czyli erotyczny czyn kobiety.
1.
"W Iraku pył, niesiony przez wiatr, zatrzymuje ludzi i czołgi, przynosząc wspomnienia starożytnego świata, znacznie dawniejszego niż islam i chrześcijaństwo.
Tu, w dwurzeczu Tygrysa i Eufratu, zachodnia cywilizacja ma swe źródła, tu Hammurabi stworzył swój kodeks i tu powstał "Gilgamesz", najstarsza zapisana opowieść, o tysiąc lat poprzedzająca "Iliadę" i "Biblię". Jej bohaterem jest historyczna postać króla, władającego w Mezopotamii miastem Uruk około roku 2700 przed naszą era. W epopei ma on serdecznego przyjaciela, Enkidu, który żył jako dziki, nagi człowiek, lecz ucywilizowany został erotyczną sztuką świątynnej kapłanki. Wraz z nim Gilgamesz pokonuje potwory, a gdy Enkidu umiera, król w nieutulonym żalu podejmuje desperacką wędrówkę, by dotrzeć do mędrca, który nauczy go jak uciec od śmierci."
Tak Stephen Mitchell zaczyna przedmowę do swojej wersji poematu Gilgamesz, którą opublikowano w 2004 roku. Wyszukałem czternaście anglojęzycznych wersji tego tekstu, cztery po polsku i dwie po rosyjsku, a istnieją ich tuziny w innych językach. Angielskie tłumaczenia z pisma klinowego i różne przeróbki tych tłumaczeń są w większości do siebie podobne, polskie natomiast – każda inna od pozostałych. Dla polskiego czytelnika najprzyjemniejsza w odbiorze, bo bardzo fabularna, polska adaptacja Roberta Stillera z roku 1967, często niemal dosłownie postępuje za jedną z rosyjskich. Do angielskich, naukowo opracowanych wersji najbardziej zbliżony jest wariant Krystyny Łyczkowskiej, opublikowany w 2002 roku. Dwie pozostałe – Józefa Wittlina i Antoniego Lange – z początków XX wieku to ciekawe, owszem, ale niemal fantazyjne przeróbki tekstów zachodnich.
Mnie zaciekawił niewielki fragment poematu, o którym napomyka Stephen Mitchell, by przynęcić czytelników, ten o ucywilizowaniu Enkidu erotyczną sztuką kapłanki. Jest to z reguły kilkanaście, czasem kilka wersów, a więc opowieść niedługa, choć owo "cywilizowanie" trwało sześć dni i siedem nocy. Zanotowane to zostało pismem klinowym na glinianych tabliczkach. Cała epopeja rozpoczyna się – a przynajmniej tak ją uczeni asyrjolodzy ułożyli – od opisu wspaniałej postaci Gilgamesza, ale reszta poematu nie mogłaby w ogóle istnieć, gdyby nie przedsięwzięcie owej kapłanki, która miała na imię Szamhat. Opisy jej poczynań, po angielsku przeważnie oszczędne, czasem pruderyjne, w wersjach polskich (i w rosyjskich) są znacznie barwniejsze, co oczywiście jest historycznie sprawiedliwsze wobec tej pani. Jednakże ubarwianie odsłania trudy polskich tłumaczy, które od literackiej strony bywają średnio udane. Pomysły językowe są nieraz pretensjonalne, a niekiedy pocieszne. Przytoczę później, co bardziej dziwaczne.
2.
Skąd wziął się Enkidu, jako stwór dziki i nagi? To nie jest historia dziecka, które z dala od ludzi dorasta wśród zwierząt i dzikiej przyrody. Enkidu nie miał dzieciństwa, gdyż bogini Aruru stworzyła go od razu jako mężczyznę i ulokowała na równinach, o trzy dni pieszej wędrówki od stolicy Uruk nad Tygrysem. Może to było tam, gdzie dziś z satelity widać oazę lub osiedle Al Salman? Niespodziewanie dla samego siebie zaczął hasać Enkidu wśród gazeli i innej zwierzyny. Nic o przeznaczonej mu misji nie wiedział. A miało nią być ukrócenie wyczynów króla Gilgamesza. Król popadł w szaleństwo, najwyraźniej na tle nadmiernych potrzeb erotycznych. Tyrańsko dokuczał ludowi, zwłaszcza pannom na wydaniu i młodym mężatkom. Lud poskarżył się bogom i największy z nich, Anu, zlecił Aruru stworzenie Enkidu.
Enkidu był ogromnym chłopem, tak dużym jak sam Gilgamesz, porastało go włosie na całym ciele, niektórzy powiadają, że miał lwie pazury i nieco lwią paszczę.
