Pierwsza strona z Editio Princeps „Historia Naturalis” Pliniusza
wydrukowana przez Johanna ze Speyer. Wenecja, 1469. Bibliothèque Nationale de France
KAJA PLINIUSZA STARSZEGO
HISTORII NATURALNEJ
KSIĘGA SIÓDMA.
Przełożona przez
Józefa Łukaszewicza
Poznań, 1845.
(Gaius Plinius Secundus zwany Starszym (Maior) (ur. 23 r. n.e. w Comum Novum, dzisiaj Como we Włoszech, zm. 25 sierpnia 79 n.e. w Stabiach, dzisiaj Castellammare di Stabia) – historyk i pisarz rzymski.)
Fragmenty wzięte z:
KSIĘGA VII.
CZŁOWIEK, JEGO NARODZINY, JEGO ORGANIZACJA I WYNALAZEK SZTUK.
Rozdz. I.
Oto jak się rzecz ma ze światem, a na nim z ziemią, narodami, morzami znakomitemi i miastami.
Przyrodzenie (tj. natura) żyjących na nim istot niemniej godnem jest rozważania jak każda inna część jego, gdyby tylko umysł ludzki mógł wszystko ogarnąć! Pierwszeństwo przyznają słusznie człowiekowi, dla którego zdaje się, że Przyrodzenie wszystkie inne rzeczy stworzyło, chociaż okrutne tak wysoką cenę za tak wielkie dobrodziejstwa swoje kładzie, iż nie można roztrzygnąć, czy jest dla człowieka lepszą matką, czy też surowszą macochą. Zważmy przede wszystkiem, że jego samego tylko z wszystkich istot żyjących z cudzą pomocą (tj. nie własnym odzieniem) odziewa: innym udzieliło rozmaicie okryć, skorup, kór, skór, kolcy, sierci, szczeci, włosów, puchu, pierza, łusek i runów. Pnie także i drzewa korą, niekiedy podwójną, przeciw zimnu i skwarom zabezpieczyło. Tylko człowieka nagiego, i na gołą ziemię, w dniu urodzenia na jęki i płacz rzuca i zaraz go, z pomiędzy tylu istot samego, na wylewanie łez, i to od samego początku życia, skazuje.
A zaiste nawet ów uśmiech przedwczesny i za prędki, przed czterdziestym dniem żadnemu człowiekowi nie jest danym. Od tej pierwszej chwili życia czekają nań – co nawet zwierzęta dzikie wśród nas rodzące się nie spotyka – więzy i krepowanie wszystkich członków: tak ów szczęśliwie urodzony leży z związanemi rękoma i nogami, istota płacząca mająca nad innemi panować; i karami zaczyna życie dla tej jednej winy, że się urodził. O szaleństwo tych, którzy z takowych początków sądzą, że są na dumę stworzeni!
Pierwsze uczucie siły, pierwszy dar czasu, czyni go podobnym czworonożnemu zwierzęciu. Kiedyż wykształca się chód człowieka? kiedy głos? kiedyż usta nabywają siły do pokarmów? Jak długo ma głowę drżącą, ów znak największej jego słabości pomiędzy wszystkiemi zwierzętami? Wnet następują choroby i tyleż wynalezionych przeciw temu złemu lekarstw, a i te także przypadki nowe pokonywają. Inne stworzenia czują Przyrodzenie swoje, jedne z nich używają swej chyżości, drugie szybkiego lotu, inne pływania; człowiek bez uczenia się nic nie umie, nie może mówić, chodzić, jeść; słowem nic z przyrodzenia nie umie, prócz płakać. Dlatego było wielu, którzy poczytywali za rzecz najlepszą, albo się nie rodzić, albo też jak najprędzej umierać.
