sobota, 19 września 2026

Cały ten jazz... część druga. W Grecji.

 



 


Część druga


Bogowie od tego nie umarli


Grecja, 5-13 Sierpnia, 2026


Do Grecji poleciałem z Gdańska ze szwagierką Ludmiłą, do jej szwagierki, Kasi, która ma dom nad samym morzem Egejskim, po którym żeglował Odyseusz. Otoczone przez góry, spokojne i chłodne, stało się ulgą i ochłodą dla ciała w greckim sierpniowym upale, a w słońcu trzeba było się tam nachodzić, bo Akropol, Ateny, Delfy, Sunion i Teatr Epidaurus.


 

Na Akropol poszliśmy z samego rana, żeby uniknąć upału i po godzinie błądzenia w narastającym tłumie wśród kolumn Partenonu, Kariatyd i świątyń, schroniliśmy się w Muzeum Akropolu, nowym, przeszklonym budynku, w którym schronienie znalazły oryginalne kariatydy, rzeźby, płaskorzeźby, oraz niezliczone wazy i figurki z brązu i terakoty. 


Następnego dnia pojechaliśmy do świątyni Apollo w Delfach, gdzie Pytia orzekła, że Sokrates był najmądrzejszy ze wszystkich, na co filozof zareagował z niedowierzaniem, bo stwierdził, że on nic nie wie. Zaczął więc wypytywać tych, co twierdzili, że wiedzą czym jest dobro i piękno, co znaczy być religijnym i sprawiedliwym. No i jak wiemy, okazało się, że odpowiedzi nie zadowalały filozofa, bo były nie logicznie, pokrętne, albo wręcz sprzeczne. W ten sposób wyrocznia okazała się mieć rację – nikt z rozmówców Sokratesa nic nie wiedział i do tego nie wiedział, że nie wie. Sokrates też nie wiedział, ale wiedział, że nie wie, więc o tą samowiedzę był od nich mądrzejszy. Przytoczyłem tę znaną historyjkę, bo niby jest znana, ale dalej prawdziwa, bo wśród polityków i możnych tego świata, nikt nic nie wie i nie wie, że nie wie, a wydaje im się, że zjedli wszystkie rozumy.


Delfy to nie tylko wyrocznia, ale też teatr i stadion, na samej górze. Teatrów i stadionów w Grecji zatrzęsienie, każda prowincja, czy gmina miała swoje, żeby ludzie mogli przyjść na spektakle. Teraz dostęp do teatru mają mieszkańcy dużych miast, jeżeli ich na to stać, natomiast w starożytnej Grecji państwo sponsorowało festiwale teatralne, doceniając ich zbawienną rolę, którą Arystoteles określił terminem katharsis, czyli oczyszczenie z emocji, które jak teraz wiemy, w każdym człowieku się zbierają, spychane poza próg świadomości, aby o nich nie myśleć. W końcu dochodzi do wybuchu i ludzie zaczynają krzyczeć, wariować i wić się jak opętani. Nie wiedzą co się dzieje, nie mają słów na wypowiedzenie tego co się w nich kotłuje, odwracają się przeciwko sobie samym i innym, uciekają się do przemocy. Igrzyska i chleb nie wystarczają, Grecy wiedzieli lepiej niż Rzymiane, że tylko sztuka leczy rany – w tragedii widz utożsamia się z bohaterami tragicznymi, przeżywa z nimi ich niedole, rozpacz i załamanie, ich nieuchronne tragedie i śmierć, żeby po  spektaklu odetchnąć z ulgą. Emocje, które trzymali w ryzach uwolniły się pozostawiając widzów nie tylko w spokoju ale też z przestrogą i wiedzą, jeżeli nie jak żyć, to przynajmniej w jaki sposób, jakimi słowami o własnych tragediach opowiadać. 








 

Taki był przecież początek teatru. Według Rolanda Barthesa, grecki teatr narodził się podczas festiwali Dionizosa, gdzie piło się wino i opowiadało po pijaku smutne, tragiczne historie. W takim starożytnym teatrze, Lapidaurus widziałem "Antygonę Sophoclesa", w wykonaniu Winter Guests z Norwegii, razem z tancerzami z Pina Bausch Tanzeater Wuppertal, w reżyserii i scenografii Alana Lucien Qyen. Teatr, zbudowany w 4-tym wieku p.n.e. przez Polykleitosa Młodszego, mieści około 13 tysięcy widzów i ma tak wspaniała akustykę, że widzowie na samej górze słyszą słowa ze sceny bez nagłośnienia. Pod egidą boga medycyny, Asclepiusa, bo teatr jak wiemy miał dostarczać rozrywki i katharsis, czyli leczyć. To niesamowite przeżycie siedzieć na wykutych w skale siedzeniach, jak widzowie sprzed trzech tysięcy lat, patrzeć na otaczające góry i oglądać starożytną sztukę, która do dzisiaj jest aktualna. Przeżycie niezapomniane i niezwykłe, w dramacie wyrażonym poprzez balet, taniec, ekspresję ciał i twarzy tancerzy. Nie jestem w stanie tego opisać, ale załączam link do klipów video, warto przynajmniej posmakować. 