Jadł trawę, pił wodę jak zwierzęta, więc one uznawały go za stworzenie do nich podobne. Szczęśliwie dla rozwoju akcji poematu pewien młody myśliwy akurat w tamtych okolicach zakładał wnyki, a Enkidu mu je poniszczył i zwierzęta pouwalniał. Myśliwy, przestraszony dzikością i wielkością Enkidu, uciekł do do domu i opowiedział ojcu, co się na stepie dzieje.
Jadł trawę, pił wodę jak zwierzęta, więc one uznawały go za stworzenie do nich podobne. Szczęśliwie dla rozwoju akcji poematu pewien młody myśliwy akurat w tamtych okolicach zakładał wnyki, a Enkidu mu je poniszczył i zwierzęta pouwalniał. Myśliwy, przestraszony dzikością i wielkością Enkidu, uciekł do do domu i opowiedział ojcu, co się na stepie dzieje.
Z tymi wydarzeniami jesteśmy w okolicach zaledwie setnego wersu pierwszej pieśni poematu, czy jak się ściślej określa – pierwszej tablicy, na samym więc jego początku. A od tego, co poradził ojciec synowi, zaczyna się misja cywilizowania Enkidu.
3.
W roku 1901 William Muss-Arnolt, przemowę ojca napisał w starodawnej formie:
Ojciec rozwarł swe usta i tak oto przemówił do trapera: „Mój synu, w Uruk żyje pewien Gilgamesz. Żaden człowiek nie jest silniejszy od niego; jest podobny do gwiazdy z najwyższego nieba. Idź do Uruk i powiedz Gilgameszowi o potędze owego dzikiego człowieka. Uproś go, aby dał ci nierządnicę Szamhat, abyś wziął ją ze sobą. A kiedy zwierzęta zejdą na miejsce do picia, niechże ona zdejmie ubranie i obnaży swą nagość. Enkidu ujrzy ją, a gdy zbliży się do niej, bydło, które z nim wzrosło na polu, opuści go ”.
W większości angielskich tekstów ojciec jako pierwszy ujawnia ten pomysł, aby dzikiego olbrzyma ujarzmiła nierządnica. Potem, prawie dokładnie powtarza poradę Gilgamesz, a wreszcie i ów niezbyt rozgarnięty myśliwy. Wygląda na to, że nie tylko król, ale i tak zwany prosty człowiek znał sumeryjską metodę poskramiania dziko zachowujących się facetów z pomocą pań świadczących usługi seksualne. Być może taka była oficjalna polityka socjalna i pedagogiczna w Sumerze. W wielu wersjach, jak powyżej, mądry ojciec wie nawet, którą to z nierządnic Gilgamesz powinien przeznaczyć do cywilizacyjnej misji wobec Enkidu.
Tylko S.Mitchell nie ulega powtórzeniowej stylistyce starożytnych poetów i przedstawia ojca myśliwego mówiącego po prostu: "Idź do Uruk, do Gilgamesza, opowiedz, co się stało i działaj, jak on powie. On będzie wiedział, co należy zrobić."
W tej wersji Gilgamesz wydaje własne polecenie, objaśniając myśliwemu, jak na króla przystało, co czynić: "Idź do świątyni Isztar, poproś tam o kobietę o imieniu Szamhat, jedną z tych kapłanek, które w służbie bogini oddają swe ciała każdemu mężczyźnie. Zabierz ją ze sobą na dziki step. Kiedy zwierzęta przyjdą do wodopoju, powiedz jej, żeby zdjęła suknię i położyła się naga i gotowa, z rozłożonymi nogami. Ten dzikus podejdzie do niej. Niech ona wówczas użyje swej sztuki miłości. Natura dokona reszty, a wtedy zwierzęta, które się go nie bały, wpadną w popłoch i uciekną od niego."
4.
W każdym tłumaczeniu poematu myśliwy, pokazując kapłance-nierządnicy nadchodzącego Enkidu, objaśnia, myślę, że całkiem niepotrzebnie, co ona ma czynić. Wodopój, przy którym urządzono zasadzkę na Enkidu, leżał w odległości trzech dni pieszego marszu od Uruk, tyle czasu szli doń oboje, traper i Szamhat. Józef Wittlin dodał im muła, którego nie ma w żadnym innym opowiadaniu.