Jego samego z wszystkich żyjących istot udziałem jest kłopot, jego samego zbytek, i to wprawdzie w niezliczonym sposobie i w względzie na każdy członek, jego samego duma, jego samego skąpstwo, nieograniczona żądza życia, jego samego przesąd, troskliwość o pogrzeb, a nawet o przyszłość po śmierci. Żadne stworzenie nie ma tak wątłego życia, żadne większej żądzy wszechrzeczy, żadne niespokojniejszej bojaźni, żadne gwałtowniejszej wściekłości. Wreszcie wszystkie inne stworzenia żyją z swoim rodzajem zgodnie; widzimy jak się gromadzą i naprzeciw innym rodzajom stawają. Lwy dzikie nie walczą pomiędzy sobą, kąsanie wężów nie jest przeciw wężom wymierzone, ani nawet morskie potwory i ryby nie srożą się tylko przeciw obcym rodzajom. A człowiek, przebóg! najwięcej złego od człowieka doznaje.
O rodzaju ludzkim w ogólności mówiliśmy już po większej części przy wyliczaniu narodów. Ani też rozprawiać teraz będę o niezliczonych obrządkach i zwyczajach, tak prawie mnogich, jak same towarzystwa pomiędzy ludźmi; niektóre przecież rzeczy nie sądzę opuścić, zwłaszcza co się tyczy ludów daleko od morza mieszkających; między temi znajdzie się nie jedno, co, nie wątpię, zdawać się będzie dziwnem i niepodobnem do wiary.
Któż bowiem wierzył o Etyopach, nim ich widział? Albo, cóż nie wydaje się dziwnem, gdy się pierwszy raz poznaje? O iluż rzeczach sądzą, przedtem niż się stały, że się stać nie mogą? Siła zaś i majestat przyrodzenia w każdej chwili zdawać się będą niepodobnemi do wiary, jeżeli kto części jego tylko, a nie całość umysłem rozważać zechce. Nie wspominając o pawiach, albo o cętkach tygrysów i rysiów i o tylu malowidłach (tj. barwach) zwierząt, małą rzeczą jest powiedzieć – ale rozważając bardzo wielkiej wagi – iż tyle jest sposobów mówienia pomiędzy narodami, tyle języków i taka rozmaitość mowy, że cudzoziemiec cudzoziemcowi nie zdaje się prawie człowiekiem. Co do samej już twarzy i jej rysów, które się tylko z dziesięciu albo więcej nieco członków składają, nie znajdzie pomiędzy tylu tysiącami ludzi dwóch zupełnie podobnych postaci, czegoby żadna sztuka przy daleko mniejszej liczbie naśladować nie zdołała. Jednakże za większą część tego co następuje nie ręczę bynajmniej, ale odsyłam raczej do autorów, których przy każdej wątpliwości przytoczę: tylko nie należy mieć wstrętu iść za Grekami – im pilność ich w tej mierze większą, im śledzenie dawniejszym jest (tj. już najwcześniejsze ich badania są bardzo trafne).
Rozdz. II.
Że pomiędzy Scytami jest wiele pokoleń, które się ciałem ludzkiem żywią, powiedzieliśmy (tj. wspomniane było w poprzedniej księdze). Już to samo może zdawałoby się niepodobnym do wiary, gdybyśmy nie pomyśleli, że w pośrodku kuli ziemskiej, nawet w Sycylii i Italii takie potwory ludzi, Cyklopy i Lostrygonowie, były, i że niedawno jeszcze pomiędzy ludami zaalpejskiemi panował zwyczaj zabijania ludzi na ofiary, co się nie bardzo od pożerania ich różni.
Ale i w bliskości tych ludów, które są ku północy, niedaleko od początku Akwilonu i od groty zwanej Geskliton, mieszkają podobno Arimaspowie, którzy, jakeśmy powiedzieli, odznaczają się jednem okiem w czole i ciągle wiodą wojny przy żyłach kruszcowych z gryfami, rodzajem, jak pospolicie mówią, ptaków; one z dziwną chciwością złoto z lochów wydobywają, i pilnują, a Arimaspowie porywają im takowe – wielu autorów, ale szczególniej sławny Herodot i Aristeas z Prokonnezu, piszą o tym.
Za drugimi zaś ludożercami Scytami leży w wielkiej dolinie góry Imaus okolica, zwana Abarimon, w której mieszkają ludzie leśni, ze stopami w tył obróconemi, a są chyżości nadzwyczajnej i błąkają się tu i owdzie z dzikiemi zwierzęty. Ci nie mogą podobno pod innem niebem oddychać i dlatego też nie mogą być przyprowadzeni do sąsiedzkich królów, ani też nie mogli być stawieni przed Alexandra Wielkiego jak opowiada Baeton.