Ale były też i słowa: kwestie odegrane przez taniec były wyświetlane na ekranie,  imiona kobiet zgwałconych, zamordowanych i uciszonych przez oprawców odczytane na głos – warte przypomnienia, bo mało kto myśli o Judi Garland, Marilyn Monroe, czy Francis Farmer w kategoriach ofiar. Dodawać do listy można by bez końca, zważywszy na to co się dzieje w Gazie, w Iranie, Sudanie, Ukrainie, Yemenie, Libanie. Na całym świecie ciągle kobiety i dzieci są molestowane, gwałcone i zabijane, Feminicide to oficjalny termin z Ameryki Południowej, na masowe morderstwa kobiet, których prokuratura nie bada.  


Spektakl trwał prawie trzy godziny, droga powrotna serpentynami następne trzy godziny, jeden zły skręt i wjechaliśmy w jakieś szemrane dzielnice Aten. Druga nad ranem a my przeciskamy się przez najwęższe i najkrętsze uliczki podupadłych faveli. Szwagierka mojej szwagierki Ludmiły, Kasia, okazała się mistrzynią kierownicy. Pruła przez zdezelowane boczne alejki na tyłach zdewastowanych domów i za każdym razem kiedy wydawało się że, utknęliśmy w jakiejś ślepej uliczce i zostaniemy napadnięci i obrabowani przez lokalnychbandytów, naszym oczom ukazywała się następna, jeszcze węższa uliczka, którą w jakiś przedziwny sposób się przecisnęliśmy, żeby w końcu wydostać się na prostą.


Nie mieliśmy ze sobą broni, ale była z nami córka Zoji, siostry Ludmiły, Anastazja, która studiowała jujitsu, więc czuliśmy się w miarę bezpiecznie. Szczególnie, że Anastazja wykazała się nie raz wielką odwagą. Przez cały rok protestowała przeciwko gigantycznie dużej i złej niemieckiej korporacji energetycznej RWE, która chciała wyciąć ostatni, malutki kawałeczek starożytnego, dwunastotysięcznego lasu. Hambach Forest został już prawie całkowicie wycięty nie tylko że w pień, ale pozostała po nim olbrzymia cuchnąca dziura z toksycznymi śmieciami, pozostałościami po kopalni węgla brunatnego.

 

To jest dopiero szaleństwo. Zamienić starożytny las, który już nigdy nie odrośnie, wspaniałe perpetum mobile, którego na darmo szukał DaVinci, a które było jeszcze wtedy wszędzie, naokoło człowieka, z jego wspaniałymi zwierzętami, drzewami, roślinami, zapachami, grzybami, życiem w każdych odmianach, witalnym, duchowym, pełnych roślin i ziół, które leczą rany i ratują życie, to znaczy ratowałyby. Gdyby nie to, że wszystko, całą tę wielość, dobroć, całe piękno i życie, zostało zamienione, przehandlowane na ohydne, toksyczne, śmiercionośne trzęsawisko.  Za co? Za nic, za mniej niż nic, za ekologiczne spustoszenie. We współudziale i sankcji demokratycznie wybranego rządu, który po sześciu latach, przy udziale wojska, policji i ostrej broni zaatakował protestujących i wysiedlił ich z podniebnych mieszkań – w drzewach, dwadzieścia pięć metrów powyżej ziemi. 50 tysięcy ludzi weszło do lasu po ewakuacji protestujących, dowiedziawszy się, że ten malutki, pozostały skrawek lasu ma jednak zostać wycięty – sześcioletniego poświęcenia protestujących nikt nie kładł na szali, jeżeli już to po przeciwnej stronie. Odżegnywano ich w oficjalnych mediach od czci i rozumu, ich właśni, demokratycznie wybrani reprezentanci, którzy jak to zwykle się dzieje, reprezentowali interesy korporacji. 