Sądzę, że kapłanka z tej świątyni była absolutnie pewna do jakich posług się ją zabiera. Ale, zdaje się, nie powiedziano jej o szczegółach wyprawy na początku, ani w ciągu trzech dni podróży, ani przez następne trzy dni czekania w zasadzce. Milczący traper dopiero na widok olbrzyma wykrzyczał w popłochu instrukcję, jakby ona nie wiedziała, że ma: "rozwiązać przepaski, odkryć swą nagość, żeby zauważył jej wdzięki", a potem plótł, co zapamiętał: "masz się go nie lękać, a on gdy cię zobaczy, to się zbliży i legnie w twych ramionach, zaś ty rozchyl szaty i mu daj przyjemność, jak kobieta potrafi."
Być może w ekscytacji przegapił, że ona pierwsza spostrzegła wielkiego Enkidu i że w jednej chwili miała gotowy plan następnych wydarzeń. Komu, jak komu, ale kapłance z tej świątyni na pewno nie trzeba było tłumaczyć, co i jak ma robić. Ale... czy być mogło, aby mężczyźni nie wiedzieli lepiej, jak w takiej sytuacji ma się zachować kobieta? Owo głupie mniemanie ciągnie się od początków literatury – i wszędzie indziej – od pięciu tysięcy lat.
Tyle przynajmniej sensu zachowali autorzy poematu, że gdy Shamhat zabrała się do dzieła, traper-instruktor zniknął na dobre ze scenerii eposu i nie wiadomo, co się z nim stało, bo gdy minęło sześć dni i siedem nocy, do Uruk wrócili tylko Szamhat i Enkidu, a kiedy on stamtąd się wyniósł i w jakim nastroju, nie wiadomo.
Może ów nieznany z imienia przewodnik-myśliwy wyniósł się od razu, przewidując, że rozpalona ku sobie para nie da mu po nocy spać, a może dopiero rano? Może odszedł, wiedząc, że rytuału kapłańskiego nie godzien jest oglądać, a może z przyrodzonej delikatności i taktu, wobec intymnych doświadczeń cywilizacyjnych?
5.
Nie mam zamiaru, co z braku mych umiejętności wynika, dociekać, którzy z tłumaczy sięgali na pewno do orginalnych glinianych tabliczek, a którzy nie. Jeden tylko przyznał wprost, że ich czytać nie potrafi, ani języka z babilońskich okolic nie zna żadnego. Przypuszczam, że ci, którzy w poetycką, literacką formę poszli głębiej, nie zawracali sobie zbytnio głowy dokładnością odcyfrowań klinowych strzałek. Wiarygodne najbardziej są teksty naukowców, ale w zwykłym czytaniu męczące i nudne.
John Gardner, facet szalony i poetycko uzdolniony, współpracował z naukowcem arabistą, ale zaledwie zdążył skomponować cały poemat, zabił się na motocyklu. Jego wersję uznaje się – chyba z powodu tzw. brzydkich słów – za najbardziej "odjechaną", lecz interesującą. Książki zaś tego arabisty o Gilameszu, obszerne i sposobne do studiów, kompletnie są nieatrakcyjne dla czytelnika szukającego literackich wzruszeń.
Nie wiem, którzy wierniejsi są orginalnym zapiskom – czy ci, co twierdzą, że erotyczne cywilizowanie Enkidu trwało sześć dni i sześć nocy, czy ci, co jeszcze jedną noc dodają.
Jeśliby nocy miało być siedem, to przybycie Enkidu ze stadem gazeli do wodopoju musiałoby się zdarzyć pod wieczór, a erotyczna edukacja dzikusa zaczęłaby się około zachodu słońca, jeszcze przy dobrym świetle, bo najpierw miał zobaczyć uroki rozebranej i rozścielającej odzież na stepie kapłanki Szamhat.
Jeżeli jednak Enkidu i stada przyszły do źródła napoić się z rana, a Szamhat zdążyła, nim uciekł w step, ukazać mu w pełnej jasności dnia swe wdzięki, to dni "cywilizacyjnych" mogło być tyle, co i nocy.
W jednym lub drugim przypadku długotrwałe zdarzenie zakończyłoby się o poranku – po nocy szóstej albo siódmej. Musiał to być poranek, bo – odpoczywając – Szamhat rozwlekle przemawiała do Enkidu, a on już ucywilizowany nabrał tyle ogłady i mądrości, że wszystko wysłuchał i zrozumiał oraz zgodził się pójść do Uruk. Tym bardziej, że dzikie zwierzęta uciekły od odmieńca nie-dzikusa, zaś on tak zesłabł w nogach, że nie potrafił ich dogonić. Czy wyruszyli do miasta nim nastało południe, tego nie wiadomo. Niektórzy twierdzą, że jeszcze raz popróbowali edukacji, co im tak dobrze szła przez tydzień.
6.
6.
