknej i Potwora,


napisana w roku MDCCXL


przez Gabrielle-Suzanne Barbot de Villeneuve,


opowiedziana po polsku,

prawdopodobnie pierwszy raz. 




Odc. 1.



W dalekim kraju znajduje się wielkie miasto. Kwitnący w nim handel przyniósł ogromne bogactwa zamożnym mieszczanom. Wśród nich był stary kupiec, któremu od lat szczęściło się w interesach a kapryśna fortuna, zgodnie z jego życzeniem, zawsze mu sprzyjała. Posiadał ogromne bogactwa, ale miał też wiele dzieci na utrzymaniu. Jego rodzina składała się z sześciu synów i sześciu córek. Żadne z nich nie było samodzielne. Chłopcy byli na tyle młodzi, że im się na własne nie spieszyło. Dziewczęta, zbyt dumne z wielkiego bogactwa, na którym mogły polegać, ani chciały, ani potrafiły podjąć decyzji o wyborze mężów. Ich próżności schlebiały adoracje szykownych młodzieńców.


Niespodziewany zwrot losu zakłócił całej gromadce słodkie życie: w domu wybuchł pożar. Wspaniałe meble, księgi rachunkowe, banknoty, złoto, srebro i wszystkie cenne towary, które stanowiły bogactwo kupca, pochłonął katastrofalny ogień, tak gwałtowny, że prawie nic nie ocalało.


Pierwsze nieszczęście było jedynie zapowiedzią kolejnych. Ojciec, który do tej pory znakomicie prosperował, stracił w jednym sezonie swoje handlowe statki, albo w wyniku katastrof morskich, albo na skutek pirackich ataków. Po tej klęsce wierzyciele doprowadzili go do bankructwa, a handlowi agenci za granicą oszukali. Z wyżyn bogactwa, nagle popadł w skrajną nędzę.


Kupcowi pozostał tylko mały wiejski dom w odosobnionej okolicy, ponad sto mil od miasta. Zmuszony do szukania schronienia z dala od zgiełku i hałasu, sprowadził tam swoją rodzinę, rozpaczającą z powodu tak skrajnego obrotu spraw. Zwłaszcza córki nieszczęśnika przerażało smutne życie, jakie miały wieść w nędznej samotności.


Przez pewien czas wmawiały sobie, że adoratorzy uznają się teraz za szczęściarzy, bo na ich oferty małżeńskie zmuszone były patrzeć łaskawiej. Wyobrażały sobie nawet, że kawalerowie będą walczyć o zaszczyty narzeczeństwa.  Zakładały, że wystarczy tylko chcieć, by znaleźć męża. Słodkie złudzenie nie trwało długo. Okazało się, że ich najbardziej pociągające wdzięki prysły w jednej chwili, gdy przepadł wspaniały majątek ojca. Horda adoratorów zniknęła jak rozwiany dym. Siła uroku którejkolwiek z panien nie zdołała zatrzymać ani jednego.


Przyjaciele okazali się równie małoduszni jak zalotnicy. Gdy tylko córki kupca popadły w ubóstwo, powszechnie unikano ich towarzystwa. Najbardziej okrutni obwiniali dziewczęta za nieszczęście, które je spotkało. Co więcej, ci, których ojciec traktował najłaskawiej, najchętniej mówili o nim źle. Rozpowszechniano plotki, że sam sprowadził na siebie katastrofę złym postępowaniem, rozrzutnością i szalonymi wydatkami, na które dzieciom pozwalał.


Nieszczęsnej rodzinie nie pozostało nic innego, jak opuścić miasto, w którym każdy z przyjemnością wytykał im hańbę ubóstwa. Nie mając innego wyjścia, ukryli się w wiejskiej posiadłości, położonej niemal pośrodkiu nieprzebytego lasu. Było to  najsmutniejsze miejsce na ziemi. Ileż trudów trzeba było znieść  w tej straszliwej samotności! Chłopcy musieli się podjąć najcięższych zadań. Nie mogąc zatrudnić służby, synowie nieszczęsnego kupca podzielili między siebie obowiązki domowe. Mozolnie uczyli się pracować, aby przeżyć wśród trudności wiejskiego życia.


Dziewczętom też nie brakowało zajęć. Niczym wieśniaczki, zmuszone były kalać swoje delikatne dłonie w plebejskich zajęciach. Nosząc jedynie wełniane suknie, nie posiadając niczego, co mogłoby zaspokoić ich próżność, żyjąc jedynie z tego, co dawała ziemia, ograniczając się do najskromniejszych potrzeb, ale wciąż uwielbiając elegancję i wytworność, dziewczęta nieustannie opłakiwały utratę miasta i jego uroków. Wspomnienia minionych lat wśród śmiechu i zabaw były dla nich największą udręką.


Tylko najmłodsza wykazała się wytrwałością i determinacją w obliczu wspólnego nieszczęścia. Z odwagą znacznie przewyższającą jej wiek, postanowiła stawić czoła nowemu wyzwaniu. Nie chodzi o to, że w ogóle nie okazywała oznak szczerego żalu. Och! Kogo nie dotknęłaby taka tragedia? Lecz po pierwszym opłakiwaniu nieszczęść ojca, czyż mogła wybrać lepszą drogę niż powrócić do swojej naturalnej wesołości, z własnej woli zaakceptować obecną sytuację i zapomnieć o świecie, w którym ona i jej rodzina doświadczyli niewdzięczności, i na którego przyjaźni nie można polegać w kłopotach? 


Pragnąc pocieszyć ojca i braci łagodnością charakteru i wesołym usposobieniem, wymyślała wszelkiego rodzaju rozrywki, by ich przyjemnie rozbawić.  Ponieważ kupiec nie szczędził kosztów na edukację jej i jej sióstr, w trudnych chwilach wykorzystała nabyte umiejętności.  Grając zręcznie na kilku instrumentach i śpiewając, zachęcała siostry, by poszły w jej ślady, lecz jej radość i cierpliwość tylko jeszcze bardziej je zniechęcały.

Pozostałe córki, których wielka hańba pozostawiła niepocieszonymi, uważały, że ich młodsza siostra ma mierny umysł, nędzną duszę, a nawet słaby charakter, skoro potrafi żyć szczęśliwie w stanie, do którego Niebo je zepchnęło.


„Patrzcie, jaka ona jest głupio szczęśliwa” – mruknęła najstarsza. „Jest stworzona do prymitywnych robót. Z tak niskimi upodobaniami, cóż by zdziałała w eleganckim świecie?” To były niesprawiedliwe słowa. Ta młoda kobieta miała większe szanse zabłysnąć w towarzystwie niż którakolwiek z nich. Nieskazitelna uroda zdobiła jej młodość, a zrównoważenie przydawało uroku. Jej serce, równie hojne, co współczujące, przejawiało się we wszystkim, co robiła. Równie dotknięta jak jej siostry kolejami losu, przytłaczającymi rodzinę, z siłą umysłu nietypową dla jej płci, potrafiła ukryć smutek i stawić czoła przeciwnościom. Tę wytrwałość brano za obojętność. Lecz łatwo można wydać zły osąd, kierując się zazdrością.


Od dawna jej zalety wyróżniały ją spośród innych, a uroda sprawiła, że nazywano ją Piękna. Czyż potrzeba było czegoś więcej, by wzbudzić zazdrość i nienawiść sióstr?


Minęły dwa lata i rodzina zaczęła przyzwyczajać się do wiejskiego życia, gdy niespodziewana nadzieja na powrót do bogactwa wywołała niepokoje. Ojciec otrzymał wiadomość, że jeden ze statków, który uważał za zaginiony, właśnie przypłynął do portu z bogatym ładunkiem. W wiadomości dodano, że powinien się pospieszyć, aby jego partnerzy handlowi nie mogli wykorzystać jego nieobecności, sprzedać tanio towary i dzięki oszustwu samemu czerpać korzyści. Kiedy podzielił się nowiną z dziećmi, nie wątpiły one ani przez chwilę, że wkrótce opuszczą miejsce wygnania. Córki zwłaszcza, bardziej niecierpliwe niż bracia i przekonane, że czekanie na przejęcie ładunku nie jest konieczne, chciały natychmiast wyjechać i porzucić wszystko. Roztropniejszy ojciec błagał je, by umiarkowały swą radość. 


Choć był niezbędny przy kierowaniu letnimi pracami na roli, pozostawił synom troskę o zbiory i postanowił samotnie odbyć długą podróż. Wszystkie córki, z wyjątkiem najmłodszej, były przekonane, że wkrótce powrócą do dawnego bogactwa. Wyobrażały sobie, że nawet jeśli majątek ich ojca nie wystarczy na powrót do wielkiego miasta, miejsca ich urodzenia, pieniędzy będzie dość, by żyć w innym kwitnącym grodzie. Miały nadzieję znów znaleźć dobre towarzystwo, przyciągnąć adoratorów i szybko przyjąć pierwsze złożone propozycje małżeństwa. Zapominając o kłopotach, jakie znosiły przez ostatnie dwa lata, a nawet wierząc, że już jakimś cudem przeniosły się z wiejskiego niedostatku w sam środek rozkosznego dobrobytu, śmiało obarczyły ojca głupimi zleceniami, gdyż samotność nie pozbawiła ich zamiłowania do luksusu i próżności. Zlecały mu kupno biżuterii, ozdób i strojów, a w zazdrości prześcigały się, która sobie pozwoli na więcej. Cały domniemany majątek ich ojca nie wystarczyłby, by je usatysfakcjonować. Piękna, której nie dręczyła ambicja i która działała z rozwagą, uznała, że ​​jeśli ojciec spełni prośby sióstr, ona może o swoich zapomnieć. Kupiec był zaskoczony jej milczeniem.


„A ty, Piękna” – przerwał nienasyconym córkom – „czy ty czegoś nie pragniesz? Co mam ci przynieść? Czego sobie życzysz? Mów szczerze”.

„Mój drogi tato” – odpowiedziała dziewczyna, czule go obejmując – „pragnę tylko jednej rzeczy cenniejszej niż wszystkie ozdoby, których potrzebują moje siostry. Będę szczęśliwa, jeśli ​​wrócisz cały i zdrowy”.


Ta odpowiedź, zdradzająca jej bezinteresowną naturę, zawstydziła, zmieszała i rozdrażniła pozostałe. Najstarsza rzekła z goryczą: „Ta mała panienka zadziera nosa i wyobraża sobie, że jest niezwykle szlachetna w udawanej pokorze. Doprawdy, nic bardziej absurdalnego”.

Ale ojciec, poruszony jej czułością, nie mógł powstrzymać się od okazania radości. Wzruszony skromną prośbą córki, chciał, żeby o coś poprosiła. Aby złagodzić surowość pozostałych córek, powiedział jej, że taki stosunek do strojów nie przystoi w jej wieku.

„Dobrze, drogi ojcze” – rzekła – „skoro nalegasz, proszę cię, przynieś mi różę. Kocham ten kwiat całym sercem. Odkąd mieszkam w tym opuszczonym miejscu, nie miałam przyjemności zobaczyć ani jednego”. W ten sposób udało jej się być posłuszną ojcu, nie obciążając go żadnymi kosztami.

Poczciwy staruszek jak najszybciej udał się do wielkiego miasta, dokąd wzywała go obietnica nowego majątku. Nie znalazł tam nagrody, na jaką liczył. Jego statek rzeczywiście przypłynął, ale wspólnicy, którzy uważali go za zmarłego, rozgrabili wszystkie dobra. Kupiec, daleki od pełnego i spokojnego odzyskania, co doń należało, bronił swoich praw, ale po  sześciu miesiącach wysiłków i wydatków nie był bogatszy niż przedtem. Jego dłużnicy okazali się niewypłacalni, a on ledwo otrzymał zwrot kosztów.

Marzenie o bogactwie przepadło. Zmuszony był wrócić do domu w niesprzyjającej porze roku i w najstraszniejszą pogodę. Brnąc przez śnieżne zaspy, upadał ze zmęczenia, lecz gdy zobaczył, że jest zaledwie kilka mil od domu, którego nie spodziewał się opuszczać, goniąc za głupimi marzeniami, którymi Piękna słusznie wzgardziła, odzyskał siły, by iść dalej. Przeprawa przez las szykowała się na kilka godzin; było późno, mimo to chciał kontynuować podróż.


Pod śniegiem nie było widać żadnych dróg. W końcu zmęczony znalazł ścieżkę, po której łatwiej było mu iść. Brnąc nie wiadomo dokąd, wszedł na aleję do pięknego zamku, która jakimś dziwnym i szczęśliwym trafem nie była pokryta śniegiem. Aleja składała się z czterech rzędów niezwykle wysokich drzew pomarańczowych, obsypanych kwiatami i owocami. W tej okolicy stały bez ładu i składu liczne posągi; niektóre na alei, inne wśród drzew, wszystkie  miały ludzką wielkość, wyrzeźbione w różnych pozycjach i w rozmaitych strojach. Kiedy kupiec dotarł na zewnętrzny dziedziniec, przed jego oczami pojawiły się schody z agatu z rzeźbioną złotą balustradą. W pałacu przeszedł przez kilka wspaniale umeblowanych komnat, gdzie łagodne ciepło przywróciło mu siły. Potrzebował jedzenia, ale kogo miał poprosić? Ten ogromny i wspaniały gmach zdawał się być zamieszkany jedynie przez posągi. Panowała głęboka cisza, ale budowla nie wyglądała jak opuszczony, stary pałac. Korytarze, sypialnie, galerie – wszystko było otwarte, choć nie pojawiła się ani jedna żywa istota. Starzec zmęczony wędrówką, zatrzymał się w salonie, gdzie jasno płonął duży ogień. Przybysz sądząc, że jest przygotowany dla kogoś, kto wkrótce się pojawi, podszedł do kominka, by się ogrzać i zaczekać, ale nikt nie przyszedł. Siadł na pobliskiej sofie, a łagodny sen zamknął mu powieki. Po przebudzeniu, z miłym zaskoczeniem ujrzał zastawiony stół. Wystawnie podane dania kusiły, by spróbować wszystkich. Głośno podziękował tym, którzy okazali tyle życzliwości; uczta sprawiła, że ​​ponownie zasnął na dłużej. Kiedy się obudził, zamiast pierwszego stołu ujrzał drugi, z czerwonego porfiru, na którym magiczna ręka podała zestaw ciast, suszonych owoców i likierów. Korzystając z okazanej mu dobroci, spróbował wszystkiego, co schlebiało jego apetytowi, podniebieniu i fantazji.


Jednakże nie spotkał nikogo z kim mógłby porozmawiać i kto mógłby mu powiedzieć, czy ten pałac jest domem człowieka, czy ducha. Strach ogarnął jego zmysły. Postanowił przejść z powrotem przez wszystkie komnaty, gdzie na głos dziękował domniemanemu dżinowi, za tak wiele łask, i pełnymi szacunku prośbami zaklinał go, by się ukazał. Nadaremno. Nie pojawił się żaden służący; nie mógł znaleźć niczego, co wskazywałoby, że ten pałac jest zamieszkany. Doszedł więc do wniosku, że z niezrozumiałych powodów jakaś hojna, wszechwiedząca Inteligencja ofiarowuje mu to mieszkanie z całym jego bogactwem.


Ta myśl wydała mu się natchnieniem. Bez dalszej zwłoki obejrzał znalezione skarby i objął je w posiadanie. W myślach decydował, jakie dobra będą najbardziej odpowiadać każdemu z jego dzieci i wybierał pokój, który każdemu najbardziej przypadnie do gustu. Wyobrażając sobie ile radości przyniesie im przyjazd tutaj, zszedł do ogrodu, gdzie pomimo zimowej pory ujrzał, niczym w pełni wiosny, najrzadsze kwiaty emanujące czarującym zapachem. Odetchnął łagodnym i słodkim powietrzem. Śpiew ptaków wszelkiego gatunku i cichy plusk wody harmonizowały w przyjemną symfonię.

Starzec, zachwycony cudami, powiedział sobie: „Myślę, że moje córki bez trudu przyzwyczają się do życia w tym uroczym miejscu. Nie wyobrażam sobie, żeby wolały miasto od tego domu."


„Ruszamy” – zawołał z niezwyczajnym uniesieniem – „Natychmiast. Mogę sobie wyobrazić, jak wszyscy będą zachwyceni; nie odkładajmy dłużej dzielenia się tą radością”.


Przedtem, gdy wchodził do tego radosnego zamku, rozkulbaczył konia i zaprowadził go do stajni, którą zauważył na zewnętrznym dziedzińcu. Teraz prowadziła go tam ścieżka, obramowana żywopłotami z kwitnących róż. Nigdy nie widział tak pięknych kwiatów. Ich zapach przypomniał mu o obietnicy, że przyniesie jedną Pięknej. Zerwał różę i miał właśnie zebrać sześć kolejnych bukietów, gdy straszliwy hałas kazał mu odwrócić głowę. Jakże straszliwego przerażenia doznał, gdy u jego boku pojawiła się straszliwa bestia, która z wściekłym spojrzeniem położyła mu na szyi trąbę podobną do słonia i przemówiła do niego przeraźliwym głosem: „Kto ci pozwolił zrywać moje róże? Czyż nie wystarczyło, że hojnie pozwoliłem ci korzystać z mojego pałacu? Daleki od wdzięczności, zuchwalcze, widzę, że kradniesz moje kwiaty! Twoja bezczelność nie ujdzie ci płazem!”


