Epos o Gilgameszu to opowieść starożytna, napisana w XX wieku. Dopiero od stu lat biblioteki świata zachodniego mają w zbiorach ten tekst, choć pierwszą, w której go zachowano była biblioteka króla Aszurbanipala w siódmym wieku przed naszą erą. Naszą klasyką literacką były przez wieki – Iliada, Odyseja, Biblia, nawet Baśnie z tysiąca i jednej nocy, Eneida, ale nie Epos o Gilgameszu.
Nie wiadomo, czy nasza cywilizacja przetrwa następne 26 wieków i nie wiadomo, czy XX-wieczne dopełnienie owym Eposem historii literatury światowej utrzyma się jako tradycja klasyczna. Jego obecna wersja (a właściwie kilka różnych wersji), powstała w XX wieku, więc żywe uczestnictwo tego tekstu w kulturze literackiej, trwa tyle co obecność Ulisesa, Ziemii Jałowej, Wielkanocy w Nowym Jorku, Alkoholi.
Jeśli uczeni przyszłych pokoleń w pełni zdołają rozszyfrować pismo klinowe, jeśli odtworzą wiarygodnie najstarsze języki Mezopotamii to być może uzyskają coś więcej niż nasze archeologiczne i poetyzujące rekonstrukcje Eposu o Gilgameszu. Są one napisane nam zrozumiałym językiem, według naszych wyobrażeń, dla współczesnego czytelnika i literaturoznawcy. Co to wszystko ma wspólnego z oryginałem? Nie wiem i wiedzieć nie będę. Już dla kustoszy Aszurbanipala, tak się przypuszcza, ten tekst nie był w pełni zrozumiały, choć go adaptowali i włączyli w swe dziedzictwo kulturowe. Mieli przecież do czynienia z opowieścią powstałą wiele wieków przed nimi.
Dla nas Epos o Gilgameszu to całkiem współczesna przygoda literacka, przygoda dwóch, trzech pokoleń. Czy nas bardziej ekscytuje powrót w osobliwą i nieodgadnioną starożytność, czy też dopełnianie naszej tradycji Eposem różnie tłumaczonym, różnie opowiadanym dziś, na bieżąco?
Dla nas Epos o Gilgameszu to całkiem współczesna przygoda literacka, przygoda dwóch, trzech pokoleń. Czy nas bardziej ekscytuje powrót w osobliwą i nieodgadnioną starożytność, czy też dopełnianie naszej tradycji Eposem różnie tłumaczonym, różnie opowiadanym dziś, na bieżąco?