Jak to było przedstawiane w różnych wersjach
angielskich i polskich:
1901 William Muss-Arnolt
For six days and six nights Enkidu succumbed to her charms
and intercourse with Shamhat.
Przez sześć dni i sześć nocy Enkidu ulegał jej czarowi i uprawiał seks z Szamhat.
and intercourse with Shamhat.
Przez sześć dni i sześć nocy Enkidu ulegał jej czarowi i uprawiał seks z Szamhat.
1928 R. Campbell Thompson
("Twas thus that) Enkidu dallied
Six days, (aye) seven nights, with the courtesan-girl in his mating.
Six days, (aye) seven nights, with the courtesan-girl in his mating.
Tak oto Enkidu flirtował sześć dni, takoż siedem nocy w parze z kurtyzaną
1964 Danny P. Jackson
he stayed within her scented bush for
seven nights, leaping, seeping, weeping, and sleeping there
seven nights, leaping, seeping, weeping, and sleeping there
a on zanurzał się w jej pachnące runo
przez siedem nocy podrygując, wytryskując, pocąc się i śpiąc
1984 John Gardner
six days and seven nights Enkidu attacked, fuc...king the priestess.
After Enkidu was glutted on her richness
he set his face toward his animals
sześć dni i siedem nocy Enkidu atakował, pie...prząc kapłankę,
A gdy się nasycił jej wspaniałością,
odwrócił twarz ku zwierzętom.
six days and seven nights Enkidu attacked, fuc...king the priestess.
After Enkidu was glutted on her richness
he set his face toward his animals
sześć dni i siedem nocy Enkidu atakował, pie...prząc kapłankę,
A gdy się nasycił jej wspaniałością,
odwrócił twarz ku zwierzętom.
1991 Robert Temple
Six days, seven nights,
That time lying together,
Enkidu had forgotten his home
Had forgotten the hills
After that time he was satisfied.
Then he went back to the wild beasts
That time lying together,
Enkidu had forgotten his home
Had forgotten the hills
After that time he was satisfied.
Then he went back to the wild beasts
sześć dni, siedem nocy
cały czas leżeli ze sobą
aż zapomniał o swym domu
aż zapomniał o wzgórzach
i dopiero po tym czasie doznał satysfakcji
1998 Maureen Gallery Kovacs
for six days and seven nights Enkidu stayed aroused, and had
intercourse with the harlot until he was sated with her charms
przez sześć dni i siedem nocy Enkidu był podniecony
i odbywał stosunek z nierządnicą, aż nasycił się jej wdziękami
2001 Benjamin Foster
Six days, seven nights was Enkidu aroused, flowing into Shamhat.
After he had his fill of her delights,
He set off toward his beasts.
Sześć dni, siedem nocy Enkidu podniecony spływał w Szamhat.
a gdy go nasyciła rozkoszą,
obrócił się ku swym zwierzętom
2004 Stephen Mitchell
For seven days
he stayed erect and made love to her,
until he had had enough.
Przez siedem dni
trwała jego erekcja i uprawiali miłość
póki nie miał dość
2012 Sturad Kendall
Six days
seven nights
Enkidu coupled with Shamhat
breathless
When he had satisfied his desire
He faced the wild
Sześć dni
siedem nocy
Enkidu był złączony z Szamhat
bez tchu
(Aż) zaspokoił pożądanie
Polacy
1909 Antoni Lange
Sześć dni i siedem nocy z nią obcował,
A gdy zażył rozkoszy do syta,
A gdy zażył rozkoszy do syta,
Zwrócił oblicze ku swemu stadu.
1922 Józef Wittlin
Sześć dni, sześć nocy doświadczał Enkidu niewiasty;
sześć dni, sześć nocy łączył się z nią w miłowaniu.
1967 Robert Stiller
Przez sześć dni i przez siedem nocy wciąż dopadał i zapładniał Szamhat Enkidu.
Aż miłością się nasyciwszy na zwierzęta swoje zwrócił oblicze.
Aż miłością się nasyciwszy na zwierzęta swoje zwrócił oblicze.
2002 Krystyna Łyczkowska
Przez sześć dni i siedem nocy Enkidu kochał Szamhat.
Gdy nacieszył się jej wdziękami,
skierował swe oblicze ku dzikim zwierzętom.
skierował swe oblicze ku dzikim zwierzętom.
7.