Starzec, przerażony niespodziewaną obecnością potwora, omal nie umarł ze strachu i, natychmiast odrzucając ​​zgubną różę, zawołał, kłaniając się do ziemi: „Och! Monseigneur, zlituj się nade mną. Nie jestem niewdzięczny. Wzruszony twoją hojnością, nie wyobrażałem sobie, że coś tak błahego mogłoby cię urazić”.

Potwór, pełen wściekłości, odpowiedział mu: „Cicho bądź, przeklęty gaduło, nie dbam o twoje pochlebstwa ani tytuły, którymi mnie obdarzasz. Nie jestem Monseigneur, jestem Potworem, a ty nie unikniesz śmierci, na którą zasługujesz”.  Kupiec, przerażony okrutnym wyrokiem i przekonany, że tylko uległość może go uchronić przed śmiercią, wyznał, że róża, którą odważył się zerwać, była dla jednej z jego córek, zwanej Piękną. Mając nadzieję na opóźnienie śmierci, albo na wzbudzenie współczucia u potwora, opowiedział mu o swoich nieszczęściach. 


Potwór zamyślił się na chwilę. Odezwał się znowu, już mniej gniewnym tonem, i oznajmił: „Jestem gotów ci wybaczyć pod jednym warunkiem – musisz mi oddać jedną ze swoich córek. Ktoś musi zapłacić za tę zbrodnię”.

„O, Niebiosa” – odparł kupiec. „Czego ode mnie żądasz? Jak mógłbym dotrzymać słowa? Nawet gdybym był na tyle nieludzki, by ratować życie kosztem jednego z moich dzieci, jakiego pretekstu użyłbym, żeby je tu sprowadzić?” „Nie może być żadnego pretekstu” – przerwał Potwór. – „Córka, którą przyprowadzisz, musi przyjść dobrowolnie, inaczej jej nie chcę. Idź i sprawdź, czy jest wśród twych córek na tyle odważna i kochająca cię, by naraziła się na niebezpieczeństwo, dla ratowania twojego życia. Wyglądasz na uczciwego człowieka: daj mi słowo honoru, że wrócisz za miesiąc, jeśli uda ci się namówić jedną z córek, by poszła z tobą. Zostanie tutaj, a ty wrócisz do domu. Jeśli ci się to nie uda, obiecaj mi, że wrócisz sam po pożegnaniu się z rodziną na zawsze, bo będziesz należeć do mnie. Nie zakładaj, że lekceważąc mój nakaz, uratujecie sobie życie” – kontynuował Potwór, zgrzytając zębami. „Ostrzegam cię, że gdybyś sobie coś takiego wyobraził, znalazłbym cię i zniszczył wraz z całą twoją rodziną, nawet gdyby stanęło tam sto tysięcy ludzi, by cię bronić”.


Starzec, choć przekonany, że nie uda mu się przekonać córek do zgody, w desperacji przyjął propozycję Potwora. Obiecał wrócić o wyznaczonej porze, oddać się  smutnemu przeznaczeniu, nie zmuszając bestii do przyjścia po niego. Po tym zapewnieniu pomyślał, że może już odejść i pożegnać się z Potworem, ale ten odpowiedział, że zezwala mu wyjechać dopiero następnego dnia. „O świcie znajdziesz konia, który szybko zawiezie cię do domu. Idź na kolację i czekaj na moje rozkazy” – polecił mu.


Pod koniec posiłku Potwór znów się ukazał i zapytał szorstko, czy się najadł. Poczciwy człowiek odpowiedział skromnie i nieśmiało, że dzięki jego uprzejmości jadł do syta. „Obiecaj mi” – podjął Potwór – „że dotrzymasz słowa, które mi niedawno dałeś i jako człowiek honoru przyprowadzisz jedną ze swoich córek”.  Starzec przysiągł dotrzymać obietnicy i wrócić za miesiąc.


„Jeszcze raz cię ostrzegam” – rzekła bestia – „byś nie ukrywał ofiary, której żądasz od córki, i niebezpieczeństwa, jakie ją czeka. Opisz jej moją postać dokładnie taką, jaka jest. Niech wie, co robi; przede wszystkim musi być zdecydowana w postanowieniu. Nie będzie czasu na refleksję, gdy ją tu przyprowadzisz. Jeśli cofnie słowo, nie będzie dla ciebie i dla niej żadnej nadziei na powrót do domu”.


"Możesz przynieść Pięknej różę. Koń, który cię tam zawiezie, będzie czekał na dziedzińcu. Liczę na to, że zobaczę cię za miesiąc, zakładając, że jesteś człowiekiem honoru. Żegnaj! Jeśli nie dotrzymasz słowa, złożę ci wizytę”.


Starzec, obawiając się przedłużania i tak już bolesnej rozmowy, skłonił się nisko Potworowi, który poradził mu, by nie martwił się, jaką drogą tu wróci. O wyznaczonej porze ten sam koń, na którego wsiądzie następnego ranka, stanie u jego drzwi i odwiezie go wraz z córką.


Choć przerażonemu kupcowi nie chciało się spać, nie śmiał złamać otrzymanych rozkazów. Wstał dopiero, gdy słońce zaczęło wschodzić.   Śniadanie podano mu punktualnie; następnie zszedł do ogrodu, by zerwać różę, którą Potwór kazał mu wziąć. 


Potem udał się na poszukiwanie obiecanego mu konia. Odkrył płaszcz leżący na siodle, ciepły i lekki. Był o wiele wygodniejszy niż jego własny. Ledwie koń poczuł jego ciężar na grzbiecie, rzucił się do galopu z niewiarygodną prędkością. 


Kupiec  w jednej chwili stracił z oczu fatalny pałac.  „Na co się zgodziłem?” – pomyślał, gdy rumak niósł go z szybkością i zwinnością, jakie można spotkać tylko w baśniach. – "Może powinienem był poddać się potworowi, który pragnie krwi mojej rodziny? Obiecując mu coś, co jest zarówno nienaturalne, jak i okrutne, tylko przedłużyłem sobie życie. Jak mogę myśleć o ratowaniu siebie kosztem jednej z moich córek?  Ale przypuśćmy, że jedna z nich kocha mnie tak bardzo, że się zgodzi, to czy sam widok bestii nie złamie jej postanowienia? Jak mógłbym ją za to winić? Ach! Potworze” – wykrzyknął – „zrobiłeś to celowo. Stawiając niemożliwy warunek, oferując ucieczkę przed twoją furią i przebaczenie za drobny błąd z różą, dorzuciłeś zniewagę do krzywdy."


Tak myśląc, chciał zawrócić, lecz nie mógł zatrzymać konia. Wbrew swej woli wróciwszy do domu, postanowił przynajmniej nic nie mówić córkom. 


Powitano go z radością, lecz smutek malujący się na jego twarzy i oczy pełne łez, które daremnie próbował powstrzymać, zamieniły szczęście w rozpacz. Wszyscy tłoczyli się wokół niego, by dowiedzieć się, dlaczego wygląda na tak zbolałego. Nie odpowiedział, zwrócił się jedynie do Pięknej, wręczając jej zgubną różę: „Spójrz, o to mnie prosiłaś, ale drogo za to zapłacisz, tak jak i my wszyscy”.


Te słowa  rozbudziły ciekawość dzieci, która w końcu rozwiała postanowienie, by nie zdradzać swoich przygód. Opowiedział o niepowodzeniu ze statkiem, o trudach, jakie podjął, by zdobyć ułudną fortunę, i o wszystkim, co wydarzyło się w pałacu bestii.


Jego córki widząc, jaka katastrofa pokrzyżowała ich plany, rozpaczały w głos. Bracia, odważniejsi, stanowczo stwierdzili, że nie pozwolą ojcu wrócić do fatalnego pałacu i że mają dość odwagi, by zabić Potwora, gdyby miał czelność przyjść i go szukać. Starzec, choć poruszony ich dzielnością, zakazał myśleć o przemocy, mówiąc, że skoro dał słowo honoru, woli umrzeć, niż go nie dotrzymać.  Starsze córki stanowczo mu odmówiły swej ofiary. 


„To niesprawiedliwe” – mówiły – „To by oznaczało, że padłyśmy ofiarą kaprysu Pięknej, a ty byś się cieszył, widząc, jak to robimy dla niej. Ale obowiązek nie wymaga od nas takich poświęceń. Zobacz, do czego doprowadziła skromność i niezłomna cnota tej nieszczęsnej dziewczyny. Czemu nie poprosiła o eleganckie suknie i biżuterię, tak jak my? Nie musimy sobie wyrzucać, że naraziłyśmy życie naszego ojca nierozważnymi prośbami. Ona przez osobliwy kaprys stała się przyczyną nieszczęśia. To ona je na nas sprowadziła, a my mamy za to zapłacić? Nie damy się nabrać. Niech znajdzie sposób, by je naprawić”.


Piękna ocierając łzy, powiedziała: „Jestem winna tego nieszczęścia i ja muszę to naprawić. Przyznaję, że byłoby niesprawiedliwe, gdybyście cierpiały z powodu mojego błędu. Jak mogłam przewidzieć, że moja prośba o różę w środku lata zostanie ukarana tak okrutnie? Błąd został popełniony, niezależnie od tego, czy jestem winna, czy niewinna,  więc ja odpokutuję.

Któż to wie" – dodała, starając się okazać spokój mimo przerażenia. – "może straszliwy los, który mnie czeka, skrywa inny, równie szczęśliwy, jak ten wydaje się straszny?


Siostry, słysząc co mówi, uśmiechnęły się złośliwie na tę chimeryczną myśl.

Ogromna radość napełniła ich serca, gdy po miesiącu usłyszały rżenie konia wysłanego po ich siostrę. 

 

Po żałosnych pożegnaniach ojciec i Piękna wsiedli na konia, który ruszył, zdając się raczej frunąć, niż galopując.  Podczas podróży ojciec wiele razy proponował jej, żeby zsiadła i żeby on sam spotkał Potwora.  „Pomyśl, moje drogie dziecko” – powiedział – „jeszcze masz czas. Ten potwór jest straszniejszy, niż możesz sobie wyobrazić. Jakkolwiek stanowcze jest twoje postanowienie, obawiam się, że osłabnie na jego widok. Wtedy będzie za późno, a ty będziesz skazana na zagładę i oboje zginiemy”.


„Gdybym miała szukać Potwora” – rzekła roztropnie Piękna – „licząc na szczęście, możliwe, że moja nadzieja rozwiałaby się na jego widok, ale skoro liczę na szybką śmierć i wierzę, że jest nieunikniona, cóż za różnica, czy ten, kto mnie pozbawi życia, jest przystojny, czy odrażający?” 


Zapadła noc, a koń kontynuował galop w ciemności, aż nagle mrok zniknął w mgnieniu oka. Rozbłysły fajerwerki we wszelkich wzorach: kwiaty, wiry, gwiazdy, fontanny  olśniewały oczy naszych dwojga podróżników i rozświetlały niebo nad lasem.

koniec odc.1

Historia Pięknej i Potwora.

opowiedziana według oryginału Mme de Vielleneuve 

 Odc. 2.


W blasku fajerwerków ojciec i córka odkryli, że znajdują się na alei drzew pomarańczowych. Gdy koń szedł po niej spokojnie, race zgasły, ale płonące pochodnie w rękach posągów zastąpiły światło. Niezliczona liczba lampionów oświetlała fasadę pałacu. 


„Bestia musi być bardzo głodna, skoro urządza taką celebrację na przybycie swojej ofiary” – zażartowała Piękna. Pomimo niepokoju, nie mogła powstrzymać zafascynowania wspaniałością najpiękniejszego spektaklu, jaki kiedykolwiek widziała. Powiedziała ojcu, że przygotowania do jej śmierci są wspanialsze niż weselny przepych największego króla na ziemi.

Koń zatrzymał się u podnóża schodów. Ojciec poprowadził ją przez hol wejściowy do salonu, w którym tak hojnie go ugoszczono. Tam zastali płonący ogień w kominku, zapalone świece, z których rozchodził się wykwintny zapach, a co więcej, wspaniale zastawiony stół.


Starzec, znając sposób w jaki Potwór rozpieszczał swoich gości, powiedział córce, że ten posiłek jest przeznaczony dla nich i że mogą go swobodnie spożyć. Piękna nie sprzeciwiała się, przekonana, że ​​to nie przyspieszy jej śmierci. Wręcz przeciwnie, wyobrażała sobie, że pokaże Potworowi, jak mało odrazy czuła, przychodząc do niego. Strach przed bestią zniknął; zamiast horroru wszystko w pałacu emanowało radością i przepychem.   Wyglądało na to, że powodem tej wystawności było jej przybycie i wydawało się mało prawdopodobne, by to były przygotowania do pogrzebu.


Jej nadzieja trwała krótko, gdyż Potwór dał o sobie znać. Przerażający łomot kroków nadchodzącego olbrzyma, przeraźliwy brzęk łusek i straszliwe ryki oznajmiły jego przybycie. Przerażenie ogarnęło Piękną, lecz szybko zapanowała nad swoimi emocjami i w jednej chwili otrząsnęła się z lęku.


Widząc zbliżającego się Potwora, na którego nie mogła patrzeć bez drżenia, ruszyła pewnym krokiem naprzód i powitała bestię z wielkim szacunkiem. To ucieszyło Potwora. Przyjrzawszy się jej, powiedział do starca stłumionym rykiem, który, choć nie gniewny, mógł wzbudzić przerażenie w sercach najdzielniejszych mężczyzn: „Dobry wieczór, mój starcze”, a następnie, zwracając się do Pięknej, powiedział tak samo: „Dobry wieczór, Piękna”. Dziewczyna nie okazała trwożliwych emocji i rzekła do niego łagodnym, uspokajającym głosem: „Dobry wieczór, Potworze”.

„Czy przybyłaś tu dobrowolnie” – zapytało monstrum – „i czy zgadzasz się pozwolić ojcu odejść bez ciebie?” Piękna odparła, że ​​nie ma innych zamiarów.

„Acha! Jak myślisz, co się z tobą stanie po jego odejściu?”

„Cokolwiek zapragniesz” – powiedziała – „trzymasz moje życie w swoich rękach, a ja ślepo poddam się temu, co uznasz za mój los”.

„Zadowala mnie twoja uległość” – odpowiedziała bestia – „a skoro nie przyprowadzono cię tu siłą, zostaniesz ze mną. A ty, starcze” – rzekł do kupca – „wyruszysz jutro rano o wschodzie słońca. Ten sam koń, który cię tu przywiózł, odwiezie cię do domu. Ale” – dodał – „kiedy wrócisz do rodziny, nie wolno ci myśleć o powrocie do mojego pałacu. Pamiętaj, masz zakaz powrotu tutaj na zawsze. Teraz ty… Piękna” – kontynuowała bestia – „idź z ojcem do sąsiedniej garderoby. Wybierz wszystko, co zechcesz dla twoich braci i sióstr. Znajdziesz dwa kufry: napełnij je. Wypada, żebyś wysłała im coś bardzo cennego, żeby cię zapamiętali”. 


Pomimo wielkiej hojności bestii, zbliżający się wyjazd ojca głęboko zasmucił Piękną; przygotowała się na posłuszeństwo wobec Potwora, który odchodząc powiedział: „Dobranoc, Piękna. Dobranoc, staruszku”.


Kiedy zostali sami, starzec objął córkę i zapłakał. Myśl, że zostawi ją z Potworem, była dla niego okrutną udręką. Żałował, że przyprowadził ją w takie miejsce. Drzwi były szeroko otwarte; chciałby uciec z nią, ale Piękna uświadomiła mu niebezpieczeństwa i konsekwencje jego planu.


Weszli do ​​wskazanej im garderoby. Ogromne bogactwo, jakie tam znaleźli, wprawiło oboje w osłupienie. Szafy wypełniały tak wspaniałe szaty, że żadna królowa nie mogłaby sobie wymarzyć piękniejszych ani bardziej wykwintnych w smaku. Żaden butik w wielkim mieście nie posiadał bardziej olśniewającego asortymentu.

Kiedy Piękna wybrała stroje, otworzyła szafę, której drzwi były wykonane z kryształu oprawionego w złoto. Ujrzała w niej górę klejnotów tak olśniewających, że ledwie mogła na nie patrzeć. Piękna, w geście posłuszeństwa, bez wahania wzięła ich ogromny stos i fachowo dopasowała do pakunków z wytwornymi ubraniami.

Otworzywszy ostatnią komodę, wypełnioną wyłącznie złotymi monetami, zmieniła zdanie.