Pierwsi ludożercy, o którycheśmy powiedzieli, że ku północy dziesięć mil podróży za rzeką Borystenem mieszkają, piją czaszkami ludzkiemi i przywiązują sobie zamiast serwet skóry włosiste na piersi, jak Izygonus z Nicei opowiada. Tenże sam mówi, że w Albanii rodzą się także ludzie z oczami koloru modrobladego, którzy w dzieciństwie już stają się siwymi i w nocy lepiej niżeli we dnie widzą. Tenże twierdzi, że Sauromatowie, mieszkający dziesięć dni drogi za rzeką Borystenes (tj. Dniepr), zawsze co trzeci dzień tylko pokarm przyjmują.
Krates z Pergamu powiada, że w Helesponcie w okolicy Parium był rodzaj ludzi, których Ofiogenami zowie, ci zwykli byli goić ukąszenia od wężów dotknięciem i położeniem ręki jad z ciała wyciągać. Podług Warrona mają się tam i teraz jeszcze znajdować ludzie, których śliny są przeciw ukąszeniu od wężów lekarstwem. Podobny naród był i w Afryce, Psyllowie, nazwani tak, jak pisze Agatarchides, od króla Psylla, którego grób po jednej stronie większej Syrty się znajduje. Tych ciałom wrodzonym był jad, zgubny dla wężów i którego samą wonią usypiali je. Mieli zwyczaj nowonarodzone dzieci rzucać natychmiast najsroższym z nich (wężów) i tym sposobem doświadczać czystości małżonek, albowiem węże nie uciekały przed dziećmi urodzonemi w cudzołóstwie.
Naród ten został wprawdzie wytępiony prawie doszczętnie przez Nasamonów, którzy teraz siedliska te dzierżą, jednakże pokolenie tych ludzi do dziś dnia utrzymuje się w niewielkiej liczbie przez tych, którzy w czasie walki uciekli, albo też nie brali w niej udziału. Podobnym sposobem trwa i w Italii pokolenie Marsów, którzy pochodzą od syna Cyrcy i stąd też siłę tę przyrodzoną mają. Ale nawet wszyscy ludzie mają w sobie truciznę przeciw wężom i mówią, że te przed śliną wyplutą uciekają jak przed skropieniem wodą wrzącą. Jeżeli ślina dostanie im się w paszczę, zdychają nawet: zwłaszcza gdy pochodzi z ust człowieka na czczo jeszcze będącego.
Za Nasamonami i graniczącymi z nimi Machlyami mieszkają, jak Kallifanes powiada, Androgynowie, którzy są obojej płci i na przemian cieleśnie z sobą spółkują. Arystoteles dodaje, że prawą pierś mają męską, lewą niewieścią.
W tej samej Afryce są według Izygona i Nymfodora, niektóre rodziny urzekające; od ich pochwał niszczeją rzeczy chwalone, usychają drzewa, mrą dzieci. Izygon dodaje, że takiż rodzaj ludzi jest pomiędzy Tribalłami i Illiryjczykami, którzy wzrokiem nawet urzekać mogą i zabijają tych, na których dłużej, zwłaszcza zagniewanym okiem, spoglądają; tego złego ich doznają łatwiej dorośli. Godniejszą zastanowienia rzeczą jest, że mają w każdem oku podwójne źrenice. Że się i kobiety tego rodzaju w Scytyi, nazwane Bitye, znajdują, powiada Apollonides. Fylarch twierdzi, że w Poncie pokolenie Tihiów i wiele innych tegoż samego jest przyrodzenia; znamię tych, powiada, jest w jednem oku podwójna źrenica, w drugiem postać konia. Ludzie ci nadto nie mogą utonąć chociażby nawet obciążeni sukniami. Podobnym im rodzajem są Farnakowie w Etyopii, pisze Dainon, że ich pot sprawia dotkniętym ciałom suchoty.