Dlaczego wysłanie Szamhat do Enkidu warte było opowieści zapisanej? Pracochłonnej – mozolnego wyciskania znaczków pisma w glinianych płytkach, a po wielu wiekach ich kopiowania, zwłaszcza, że wcale się tak świetnie nie przechowały przez dwa, może trzy tysiące lat – czyli od czasów sumeryjskiego herosa Gilgamesza, do akkadyjskiego króla Aszurbanipala. Król żył już w czasach Homera. Dla nas to 700 lat przed Chrystusem, a dla niego Gilgamesz żył tak dawno, jak do Chrystusa dawno jest nam. Homer jeszcze chodził po greckich miastach i opowiadał swoje poematy Iliadę i Odyseję, gdy król Aszurbanipal w Niniwie miał już pisaną bibliotekę. Któryś z jego kopistów, przepisujący stare, kruszące się tabliczki, czyli prze-wyciskujący je na miękkie, nowe, zaostrzonym patykiem, zanotował: "pięć linijek zniszczonych". Mimo to kopiował dalej.
Bez wątpienia chodzi o wyjątkowość akcji z udziałem Szamhat. Pokojowej, przyjacielskiej wręcz, cywilizacyjnej prawdziwie, a nie jak wyprawy misjonarzy cesarskich, sułtańskich, królewskich i papieskich dawniej, a prezydencko-premierowskich współcześnie. Gdyby zamiast Cortezów i Kurtzów wysyłano tak zwanym dzikim ludom co sprytniejsze panie z wiadomych domów... U samych początków literatury ktoś miał dobry pomysł na porządek w świecie, ale koncept się nie przyjął.
Sumeryjscy faceci, jak wynika z eposu, mieli dobry pomysł tylko do połowy. Chodziło im nie o ucywilizowanie Enkidu, ale o poskromienie go. Żeby nie niszczył wnyków, nie wypuszczał zwierzyny z sideł, nie przepędzał łowców. Ich zamiary sprowadzały się tylko do uwiedzenia dzikusa: jak sobie pociupcia, to się uspokoi, więc ściągnij, kobieto, ciuchy, rozłóż nogi, przyłóż się nieco w sztuce miłosnej, nie oszczędzaj się za bardzo, a wszystko będzie dobrze. Żaden nie pomyślał, że może chodzi o coś więcej. Szamhat skojarzyła kilka faktów z życia króla i wiedziała, że uwiedzenie Enkidu to dopiero połowa zadania. Jeśli nawet nie sądziła, że pierwsza połowa pracy zajmie jej sześć dni, siedem nocy, i się zorientowała po trzeciej, czwartej dobie, że chłopina mozolnie dochodzi do rozumu, że potrzebuje drugie tyle, to już wtedy wiedziała, że potem nastąpić ma druga część, aby stało się to, o czym nie pomyślał Gilgamesz, a co właściwie powinien był wiedzieć. Chodziło zaś o dopełnienie zamierzeń boga Anu i bogini Aruru. Czyli nie o poskromienie Enkidu, ale o poskromienie Gilgamesza.
8.
Tutaj można by zapytać – Czemu tę sprytną Szamhat nie wysłano wprost do Gilgamesza, żeby przywrócila ład w królestwie? Otóż, prawdopodobnie, próbowano. Zalety Szamhat Gilgamesz na pewno poznał nie z opowiadań, ale z własnych doświadczeń. Rzecz w tym, że ten sposób już na niego nie działał.
9.
Druga część cywilizowania to było wyposażenie pustego jak czysta tablica rozumu Enkidu w istotne wiadomości. Szamhat najpierw mu trochę podkadziła, że jest przystojny, mądry i fajny gość. Potem opisała atrakcje wesołego miasta Uruk, gdzie trwa nieustanna balanga i gdzie mu będzie lepiej, niż w dzikim stepie. A przede wszystkim spotka w mieście wspanialego, wielkiego i silnego Gilgamesza. W tym momencie Enkidu załapał po raz pierwszy na poważnie i zadeklarował, że on, skoro sam taki fajny, pokona Gilgamesza. Powiedzmy uczciwie – zareagował jak nie całkiem okrzesany głupek. Gdyby go tak zostawić, wszystko by popsuł.
Szamhat podobnie oceniła sytuację, bo kontynuowała nauczanie opowieścią bardziej skomplikowaną: o snach króla, w których miał – pod postacią wielkiej gwiazdy – widzenie tajemniczego przybysza, najpierw walczącego z nim, a potem zaprzyjaźnionego tak bardzo, że miał być dlań jako brat, a nawet kochanek. Ta opowieść jest długa, tajemnicza, mistyczna, skomplikowana, poetycko wspaniała. To był kapitalny popis edukacyjny i artystyczny. Objawiła się w tym przedstawieniu prawdziwa klasa kapłanki.