„Myślę” – powiedziała ojcu – „że lepiej byłoby opróżnić kufry i napełnić je monetami; możesz dać dzieciom dowolną kwotę. W ten sposób nie będziesz musiał nikomu powierzać swojego sekretu, a twoje bogactwa będą bezpieczne. Korzyść, jaką odniósłbyś z zabrania klejnotów, choć ich wartość jest o wiele większa, nie byłaby zbyt praktyczna. Musiałbyś je sprzedać i powierzyć ludziom, którzy patrzyliby na ciebie podejrzliwie i z zazdrością.. Złote monety” – kontynuowała – „ułatwią ci zdobycie ziemi, domów i zakup cennych mebli, biżuterii i kamieni szlachetnych”.

Ojciec przychylił się do jej planu. Ponieważ chciał zrobić miejsce na złoto, wyjął ubrania i ozdoby z kufrów. Jednak ogromna ilość monet, którymi je naładował, ich nie wypełniła. Kufry rozszerzały się wedle życzenia, dzięki czemu znów znalazło się wystarczająco dużo miejsca i na biżuterię i na stroje.  Ale kufry były tak ciężkie, że nawet słoń ugiąłby się pod nimi.


„Bestia z nas kpi” – powiedział – „pozorując, że daje mi bogactwa, których nie sposób unieść”.

„Wstrzymaj się z osądem” – odparła Piękna – „nie zabiegałeś o jego hojność żadną niedyskretną prośbą ani chciwym czy pożądliwym spojrzeniem.  Kpina byłaby z jego strony nieprzyzwoita. Wierzę, że skoro Potwór ofiarował ci te skarby, znajdzie sposób, żebyś się nimi nacieszył. Wystarczy, że zamkniemy kufry i zostawimy je tutaj. Bez wątpienia on wie, który dyliżans ci je przywiezie”.


Rano śniadanie zostało podane w mgnieniu oka. Ojciec jadł jeszcze chętniej niż wieczorem. To, co się wydarzyło w komnacie ze skarbami, złagodziło rozpacz i przywróciło mu pewność siebie. Wyjechałby nawet bez żalu, gdyby Potwór nie był tak okrutny, by zasugerować, że nigdy nie powinien marzyć o powrocie do zamku i że musi pożegnać się na zawsze z córką. Śmierć to jedyne zło, na które nie ma lekarstwa, więc poczciwy starzec nie był całkowicie przekonany co do ostateczności wyroku bestii. Pocieszał się, że nie jest on nieodwołalny, i ta nadzieja pozwoliła mu opuścić gospodarza z pewną satysfakcją.


Piękna daleka była od triumfu. Nieprzekonana, że ​​czeka ją szczęśliwa przyszłość, bała się, że bogate prezenty, którymi potwór obsypał rodzinę, są ceną za jej życie i że pożre ją, gdy zostanie z nią sam na sam. Bała się, że jest jej przeznaczone życie w wiecznym więzieniu w towarzystwie odrażającej bestii.


Drugie uderzenie zegara ostrzegło oboje, że nadszedł czas rozstania. Zeszli na dziedziniec, gdzie ojciec znalazł dwa konie – jednego objuczonego kuframi, a drugiego dla siebie. Ten ostatni, przykryty derką, z siodłem i dwoma jukami pełnymi prowiantu, był tym samym, na którym wcześniej jeździł. Rżące konie tupały kopytami, dając znać, że nadszedł czas pożegnania. Potem pomknęły szybciej niż wiatr i w jednej chwili zniknęły sprzed oczu Pięknej.


Z płaczem wróciła do swej sypialni i pogrążyła się w smutnych rozmyślaniach. Wkrótce zapadła w głęboki, spokojny sen, którego nie zaznała od czasu, gdy otrzymała zgubną różę. Śniło jej się, że jest na brzegu strumienia, ozdobionym drzewami pomarańczy w rozkwicie i wysokimi krzewami mirtu, i że przyszła tu, ubolewając nad losem, skazującym ją na spędzenie życia w tym miejscu, bez żadnej nadziei na ucieczkę.


Wtem młody mężczyzna, piękny jak mityczny bóg miłości odezwał się głosem poruszającym jej serce: „Nie myśl, Piękna, że ​​jesteś tak nieszczęśliwa, jak ci się wydaje. Tu właśnie odbierzesz nagrodę, której niesłusznie odmówiono ci gdzie indziej. Użyj swej przenikliwej mocy, by dostrzec, kim jestem za pozorami, które mnie maskują. Oceń, widząc mnie, czy moje towarzystwo jest rzeczywiście godne pogardy, czy też powinno być bardziej cenione niż towarzystwo rodziny niegodnej ciebie. Wypowiedz życzenie, a wszystkie twoje pragnienia zostaną spełnione. Kocham cię i tylko ty możesz dać mi szczęście. Cechy twojej duszy, podobnie jak twoja uroda, czynią cię lepszą od innych kobiet. Razem będziemy w pełni szczęśliwi”.


Przepiękny zwid ukląkł przed nią i czułymi słowami nalegał, by zgodziła się na jego szczęście i zapewnił ją, że jest jego prawdziwą panią.

„Co mogę zrobić?” – zapytała go z przejęciem. 

„Trzymaj się wyłącznie uczuć wdzięczności” – odpowiedział. – „Nie ufaj temu, co mówią ci oczy, a przede wszystkim nie opuszczaj mnie; uwolnij mnie od straszliwego bólu, który znoszę”.


Potem miała drugi sen i znalazła się we wspaniałej komnacie z Damą, której majestatyczna postawa i uderzająca uroda wzbudziły w jej sercu uczucie głębokiego szacunku. Dama powiedziała łagodnie: „Nie żałuj tego, co zostawiłaś. Czeka cię świetlana przyszłość, ale jeśli chcesz być jej godna, uważaj, by nie dać się zwieść pozorom”.


Tak śniła przez pięć godzin, podczas których widziała młodzieńca w setkach różnych miejsc i w różnych odsłonach. Obudził ją zegar i wybijając dwunastą i śpiewając jej imię dwanaście razy, zmusił ją do wstania.


Kiedy je się samotnie, posiłek szybko się kończy. Z powrotem w sypialni rzuciła się na sofę; młody mężczyzna, o którym śniła, wypełnił jej myśli. „Powiedział mi: Mogę cię uszczęśliwić” – wspominała. – "Najwyraźniej straszna bestia, która zdaje się tu dowodzić, trzyma go w więzieniu. Jak mam go uratować? Powtarzano mi, żebym nie ufała pozorom. Ale jaka ze mnie głupia! Szukam wyjaśnień iluzji wywołanej przez sen, który rozwiewa się po przebudzeniu. Nie powinnam na to zwracać uwagi. Powinnam zajmować się tylko moim obecnym losem i znaleźć rozrywki, które uchronią mnie przed nudą”.


Zaczęła wędrować po licznych apartamentach pałacu. Oczarowały ją, ponieważ nigdy nie widziała budowli tak pięknej. Pierwszym pomieszczeniem, do którego weszła, był duży gabinet ozdobiony lustrami. Zobaczyła swoje odbicie z każdej strony. Potem ujrzała portret przystojnego kawalera, ​​widzianego we śnie. Jego rysy były już głęboko wyryte w jej umyśle, a może i w sercu. Z radosnym podnieceniem włożyła na rękę bransoletkę znalezioną obok portretu, nie zastanawiając się nad tym, czy ten gest był przyzwoity. Z gabinetu przeszła do galerii pełnej obrazów, gdzie znalazła ten sam portret, ale naturalnej wielkości, na którym Nieznajomy zdawał się patrzeć na nią z tak czułą miłością, że zarumieniła się, jakby obraz był realnym mężczyzną albo jakby potrafił czytać w jej myślach.


W wędrówce, dotarła do sali pełnej instrumentów. Umiała grać na prawie wszystkich, spróbowała kilku, ale wybrała klawesyn, ponieważ najlepiej akompaniował jej głosowi.


W końcu weszła do ogromnej biblioteki. Pasjami uwielbiała czytać, ale od czasu pobytu na wsi została pozbawiona tej słodkiej rozrywki. Ojciec zmuszony był sprzedać książki. Ale w tym pokoju jej wielki apetyt na czytanie mógł być z łatwością zaspokojony. Dzień minął, a ona nie zobaczyła wszystkiego. Z nadejściem nocy apartamenty rozświetliły się wonnymi świecami umieszczonymi w przezroczystych lub kolorowych żyrandolach  z diamentów i rubinów.


Gdy następnego dnia o zwykłej porze Piękna zastała obiad podany z tym samym, jak przedtem, wyrafinowaniem i delikatnością, nie ukazał się żaden służący. Ojciec słusznie ostrzegł ją, że zostanie sama. Ta samotność stała się mniej dokuczliwa, gdy usłyszała ciche kroki Potwora. Jeszcze nie była z nim sam na sam i nie wiedziała, jak potoczy się  spotkanie, a w obawie, że przyjdzie ją pożreć, jak mogła nie drżeć? Lecz gdy nie dostrzegła niczego groźnego w zachowaniu Potwora, jej przerażenie prawie zniknęło. Potworny kolos zwrócił się do niej szorstko: „Dobry wieczór, Piękna”. Odwzajemniła powitanie łagodnym tonem, ale wciąż nie bez lęku. Potwór zapytał, jak się bawiła. Piękna odpowiedziała: „Spędziłam dzień, zwiedzając twój pałac, ale jest tak ogromny, że nie zdążyłam zobaczyć wszystkich komnat i pięknych rzeczy, które w nim się znajdują”.

„Myślisz, że mogłabyś się do życia tutaj przyzwyczaić?” – zapytał.

Odpowiedziała mu, że z przyjemnością mogłaby zamieszkać w tak pięknym miejscu. Po godzinie rozmowy Piękna zrozumiała, słuchając przerażającego głosu Potwora, że monsturalna paszcza powoduje ryki i  że bestia w rzeczywistości jest bardziej skłonna do głupoty niż do zaciekłości. Nagle zapytał ją wprost, czy pozwoli mu się ze sobą przespać. Na tę niespodziewaną prośbę powróciły jej lęki i nie mogła powstrzymać się od wykrzyknięcia: „O Boże, jestem zgubiona”. „Wcale nie” – odparł Potwór spokojnie. – „Odpowiadaj, kiedy trzeba i bez strachu. Powiedz jasno tak lub nie”. Drżąc, Piękna odparła: „Nie, Potworze”. – „No cóż, skoro sobie tego nie życzysz” – odparł potulnie Potwór – „pójdę już. Dobranoc, Piękna." „Dobranoc, Potworze” – powiedziała przestraszona dziewczyna z wielką ulgą.


Uradowana, że ​​nie ma się czego obawiać, położyła się spokojnie do łóżka i zasnęła. Natychmiast ukazał się jej ukochany Nieznajomy. Śniła, że mówi do niej czule: „Ponowne zobaczenie ciebie przynosi mi wielką radość, moja droga Piękna, ale twoja surowość sprawia mi tyle bólu! Wiem, że przez długi czas będę nieszczęśliwy”.

Czasami pojawiał się, klęcząc u jej stóp, przytłoczony ogromną radością, kiedy indziej z jego oczu płynął potok łez, który poruszał jej duszę do głębi. Przeplatanie się radości i smutku trwało całą noc. Po przebudzeniu szukała portretu, aby porównać go z senną wizją i upewnić się, że się nie pomyliła.


Zawstydzona swoją słabością wobec sennej iluzji, zeszła do ogrodów, które ją oczarowały. Nigdy nie widziała czegoś tak pięknego. Gaje zdobiły godne podziwu posągi, a niezliczone fontanny odświeżały powietrze. Najbardziej zaskoczyło ją, że rozpoznała te miejsca ze snów, w których widziała Nieznajomego. Zwłaszcza widok strumienia ocienionego drzewami pomarańczowymi i mirtami sprawił, że jej sen coraz mniej przypominał fikcję. Nabrała pewności, że Potwór trzyma kogoś w niewoli w swoim zamku.


Podczas zwiedzania pałacu, niedaleko od pokoju pełnego gadających papug, zobaczyła liczną gromadę małp wszelkich rozmiarów: dużych, małych, kapucynek, małp o ludzkich twarzach, małp z niebieskimi, zielonymi, czarnymi lub karmazynowymi brodami. Powitały ją, kłaniając się nisko, a następnie szybowały w powietrzu, wykonując niezliczone figle, by pokazać, jak bardzo zaszczycone są jej obecnością. Dwie małpki w sukniach dworskich, które zdawały się tylko czekać na jej rozkazy, podeszły i uroczyście stanęły u jej boku. Dwie inne chwyciły tren jej sukni i służyły jej jako paziowie. Przyjazny małpiszon berberyjski, przebrany za starszego escudero, podał jej łapę w rękawiczce. W towarzystwie tego egzotycznego orszaku Piękna udała się na kolację. 


Małpy, które rościły sobie prawo do służenia Pięknej, natychmiast ustaliły między sobą rangi i obowiązki, objęły swoje funkcje i służyły jej z całą ceremonią, kunsztem i szacunkiem, jakiego królowe oczekują od swoich sług.


Po kolacji Potwór przyszedł jak zwykle z wizytą. Po wymianie tych samych pytań i odpowiedzi, co poprzedniego wieczoru, rozmowa zakończyła się słowami: „Dobranoc, Piękna”. Jej damy dworu, małpy berberyjskie, rozebrały swoją panią, położyły do łóżka i otworzyły okno do woliery, by ptaki łagodniejszą melodią niż za dnia, ukołysały ją do snu, dając przyjemność ponownego spotkania z jej miłym kochankiem.


Łagodność Potwora sprawiała, że ​​Piękna miała czasem ochotę poprosić go o wyjaśnienie losów mężczyzny, którego widziała w snach. Lecz świadoma, że ​​jest w niej zakochany, i obawiając się, że pytanie może wzbudzić jego zazdrość, milczała z rozwagi i nie śmiała zaspokoić ciekawości.


Zwiedzając zaczarowany pałac weszła do dużego salonu, który już raz widziała. Pokój ten miał cztery okna z każdej strony, z których dwa były otwarte, ale dawały jedynie przyćmione światło. Piękna chciała wpuścić do salonu więcej światła, otwierając jedno z przymkniętych okien, ale wychodziło ono na ciemną przestrzeń. Jej oczy dostrzegały jedynie odległy promyk światła, który zdawał się dochodzić zza grubej krepowej zasłony. Gdy zastanawiała się, do czego może służyć ten pokój za oknem, nagle błysnęło jasne światło. Zasłona uniosła się, a Piękna odkryła oświetlony teatr. Na ławach i w lożach zobaczyła publiczność. 


Delikatna symfonia ucichła, by dać aktorom swobodę wystawienia wzruszającej tragedii. Piękność kochała teatr. Była to jedyna przyjemność, której żałowała opuszczając miasto. Zaciekawiona, jak wygląda tkanina zasłony odkryła, że ​​oddziela ją od niej lustro. To, co uważała za rzeczywistą przestrzeń w pokoju za oknem, było jedynie iluzją, bo lustro odbijało wszystko, co działo się w najpiękniejszym teatrze świata. To urządzenie było arcydziełem optyki, skoro mogło odbijać obraz z takiej odległości.


Po spektaklu pozostała jeszcze chwilę na swoim miejscu, obserwując, jak światowe towarzystwo opuszcza teatr. Zadowolona, postanowiła korzystać często z nowego odkrycia. Zaczynała się przyzwyczajać do takich cudów i rozkoszowała się myślą, że są one ofiarowane wyłącznie dla jej dobra i przyjemności.


Po kolacji bestia przyszła jak zwykle, by zapytać ją, co robiła w ciągu dnia. Piękność zdała mu dokładny opis wszystkich swoich rozrywek i powiedziała, że ​​była w teatrze. „Podobało ci się?” – zapytało monstrum. –„Zażycz sobie, co zechcesz, a dostaniesz. Jesteś bardzo ładna”.


Piękna uśmiechnęła się do siebie z powodu niedelikatnego sposobu, w jaki Potwór powiedział komplement. Ale to, co wcale jej nie rozbawiło, to jego zwykłe pytanie. „Czy chcesz, żebym podzielił się z tobą łożem” – zepsuło jej dobry humor. Odpowiedziała krótko, jak zwykle: „Nie”. Jego uległość nie pocieszyła jej jednak. Piękna była zaniepokojona. „Dokąd to wszystko prowadzi?” – pytała samą siebie. „Pytanie, które zadaje mi każdego dnia – czy chcę się z nim przespać – dowodzi, że nadal mnie kocha, a jego dobre uczynki to potwierdzają. Chociaż nie nalega, żebym się zgodziła, ani nie wydaje się, żeby miał mi za złe moje odmowy, któż może być pewien, że nie straci cierpliwości i że ceną, jaką zapłacę, będzie moja śmierć?”


