sobota, 10 października 2026

Odpowiadam na pytanie Misi...

 

...co sądzę o filmie "Lalka", wyświetlanym przez Netflix.


Kolejny raz mi się potwierdza, że siłą sprawczą, motoryczną dobrej opowieści jest dobra fabuła. W drugą stronę tak samo – dobra fabuła wymaga opowieści sprawnej, wciągającej  majstersztykiem wykonania. To przy prozie, gdziekolwiek stosowanej – w literaturze, w kinie, w teatrze.

Co nie jest w tych mediach wartką fabułą – jest poezją, jest poetyzowaniem, np. "Ulisses" Joyce'a, twórczość Virginii Woolf, Beckett, u nas Bruno Schulz.

Polskie pisanie dopiero w obecnej dobie przełamuje owo poetyzowanie, którego już dawno dopracowali się Żydzi (Biblia), Persowie (1001 noc), Francuzi (Dumas), Anglicy (Dickens), Rosjanie (Dostojewski, Bułhakow, Babel), Amerykanie (poza Faulknerem). W Polsce teraz Twardoch jest najlepszy w opowiadanej mistrzowsko i pasjonującej fabule. Przed nim był Sienkiewicz, niekiedy Prus, ale gorzej. 

Twórcy Netflixowej "Lalki" pokazali wysoką klasę dobrej opowieści w dobrej fabule, zrobionej z fabuły koślawej i wymęczonej. Powieść Prusa jest dziełem dobrym, ale nie nazwę ją najlepszą polską powieścią XIX wieku. Na świecie taką powieścią jest "Quo Vadis" Sienkiewicza – dla Polaków: "Trylogia".

"Lalkę" Netflixa uznaję za doskonałą fabularnie i znakomitą  filmowo. Nie uważam, że wszyscy muszą tak myśleć – sam sobie obejrzałem, sam oceniam.

Ewcia wyznała mi zdegustowana po czwartej części, że już nie może wytrzymać bezustannego gapienia się na siebie Izabeli i Wokulskiego. Na ekranie ciągle ich oczy i oczy i oczy.  Że to męczące. Że za dużo. Że kiepski pomysł reżyserski i aktorski.

W polszczyźnie wyraz "lalka" sugeruje żeński desygnat. Ale przecież Wokulski w filmie jest taką samą... takim samym lalkiem jak Izabela, gdy tylko znajdzie się w Izabelowym teatrze lalek, albo trafniej – kukiełek:  tak Orzeszkowa nazywa Izabelowe środowisko.

Lalki nie mówią – ustawione naprzeciwko siebie, będą się na siebie durno gapić. Gapić i gapić. Postać-lalka, gdy mówi, ma bełkotać nieszczerze. Lalka to twór nieumiejący istnieć we własnych słowach. Wokulski i Izabela, dopóki są lalkami, nie potrafią inaczej. Ale jak wynika z filmowej fabuły – przestają być lalkami. I wygląda na to, że potrafią się porozumieć. Ale to już inna opowieść.