Skąd mogła wiedzieć o śnie króla, który opowiedział o nim tylko matce? Widocznie między tronem a ołtarzami różnych świątyń nie było tajemnic. Kiedy zauważyła, że Enkidu przyswaja z wysiłkiem, pewnie wymyśliła na poczekaniu, że Gilgamesz miał właściwie dwa nieomal identyczne sny i zaserwowała powtórkę przedstawienia. Zadziałało. Enkidu siedział i słuchał, nie przerywał, nie mruknął nawet słowa. O, dziwo, wszystko pojmował, a rozum jego szlachetniał i subtelniał z każdą chwilą. Ona zaś – jemu i sobie czyniąc nagrodę – zamknęła tę część cywilizowania kolejną ofertą sztuki erotycznej. Enkidu był gotów. Prawdę powiedziawszy - kto by nie był?
Skąd mogła wiedzieć o śnie króla, który opowiedział o nim tylko matce? Widocznie między tronem a ołtarzami różnych świątyń nie było tajemnic. Kiedy zauważyła, że Enkidu przyswaja z wysiłkiem, pewnie wymyśliła na poczekaniu, że Gilgamesz miał właściwie dwa nieomal identyczne sny i zaserwowała powtórkę przedstawienia. Zadziałało. Enkidu siedział i słuchał, nie przerywał, nie mruknął nawet słowa. O, dziwo, wszystko pojmował, a rozum jego szlachetniał i subtelniał z każdą chwilą. Ona zaś – jemu i sobie czyniąc nagrodę – zamknęła tę część cywilizowania kolejną ofertą sztuki erotycznej. Enkidu był gotów. Prawdę powiedziawszy - kto by nie był?
Zamiast iść prosto do Uruk, wstąpili do osady pasterzy, tam Szamhat nauczyła go jeść chleb i pić piwo. Nie spieszyło się jej do stolicy, bo Enkidu ochoczo jej pomagał w kapłaństwie, a pasterzom pilnował stad. Dopiero po jakimś czasie przyprowadziła Enkidu do miasta, ale już nie groźnego dzikusa, lecz wspaniałego, jak sam Gilgamesz, herosa. Na jego widok lud miasta wpadł w zachwyt i w uwielbienie. Wkrótce się okazało, że Gilgamesz też. Misja była skończona. Królowi wrócił spokój ducha, dobry humor i łaskawość dla ludu, bo zyskał równego sobie, jak lustrzane odbicie brata, kumpla i kochanka. A zatem, co potwierdzają dalsze opowieści w eposie, dzięki mądrej Szamhat Enkidu został tak dobrze ucywilizowany, że był królowi pomocny w każdej potrzebie.
10.
Odwołuję, co napisałem wcześniej o gładkim i przyjemnym czytaniu Gilgamesza w tłumaczeniu R.Stillera. Tego się po prostu nie da czytać spokojnie. Polszczyzna jest, i owszem, współczesna, nie aż tak manieryczna jak Wittlina i Langego, ale złożenie w całość wszystkich odczytanych tekstów o Gilgameszu tworzy doprowadzający do oczopląsu galimatias. W pewnym momencie czytania miałem wrażenie, że wzrok nie przesuwa mi się po tekście, że utknąłem z oczami w miejscu, choć musiałem przewracać kartki. Czytałem bowiem trzeci raz to samo, spory fragment. Może tak trzeba było opowiadać rzecz starożytnym Asyryjczykom. Słyszałem kiedyś o egipskim sposobie wyświetlania filmów, polegającym na przypominaniu co i rusz przebiegu dotychczas wyświetlonej akcji.
Stiller wmieszał, wplątał do kanonu jedenastu tabliczek inne pięć tekstów, traktowanych przez badaczy jako osobne utwory o perypetiach Gilgamesza. Przez te dodatki gubią się wątki głównej opowieści, i tak już poplątane i nie całkiem jasne w wersji wzorcowej. Robi się schizofrenicznie dygresyjne bajdurzenie, prawie tak majakliwe, jak "Król Duch". Ale ta pompatyczna, afektowana struktura tłumaczenia, pasowała jak ulał do mistrzowsko ceremonialnego spektaklu teatru "Pieśń Kozła" o lamentach Gilgamesza.