Te rozważania wprawiły ją w takie zamyślenie, że prawie świtało, zanim poszła spać. Jej Nieznajomy, który czekał na ten moment, czule wypomniał jej spóźnienie. Zastał ją smutną, roztargnioną i zapytał, co mogło ją tak zdenerwować. Odpowiedziała, że ​​nic jej nie denerwuje, poza wieczornymi spotkaniami z Potworem. Mogłaby się do niego przyzwyczaić, ale on był w niej zakochany, a ta miłość budziła w niej strach, że ją zgwałci. „Po głupich komplementach, które mi składa, wnioskuję, że będzie chciał, abym za niego wyszła; czy radziłbyś mi się zgodzić?” – zapytała Nieznajomego i wyznała:  „Niestety, nawet gdyby był tak czarujący, jak przerażający, ty uczyniłeś wejście do mojego serca niedostępnym i dla niego i dla kogokolwiek innego. Nie wstydzę się wyznać, że kocham tylko ciebie”.  

Takie czułe wyznanie mogło mu tylko pochlebić, ale on po prostu odpowiedział: „Kochaj tego, kto kocha ciebie, nie daj się zwieść pozorom i uwolnij mnie z mojego więzienia”.


Za dnia różnorodne rękodzieło, książki i zwierzęta zajęły ją aż do wieczornego rozpoczęcia spektaklu. Nadszedł czas przedstawienia, ale odkryła, że ​​nie jest już w tym samym teatrze, lecz w Operze. Gdy usiadła, przedstawienie się rozpoczęło   i było wspaniałe, a widzowie równie olśniewający. Lustra odbijały wszystko bardzo wyraźnie, aż do najdrobniejszych szczegółów ubioru osób siedzących w orkiestrze.

Zachwycał ją widok ludzkich twarzy, niektóre należały do ​​dawnych znajomych, z radością by z nimi porozmawiała, gdyby tylko mogli ją usłyszeć.


Następnego dnia, aby urozmaicić sobie rozrywkę, otworzyła trzecie okno, które pokazało jej Foire Saint-Germain, wówczas o wiele wspanialsze niż dzisiaj. Ponieważ jednak nie nadeszła jeszcze pora dnia, kiedy przybywają członkowie najlepszego towarzystwa, miała czas, by obserwować i badać wszystko. Zobaczyła najdziwniejsze osobliwości, najwspanialsze twory natury i dzieła sztuki. Nawet marionetki nie były rozrywką niewartą jej czasu w oczekiwaniu na bardziej wyrafinowaną rozrywkę. Opéra-Comique błyszczała w całej okazałości. Piękna była zachwycona.


Na ulicy przed teatrem zobaczyła eleganckich ludzi przechadzających się po butikach kupieckich. Rozpoznała zawodowych hazardzistów, którzy przychodzili tam jak do pracy. Widziała ludzi, którzy, tracąc pieniądze przez podstęp odchodzili ze smętnymi minami. Sprytni hazardziści nie ryzykowali fortuny w grze losowej, bo grali, by oszukańczo wygrywać dzięki zręczności. Przed Piękną, obserwującą z ukrycia, nie mogli zataić swoich sztuczek. Patrząca chciałaby ostrzec graczy, których oszukiwano, ale będąc daleko od nich na ponad tysiąc mil, nie mogła tego zrobić. Słyszała i widziała wszystko bardzo wyraźnie, choć oglądani ludzie nie mogli usłyszeć jej głosu ani nawet zauważyć jej obecności. Lustra, które przekazywały, co widziała i słyszała, obrazy i dźwięki, nie były wystarczająco doskonałe, by działać w odwrotnym kierunku. Ponieważ znajdowała się ponad powietrzem i wiatrem, wszystko docierało do niej poprzez myśli. Zdając sobie sprawę z tego dylematu, porzuciła daremne próby komunikacji.  Było już po północy, gdy uznała, że ​​czas iść spać. Może głód wcześniej podpowiedziałby jej późną godzinę, ale w pudełku znalazła likiery i koszyczki wypełnione wszystkim, co niezbędne na przekąskę. 


Na drugi dzień kolacja była lekka i krótka. Tym razem Piękna spieszyła się, by pójść spać. Potwór dostrzegł jej niecierpliwość i przyszedł tylko po to, by życzyć dobrej nocy, dając jej czas na sen, a Nieznajomemu swobodę ponownego pojawienia się. 


Następne dni były podobne. W magicznych oknach miała niewyczerpane źródła nowych rozrywek. Jedno z pozostałych trzech dawało jej przyjemność oglądania Comédie-Italienne, inne widok na Tuileries, gdzie przychodzili wszyscy najznamienitsi ludzie w Europie. Ostatnie okno pokazywało wszystko, co dzieje się na świecie. Sceny były zabawne i różnorodne. Czasem widywała sławnego ambasadora, znakomite małżeństwo albo jakieś wojny. Była przy tym oknie podczas ostatniego buntu janczarów; obserwowała go aż do samego końca.  Kiedy by tam nie zajrzała, mogła być pewna, że ​​znajdzie coś ciekawego. 


Niezpokoje, które czuła w pierwszych dniach, oczekując Potwora, całkowicie się rozwiały. Przyzwyczaiła się do jego brzydoty. Przyzwyczaiła się nawet do jego głupich pytań i gdyby rozmowa trwała dłużej, być może uznałaby jego towarzystwo za przyjemniejsze. Lecz ciągłe słuchanie tych samych pytań, powtarzanych niezgrabnie, na które trzeba było odpowiedzieć jedynie prostym „tak” lub „nie”, nie przypadało jej do gustu.


Ponieważ Piękna uważała, że ​​każde jej pragnienie jest przewidywane, bardziej dbała o elegancki ubiór, choć była pewna, że ​​nikt jej nie zobaczy. Sprawiało jej przyjemność ubieranie się w stroje różnych narodów świata, co było tym łatwiejsze, że jej garderoba dostarczała wszystkiego, czego zapragnęła, i każdego dnia obdarowywała ją nową suknią. 


Takie czarujące życie powinno uszczęśliwić Piękną. Ale największa radość staje się mdła, gdy jest ciągła, gdy zawsze dotyczy tego samego i gdy człowiek odkrywa, że ​​jest wolny od lęku i nadziei.   Wspomnienie rodziny zaczęło ją dręczyć pośród dobrobytu. Jej szczęście było niepełne, skoro nie mogła powiadomić o nim bliskich.


 Czy to z powodu częstego widywania Potwora, czy też z powodu łagodności jego charakteru, zdobyła się na odwagę, by zadać mu pytanie, czy są sami w jego zamku. „Tak, zapewniam cię” – odpowiedział Potwór z niepokojem – „przysięgam, że ty i ja, małpy i inne zwierzęta, jesteśmy jedynymi żywymi stworzeniami w tym miejscu”.  Nie powiedział nic więcej i odszedł szybciej niż zwykle. Gdy Piękna uświadomiła sobie, że czarujący młodzieniec istniał tylko w jej wyobraźni, uznała pałac za więzienie, które pewnego dnia stanie się jej grobowcem. Ponure myśli znów dręczyły ją nocami. 


„Co się stało, moja najdroższa Piękna? – zapytał w następnym śnie Nieznajomy. – Co cię unieszczęśliwia i zakłóca twój spokój? W imię mojej miłości do ciebie, racz mi powiedzieć. Niczego ci nie odmówię. Jesteś tu jedyną władczynią; wszystko podlega twoim rozkazom. Skąd bierze się smutek, który cię trawi? Czy widok Potwora cię niepokoi? Musisz się od niego uwolnić”.


Śniła, że Nieznajomy dobył sztylet, by poderżnąć gardło Potworowi, który nie próbował się bronić, a nawet przyjmował ciosy z uległością i potulnością, która sprawiła, że ​​piękna marzycielka zlękła się, że Nieznajomy dokończy dzieła, zanim zdąży go powstrzymać. Krzyknęła z całych sił: „Stój, barbarzyńco! Nie krzywdź mojego dobroczyńcy, bo mnie to zabije”.


Młodzieniec rzekł do niej gniewnie: „Już mnie nie kochasz, skoro popierasz Potwora, który sprzeciwia się mojemu szczęściu”.


„Jesteś niewdzięczny” – odpowiedziała, wciąż go powstrzymując – „Kocham cię nad życie i wolałabym umrzeć, niż przestać cię kochać. Żaden skarb we wszechświecie nie mógłby cię zastąpić. Poszłabym za tobą w najdziksze pustkowie. Ale gorące uczucia nie mogą przewyższyć mojej wdzięczności. Wszystko zawdzięczam bestii; on uprzedza moje pragnienia; dał mi radość poznania cię, wolałabym umrzeć, niż pozwolić ci go skrzywdzić”.


Po tej kłótni sen się rozwiał. 


Piękna z trudem ukrywała przed bestią przytłaczający smutek. Pewnego wieczoru zdradziły ją szlochy i nie mogąc dłużej udawać, powiedziała Potworowi, że tęskni za rodziną. Potwór westchnął, a raczej zawył: „Chcesz porzucić nieszczęsnego Potwora! Czy mam wierzyć, że jesteś taka niewdzięczna? Jakże to niesprawiedliwe, że wolisz dom ojca i zazdrość sióstr ode mnie. Wolisz paść owce niż korzystać ze słodkich dobrodziejstw życia tutaj. To nie miłość do rodziny, lecz nienawiść do mnie sprawia, że ​​chcesz uciec”.


„Nie, Potworze” – odpowiedziała Piękna nieśmiało – „nie czuję do ciebie niechęci, ale pozwól mi wyjechać na dwa miesiące, a obiecuję, że wrócę i spędzę tu z tobą szczęśliwie resztę życia”.


„Niczego ci nie odmówię, ale być może zapłacę życiem. – odrzekł Potwór głosem pełnym udręki. –  Obok sypialni znajdziesz cztery skrzynie; wypełnij je wszystkim, co zechcesz, dla siebie lub dla swojej rodziny. Ale jeśli złamiesz słowo, pożałujesz tego i będziesz opłakiwać moją śmierć, gdy będzie za późno. Wróć za dwa miesiące, a znajdziesz mnie żywego.  Żeby wrócić, nie będziesz potrzebowała powozu; po prostu pożegnaj się z rodziną wieczorem, a przed zaśnięciem obróć klejnot pierścienia i powiedz stanowczym głosem: „Chcę wrócić do pałacu, żeby znów zobaczyć mojego Potwora”.


We śnie ujrzała czarującego Nieznajomego, który zdawał się być przepełniony dogłębnym smutkiem. Patrzył na nią z wyrzutem. – „Jesteś bez serca. Twoje odejście przypieczętuje moją śmierć.”


„Nie poddawaj się smutkowi, drogi Nieznajomy” – odpowiedziała. – „Dałam bestii słowo, że wrócę; nie mogę nie dotrzymać obietnicy. Ale dlaczego ta podróż musi nas rozdzielić? Bądź moją eskortą; pojedźmy razem. Moja rodzina z radością cię pozna."

„Nie mogę tego zrobić” – odparł kochanek – "Mieszkańcy tego pałacu nie mają wystarczającej mocy, by zmusić cię do powrotu." 


Spała długo. Obudził ją znajomy głos. Ze zdumieniem odkryła, że ​​znajduje się w nieznanej sobie sypialni. Jeszcze bardziej zaskoczyło ją odkrycie czterech skrzyń, które przygotowała poprzedniego wieczoru. Przeniesienie jej osoby i skarbów było dowodem potęgi i dobroci Potwora. Słysząc głos ojca, pobiegła, by rzucić mu się na szyję. Jej obecność zadziwiła braci i siostry. Patrzyli na nią, jakby wróciła z innego świata. Wszyscy uściskali ją z największą radością, lecz w głębi serc siostry witały ją z żalem. Ich zazdrość nie zgasła.


Po serdecznym powitaniu starzec zapragnął spotkać się z nią na osobności, aby dowiedzieć się o okolicznościach cudownej podróży i poinformować ją o stanie swojego majątku, w którym odegrała tak ważną rolę.


Opowiadał, że w dniu, w którym zostawił ją w pałacu bestii, wrócił do domu bez najmniejszego zmęczenia. Podczas podróży rozmyślał, jak ukryć przed dziećmi kufry, wiedząc, że nie uda mu się cichcem przenieść ich do małego gabinetu przy sypialni, do którego tylko on miał klucz. Kiedy zsiadł z konia, ten uciekł z kuframi, a on sam nagle odkrył, że oszczędzono mu trudu ukrywania skarbów.  "Ta przygoda wydawała się okrutną zapowiedzią twojego losu. Nie wątpiłem, że nielojalna bestia postąpi z tobą w ten sam sposób. Moje cierpienie nie trwało długo. Znów uwierzyłem w twoje szczęście na widok kufrów w gabinecie. Znalazłem je dostarczone dokładnie tam, gdzie chciałem. Klucze do nich, które nieostrożnie zostawiłem na stole w salonie u Potwora, tkwiły w zamkach. Ta okoliczność dała mi nowy dowód dobroci bestii. Wtedy przestałem wątpić, w pomyślność twojej przygody. Po stokroć w duszy błagałem Potwora o wybaczenie za obelgi, które mój smutek kazał mi wykrzyczeć w wyobraźni."


Z kolei Piękna opowiedziała mu o wszystkim, co ją spotkało od jego wyjazdu. Opowiedziała mu o szczęśliwym życiu, jakie wiodła. Starzec, zachwycony szczegółami wspaniałych przygód córki, błogosławił bestię za dobre serce. Jego radość była jeszcze większa, gdy Piękna otworzyła swoje kufry i pokazała mu ukryte w nich ogromne bogactwa.


Ojciec Pięknej widział teraz, że Potwór ma duszę  tak szlachetną, mimo odrażającego ciała, mimo szkaradnej brzydoty, że uznał za swój obowiązek namówić córkę, by wyszła za niego za mąż.


„Nie ufaj swoim oczom” – powiedział. – "Wielokrotnie zachęcano cię, byś kierowała się uczuciem. To prawda, że ​​słyszysz te napomnienia tylko w snach, ale są one zbyt doniosłe i zbyt częste, by przypisać je wyłącznie przypadkowi. Obiecują ci tak znaczne korzyści, że powinny wystarczyć, by przezwyciężyć twoją odrazę. Dlatego, gdy Potwór zapyta cię, czy chcesz, by się z tobą przespał, radzę ci, byś mu nie odmawiała. Wyznajesz, że kocha cię czule. Podejmij więc odpowiednie kroki, aby wasz związek był bliższy i trwały. Lepiej poślubić męża o łagodnym usposobieniu niż takiego, którego jedyną zaletą jest uroda. Zmusza się wiele dziewcząt do poślubienia bestii w ludzkim ciele, o wiele bardziej okrutnych niż Potwór, który jest bestią z wyglądu, a nie ze względu na uczucia i czyny.”


Piękność zgadzała się ze wszystkimi argumentami. Ale nie wyobrażała sobie ślubu z Potworem o odrażającym wyglądzie i umyśle równie prymitywnym jak ciało.

„Jak możesz mnie namawiać do wyboru męża, z którym nie mogę rozmawiać i którego wyglądu nie poprawi zabawny żart?  Rozmowa z nim ogranicza się do pięciu czy sześciu pytań o mój apetyt lub zdrowie, a kończy się słowami: «Dobranoc, Piękna», refrenem, który moje papugi znają na pamięć i powtarzają sto razy dziennie. Wolę umrzeć od razu, niż umierać codziennie ze strachu i smutku, albo z obrzydzenia i nudy. Jedyne, co przemawia na korzyść Potwora, to to, że dba, by jego wizyty były krótkie i nie częstsze niż jedna dziennie. Ale czy to wystarczy, by wzbudzić miłość?”


Ojciec przyznał córce rację. Widząc jednak tyle uległości u Potwora, nie uważał go za zupełnie głupiego. Harmonia, dostatek i dobry smak, które panowały w pałacu, nie były dziełem idioty. Uważał go nawet za godnego uczuć córki.


Piękna rzeczywiście miała słabość do Potwora, ale nocny kochanek stanowił przeszkodę. Porównanie, jakiego dokonała między dwoma adoratorami, nie mogło być korzystne dla bestii, a i sam starzec nie był nieświadomy ogromnej różnicy między nimi. Niemniej starał się przekonać córkę na wszelkie możliwe sposoby, by przezwyciężyła odrazę. Przypomniał jej o radzie Damy, która ostrzegała ją, by nie kierowała się samymi pozorami, i która zdawała się sugerować, że piękny młodzieniec ją unieszczęśliwi.



Część druga w oryginalnym wydaniu z XVIII wieku.



Choć przez całe dwa miesiące wyobraźnia we snach przenosiła ją w miejsca, gdzie spotykała Nieznajomego, nie udało się Pięknej przywołać jego postaci. 


Przyjemności z pobytu z  rodziną, znacznie ustępowały doświadczanym w pałacu bestii, ale bawiły ją na tyle, by się nie nudzić. Spotkanie z ojcem, radość z przebywania z kochającymi braćmi, i radość z rozmowy z siostrami, które kochała, choć sama nie była kochana, nie mogły powstrzymać jej od żalu za rozkoszami sennych marzeń. W domu ojca Nieznajomy (jakże to było smutne!) nie odwiedzał jej we śnie, by szeptać czułe słowa.


