Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Riki Aldrich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Riki Aldrich. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 maja 2023

Nowa księga Eposu.

 


Miałem sen, w którym mój dobry znajomy, posesjonat w wielkiej posiadłości nad rzeką Hudson w centralnej części stanu Nowy Jork, czyli po prostu Riki, opowiadał mi swoje spotkania z Gilgameszem.



Riki, człowiek słusznej postury i równie dobroduszny lubi podczas biesiad fabularyzować najbłahsze plotki z okolicy, lub po raz tysięczny snuć swe przygody młodzieńcze;  absolwent Harvardu, znający z tuzin języków, ze starożytną greką i z polskim włącznie; człowiek kochający swą fantazyjną farmerską wolność, mecenas i miłośnik wszelkich odjechanych imprez artystycznych. Dziś już niemłody, ale wciąż tak samo lubi opowiadać o koneksjach swej rodziny (poprzez Zuzannę z Livingstonów) z Julianem Ursynem Niemcewiczem, jak uwielbia bez końca reperować antyczne traktory i mercedesy.



W opowieści Rikiego o spotkaniu z Gilgameszem on ze swoimi kochanymi maszynami, z traktorem taszczącym wielką kosiarkę lub bronę, ze swoją ulubioną koparką i jeszcze z jakimiś mechanizmami, których ma cały park opodal wielkich stodół, pomagał królowi miasta Uruk w jednej z jego kolejnych wypraw, albo nawet w tej głównej wyprawie do siedziby potwora Humbaba, kiedy razem z Enkidu  wycinali we trzech olbrzymi las cedrowy.



Przedstawił mi wydarzenia po kolei i obrazowo – widziałem wirujące ślimaki świdrów i ostrza pił. Widziałem jego olbrzymi, antyczny traktor, który wciąż jest lepszy od nowo-technologicznych. Traktor dymił, silnik warczał na największych obrotach. Gigantyczne opony ryły piach i glinę, wzniecając tumany kurzu. On zaś co chwilę poruszał kolejną z tuzinów dźwigni przy kierownicy. Mechanizmy koparki i brony podnosiły się i opadały.



W wizjach, jakie opowieść kreowała we śnie, Riki pracował jednocześnie na wielu sprzętach, bo go widziałem i na traktorze i na koparce. Zęby tej ostatniej ryły pod pniami, wyciągając buły korzeni z ziemią i szarpały grzęznące w rzece konary. Nie zauważyłem Gilgamesza, ale był gdzieś w pobliżu. Riki, sam jak heros mezopotamski, unosił się nad siodłami siedzeń, wychylał poza kabiny maszyn, poprawiał czapkę, ocierał pot, czasem sięgał po butlę z wodą, wycierał ręce w zaoliwione szmaty, naciągał i popuszczał łańcuchy. Traktor, a może dwa, kosiarka, koparka i jakaś machina podobna do przewoźnego generatora szalały w huku, hurkocie i w kłębach spalin, a Riki  wydawał się być na nich wszystkich jednocześnie.


Obudziłem się przejęty i zachwycony tym, co opowiadał. Postanowiłem natychmiast zapisać dokładnie całą  opowieść, wszelkie szczegóły i drobiazgi wydarzeń i rozmów Rikiego z Gilgameszem i Enkidu. On sam wydał mi się herosem równym obu Sumeryjczykom, ani słabszym, ani mniejszym niż oni. Riki prawdziwy to kawał chłopa, szeroki, brzuchaty, o przystojnej, fotogenicznej twarzy, silny, odziany zwykle w farmerskie szaty, nie mniej obfite i rozmaite niż stroje wojów i królów Sumeru. Zapisałem wszystko dokładnie, ciesząc się, że nic mi nie umknęło i że ułożę znakomitą, nową księgę Eposu.

I wtedy obudziłem się naprawdę i doszło do mnie, że nic z opowieści Rikiego nie pamiętam, prócz tych mglistych wizji przedstawionych powyżej.