Miałem sen, w którym mój dobry znajomy, posesjonat w wielkiej posiadłości nad rzeką Hudson w centralnej części stanu Nowy Jork, czyli po prostu Riki, opowiadał mi swoje spotkania z Gilgameszem.
Riki, człowiek słusznej postury i równie dobroduszny lubi podczas biesiad fabularyzować najbłahsze plotki z okolicy, lub po raz tysięczny snuć swe przygody młodzieńcze; absolwent Harvardu, znający z tuzin języków, ze starożytną greką i z polskim włącznie; człowiek kochający swą fantazyjną farmerską wolność, mecenas i miłośnik wszelkich odjechanych imprez artystycznych. Dziś już niemłody, ale wciąż tak samo lubi opowiadać o koneksjach swej rodziny (poprzez Zuzannę z Livingstonów) z Julianem Ursynem Niemcewiczem, jak uwielbia bez końca reperować antyczne traktory i mercedesy.
W opowieści Rikiego o spotkaniu z Gilgameszem on ze swoimi kochanymi maszynami, z traktorem taszczącym wielką kosiarkę lub bronę, ze swoją ulubioną koparką i jeszcze z jakimiś mechanizmami, których ma cały park opodal wielkich stodół, pomagał królowi miasta Uruk w jednej z jego kolejnych wypraw, albo nawet w tej głównej wyprawie do siedziby potwora Humbaba, kiedy razem z Enkidu wycinali we trzech olbrzymi las cedrowy.
Przedstawił mi wydarzenia po kolei i obrazowo – widziałem wirujące ślimaki świdrów i ostrza pił. Widziałem jego olbrzymi, antyczny traktor, który wciąż jest lepszy od nowo-technologicznych. Traktor dymił, silnik warczał na największych obrotach. Gigantyczne opony ryły piach i glinę, wzniecając tumany kurzu. On zaś co chwilę poruszał kolejną z tuzinów dźwigni przy kierownicy. Mechanizmy koparki i brony podnosiły się i opadały.
W wizjach, jakie opowieść kreowała we śnie, Riki pracował jednocześnie na wielu sprzętach, bo go widziałem i na traktorze i na koparce. Zęby tej ostatniej ryły pod pniami, wyciągając buły korzeni z ziemią i szarpały grzęznące w rzece konary. Nie zauważyłem Gilgamesza, ale był gdzieś w pobliżu. Riki, sam jak heros mezopotamski, unosił się nad siodłami siedzeń, wychylał poza kabiny maszyn, poprawiał czapkę, ocierał pot, czasem sięgał po butlę z wodą, wycierał ręce w zaoliwione szmaty, naciągał i popuszczał łańcuchy. Traktor, a może dwa, kosiarka, koparka i jakaś machina podobna do przewoźnego generatora szalały w huku, hurkocie i w kłębach spalin, a Riki wydawał się być na nich wszystkich jednocześnie.
Obudziłem się przejęty i zachwycony tym, co opowiadał. Postanowiłem natychmiast zapisać dokładnie całą opowieść, wszelkie szczegóły i drobiazgi wydarzeń i rozmów Rikiego z Gilgameszem i Enkidu. On sam wydał mi się herosem równym obu Sumeryjczykom, ani słabszym, ani mniejszym niż oni. Riki prawdziwy to kawał chłopa, szeroki, brzuchaty, o przystojnej, fotogenicznej twarzy, silny, odziany zwykle w farmerskie szaty, nie mniej obfite i rozmaite niż stroje wojów i królów Sumeru. Zapisałem wszystko dokładnie, ciesząc się, że nic mi nie umknęło i że ułożę znakomitą, nową księgę Eposu.
I wtedy obudziłem się naprawdę i doszło do mnie, że nic z opowieści Rikiego nie pamiętam, prócz tych mglistych wizji przedstawionych powyżej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Riki Aldrich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Riki Aldrich. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 maja 2023
Nowa księga Eposu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