Fotografie tabliczek, przywiezionych z wykopalisk, ujawniają jak bardzo niepełny jest oryginalny tekst. Płytki są popękane, wykruszone, zamazane do gładkości w wielu miejscach, z dziurami pustki po brakujących fragmentach glinianych puzzli. Spore partie eposu najzwyczajniej nie istnieją. Bez dopełnień, nad którymi trudzą się zachodni badacze, tekst z takich stłuczek czytany brzmi bez sensu, co widać w najwierniejszych archeologicznie rekonstrukcjach. Stillerowskie gmatwanie opowieści, dobre dla teatru, czytelnikowi eposu nie odsłania artystycznych smaczków. Amerykańscy i angielscy edytorzy unikają tej metody. Podają kanon dwunastu (jedenastu) tabliczek z biblioteki Aszurbanipala, zaś oddzielnie inne utwory, z umiarem podbierając z nich wskazówki do brakujących partii poematu.
Tak właśnie zrobiono w wydaniu z tłumaczeniem K.Łyczkowskiej, nawet inni tłumacze przekładali owe poza-kanoniczne poematy. Na potrzeby akademickie rzecz znakomita.
Ale... to tłumaczenie sprawiło, że zmieniłem tytuł swych dywagacji* i wstawiłem "czyn kobiety", który pewnie z akademickości wynikł, bo przecież nie z poetyckiego polotu.
11.
Z wybrzydzań moich wynikać by mogło, że właściwie nie mamy przyjaznej dla tak zwanego szerokiego czytelnictwa polskiej wersji Gilgamesza. Mogłoby i wynikać powinno. W języku angielskim znalazłem, po kolejnym szukaniu, na razie szesnaście wersji, co znaczy, że oni też się jeszcze nie uporali z ostateczną edycją. Ciągle też obiecują sobie, że odczytają tabliczki do dziś nie całkiem zrozumiałe i że odkryją nowe.
Gdybym wyobraził sobie, że którąś z nich dobrze by było w polszczyźnie skopiować, optowałbym za wersją Stephena Mitchella, ale też nie w czystej postaci, lecz dobarwioną z innych propozycji. Bo nie mam pewności, czy - na przykład - intrygujący opis "cywilizowania" Enkidu, który u Mitchella rozpoczyna się od zasadnego właściwie początku, czyli od tego, że Szamhat "ujęła jego penisa i wsunęła w siebie", to ten przy którym na pewno należałoby pozostać. Nie wiem, jak w Babilonie lub Asyrii wyklinowano by znaczki na ten fragment zdarzeń, ale większość tłumaczy takiego sformułowania się tam nie doszukała. Ale może co innego widzą, co innego tłumaczą. Zecharia Sitchin wprost im to zarzucał.
W tej przyjaznej wersji na pewno nie zostawiłbym "czynu kobiecego" mimo, że pochodzi od jedynej kobiety w polskim gronie gilgameszowców.
Zanim ten czyn opiszę szczegółowiej, zacytuję smakowitsze kawałki z Wittlina, wybrane na chybił trafił. Żeby nie było, że czepiam się kobiety.
"Zaryknie Enkidu z przewściekłej rozpaczy."
"W kwardym kamieniu był wszystek czynów i cierpień wyrzezan."
"Oto stoi, na całym ciele owłosion."
"Raźno się zwija pokuman z wodnym roiskiem."
"Jakoż ma dusza ta moja nie być smuteczna?"
"Bezecno twoje jedziwo."
"Siedemkroć zapadne wygrzebłaś mu rowy."
"Targnie się Enkidu z drzemoty i powie do przyjaciela."
Cały tekst jest napisany w stylistyce udającej mowę starożytną i na każdej stronie zadziwiający. Nie zawsze aż tak pokraczna jest stylistyka, czasem bywa sympatycznie poetyzująca, ale co pewien czas fantazja ponosiła autorowi frazę na mielizny języka raczej grząskie.
W moim egzemplarzu książki Wittlina, kupionym przed wieloma laty w przyklasztornej księgarni w Amerykańskiej Częstochowie, brakowało od początku jednej ilustracji Marka Żuławskiego, którą ktoś wykroił nożyczkami niezbyt umiejętnie. Tej oto:
Szamhat i Enkidu, akt cywilizacyjny
12.
Jakim to specjalnym sposobem Szamhat usidliła Enkidu? Możliwe, że w Uruk wszyscy wiedzieli, jakie ma sposoby ta jedna kapłanka, jak jest wyrafinowana w erotycznej sztuce, ale owym starożytnym wiadomo też było, że kobiety w ogólności mają na mężczyzn takie seksualne sposoby, których oni mieć nie mogą i którym ulegną. W klinowych znaczkach Gilgameszowego eposu jest nazwa tego sposobu odciśnięta dobre dwa tysiące lat temu. Ciekawie byłoby poznać ów zapis starożytny, ale na razie nie wiem, który to fragment tabliczki.