To też jest też konflikt Antygony, która tak jak uczestniczy tego sit-in wybrali wartości duchowe nad przyziemnymi, świętość lasu nad bezdusznym prawem, czy jak by powiedział Św. Augustyn, nad bezprawiem. Ciekawy, epistemologiczny problem, bo jak można pójść do lasu i nie podziwiać, rozkoszować się, nie napawać się, nie chcieć jego istnienia. Jak można skazać las i miliony istot, które tam żyją na śmierć,  bo chce się zarobić parę groszy, tak, dla tych korporacji, to tylko parę groszy, wydobywając coś co jest mega-toksyczne dla środowiska, wiele razy bardziej toksyczne niż gaz czy ropa, najgorszy z możliwych, brunatny węgiel, który ponoć miał być zakazany. I to wszystko w poparciu, demokratycznie wybranego niemieckiego rządu, i rządu Wspólnoty Europejskiej, która w tym przypadku nie zauważyła, że korporacja właśnie wycięła 90% starożytnego lasu, jedynego w całych Niemczech, i poza Polską Białowieżą, też zagrożoną, jedynego tak starego lasu w całej Europie. To jest dopiero szaleństwo. 


Uczestnicy tego protestu kontynuowali tradycje walki o prawdę i wolność od czasów starożytnych, przynajmniej wolność sumienia i myślenia, jak Stoicy postulowali w Grecji i Rzymie, oraz poprzez pokojowe protesty, których nauczył nas Gandhi, Martin Luther King, Jr., Nelson Mandela czy też polskie pokojowe protesty  Solidarności z lat 80-tych.  Grecy nauczyli nas demokracji, ale też i tego, jak szybko może ona zamienić się w tyranię.


Według kategorii Arystotelesa, Amerykańska demokracja już zamieniła się w oligarchię, gdzie rządy współpracują z korporacyjnymi władcami, a ludzkie pomysły na sprawiedliwe życie w dobrym państwie są ignorowane. Kongres wydaje prawa, reguluje podatki, podpisuje ustawy na korzyść korporacji. Wszystkim rządzą wielkie pieniądze. Paul Thiel otwarcie powiedział, tak jak Chiński prezydent Xi, że demokracja jest ‘inefficient’, że rządy powinny sprawować korporacje technologiczne, mogłyby wtedy robić co chcą, a bogaci nie powinni płacić dużych podatków. ‘Efficient’ to mantra współczesnego kapitalizmu, a technokracja to logiczna konkluzja jego istoty, jakim jest zysk, zys, zysk, daj mu w pysk, zysk, zysk, zysk.









 

Najpiękniejszym miejscem, które widziałem w Grecji, było Sunion, gdzie znajduje się świątynia Posejdona, z której władca wód spogląda z góry na piękną zatokę, otoczoną górami. Dlatego morze Egejskie jest tak piękne, czyste i spokojne, dom dla ryb i innych boskich stworzeń, nieskalane toksycznymi ściekami, jak w miejscach, gdzie odsunięto bogów od władzy i dopuszczono barbarzyńców do świętych wód; jak wiemy z tragicznej historii naszej Odry, tylko jeden z licznych przykładów gospodarki rabunkowej rządzących na całym świecie.  


Że rozbiliśmy ich posągi,

Że ich wygnaliśmy z ich świątyń,

Bogowie jednak od tego nie umarli.


mówi Kawafis w wierszu „Z Jonii”, dodając, że bogowie nadal ziemię Jonii kochają, czego nie można powiedzieć o tych co nad nią przejęli władzę i rabują co się da, obracając ją w toksyczne błoto i gruzy, zasłaniając się dla własnych krwiożerczych potrzeb fałszywą interpretacją „dominacji nad całym stworzeniem”, rzekomego przyzwolenia ich jedynego boga na plądrowanie, zabijanie i zniszczenie. Dzisiaj widzimy do czego ta „dominacja” doprowadziła: pożarów, które pochłaniają tysiące hektarów lasów, powodzi, które w minutę uśmiercają tysiące ludzi i zwierząt, kataklizmów, wojen, zagłady, rozpaczy. 


W Grecji, w Hiszpanii, i na południu Francji szalały pożary, które ominęły tym razem Ateny i greckie świątynie. Zefir odwracał od nich swoje wiatry, tylko czerwone łuny snuły się nad górami. Można było kąpać się w chłodnych wodach morza Posejdona, jeść lody z mleka owczego i mastyki, pić greckie wino jeszcze bez goryczy popiołu. 


Tak skończyła się moja wspaniała podróż. Do nieistotnych didaskaliów, w tej wspaniałej podróży przez trzy krainy, należy zagubienie bagażu przez brytyjskie linie lotnicze, ich biurokracja i arogancja, gdy okazało się, że połowa rzeczy z bagażu zniknęła. Już więcej tymi liniami nie polecę, taka to ich brytyjska karma – podziały klasowe widoczne w obsłudze pasażerów i w samolocie, impertynencja, toksyczne jedzenie – nauczyli się wszystkich łupić, dzielić i wykorzystywać w swojej przeszłości kolonialnej i tak im zostało. „God save the Queen, the fascist regime” (Sex Pistols).








 Wszystkie foto: Wojtek Chojna.

 

° ° °