Że wprawdzie wszystkie kobiety, które podwójne źrenice mają, wzrokiem wszędy szkodzą, twierdził u nas Cycero. Tak się więc Przyrodzeniu podobało, że stworzywszy w człowieku skłonność zwierzęcą karmienia się ludzkiemi wnętrznościami, stworzyło w całem jego ciele, a nawet w oczach niektórych ludzi, trucizny: ażeby nigdzie złego jakowego nie było, któreby się w człowieku nie znajdowało.
Niedaleko miasta Rzymu, w ziemi Falisków, jest mała liczba rodzin, które Hirpami zowią; te podczas rocznej ofiary, którą na górze Sorakcie Apollinowi czynią, chodząc po stosie zapalonego drzewa, nie zagorywają. I dla tego uchwałą niezmienną Senatu uwolnione są od wojskowości i wszelkich innych ciężarów.
Pewne części ciała niektórych ludzi obdarzone są dziwnemi własnościami; tak np. król Pyrru miał u prawej nogi palec wielki, którego dotknięciem leczyli się chorobę śledziony cierpiący. Powiadają, że palec ten nie mógł być z resztą ciała spalonym; złożono go przeto w skrzyneczce w świątyni.
Szczególniej Indya i kraje Etyopów napełnione są dziwami. W Indyi największe zwierzęta się rodzą. Dowodem tego są psy (indyjskie) większe nad inne. Drzewa zaś mają być tak wysokie, iż ich strzałą przerzucić nie można. Sprawia to żyzność ziemi, umiarkowane powietrze, obfitość wód, tak dalece, (jeżeli wierzyć zechcemy) że pod jednem drzewem figowem całe oddziały jazdy schronić się mogą. Trzcina zaś takiej jest wysokości, że niekiedy jedno źdźbło wystarcza na czółno mogące trzech ludzi unieść.
Wielu ludzi dorasta tam, jak wiadomo, na wysokość pięciu łokci; nie plują oni podobno, nie doznają żadnego bólu głowy, zębów, albo oczu, rzadko kiedy bólu innych części ciała, i tej wytrwałości nabywają przez umiarkowane bardzo ciepło słońca. Ich filozofowie, których Gymnosofistami nazywają, stoją od rana do wieczora bez przerwy patrząc niewzruszonem okiem na słońce; stoją także cały dzień w rozpalonym piasku na jednej nodze na przemian. Megastenes powiada, że na górze zwanej Nulo, są ludzie z odwróconemi stopami, mający po ośm palcy u każdej.
Na wielu zaś górach mieszka podobno rodzaj ludzi z psieimi głowami; ten okrywa się skórami zwierząt, szczeka, zamiast wydawania głosu ludzkiego, a uzbrojony pazurami żyje z polowania i łowienia ptaków. Ktesiasz powiada, że w czasie, w którym pisał, było ich przeszło sto dwadzieścia tysięcy; w pewnym także narodzie indyjskim kobiety raz tylko w życiu podobno rodzą, a ich dzieci natychmiast siwieją. Podobnież ma być rodzaj ludzi, zwany Monokolami, o jednej nodze, dziwnej chyżości w skakaniu; zowią ich Sciapodami, ponieważ w skwary wielkie na wznak na ziemi leżąc, zasłaniają się cieniem nogi; mieszkają oni podobno niedaleko Troglodytów.
Sciapod, opisany przez Pliniusza w jego Historii naturalnej, z Kroniki norymberskiej (1493)
Na zachód znowu tych, są niektórzy ludzie bez szyi, mający oczy na ramionach.
Są i Satyrowie na górach pod wiatrem wschodnim w Indyach, (okolica ta zowie się katarkludyjską) stworzenia nadzwyczajnie chyże, już na czterech nogach, już prosto chodzący, postaci ludzkiej, z przyczyny chyżości chwytani bywają tylko starzy, lub chorzy. Tauron zaś podaje, że jest naród Choromandów żyjący po lasach, niemający głosu, tylko wydający wrzask przeraźliwy, a są obrosłych ciał, ócz modrobladych, psich zębów. Podług Eudoxa znajdują się w południowych Indyach mężczyźni, których stopy są łokciowe, a kobiet tak dalece małe, że je (kobiety) strutopodami zowią.