Przeszły dwa miesiące i nadchodził czas pożegnania z rodziną.  Ojciec i bracia powstrzymywali ją jeszcze w ostatnim dniu, a ona rozdarta między uczuciami czułości wobec bliskich i wdzięczności wobec Potwora, nie potrafiła zdecydować o wyjeździe. W końcu przyśniło się jej, że jest w pałacowym ogrodzie, na ścieżce, gdzie gęstwina jeżyn zasłaniała wejście do jaskini, z której dobiegały przerażające jęki. Rozpoznała głos Potwora i pobiegła na ratunek. Potwór w tym śnie leżał na ziemi umierający, skarżąc się, że odpłaca mu za miłość nikczemną niewdzięcznością. Ujrzała Damę, którą już widziała we snach, a która powiedziała ostrym tonem, że Potwór jest zgubiony, jeśli ona natychmiast nie spełni obietnicy powrotu;  termin minął – jeszcze dzień, a bestia zginie.


Bracia sądzili, że po nią przybędzie koń z pałacu i szykowali się go przepłoszyć, ale nie wiedzieli o magicznym pierścieniu, który Piękna obróciła przed snem. Zbudził ją zegar grający dwanaście razy jej imię, a małpie dwórki, witając ją radośnie, otoczyły łoże w komnacie, chętne do posług. Piękna chciała jak najszybciej zobaczyć Potwora i błagać o wybaczenie. Dręczyło ją zarazem pragnienie rozmów z Nieznajomym. Plątały się jej sprzeczne myśli o nich dwóch. To wyrzucała sobie, że nie odwdzięczyła się zakochanej bestii, której potworna twarz ukrywała piękną duszę, to znów – że oddała serce fantazjom i obrazowi, który nie istniał poza snem.


Pierwszy dzień w pałacu wydawał się jej dłuższy niż jakikolwiek inny. Sztukę w Comédie-Française uznała za śmiertelnie nudną. Muzyka w Operze brzmiała żałośnie. Włosi również nie potrafili jej rozbawić. Uznała ich występy za pozbawione dowcipu i wigoru. Nic nie sprawiało jej przyjemności. O zwykłej godzinie Potwór się nie pojawił. 


Zaniepokojona i niemal rozgniewana tym opóźnieniem, wahając się między strachem a nadzieją, z niespokojnym umysłem, z sercem ogarniętym smutkiem, zeszła do ogrodów, postanowiwszy nie wracać do zamku, dopóki nie znajdzie Potwora. Gdziekolwiek poszła, nie było po nim śladu. Nawoływała, ale odpowiadało jej tylko echo. Tak spędziła aż do wieczora kilka niespokojnych, męczących godzin. Wyobrażała sobie, że Potwór albo nie żyje, albo uciekł. Znalazła się sama w jego pałacu i nie miała pojęcia jak się stąd wydostać.  Przygnębiał ją brak zwykłej, niezabawnej rozmowy z Potworem i, co wydawało jej się niezwykłe, odkryła, że ​​darzy go głębokim uczuciem. To, że nie wyszła za niego za mąż, nagle objawiło się jej jako wielka przewina. Była sprawczynią jego zguby przez zbyt długą nieobecność i robiła sobie za to najsurowsze wyrzuty.


Snując te ponure refleksje, uświadomiła sobie, że przyszła znaną ścieżką do miejsca, gdzie śnił jej się potwór umierający w ukryciu. Przekonana, że ​​nie przyciągnął jej tu czysty przypadek, weszła między zarośle. Zobaczyła za nimi jaskinię, taką samą, jak we śnie. Księżyc rzucał słabą poświatę, ale małpi paziowie natychmiast się pojawili z kilkoma pochodniami, wystarczającymi, by oświetlić wnętrze i dostrzegła Potwora leżącącego na ziemi, jak jej się zdawało, śpiącego. Piękna, daleka od przerażenia jego widokiem, była zachwycona. Zbliżyła się śmiało, położyła mu dłoń na głowie i kilkakrotnie powtórzyła jego imię. Poczuwszy pod dłonią chłód i nieruchomość ciała, pojęła, że on już nie żyje, co sprawiło, że z rozdartym sercem krzyknęła w strasznym bólu. Pewność co do śmierci Potwora nie powstrzymała jej jednak przed myślą, że przywróci mu życie. Położywszy rękę na jego sercu, poczuła z niewysłowioną radością, że wciąż oddycha. Nie chcąc opóźniać swoich zamiarów bezużytecznym narzekaniem, Piękna pobiegła do źródła, nabrała wody w dłonie i pospieszyła z powrotem, by umierającego ocucić. Ale mogła zaczerpnąć tylko garść, a i to rozlała, zanim dotarła do bestii, więc jej próby ratunku byłyby daremne, gdyby nie pomoc małpich dworzan, którzy pospieszyli do pałacu i wrócili tak szybko, że w sekundę otrzymała zarówno miskę z wodą, jak i regenerujące trunki. 


Przymusiła Potwora do picia, co dało godny podziwu efekt, gdyż najpierw się poruszył, a wkrótce potem odzyskał przytomność.

„Ależ mnie przestraszyłeś” – rzekła łagodnie. – „Nie wiedziałam, jak bardzo cię kocham; strach przed utratą ciebie uświadomił mi, że łączą mnie z tobą silniejsze więzy niż wdzięczność. Przysięgam ci, że pozostałoby mi tylko umrzeć, gdybym nie zdołała cię uratować”.


Na te czułe słowa Potwór odpowiedział słabym głosem: "Piękna, to niezwykłe, że kochasz tak ohydnego potwora, ale masz rację; ja kocham cię nad życie. Myślałem, że już nie wrócisz. Umarłbym bez ciebie. Ale skoro mnie kochasz, pragnę żyć. A teraz odpocznij, i bądź pewna, że ​​zaznasz szczęścia, na jakie zasługuje twoje dobre serce”.


Piękna nigdy nie słyszała, by Potwór przemawiał tak długo. Brakowało mu elokwencji, ale spodobała się dziewczynie jego łagodność, a przy tym – nie miała wątpliwości – szczerość. 

Następnego dnia po przedstawieniu w Operze usiadła do obiadu; gdy zobaczyła nadchodzącego Potwora, zdecydowała, co uczyni. Daleki od wypominania jej długiej nieobecności, Potwór – jakby radość z jej obecności pozwalała mu zapomnieć o niedawnych cierpieniach – zdawał się nie przejmować niczym innym, jak tylko tym, czy dobrze się bawiła, czy została dobrze przyjęta w domu ojca i czy zdrowie jej służy. Odpowiadała uprzejmie na jego pytania, dodając, że drogo zapłaciła za rozrywki, którymi cieszyła się dzięki jego opiece, i że po nich nastąpiły okrutne męki z powodu stanu, w jakim go zastała. Podziękował lakonicznie, po czym, chcąc się z nią pożegnać, zapytał, jak to miał w zwyczaju, czy chce się z nim przespać. Przez chwilę Piękna milczała, ale zebrała się na odwagę i powiedziała drżącym głosem: „Tak, Potworze, chciałabym, pod warunkiem, że przyrzekniesz mi wierność, a ja obiecam ci swoją”. „Przysięgam” – odpowiedział – „i obiecuję, że nie będę miał innej żony niż ty.

„Więc przyjmuję cię za męża i przysięgam, że dam ci czułą i wierną miłość” – odparła Piękna.


Ledwo wypowiedziała te słowa, rozległ się  wystrzał artyleryjski. Przez okno zobaczyła niebo rozbłyskające ponad dwudziestoma tysiącami rakiet, które eksplodowały nieprzerwanie przez trzy godziny. W pewnej chwili ogniki stworzyły wyraźny napis: Niech żyje Piękna i jej mąż. Czarujący spektakl trwał długo, w końcu Potwór oznajmił, że czas iść spać.


Prawdę mówiąc Piękna bez wielkiej radości wyobrażała sobie noc u boku szkaradnego męża. Położyła się na brzeżku łoża, a światła zgasły natychmiast. Zbliżanie się Potwora sprawiło, że Piękna przeczuwała, iż ciężar jego ciała zmiażdży łóżko. Zaskoczona, poczuła, że ​​potwór wślizgnął się do łoża obok niej tak lekko, jak ona sama przed chwilą. Jej zdumienie wzrosło jeszcze bardziej, gdy rozpoznała po oddechu że niemal natychmiast zasnął.

Przyzwyczajona do niezwykłych wydarzeń, nie wątpiła, że ten z lekka pochrapujący przez sen małżonek jest równie tajemniczy, jak wszystko, co działo się w pałacu. Po chwili zasnęła równie spokojnie jak on. We śnie Nieznajomy był weselszy i piękniej ubrany niż kiedykolwiek wcześniej.

„Jakże jestem ci wdzięczny, moja Piękna” – powiedział. – „Uwolniłaś mnie z okropnego więzienia. Twoje małżeństwo z Potworem przywróci króla jego poddanym, syna jego matce i życie jego królestwu: wszyscy będziemy szczęśliwi."


Obudziło ją jasne światło dnia, gdyż małpki nie domknęły okiennic; spojrzała na Potwora. Początkowo sądziła, że nadal śni i widzi to, co zawsze w sennych urojeniach, ale przecież ​​to, co widziała, było prawdziwe. Jej radość i zdziwienie były ogromne – zamiast Potwora, miała obok siebie ukochanego Nieznajomego, który był tysiąc razy przystojniejszy niż kiedykolwiek we snach. Przemówiła doń i dotknęła jego ramienia, ale to go nie obudziło. 


Będąc sama, nie bała się nikogo zgorszyć swobodą, na jaką mogła sobie pozwolić wobec własnego męża. Dając upust uczuciom, całowała go tysiąc razy; mimo to młodzieniec się nie obudził. Postanowiła cierpliwie czekać, aż tajemniczy letarg minie. A więc Dama we śnie mówiła prawdę, że jej miłość zarówno do Potwora  jak i do Nieznajomego jest do pogodzenia, ponieważ obaj byli jedną osobą. 


Mimo jasnego poranka mąż się nie obudził. Po lekkim posiłku próbowała zająć się swoimi zwykłymi zajęciami, ale teraz wydawały jej się one mdłe. Ponieważ nie chciała opuszczać sypialni ani pozostawać bezczynna, wzięła nuty i zaczęła śpiewać. Ptaki, słysząc jej głos, dołączyły do ​​koncertu, tym bardziej czarującego, że Piękna miała nadzieję, iż zostanie on przerwany przez przebudzenie męża, pochlebiając sobie, że zdoła położyć kres czarowi harmonią swego głosu. 


Wtem usłyszała turkot powozu na dziedzińcu. Wyjrzawszy przez okno, ujrzała cztery białe jelenie o złotych porożach i złotych kopytach, zaprzęgnięte do powozu, którym przyjechały dwie kobiety. Jedną z nich była Dama, widywana we snach, druga równie piękna, o rysach dostojnych i szlachetnych emanowała majestatem. Piękna powitała je obie, a Dama zwróciła się do swojej towarzyszki: „Królowo Amazonek, co sądzisz o tej pięknej dziewczynie? To jej zawdzięczasz przywrócenie życia synowi, bo musisz przyznać, że opłakanego stanu, w jakim się znajdował, nie można nazwać życiem. Bez niej nigdy więcej nie zobaczyłabyś Księcia, a on pozostałby w okropnej postaci, w którą się przeobraził. Odwaga tej dziewczyny dorównuje jej urodzie. Kochają się, a ich szczęście potrzebuje twojej zgody, by stało się doskonałym. Czy im tego odmówisz?"


Słysząc te słowa, Królowa czule objęła Piękną i rzekła: „Urocza i dzielna dziewczyno, wobec kogo mam tak wielki obowiązek? Powiedz mi, kim jesteś i jakie są imiona władców, którzy mają to szczęście, że wydali na świat taką księżniczkę”.

„Pani” – odpowiedziała skromnie Piękna – „od dawna nie mam matki. Mój ojciec jest kupcem, znanym bardziej ze swojej uczciwości i nieszczęść niż z wysokiego urodzenia."


Na to szczere oświadczenie oszołomiona Królowa Amazonek cofnęła się o dwa kroki i wykrzyknęła: „Co! Jesteś tylko córką kupca? Och! Wielka Wróżko!” 


„Wygląda na to” – rzekła dumnie Wróżka – „że jesteś niezadowolona z mojego wyboru. Skromne pochodzenie tej młodej dziewczyny budzi twoją pogardę, a przecież była jedyną kobietą na świecie zdolną do spełnienia moich planów i uszczęśliwienia twojego syna”.

„Jestem głęboko wdzięczna” – odpowiedziała Królowa – „ale,nie mogę nie zwrócić uwagi na dziwną mieszankę, jaką by stworzyła, najszlachetniejsza krew świata, z której pochodzi mój syn, połączona z pospolitą krwią tej młodej kobiety. Przyznaję, że nie pochlebia mi domniemane przyszłe szczęście księcia, które trzeba kupić sojuszem  niegodnym nas. Czyż nie możemy znaleźć na świecie młodej kobiety, której cnota dorównuje jej pochodzeniu?" 


W tej właśnie chwili wszedł do komnaty Nieznajomny. Przybycie matki i Wróżki go obudziło go i miało nad nim większą moc niż wszystkie wysiłki Pięknej, próbującej usunąć zaklęcie. Królowa długo trzymała go w ramionach, nie mogąc wymówić ani słowa.


Książę zamierzał opowiedzieć o swej wdzięczności wobec Pięknej i miłości do niej, gdy Wróżka powstrzymała go i wezwała, by został sędzią między nią a jego matką. 


"Twoja matka” – powiedziała Wielka Wróżka – „potępia zaręczyny, które zawarłeś z Piękną. Uważa, że ​​jej urodzenie nie jest godne twojego. Ja natomiast uważam, że jej cnoty w pełni rekompensują tę nierówność. Do ciebie, Książę, należy decyzja, która z nas myśli sprawiedliwiej. Mów bez ceremonii. Chociaż złożyłeś ślubowanie, możesz je wycofać. Gwarantuję, że Piękna uwolni cię od niego bez wahania. Co ty na to, Piękna?” – kontynuowała Wróżka – „Czy mylę się, tłumacząc twoje uczucia? Czy chciałabyś męża, który poślubi cię z żalem?” „Nie, Pani, z pewnością nie” – odpowiedziała Piękna – „Książę jest wolny, zrzekam się zaszczytu bycia jego żoną. Kiedy przyjmowałam jego rękę, myślałam, że poślubię kogoś skromniejszego niż on. Wielka Wróżko, proszę pokornie, nie stawiaj Królowej żadnych żądań, bo nie winię jej za skrupuły w tej delikatnej sprawie”.


„Co na to powiesz, Królowo Amazonek?” – zapytała Wróżka z gniewem. – „Czy uważasz, że księżniczki, z kaprysu urodzenia, bardziej zasługują na wysoką rangę, niż ta młoda osoba? Co do mnie, uważam, że nie powinna ponosić odpowiedzialności za narodziny, które jej cnota hojnie zrekompensowała”. 


Królowa odpowiedziała z zakłopotaniem: „Piękna jest nieporównywalna; jej zasługi są nieskończone, nikt jej nie przewyższy. Ale, Pani, czy nie możemy znaleźć innego sposobu, by ją wynagrodzić? Przecież możemy to zrobić bez poświęcania mojego syna. Tak, Piękna” – powiedziała Królowa – „jestem ci wiele winna, ​​jestem ci dozgonnie wdzięczna. Nie stawiam żadnych ograniczeń twoim pragnieniom. Spełnię wszystkie, z wyjątkiem tego jednego. Wybierz sobie męża na moim dworze. Każdy wielki szlachcic będzie zaszczycony, a ze względu na ciebie posadzę go tak blisko tronu, że różnica będzie niewielka”. 


„Dziękuję, pani” – odpowiedziała Piękna – „ale niczego od ciebie w zamian nie żądam. Zostałam już hojnie wynagrodzona zbawiennym złamaniem zaklęcia, które odebrało księcia matce i królestwu. Moje szczęście będzie pełne, jeśli Wróżka raczy mnie przenieść do mojego ojca."


Książę, któremu Wróżka nakazała milczeć przez całą tę rozmowę, mimo szacunku dla matki nie był w stanie powstrzymać żalu wobec jej irytujących rozkazów. Rzucił się do stóp obu dam, błagając, by nie czyniły go nieszczęśliwym, odsyłając Piękną i pozbawiając go szczęścia bycia jej mężem.


Widząc to, Piękna z największą czułością i jednocześnie ze szlachetną dumą, rzekła: „Książę, nie mogę zaprzeczyć moim uczuciom do ciebie. Wyznaję bez wstydu, że kocham cię bardziej niż siebie. Wystarczy mi wiedzieć, kim ty jesteś i kim ja jestem, aby wyrzec się chwały bycia twoją żoną. Gdyby Królowa uległa twoim prośbom i z łaski dała ci to, czego pragniesz, wcale by ci nie pomogła, bo w moim umyśle, a nawet w sercu, znalazłbyś przeszkodę nie do pokonania. Powtarzam, jedyną łaską, jakiej pragnę, jest powrót na łono mojej rodziny, gdzie będę wiecznie pielęgnować pamięć o twojej dobroci i miłości.