Prawdopodobnie na tych kawałkach się znajduje ten znak, albo powinien się znajdować w brakujących miejscach. Jest to bowiem druga część pierwszej pieśni, a więc ta, gdy Szamhat przystępuje do dzieła i przywabia Enkidu.
Antoni Lange napisał, że chodzi tu o rozkosz, czyli "dzieło niewiasty".
Ujrzy cię i zbliży się do ciebie.
Daj mu rozkosz – dzieło niewiasty.
Józef Wittlin napisał, że to są "sidła".
Już rozpaliła w nim chuć, zwabiła w sidła niewieście.
Robert Stiller nie wysilił się zbytnio.
Uczyniła dzikiemu sprawę kobiecą,
jego moc miłosna była jej miła.
Ale to, co wymyśliła, jak do tej pory jedyna kobieta wśród tłumaczy eposu na polski, zaskakuje, powala nieporadnością.
Rozpostarła szatę, on legł obok niej.
Uczyniła temu lullu czyn kobiety!
(lullu - nie wiem dlaczego i skąd tu się znalazł, ponoć to znaczy mężczyzna,
ale znawcy języka hindi twierdzą, że jedynie mały jego kawałek, ten "najbardziej męski")
Czyn kobiety!!! To pasuje do popisów słynnej traktorzystki z socrealistycznych plakatów. Nawet nie "wyczyn", co już by jakieś triumfy sugerowało. Czyn kobiety!!! Jak machanie łopatą?
Gdyby to napisał facet, myślałbym, że chodzi mu o takie działanie kobiety, do którego niby naturalnie i kulturowo jest stworzona, czyli o dawanie dupy - jeszcze pewnie: pranie, gotowanie, niańczenie dzieci. Czyn ją wyróżniający, praktyczny, nie do odrzucenia i nie do zmiany na inny rodzaj aktywności. Czyn kobiety w służbie faceta. No, pięknie.
Ale tak napisała wykształcona przecież pani, a więc co się stało? Otóż pomysł wziąć się mógł z kalkowego tłumaczenia "the work of the woman" (A.George), ale raczej na pewno z "woman's work", które występuje u B.J.Fostera, czyli z tej angielskiej wersji, za którą praca polskiej tłumaczki postepuje niemal krok w krok. Oba zwroty są i mało pomysłowe, nawet w kontekstowych możliwościach rozumienia angielszczyzny, i typowo szowinistyczne - pewnie wstawiono je, jak to zwykle bywa, bez tak zwanego złego zamiaru. Czyli porady trapera wciąż i nieustannie.
To, co pani profesor nie wyszło spod palców, to jest znane, swojskie i trafne "kurewskie rzemiosło". Tak bez pruderii należy na nasze przetłumaczyć "woman's work". Czemu aż tak dosadnie by trzeba? Bo na glinianych tabliczkach, jakby je nie interpretować, asyrolodzy widzą słowo "prostytutka", albo i "kurwa" nawet. Najstarszy zawód, to i słowo stare. Rzecz jasna, jeśli ktoś wynajdzie na "kurewskie rzemiosło" mniej drastyczne określenie, ale nie pruderyjnie (politycznie) poprawne, jak "czyn", to będziemy mieli Gilgamesza na polski i dokładnie i elegancko przetłumaczonego.
Na marginesie: w czym złe było A. Langego "dzieło niewiasty"?
Jeden z angielskich tłumaczy próbował uniknąć pułapki "work", albo całkiem inaczej odczytał klinowe znaczki i napisał o Enkidu, że
he took her charms
a on wziął jej wdzięki
Te "wdzięki", to chyba słowo, wokół którego warto szukać w polszczyźnie. Ale nie, że dzikus "je wziął", bo to sugeruje przewagę, a on żadnej przewagi nie miał i brać mógł jak tępy gamoń to, czym go Szamhat usidliła, co mu łaskawie oferowała.
Jeśli na klinowej skorupce jest to słowo akadyjskie, czy z jakiegokolwiek języka Mezopotamii, określające specyficznie kobiecy atrybut, co pozwala cywilizować dzikusów sztuką erotyczną, to znajduję do wyboru taki (co najmniej) pakiecik na jego równoważnik w polszczyźnie:
artyzm, atrakcyjność, szarm, cudowność, czar, doskonałość,
geniusz, gracja, intymność, kobiecość, krasa, kunsztowność,
maestria, magia, magiczność, piękno, ponętność, powab, seksapil,
uroda, urok, filuteria, frywolność, kokieteria, wabik, zalotność,
zmysłowość, rozkosz, słodycz, delikatność, eteryczność, finezja,
pieszczota.
B.K.
Summit, NJ, 15 maja, 2019.