Megastenes przytacza pomiędzy Nomadami indyjskiemi lud mający zamiast nosów tylko otwory i nogi krzywe na kształt wężów; zowie go Scyritami. Na ostatecznej granicy Indyi ku wschodowi około źrzódeł Gangesu ma mieszkać naród Astomów, bez ust, ciała całkiem obrosłego, okrywający się puchem z liści, żyjący tylko oddychaniem i zapachem, który nosem wciąga. Nie znają oni żadnego pokarmu, żadnego napoju; używają tylko rozmaitych woni z korzeni, kwiatów i jabłoni leśnych, które w dłuższych podróżach z sobą noszą, aby zapachu nie zabrakło; mocniejsza nieco wonia pozbawia ich podobno łatwo życia.
Za tym ludem na ostatecznej części gór mieszkają podobno Trispitamowie i Pigmejczykowie, wysokości trzy wielkie piędzie, to jest nieprzechodzący (wzrostem) trzy razy dziewięć cali, w klimacie zdrowym, ciągle wiosennym, zasłonieni od wiatrów północnych górami; ci napastowani także byli, jak Homer powiada, od żurawiów. Jest wieść, że siedząc na grzbietach baranów i kóz, uzbrojeni strzałami, podczas wiosennej pory całym tłumem zstępują ku morzu i jaja i pisklęta tych ptaków zjadają; wyprawę te kończą po trzech miesiącach; inaczej przyszłym żurawiom oprzeć by się nie mogli. Chaty swoje budują z błota, piór i skorup od jaj. Arystoteles powiada, że Pigmejczykowie mieszkają w jamach; co do reszty o nich zgadza się z innymi pisarzami.
Cyrnowie, naród indyjski, żyją, podług Izygona, sto czterdzieści lat. To samo twierdzi on o Etyopach, Makrobiach i Serach, jako też o mieszkańcach góry Athos; ci zaś dlatego, że się karmią mięsem żmij; przeto też nie mają podobno ani na głowie, ani też w sukniach swoich, szkodliwego owadu.
Onezykrytus pisze, że w tych okolicach Indyi, gdzie nie ma cieni, dorastają ciała ludzkie pięciu łokci i dwóch dłoni, żyją (ludzie) sto trzydzieści lat, nie starzeją się, ale jakoby w średnim wieku umierają. Krates z Pergamu wspomina Indów, którzy przeszło sto lat żyją, Gymnetami; wielu nazywa ich Makrobiami. Według Ktesiasza jedno pokolenie tych, nazwane Pandore, mieszkające w dolinach, żyje dwieście lat i w młodości ma białe włosy, które na starość czernieją. Przeciwnie inni, z Makrobiami graniczący, nie przechodzą podobno czterdziestu lat i kobiety ich raz tylko rodzą; toż samo opowiada także Agatarchides. Wreszcie, że się żywią szarańczą i są bardzo rączymi. Klitarchus i Megastenes nadał im nazwisko Mandów i naliczył trzysta ich wsi. Kobiety rodzą podobno w siódmym roku życia, starość ich przypada w czterdziestym.
Artemidorus powiada, że mieszkańcy wyspy Taprobany długie bardzo życie bez najmniejszej dolegliwości ciała przepędzają. Według Durysa niektórzy Indowie parzą się z dzikiemi zwierzęty, i stąd powstaje płód mieszany i na pół dziki. U Kalingów, ludu także indyjskiego, kobiety zostają już w piątym roku ciężarne, i ośm lat życia nie przechodzą. Indziej rodzą się ludzie nadzwyczajnej chyżości z ogonem włosistym; inni mogą się całkiem uszami okryć.
Rzeka Arbis przedziela Orytów od Indów. Ci nie znają żadnego innego pokarmu, prócz ryb, które paznogciami rozdarłszy na dwoje, na słońcu suszą i tym sposobom chleb z nich robią, jak Klitarchus powiada. Krates z Pergamu twierdzi, że Troglodytowie, mieszkający wyżej Etyopii, większą rączość posiadają od koni. Tenże dodaje, że Etyopowie przechodzą wysokością ośm łokci; pokolenie to zowią Syrbotami.