„Wielka Wróżko” – zawołał Książę – „błagam cię, nie pozwól Pięknej odejść. Przywróć mnie do mojej szkaradnej postaci, skoro Piękna złożyła przysięgę bestii i skoro tylko jako potwór mogę mieć zaszczyt bycia je mężem." 


Wróżka nie odpowiedziała. Wbiła wzrok w Królową Amazonek, która była poruszona tak wielką cnotą, lecz pozostała niezłomna w swej dumie.  Ból syna dręczył ją, lecz nie mogła zapomnieć, że Piękna to córka kupca i nikt więcej. Niemniej bała się gniewu Wielkiej Wróżki, której oblicze i milczenie aż nazbyt wyrażały oburzenie. Zakłopotana ogromnie, lecz nie mając odwagi, by powiedzieć choć słowo, bała się, że rozmowa może przybrać śmiertelnie groźny obrót, ponieważ obraziła opiekuńczą Inteligencję. 


Nikt nie odezwał się przez kilka chwil. Wróżka w końcu przerwała milczenie i, rzucając kochankom czułe spojrzenie, rzekła: „Uważam, że jesteście siebie godni. Byłoby zbrodnią myśleć o rozdzieleniu was. Zostaniecie razem, obiecuję i mam wystarczającą moc, by obietnicę zagwarantować”. 


Na te słowa Królowa  zadrżała. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale Wróżka powstrzymała ją: „Co do ciebie, Królowo Amazonek, widzę, że tak mało cenisz cnotę pozbawioną próżnych tytułów, tylko dla ciebie cennych, że miałabym powód do gorzkich upomnień. Lecz wybaczam ci tę wadę i nie zemszczę się niczym innym niż drobną przemocą, za którą wkrótce mi podziękujesz”. 


Słysząc te słowa, Piękna rzuciła się Wielkiej Wróżce do kolan i wykrzyknęła: „Och! Nie narażaj mnie na mękę słuchania przez całe życie wymówek, że jestem niegodna rangi, do jakiej twoja hojność chce mnie wynieść. Błagam cię, weź pod uwagę, że Książę, który teraz wierzy, że jego szczęście polega na otrzymaniu mojej ręki, być może wkrótce pomyśli jak Królowa”. 


„Nie, nie, Piękna, nie obawiaj się takiej odmiany” – odpowiedziała Wróżka. – „Ona się nie ziści. Znam niezawodny sposób, by cię uchronić, i nawet gdyby Książę chciał tobą wzgardzić po ślubie, musiałby znaleźć inny powód niż nierówność waszych pozycji. Twoje urodzenie nie jest gorsze od jego. Wręcz przeciwnie, masz znaczną przewagę, ponieważ prawdą jest” – powiedziała dumnie, zwracając się do Królowej Amazonek  – „że ona to twoja siostrzenica, a tym bardziej powinna zasługiwać na twój szacunek, że jest również moją córką, jako dziecko mej siostry, która, w przeciwieństwie do ciebie, nie była niewolnicą próżnej dumy, i której głównym blaskiem była cnota.


Ta wróżka uczyniła zaszczyt Królowi Wyspy Szczęśliwej, poślubiając go.  Chroniłam owoc ich związku przed furią innej wróżki, która pragnęła zostać teściową Pięknej. Od chwili narodzin przeznaczyłam Piękną na żonę twojego syna. Miałam powody sądzić, że darzysz mnie większym zaufaniem. Mogłaś liczyć na mnie co do losu księcia. Wykazałam ci dobitnie, że mi na nim zależy, więc nie miałaś powodu obawiać się, że pozwolę, by któremuś z was przydarzyło się coś haniebnego. Jestem przekonana – kontynuowała z uśmiechem, w którym wciąż tliła się nuta goryczy – że zapomnisz o swojej pogardzie i z przyjemnością zaszczycisz nas sojuszem."


Osłupiała i zawstydzona Królowa Amazonek nie wiedziała, jak zareagować. Jedynym sposobem by naprawić błąd były szczere przeprosiny i okazanie prawdziwej skruchy. „Jestem winna, Wielka Wróżko” – powiedziała. –  Ale proszę, wybacz uprzedzenia sławnego rodu. Nauczono mnie, że królewska krew nie pozwala na mezalians bez hańby. Co do ciebie, Piękna” – kontynuowała, obejmując ją czule – „nie czuj goryczy z powodu mojego sprzeciwu. Zawsze pragnęłam ożenku mojego syna z moją siostrzenicą, co do której Wielka Wróżka zapewniła mnie, że wciąż żyje, mimo iż pozory wskazywały, że to nieprawda.  Przez lata rysowała mi tak czarujący twój portret, że nie znając cię, kochałam na tyle mocno, że teraz ryzykowałam obrażenie Wielkiej Wróżki, chcąc zachować tron ​​i serce mojego syna tylko dla ciebie”.


Po tych słowach Królowa  objęła Piękną, która przyjęła to z szacunkiem. Księcia zachwycił radosny obrót sprawy.


„Teraz wszyscy jesteśmy szczęśliwi” – ​​powiedziała Wielka Wróżka – „i aby zakończyć pomyślnie tę przygodę, brakuje nam tylko zgody Króla, ojca księżniczki, ale wkrótce go tu zobaczymy”. I wtedy Piękna poprosiła Wielką Wróżkę, aby kupcowi, który ją wychował i któremu, jak wierzyła, zawdzięczała życie, pozwoliła być świadkiem jej szczęścia.


„Podoba mi się ten akt dobroci” – rzekła Wróżka. – „Jest godny pięknej duszy, a skoro o to prosisz, niebawem go zawiadomię”.


Potem, biorąc za rękę Królową, wyprowadziła ją pod pretekstem pokazania jej zaczarowanego pałacu. Chciała dać narzeczonym swobodę pierwszej rozmowy, bez ograniczeń i bez pomocy sennej iluzji. 


W pełnej wzruszeń i chaotycznej rozmowie, wyczerpawszy wszystko, co miłość każe ludziom mówić w chwilach, gdy ich serca są prawdziwie poruszone, Piękna zapytała swego ukochanego, jakie nieszczęście sprawiło, że został okrutnie przemieniony w Potwora.


koniec odc. 3. 

° ° °


W tym miejscu francuscy wydawcy z Gallimard postawili w edycji z roku 2014 nawiasy z kropkami, usuwając całą Opowieść o Potworze i przechodząc od razu do części zwanej w niektórych wydaniach Opowieścią Wielkiej Wróżki. Oba te fragmenty to prawie jedna trzecia książki Madame de Villeneuve. Fabularnie odsłaniają się w nich kulisy ważnych wydarzeń w "ludzkim" świecie, które – okazuje się – są konsekwecjami perturbacji w świecie wróżek. 




Opowieść Księcia o sobie i o Potworze.


Mój ojciec, zmarł, zanim przyszedłem na świat.  Wtedy potężny sąsiad uznał, że łatwo mu będzie przejąć terytorium rządzone przez kobietę. Najechał królestwo z potężną armią. Królowa Amazonek  pomimo wielu wygranych bitew, nie była w stanie szybko wrócić do stolicy.  Pokonany wróg, łamiąc wszystkie traktaty, wydał rozkaz wymordowania naszego garnizonu i odzyskał niemal całą ziemię. W związku z tym musiała zawrócić.  Ta druga wyprawa zmusiła Królową Amazonek do pozostania przy swojej armii przez piętnaście lat.


Wychowanie moje powierzyła Starej Wróżce, która uparcie o to zabiegała. Nie miała ona dobrej opinii wśród przyjaciół matki, była kapryśna, mściwa i bardziej się jej bano, niż ją szanowano. Przysięgała jednak, że poświęci całą swoją troskę i uwagę mojemu wykształceniu. 


Przez pewien czas zajmowała się mną, potem niespodziewanie wyruszyła w podróż, która trwała kilka lat, a jej sekretnego powodu nigdy mi nie wyjawiła. Wydoroślałem przez ten czas, a ona po powrocie zaczęła obdarzać mnie czułością zupełnie niepodobną do matczynej.  Wcześniej pozwalała mi nazywać się drugą matką, ale teraz zabroniła. Usłuchałem, nie pytając o powody, ani nie podejrzewając, czego ode mnie będzie wymagać.  Oświadczyła w końcu, że mimo iż wiele dla mnie zrobiła, ma zamiar zrobić jeszcze więcej, że muszę się z nią ożenić i że nie chce, abym kochał ją jak drugą matkę, ale jak kochankę.


Zawstydziła mnie ta propozycja.  Wróżka była stara, brzydka i miała nieokiełznany temperament, co nie pozwalało mi przewidywać losu tak przyjemnego, jak ten, który obiecała. Byłem daleki od uczuć do niej, które powinno się czuć do osoby, z którą planuje się spędzić szczęśliwie resztę życia. Poza tym nie chciałem podejmować takiego zobowiązania w młodym wieku. Miałem tylko jedno gorące pragnienie: ponownie ujrzeć Królową Amazonek i wyróżnić się na czele jej armii.


Nie udało mi się uzyskać pozwolenia Starej Wróżki na dołączenie do matki. Postawiła warunek, który mi się nie spodobał: musi mi towarzyszyć.  Przybyliśmy w przededniu decydującej rozprawy.  Zostałem panem pola bitwy, a nasze zwycięstwo było całkowite. Miałem szczęście uratować życie Królowej i zapobiec jej pojmaniu. Wrogowie byli ścigani tak zaciekle, że opuścili obóz i stracili zapasy, a także ponad trzy czwarte swojej armii. Mogliśmy wrócić do naszej stolicy, do tego pałacu w którym właśnie jesteśmy. I wtedy stara jędza powiedziała królowej wprost, że postanowiła poślubić mnie bezzwłocznie.


Moja matka, nie mogąc opanować zaskoczenia i niewprawiona w sztuce udawania, zawołała: „Czy zastanowiłaś się, Pani, nad dziwacznym związkiem, który mi proponujesz?”


Prawdę mówiąc, nie sposób było wyobrazić sobie bardziej absurdalnego połączenia. Pomijając niemal zgrzybiały wiek Starej Wróżki, była ona przerażająco brzydka. To nie upływ czasu ją zeszpecił; gdyby była piękna w młodości, byłaby w stanie zachować ją dzięki czarodziejskiej sztuce. Ponieważ jednak była z natury brzydka, magiczna moc nie mogła odmienić ją w urodziwą dłużej niż na jeden dzień w roku.


Jej duma nie pozwalała uświadomić sobie, jak jest okropna, i zakładała, że ​​czarodziejskie moce wystarczająco zrekompensują brak uroku.


„Co masz na myśli mówiąc o „dziwacznym związku”?” – zapytała Królową Amazonek. – „Czy pomyślałaś, jak nierozsądnie jest przypominać mi o czymś, o czym raczyłam zapomnieć? Powinnaś sobie pogratulować posiadanie syna, który jest na tyle czarujący, że zasługuje na mój wybór. A skoro raczę zniżyć się do jego poziomu, przyjmij z szacunkiem zaszczyt, jaki jestem gotowa ci ofiarować”.


Oboje z matką wymieniliśmy w milczeniu spojrzenia.


"Co to znaczy?” – powiedziała gorzko Stara Wróżka. – „Czemu matka i syn milczą? Czy ta rozkoszna niespodzianka pozbawiła was zdolności mówienia? Czy jesteś, książę na tyle ślepy i bezczelny, by odrzucić moją propozycję? Powiedz” – rzekła do mnie – „czy będziesz na tyle niewdzięczny i nieroztropny, by wzgardzić moją uprzejmą propozycją? Czy nie zgodzisz się od razu podać mi ręki?”


„Nie, pani, zapewniam cię” – odpowiedziałem szybko. – „Chociaż jestem szczerze wdzięczny za opiekę, nie mogę się zdecydować na spłatę długu w ten sposób. Za pozwoleniem Królowej Amazonek wolałbym nie tracić wolności tak szybko. Proszę o inny sposób, w jaki mógłbym się odwdzięczyć za twoje dobre uczynki; nic, o co poprosisz, nie będzie niemożliwe. Ale co do propozycji ożenku, proszę, zwolnij mnie z niej, ponieważ…”


„Co mówisz, ty nędzna kreaturo!” – przerwała mi wściekle. – „Jak śmiesz mi odmawiać! A ty, głupia Królowo, czy możesz bez oburzenia patrzeć na taką arogancję u swojego syna? Co ja mówię, bez oburzenia? To ty pozwoliłaś mu tak postępować, bo twoje bezczelne spojrzenie dodało mu śmiałości, by mnie odrzucić”.


Zraniona obraźliwymi słowami starej Wróżki, Królowa Amazonek nie mogła się dłużej powstrzymać. Spojrzała w lustro, przed którym staliśmy – "Racz spojrzeć szczerze na odbicia w tym lustrze; one odpowiedzą za mnie”.


Stara Wróżka zrozumiała, co miała na myśli Królowa. –  „A więc to uroda tego twojego drogiego syna czyni cię tak próżną” – powiedziała. – „I to właśnie naraża mnie na tak skandaliczną odmowę. Uważasz mnie za niegodną małżonkę. No cóż” – kontynuowała głosem pełnym wściekłości – „po takim wysiłku, by uczynić go czarującym, muszę teraz ukoronować moje dzieło i dać wam obojgu nowe i widoczne przypomnienie tego, co mi jesteście winni. Idź, nędzniku” – powiedziała mi – „i chwal się, że odrzuciłeś moje serce i rękę; idź i ofiaruj je kobiecie, którą uważasz za godniejszą ode mnie”.


Wypowiadając te słowa, przerażająca pretendentka na kochankę uderzyła mnie w głowę. Cios był tak silny, że upadłem twarzą na ziemię i czułem się, jakby przygniotła mnie góra. W gniewie za tę zniewagę, próbowałem się podnieść, ale przez ciężar mojego ciała nie byłem w stanie ustać. Jedyne, co mogłem zrobić, to podeprzeć się na dłoniach, które nagle zamieniły się w dwie okropne łapy, a których widok uświadomił mi moją przemianę. Wyglądałem tak samo, jak wtedy, gdy mnie poznałaś. Spojrzałem w lustro i zobaczyłem moją okrutną i nagłą metamorfozę.


"Pozostaniesz taki, nie odzyskując swojej pierwotnej postaci, dopóki młoda i piękna dziewczyna dobrowolnie nie odda się w twoją władzę, mimo strachu przed tobą. A jeśliby” – kontynuowała – „przestała się obawiać o życie, musi żywić do ciebie tyle czułości, że będzie skłonna ci się oświadczyć. Dopóki nie spotkasz tak niezwykłej osoby, nakazuję ci być przedmiotem grozy dla siebie i wszystkich, którzy cię zobaczą. A co do ciebie” – powiedziała do Królowej Amazonek – „szczęśliwa matko uroczego dziecka, ostrzegam cię, że jeśli komukolwiek powiesz, że ten potwór jest twoim synem, nigdy nie odzyska ludzkiej postaci."


Po tych słowach zniknęła.


Moja matka postanowiła się zasztyletować, a ja planowałem utopić się w stawie. Szliśmy już, by zrealizować samobójcze plany, gdy na drodze pojawiła się majestatyczna dama; zatrzymała nas mówiąc, że tchórzostwem jest uleganie nieszczęściom. Królowa Amazonek była jednak zrozpaczona, łzy płynęły jej z oczu, nie wiedziała, jak powiadomić poddanych, że ich władca przemienił się w straszliwą bestię. Wielka Wróżka (bo nią właśnie była owa dama) przypomniała jej o nieodzownym obowiązku ukrycia tej przerażającej przygody przed poddanymi.


"Czy istnieje lekarstwo wystarczająco potężne, by uniemożliwić spełnienie woli Starej Wróżki?” – wykrzyknęła Amazonka.


„Tak, pani” – odpowiedziała Wróżka – „jest takie lekarstwo. Ja też jestem wróżką, tak jak ta, której furii właśnie doświadczyłaś. Nie mam mniejszej mocy. Ale ona żyje dłużej ode mnie, a u nas starszeństwo to tytuł do szacunku. Wiem jednak, że nieświadomie postawiła warunek, którym można złamać jej podły czar i mogę go odwrócić.  Poza tym pochlebia sobie ona, że zdradzisz tajemnicę; dlatego nie odebrała ci mowy”.


Królowa Amazonek wyznała, że dwie damy jej dworu były obecne przy fatalnym zdarzeniu i uciekły przerażone. Cały dwór już wie, co się stało, a jej królestwo wkrótce zostanie powiadomione. I wtedy Wróżka, by utrzymać tajemnicę, wszystkie żywe istoty w zamku zamieniła w posągi, a ludzie zamarli w bezruchu.


Wydawało mi się, że jestem sam w zamku; ale obsługiwano mnie tak, jakbym mieszkał pośród licznego dworu. Czytałem, chodziłem do teatru, uprawiałem ogród dla rozrywki. To, co zasadziłem, potrzebowało nie więcej niż jednego dnia, by rozkwitnąć i dojrzeć. Tak wyrosła altana róż, którym zawdzięczam szczęście, że cię tu widzę, Piękna.