Do etyopskich Nomadów należy pokolanie Menisminów, nad rzeką Astragus, ku północy, oddalone na dwadzieścia dni drogi od morza; karmi się mlekiem tych zwierząt, które Cynocefalami zowiemy, i których stada utrzymują zabijając wszystkich samców, wyjąwszy potrzebnych do rozmnażania. W pustyniach Afryki zjawiają się nagle postacie ludzkie i w mgnieniu oka nikną. Takie i tym podobne obrazy rodzaju ludzkiego, utworzyło przemyślne Przyrodzenie sobie na igraszkę, nam na podziw. A któżby zdołał wyliczyć to, co codziennie, i prawie w każdej godzinie, działa? Aby potęgę jego okazać, niech będzie dostatecznem umieszczenie całych narodów w rzędzie cudów jego. Przystępuję tedy do nielicznych szczegółów, które w względzie człowieka za niezaprzeczone uznano.
Rozdz. III.
Że się trójnięta rodzą, dowiódł przykład Horacyuszów i Kuryacyuszów; większa liczbę nazywają cudownem godłem, wyjąwszy Egipt, gdzie rzeka Nil napojem płodność sprawia. Niedawno, w ostatnich latach Cesarza Augusta, niejaka Fausta z pospólstwa, porodziła w Ostii razem dwóch chłopców i tyleż dziewcząt, co niewątpliwie przepowiadało głód, który niedługo potem nastąpił.
Czytamy także o jednej kobiecie w Peloponezie, która cztery razy porodziła bliźnięta, z tych większa część żyła. Trogus powiada, że i w Egipcie jedna matka siedm dzieci razem na świat wydała. Rodzą się także i ludzie z płcią oboją, których Hermafrodytami zowiemy, dawniej nazywano ich Androgynami i poczytywano za potwory, teraz zaś służą do rozkoszy.
Pompejusz wielki, pomiędzy ozdobami teatru umieścił także wizerunki sławnych osób, wypracowane na ten cel najstaranniej przez sławnych sztukmistrzów; pomiędzy tymi (wizerunkami) znajdowała się Eutychis, którą po śmierci 20 dzieci na stos włożyło, i która w Trales 30 połogów odbyła; dalej Alcippe, która słonia porodziła, chociaż to raczej do dziwów należy. Albowiem i na początku wojny z Marsami służąca porodziła węża.
Rozlicznego kształtu dziwolągi na świat przychodzą. Klaudyusz Cesarz pisze, że w Tessalii urodził się Hippocentaur i tegoż samego dnia żyć przestał. I my oglądaliśmy takowego, którego mu za rządów jego z Egiptu w miodzie przywieziono. Mamy także przykład, że nowonarodzone niemowlę w Saguncio natychmiast do żywota matki wróciło, w tym samym roku, w którym Hannibal miasto Sagunt zburzył.
Że kobiety przemieniają się w mężczyzn, nie jest bajką. Znajdujemy w rocznikach, że za konsulatu P. Liciniusza Krassa i K. Kassiusza Longina, dziewica w Kasynum stała się w obliczu rodziców chłopcem, którego z woli wróżbitów na pustą wyspę przeniesiono. Liciniusz Mucianus powiada, że widział w Argos niejakiego Areskonta, któremu dawniej na imię Areskuza było i który jako Areskuza poszedł za mąż, ale wkrótce potem ukazała się broda i męskość, i pojął żonę. Tegoż samego gatunku chłopca miał widzieć w Smyrnie. Ja sam widziałem w Afryce L. Kosiciusza, obywatela tysdrytańskiego, który się w mężczyznę w sam dzień weselny przemienił.
Przy rodzeniu bliźniąt rzadką jest rzeczą, aby matka, albo jedno z dzieci przy życiu zostało. Jeżeli zaś bliźnięta obydwóch są płci, rzadziej jeszcze ocaleją. Dziewczęta rodzą się prędzej niż chłopcy, jako też prędzej się starzeją; chłopcy częściej się ruszają w żywocie matki i leżą po prawej, a dziewczęta po lewej, jak wiadomo, stronie. (...)