Pewnego dnia odwiedziła mnie Wielka Wróżka. Widziałem radość w jej oczach. Oznajmiła: „Drogi Książę, zbliża się chwila twojego wybawienia”. Opowiedziała mi, że pewien człowiek, którego ty uważałaś za swojego ojca, spędził okropny wieczór w pobliskim lesie i niebawem trafi do mego pałacu. "Musi zostać przyjęty z wielką gościnnością, bo ma uroczą córkę. A to ona cię uwolni." - dodała.  

 

Pamiętasz zapewne, z jaką pompą cię przyjąłem, nie śmiąc wyrazić mojej radości słowami. Od pierwszego wejrzenia wywarłaś na mnie wrażenie, które było dokładnym przeciwieństwem tego, jakie na tobie wywarła moja potworna twarz. Zobaczyłem cię i zakochałem się w tobie w jednej chwili.


To Wielka Wróżka kierowała twoimi snami; pokazywała ci w wizjach moje prawdziwe oblicze nocą, a w dzień na portretach. Sprawiła, że ​​przemawiałem w twoich snach, zgodnie z moimi myślami


Spytałaś pewnego razu, czy jestem tu sam. O mało nie porzuciłem udawanej głupoty, by żarliwie zapewnić cię, że tak. Byłem bliski porzucenia pozorów, ale Wielka Wróżka, pozostając dla ciebie niewidzialną, stanęła między nami. Przeraziło mnie jej spojrzenie. O niebiosa, by zmusić mnie do milczenia, podeszła do ciebie ze sztyletem w dłoni i dała mi znak, że pierwsze słowo, które wypowiem, będzie cię kosztować życie. Przerażony, momentalnie powróciłem do głupoty, którą mi kazała udawać.


Najszczęśliwszą była ta chwila, gdy uznałaś mnie swoim mężem. Ale nie pozwolono mi jeszcze wyjawić mojej tajemnicy, więc Potwór musiał położyć się obok ciebie. Wiesz, że natychmiast zapadłem w głęboki sen, który zakończył się dopiero wraz z przybyciem Wielkiej Wróżki i Królowej Amazonek. Kiedy się obudziłem, znalazłem siebie takim, jakim jestem teraz, nie rozumiejąc, jak dokonała się ta przemiana. Byłaś świadkiem wszystkiego, ale nie wiedziałaś ile bólu sprawił mi upór mojej matki, sprzeciwiającej się małżeństwu. Byłem gotów, Księżniczko, ponownie przybrać postać Potwora, byle tylko pozostać twoim mężem.     



Opowieść Wielkiej Wróżki.

 

Gdy Książę zakończył swą opowieść usłyszano w komnacie hałas na dziedzińcu, fanfary, zgiełk wielu głosów, stukot licznych podków na bruku. Zobaczono orszak iście królewski, asystę wojskową, przepyszną świtę dworzan, a wszyscy oni otaczali majestatyczną postać.


Wielka Wróżka rzekła do Królowej Amazonek – "Oto król Wyspy Szczęśliwej, twój brat i ojciec Pięknej. Nie wie, że jesteś tu i ty i ona, którą od lata uważa za zmarłą. Nadal ją opłakuje, podobnie jak żonę, której pamięć czule pielęgnuje."


Damy wyszły na dziedziniec powitać przybysza. Poznał swą siostrę, ale uznał, że obejmująca go dziewczyna i niespodziewanie nazywająca ojcem, jest jakąś księżniczką, która chce prosić o pomoc w trudnej sprawie. Wróżka zapytała go wprost, czy ta panna przypomina mu kogoś. Gdy przyjrzał się jej dokładniej, w jego oczach pojawiły się łzy. "Nie śmiem pomyśleć, że tak może być – rzekł wzruszony – ale sądząc po rysach, mógłbym sądzić, że słusznie nazwała mnie ojcem, lecz przecież widziałem niezbity dowód, że moją córkę rozszarpały dzikie zwierzęta."


"Możesz tak pomyśleć, Wielmożny Panie" – odrzekła Wielka Wróżka – "ale dziedziniec nie jest dobrym miejscem do opowiedzenia wszystkich przygód. Chodźmy do pałacu. Przekażę ci tam kolejną nowinę, która okaże się nie mniej wzruszająca."


Nim weszli na komnaty Wielka Wróżka włóżyła swą różdżkę w dłoń Królowej Amazonek i nakazała jej zakreślić siedem okręgów w powietrzu i powiedzieć: Ożyjcie! Wasz książę jest ocalony!


Na te słowa wszystkie posągi na dziedzińcu, na schodach, w parku i nad stawem zaczęly się poruszać, chodzić, kontynuować rozmowy a wszyscy wyglądali, jakby nawet mgliście nie pamiętali, co się z nimi stało.


Wróżka i Królowa dołączyły do tłumu w wielkiej komnacie, gdzie Król przytulając Piękną rozmawiał z nią i z Księciem. Wróżka podeszła do nich – "Królu, możesz ten dzień zaliczać do napiękniejszych w swoim życiu." Wszyscy umilkli, czekając na jej opowieść.

 

° ° °


„Wielmożny Panie. Piękna i Książę są jedynymi spośród nas, którzy nie znają praw Wyspy Szczęśliwej. Wyjaśnię im te prawa. Otóż mieszkańcy tej wyspy, nawet Król, mogą kierować się wyłącznie swoimi upodobaniami, wybierając osobę, którą pragną poślubić, tak aby nic nie stanęło im na drodze do szczęścia. To właśnie dzięki temu przywilejowi wybrałeś, mimo królewskiego stanu, młodą pasterkę, którą spotkałeś na polowaniu.


Każda inna kobieta, nawet z wyższych sfer, chętnie przyjęłaby zaszczyt bycia twoją kochanką, ale jej cnota sprawiła, że ​​wzgardziła taką propozycją.


Wyniosłeś ją na tron ​​i nadałeś rangę, z której skromne pochodzenie zdawało się ją wykluczać; szlachetny charakter, mądrość i piękna dusza czyniły ją godną takiego wyniesienia.


Dobroć, szacunek i uczucie do ciebie dorównywały jej urokowi. Pomimo młodego wieku i skromnego wykształcenia, odznaczała się wyjątkową roztropnością, a twoich najzdolniejszych dworzan zaskakiwały mądre rady, których ci udzielała, i sposoby, jakie znajdowała, byś odnosił sukcesy w przedsięwzięciach.


Jednak nie cieszyłeś się jej obecnością długo. Po tym, jak zostałeś ojcem Pięknej, zmuszony byłeś udać się na rubieże królestwa, by zapobiec buntom. W tym czasie straciłeś tę ukochaną żonę."


Król, którego smutek nigdy nie opuścił i który wciąż boleśnie odczuwał śmierć małżonki, nie mógł słuchać tej historii bez głębokiego wzruszenia. 


Wielka Wróżka, widząc to, rzekła:

„Twoje uczucia dowodzą mi, że zasłużyłeś na to szczęście. Nie będę dłużej rozpamiętywać wspomnienia, które przysparza ci tyle smutku. Muszę cię jednak poinformować, że ta rzekoma pasterka była wróżką i moją ukochaną siostrą. Dowiedziawszy się, że Wyspa Szczęśliwa to kraina pełna uroku, i poznawszy jej prawa i łagodny charakter waszych rządów, zapragnęła odwiedzić ją osobiście, przywdziewając przebranie pasterki.


Zamieszkała w małym domku, który zbudowała w odosobnieniu. To właśnie tam spotkałeś ją i jej matkę. Zdawały się one żyć z dóbr wytwarzanych przez fikcyjne stado kóz, które nie bały się wilków, bo w rzeczywistości były przebranymi dżinami. 

Twoją kochanką nie chciała być, ale nie odrzuciła propozycji dzielenia się koroną. Ambicja nie miała z tym nic wspólnego. My, wróżki, uważamy największe królestwa za drobiazgi, które dajemy w prezencie komu zechcemy. Przekonało ją do ciebie twoje postępowanie wobec niej, a  związanie się z mężczyzną pełnym cnót uznała za szczęśliwą okoliczność. Wystawne zaręczyny tak ją olśniły, że zapomniała rozważyć niebezpieczeństwa, w jakie się uwikłała. Nasze prawa wyraźnie zabraniają sojuszów z tymi, których władza nie dorównuje naszej, zwłaszcza zanim nie osiągniemy wieku, w którym możemy sprawować władzę nad innymi.


Do tego czasu jesteśmy pod kontrolą starszych i możemy połączyć się jedynie z równą nam Inteligencją, której moc jest co najmniej równa naszej. Prawdą jest, że gdy osiągniemy odpowiedni wiek, możemy swobodnie zawierać dowolne sojusze, ale rzadko korzystamy z tego prawa, bo zwykle taki związek wywołuje oburzenie w Zakonie. 


Taki skandal zdarza się rzadko, wywołują go zazwyczaj wiekowe wróżki, które niezmiennie drogo płacą za swoje ekstrawaganckie zachowanie, ponieważ wychodzą za mąż za młodych mężczyzn, gardzących nimi. I my ich nie karzemy, gdyż zawsze są wystarczająco karane złym zachowaniem swoich mężów, na których nie wolno im się mścić.


Moja siostra nie znalazła się w tej sytuacji, ale brakowało jej wieku. Słuchała tylko własnego serca. Pochlebiała sobie, że potrafi utrzymać swoje małżeństwo w tajemnicy i przez krótki czas jej się to udawało. Nie mamy w zwyczaju pilnować, co robią inne, gdy przebywają poza Zakonem. Każda wróżka jest zajęta swoimi sprawami, a my rozprzestrzeniamy się po świecie, czyniąc dobro lub zło, zależnie od naszych upodobań. Po powrocie nie jesteśmy zobowiązane do tłumaczenia się ze swoich czynów. Musi się wydarzyć coś nieprzewidzianego, abyśmy otworzyły Księgę Główną, w której są zapisywane wszystkie nasze czyny.


Moja siostra miała za zadanie "oświecić tron” (tak nazywamy ten obowiązek). Ilekroć nadchodziła jej kolej, przygotowywała dla ciebie dalekie polowanie lub wycieczkę, a po twoim odejściu udawała jakąś chorobę, aby pozostać sama w swoim gabinecie, albo udawała, że ​​musi pisać albo odpoczywać. Nikt w twoim pałacu, ani wśród wróżek, nie zauważył, co tak starannie ukrywała. Dla mnie jej sekret nie był tajemnicą. Ostrzegałam ją, ale kochała cię zbyt mocno, by zaprzestać, lub choćby żałować swoich czynów. Jej oszustwo pozostawało ukryte przez dwa lata, ale w końcu się zdradziła. 


Kiedy moja siostra została zmuszona do złożenia zeznań, mogła jedynie zademonstrować dobre uczynki, których dokonała na Wyspie Szczęśliwej.

Kilka zrzędliwych wróżek potępiło jej zachowanie, co skłoniło Królową Wróżek do zapytania, dlaczego ograniczyła swoją dobroczynność do tego małego zakątka świata, skoro każda młoda wróżka wie, że musi podróżować daleko i szeroko, aby dać poznać światu naszą moc i ambicję. A ona nie była w stanie udowodnić, że spędziła poza Wyspą Szczęśliwości choćby kwadrans.


Królowa Wróżek, rozzłoszczona jej zaniedbaniami, zagroziła zniszczeniem wyspy. Groźba tak przeraziła twoją żonę, że nawet najmniej jasnowidzące wróżki dostrzegły, jak szczerze troszczyła się o twoje królestwo. A niegodziwa Stara Wróżka, ta, która zamieniła naszego Księcia w potworną bestię, zrozumiała z jej rozpaczy, że jeśli otworzy Wielką Księgę, znajdzie ważny wpis i będzie mogła dać upust oskarżeniom.

„Właśnie tam leży prawda” – zawołała – „a teraz odkryjemy, jakie było jej prawdziwe postępowanie”. To mówiąc, otworzyła Wielką Księgę przed całym zgromadzeniem i wykrzyczała wszystko, co moja siostra zrobiła przez ostatnie dwa lata.

Wszystkie wróżki poruszył ten mezalians i zasypały moją nieszczęsną siostrę okrutnymi wyrzutami. Została zdegradowana w  Zakonie i skazana na uwięzienie w naszym królestwie. 


Utrata godności niewiele ją dotknęła. Błagała ze łzami w oczach, by zadowolono się poniżeniem jej samej i nie zabraniano jej przebywania z tobą i córką, choćby jako prostej śmiertelniczce.


Jej łzy i błagania poruszyły młodsze wróżki, a z wrzawy, jaka się podniosła, wywnioskowałam, że gdybyśmy w tej chwili poddały jej karę pod głosowanie, z pewnością uniknęłaby upomnienia. Lecz jedna ze najstarszych wróżek, której wielkie niedołęstwo przyniosło przydomek Matka Pór Roku, nie dała Królowej Wróżek szansy na wyznanie, że czuje litość w sercu, tak jak młodsze z nas.


„Tej zbrodni nie wolno tolerować!” – krzyknęła ochrypłym głosem. – „Jeśli to pozostanie bezkarne, będziemy codziennie narażone na podobne zniewagi. Bez wątpienia honor Zakonu jest zagrożony. Ta nędzna istota, opętana ziemskimi sprawami, nie żałuje utraty godności, która wynosiła ją stokroć wyżej ponad królów. Mówi nam, że jej uczucia, lęki i pragnienia kierują się ku jej niegodnej rodzinie. Zatem to przez własne uczucia musi być ukarana. Niech jej mąż opłakuje jej stratę. Niech jej córka, haniebny owoc jej nikczemnej miłości, poślubi potwora, by odpokutować słabość matki, która dała się uwieść ulotnej i nikczemnej urodzie ojca”.


Kara została wymierzona z całą surowością. Moja siostra domagała się uchylenia okrutnego wyroku i próbowała poruszyć sędziowskie serca. Aby usprawiedliwić swoje małżeństwo, odmalowała twój, Królu, niezwykle czarujący portret; ale to tylko rozpaliło pożądliwość Starej Wróżki  (to ona była guwernantką Księcia i to ona otworzyła Wielką Księgę). Jej rodząca się namiętność tylko podwoiła nienawiść, jaką żywiła do twojej nieszczęsnej żony.


Ukryła swój pociąg ku tobie, Królu, pod pretekstem, że chce się dowiedzieć, czy zasługujesz na to, by jakakolwiek wróżka poniosła dla ciebie takie ofiary, jak moja siostra. 


Za zgodą zgromadzenia otrzymała przedtem opiekę nad Księciem i nigdy nie odważyłaby się go porzucić, gdyby pomysłowość chutliwej miłości nie zainspirowała jej do pozostawienia mu opiekuńczego dżina oraz dwóch podległych i niewidzialnych wróżek, które miały za nią ponosić odpowiedzialność podczas jej nieobecności. Po podjęciu tego środka ostrożności, pragnęła jedynie zaspokajać swoje pragnienia, co sprowadziło ją na Wyspę Szczęśliwości.


Tymczasem w pałacu na Wyspie dworzanie, zdumieni, że królowa nie wychodzi ze swojego sekretnego gabinetu, zaniepokoili się. Jej rozkazy, by jej nie przeszkadzać, sprawiły, że dopiero następnego dnia zapukali do drzwi. Wyważyli je, nie otrzymawszy odpowiedzi, przekonani, że spotkał ją jakiś wypadek. Gorszy od tych podejrzeń był fakt, że królowa zniknęła.


Wymyślali tysiące różnych powodów jej zniknięcia, jeden bardziej absurdalny od drugiego. Ale nie mogli sobie wyobrazić, że opuściła ich z własnej woli. Była wszechmocna w twoim królestwie; suwerenna władza, którą jej przekazałeś, była niekwestionowana. Wszyscy słuchali jej z radością. Miłość, którą okazaliście sobie nawzajem, jej uczucie do córki i szczęście z opieki nad poddanymi sprawiły, że nie mogli podejrzewać, że uciekła. Gdzie miałaby się udać, żeby być szczęśliwsza? Poza tym, który mężczyzna odważyłby się porwać Królową pośród jej straży i w samym sercu jej pałacu? Strażnicy wiedzieliby, jaką drogę mogli obrać porywacze.


Nikt nie wątpił, że doszło do nieszczęścia, choć okoliczności pozostawały tajemnicą. Należało się obawiać nowej tragedii, czyli twego gniewu, Panie. Dworzanie odpowiedzialni za bezpieczeństwo królowej wiedzieli, że są niewinni, ale przekonali samych siebie, że muszą znaleźć sposób, by ukryć przed tobą tę katastrofę.


Wysłano kuriera z wiadomością, że nagle królowa zachorowała. Drugi wyjechał kilka godzin później, aby przynieść ci wiadomość o przedwczesnej śmierci królowej. Odprawili pogrzeb z honorami godnymi jej rangi. Ta okrutna przygoda pozostała przed tobą tajemnicą, choć nie było ani jednej osoby na całej Szczęśliwej Wyspie, która by nie wiedziała, że Królowa zniknęła, a nie umarła. 


Zdarzyło się wtedy, że władczyni sąsiedniego królestwa została wygnana ze swego państa przez uzurpatora, który zamordował jej męża. Kiedy ta nieszczęśliwa królowa podróżowała po świecie w poszukiwaniu azylu i mściciela, Stara Wróżka porwała ją, uśpiła ją, ukryla i przybrała jej postać. Potem przybyła do ciebie w jej postaci i błagała o twoją ochronę i o ukaranie mordercy męża, którego opłakiwała tak samo, jak ty opłakiwałeś królową. Dzieląc jej ból ze swoim, otoczyłeś ją opieką i szybko rozgromiłeś buntowników i uzurpatora, ale ona błagała, abyś rządził jej królestwem w jej imieniu i abyś pozwolił jej zamieszkać na twoim dworze. 


Udawała ogromną sympatię do twojej córki i prosiła, byś jej pozwolił zająć się edukacją dziewczęcia, twierdząc, że nie chce żadnej innej dziedziczki, ponieważ, jak mówiła, przypomina jej własną córkę, którą miała z mężem i która z nim zginęła.  Tym podstępem zyskała twoje całkowite zaufanie. 


Jej działania miały na celu wzbudzenie w tobie chęci pojmania jej za żonę. Ale zagadkowe dociekania, które jej się wymknęły, by odkryć, co czujesz, pozwoliły ci zrozumieć intencje jej nadmiernie gorliwych próśb. Wyraźnie dałeś jej do zrozumienia, że ​​nie chcesz słyszeć o macosze dla córki. Dałeś też znać fałszywej księżniczce, że z radością powitasz jej powrót do swojego królestwa. Nie ukrywałeś, że jeśli łaskawie nie przyjmie tej oferty, narazi się na ryzyko bycia do tego zmuszoną. 


To wpędziło ją w straszliwy gniew. Stara Wróżka poczuła do Pięknej nienawiść równą nienawiści, jaką żywiła do twojej żony. Postanowiła więc pozbyć się dziecka i uknuła spisek ze skorumpowanym dworzaninem i jego żoną.  Umówili się między sobą, że ją uduszą, a następnie powiedzą, że nagle zmarła. Zmówili się, by popełnić to morderstwo w sąsiednim lesie, aby nikt nie zaskoczył ich podczas popełniania barbarzyńskiego czynu. 


Moje dżiny i ja uważnie obserwowaliśmy poczynania perfidnej guwernantki, a jej straszliwe zamiary nie uszły mojej uwadze. 

Przybrałam postać monstrualnej niedźwiedzicy; ukryłam się w lesie w pobliżu miejsca, gdzie miał zostać popełnione ohydne zabójstwo; a kiedy ci straszni ludzie przybyli, aby wykonać bestialski rozkaz Starej Wróżki, rzuciłam się na kobietę, która trzymała dziecko w ramionach i już maleństwu zakrywała dłonią usta.


Udusiłam ją, a także zdrajcę, który jej towarzyszył, i porwałam Piękną, szybko ją rozbierając i plamiąc ubranko krwią wrogów. Rozrzuciłam je podarte po lesie, aby nikt nie podejrzewał, że księżniczka się uratowała. Złośliwa Stara Wróżka uwierzyła, że ​​jej pragnienia zostały doskonale spełnione. Śmierć jej dwóch wspólników była dla niej korzystna; tylko ona stała się panią sekretu. Pasterze, którzy widzieli ten wypadek z daleka, pobiegli po pomoc, widząc śmierć tej nikczemnej pary w pazurach niedźwiedzia. Usunęło to możliwe podejrzenia, że fałszywa królowa miała udział w zbrodni. Przekonali oni o śmierci Pięknej i Starą Wróżkę i zwykłych ludzi. 


Uwolniłam sie od jednego zmartwienia, ale przypomniałam sobie, że stara Matka Pór Roku skazała moją siostrzenicę na ślub z potworem. Dziewczynka nie miała wtedy jeszcze trzech lat i wierzyłam, że studiując książki, znajdę jakieś rozwiązanie, by zapobiec spełnieniu się klątwy.


Dlatego ubrałam ją w proste szaty i postanowiłam powierzyć osobie, odpowiednio zamożnej i zapewniającej dziecku dostatnie życie. Przypadek sprzyjał moim zamiarom. Znalazłam chatę niebiednej wieśniaczki, a w niej trzy kobiety śpiące przy kołysce, która  nie miała w sobie nic z prostoty otaczającego ją pokoju; wręcz przeciwnie, była niezwykle luksusowa. 

Domyśliłam się, że maleństwo jest chore, a głęboki sen jej opiekunek wynika ze zmęczenia przy chorym dziecku. Pomyślałam sobie, zamierzając przywrócić dziecku zdrowie i wyobrażając sobie zaskoczenie tych kobiet, że zgodzą się wziąć Piękną pod opiekę, gdy zobaczą, że ich mała znienacka wyzdrowiała. Pospieszyłam z zamiarem tchnięcia w nią życia, ale moje dobre intencje poszły na marne i dziecko wyzionęło ducha, ledwie je podniosłam w kołysce. Ta nagła śmierć zainspirowała mnie do wykorzystania smutnego nieszczęścia. Dokonując zamiany w kołysce, zabrałam martwe dziecko i pochowałam. Potem wróciłam do chaty, waląc w drzwi, aby obudzić śpiące kobiety.


Mówiłam w odmiennym dialekcie, że jestem obca na wsi i potrzebuję schronienia na noc. Uprzejmie udzieliły mi noclegu i poszły sprawdzić, co z dzieckiem, które zastali śpiące spokojnie i w doskonałym zdrowiu.


Powiedziały mi, że ta mała dziewczynka jest córką bogatego kupca, a jedna z nich była jej mamką. Dziecko zachorowało w domu ojca, który odesłał je na wieś z nadzieją, że świeże powietrze dobrze jej zrobi. Dodały uszczęśliwione, że eksperyment się powiódł. Umówiły się, że zwrócą ją ojcu, gdy tylko wzejdzie słońce, aby nie opóźniać jego radości ze szczęśliwego obrotu spraw. Spodziewały się sowitej nagrody, ponieważ on niezwykle pokochał to dziecko, ostatnie z dwanaściorga rodzeństwa. 


Odziałam się jak jedna z tych kobiet, które wróżą we wsiach. Pojawiłam się w drzwiach domu kupieckiego, gdy mamki ją przyniosły, weszłam z nimi do środka. Kupiec przyjął nas wszystkie z radością.


Przyjrzyj się uważnie tej dziewczynce, mój drogi panie – powiedziałam do niego w dialekcie kobiet, których sukienkę przybrałam. – Przyniesie zaszczyt twojej rodzinie. Obdarzy cię wielkim bogactwem i uratuje życie twoje i wszystkich twoich dzieci. Będzie tak urodziwa, że ​​wszyscy, którzy ją ujrzą, będą ją nazywać Piękna.


Tymczasem fałszywa królowa z twojego sąsiedztwa wysłała emisariuszy, aby ponowili jej małżeńskie propozycje. Jej upokorzenie sięgnęło zenitu, gdy oświadczyłeś, że nie jesteś bardziej skłonny do ponownego ożenku niż poprzednio, i że jeśli zmienisz zdanie, to nie na jej korzyść.


Stara Wróżka była wściekła, ale nie mogła się zemścić, gdyż przekonałam jedną z naszych najstarszych wróżek, by cię chroniła. Ta Wróżka w randze Weteranki przeważała mocą zwykłe wróżki, bo czterokrotnie przemieniła się w węża. Przemiana w węża wiąże się z ogromnym niebezpieczeństwem, ale zaszczyty są proporcjonalnie wielkie, a moce podwajają się, jeśli się uda. 


By się pocieszyć Stara Wróżka powróciła do Księcia i na nowo objęła go opieką. Rozkoszowała się nim, pokochała go bezgranicznie, ale pożądliwa starucha nie potrafiła zmusić go do odwzajemnienia miłości; wkrótce dała mu odczuć wszystkie straszliwe skutki swojej furii. 


Tymczasem nadszedł moment, w którym i ja osiągnęłam status Weteranki; przeszłam przemianę w węża i moja moc znacznie wzrosła. Nawet jeśli nie zawsze mogę całkowicie przełamać każdy śmiertelny urok, często mam tyle siły, by przynajmniej osłabić jego moc.


Córkę kupca odwiedzałam często pod różnymi przebraniami i zawsze wracałam zadowolona. Jej cnocie i urodzie dorównywała inteligencja. Choć miała zaledwie czternaście lat, wykazała się już godną podziwu odwagą w obliczu przeciwności losu, z którymi zmagał się jej przybrany ojciec. Lecz satysfakcja moja mieszała się z goryczą, gdy przypominałam sobie, że wszystkie jej doskonałości przeznaczone są dla potwora. Pracowałam, trudziłam się dniem i nocą, aby odgadnąć tajemnicę potwora i uchronić ją przed nieszczęściem, lecz na próżno. 


Postanowiłam użyć przeciwko naszej okrutnej rywalce tej samej broni, której ona użyła przeciwko nam, i poprosiłam o otwarcie Wielkiej Księgi. Szczęśliwym trafem otworzyła się dokładnie w chwili, gdy Stara Wróżka rozmawiała z obecną tu Królową Amazonką i z Księciem, jej synem, co zakończyło się metamorfozą Księcia w Potwora. Nie uroniłam ani jednego słowa, a moja radość była ogromna, gdy odkryłam, że aby zapewnić sobie perfidniejszą zemstę, Stara Wróżka nieświadomie osłabiła klątwę, którą na nas rzuciła Matka Pór Roku, skazując Piękną na małżeństwo z nieznanym mi potworem." 


° ° ° 

Zwracając się do Księcia Królowa Wróżek powiedziała – "W tobie dostrzegłam tego właśnie potwora, którego potrzebowałam. Oboje wydawaliście mi się osobami godnymi siebie."


„Wiesz już, co zrobiłam od tamtej pory, by odnieść sukces” – zwróciła się do Królowej Amazonki – „i w jaki sposób zmusiłam Piękną do przybycia do tego pałacu, gdzie wyczarowałam w jej snach postać Księcia. Te spotkania rozpaliły miłość w jej sercu, nie osłabiając cnoty ani nie umniejszając obowiązku i uczuć wdzięczności, które łączyły ją z Potworem. Jednym słowem, szczęśliwie udało mi się doprowadzić wszystko do wspaniałego finału.  Jesteście uwolnieni od klątwy Matki Pór Roku."

 

Wielka Wróżka umilkła, a Król upadł jej do stóp.

„Wielka Wróżko” – rzekł – „jakże mam ci dziękować za wszystkie łaski, którymi raczyłaś obdarzyć moją rodzinę? Wybacz, że ​​ośmielam się prosić cię o nową przysługę. Nie będę szczęśliwy, bez mojej ukochanej Królowej. Och! Pani, czy nie mogłabyś ukoronować swoich dobrych uczynków, pozwalając mi ją zobaczyć?"


Prosił nadaremnie. Gdyby Wielka Wróżka mogła mu wyświadczyć tę przysługę, uprzedziłaby jego prośby, ale nie było w jej mocy odmienić nakazu Rady Wróżek. Przygotowywała się, by delikatnie go o tym poinformować i nakłonić do cierpliwego czekania, aż wydarzy się coś nieprzewidzianego, na co nie miała wpływu.


Wtem rozległa się zachwycająca symfonia, która przerwała ich rozmowę. Wszyscy słuchali w zachwycie, oprócz Wielkiej Wróżki. Ta muzyka zwykle zwiastowała triumf jakiejś wróżki. Była więc przekonana, że albo Stara Wróżka otrzymała pozwolenie na powrót do odczarowanego kochanka, albo Matka Pór Roku, odzyskała wolność. Jej niepokoje rozwiały się, gdy do komnaty weszła Królowa z Wyspy Szczęśliwości.


Była nie mniej piękna niż przed laty. Król natychmiast ją rozpoznał, podbiegł i objął ją z takim zachwytem i radością, że to zaskoczyło nawet Wielką Wróżkę, która nie mogła sobie wyobrazić, jakiemu szczęśliwemu cudowi jej siostra zawdzięcza wolność.


Królowa z Wyspy widząc zdumienie tylko na jej twarzy, zwróciła się wprost do niej: "Pamiętasz zapewne” – rzekła siostra do Wielkiej Wróżki – „że córka Królowej Wróżek skończyła niedawno sto lat i miała przejść śmiertelnie niebezpieczną przemianę w węża.  Wiemy, że nieszczęścia tych, którzy w tak młodym wieku tego próbowali, są legendarne. Zatem obawy rodziców, matki Królowej i ojca, mędrca Amadabaka, co do losu jedynego dziecka były uzasadnione.


Straszna sytuacja, w której się znalazłam, odebrała mi wszelką nadzieję na ponowne zobaczenie męża i córki. Odczuwałam głęboką odrazę do życia bez nich. Dlatego bez wahania zaproponowałam królewskiej parze ryzykowne poddanie się próbie węża w imię ich młodej córki. Królowa uściskała mnie po stokroć i obiecała zwrócić mi natychmiast wszystkie przywileje i wolność, jeśli szczęśliwie uniknę niebezpieczeństw. Był to honorowy i szybki sposób na wyzwolenie, albo przez śmierć, albo przez sukces. Przeżyłam bez żadnych incydentów, a księżniczka otrzymała nagrodę. Natychmiast powtórzyłam próbę, ale tym razem we własnym imieniu. Jestem więc ponownie panią swego losu i na dodatek w randze Weteranki."


Opowiadanie Królowej z Wyspy najbardziej oczarowało Piękną, którą zachwyciła przynależność do tak wspaniałych rodziców. Mimo tej radości nie zapomniała o dobrym kupcu, którego dotąd uważała za ojca. Przypomniała ciotce, Wielkiej Wróżce, dawną obietnicę, że będzie on świadkiem jej wspaniałego ślubu. Jeszcze rozmawiały o tym, gdy na dziedzińcu ukazało się szesnaście osób konno i w myśliwskich strojach. Piękna rozpoznała braci, siostry i ich pięciu adoratorów.


Oto jak doszło do tego zdarzenia: wszyscy byli akurat na polowaniu, gdy nagle ich konie uformowały się w szwadron i pomknęły szybko do nieznanego im pałacu, a oni zdumieni i przestraszeni nie potrafili rumaków zatrzymać.


Piękna, zapominając o swojej książęcej okazałości, pospieszyła, by ich powitać. Uścisnęła wszystkich serdecznie. Jej dobry ojciec również się pojawił, lecz bez takich kłopotów, jak pozostali. Kiedy pod jego drzwiami zarżał koń i stuknął w nie kopytem, kupiec nie miał wątpliwości, że przybył po niego w imieniu ukochanej córki. Bez strachu wskoczył na siodło, wiedząc, dokąd go wierzchowiec zaniesie; nie był zaskoczony, znalazłszy się na dziedzińcu pałacu, który widział po raz trzeci; był pewien, że jest przewieziony na wesele Potwora i Pięknej.


Gdy przybrany ojciec ją dostrzegł, pobiegł do niej z otwartymi ramionami, błogosławiąc szczęśliwe wydarzenie, które pozwoliło mu ją ponownie zobaczyć, i obsypując błogosławieństwami hojnego Potwora, który pozwolił mu wrócić. Rozejrzał się wokoło, szukając go, z zamiarem podziękowania za dobrodziejstwa, jakie wyświadczył jego rodzinie, a zwłaszcza najmłodszej córce. Był zrozpaczony, że go nie widzi, i obawiał się, że jego przypuszczenia są błędne. Jednak obecność wszystkich dzieci dawała mu podstawy, by sądzić, że trafnie odgadł, i z pewnością nie przyprowadzonoby ich tutaj, gdyby nie chodziło o uroczystość, jaką miało być wesele.

Chociaż poczciwy człowiek snuł te refleksje w duchu, nie przeszkodziło mu to czule trzymać Pięknej w ramionach i zwilżać jej policzki łzami radości. Wielka Wróżka pozwoliła mu delektować się chwilą, ale w końcu rzekła do niego: „Dosyć, dobry człowieku, obściskałeś Księżniczkę bardziej niż obficie. Musisz teraz przestać traktować ją jak ojciec i zrozumieć, że ten tytuł nie należy już do ciebie. Jest ona Księżniczką Wyspy Szczęśliwej, prawdziwą córką Króla i Królowej tej krainy. Wkrótce zostanie żoną Księcia. A oto Królowa Amazonka, jego matka, siostra Króla. Ja jestem wróżką, przyjaciółką Pięknej, a także jej ciotką. Co do Księcia" – dodała, widząc, że kupiec wpatruje się w niego uważnie,  – "znasz go lepiej niż przypuszczasz, ale bardzo się zmienił, odkąd widziałeś go ostatnio. Jednym słowem, oto Potwór."


° ° °

Ślub odbył się bezzwłocznie. A tym razem, w noc po szczęśliwym dniu, Książę nie uległ sennemu czarowi, który go ogarnął po wyzwoleniu się z potwornej postaci.

KONIEC