piątek, 30 stycznia 2026

SKA-BA-DIP-SKA-BA – część trzecia

 

3.






Początek "Gosford Park", piąty kadr.


Hrabina wyrusza do Gosford Park. Celebra polega na tym, że kierowca i służąca Mary stoją na baczność przy aucie, do którego hrabina raczy wsiadać. Deszcz jak z cebra. Tylko dla niej jest parasol. 





Ten sam kadr po panningu w prawo.

 

Ze scenariusza, nie z filmu, wiadomo, że silnik wystartował dopiero podkręcony korbą i wściekły kierowca pieklił się na "starego rzęcha". Mary, wręcz przeciwnie, jakby rozbawiona, że ją zalewały strugi wody. Po drodze auto co i raz wpadało w ulewę. Zezłoszczona hrabina nie mogła otworzyć termosu. Zastukała w szybę oddzielającą ją od służącej i kierowcy. Mary musiała wysiąść i moknąc przy aucie otworzyła termos. "To nie jest termos" – napisał ktoś znający się na rzeczy – "Byłem barmanem i wiem, że to shaker do koktajli." 










Tę scenę Altman pewnie zrobił po to, żeby i u niego był "wypadek". Tak jak w filmie Renoira. Ale w "Regułach gry" auto naprawdę grzmotnęło w ziemię, wjeżdżając w głęboki rów na poboczu. O mało się nie przeturlało na bok, kawałki lamp fruwały dookoła. To był całkiem nowoczesny w 1939 roku Citroën Traction Avant, czyli z przednim napędem. Ten wypadek zdarzył się przy szybkości, prawdopodobnie, 50 kilometrów na godzinę. Auto hrabiny to Rolls-Royce 20, a ponieważ fabuła dzieje się w 1932 roku, może ono mieć nawet dziesięć lat.


U Altmana hrabina i Mary jadą autem na napisach początkowych, u Renoira lotnik  Andre (Jurieu z nawiska) i jego kumpel, Octave, wpadają w rów w dwunastej minucie filmu.


"Wypadek" z shakerem koktajlowym wiele objaśnia, bez słów niemalże, obrazem pokazuje z jakimi układami będziemy mieli do czynienia przez cały film. Wypadek u Renoira także służy do obszernego objaśnienia układów personalnych, pokazanych potem na ekranie. Objaśnienia następują tuż po wypadku, a francuski reżyser nie wymyślił lepszego sposobu, niż długaśny dialog obu jegomości, którzy po wyjściu z Citroena idą brzegiem szosy i wcale nie wyglądają na ofiary samochodowego wypadku. Na dobrą sprawę, cóż to za komplikacje mogą być między panią a służącą? Andre i Octave, rozwlekle, bo rozwlekle, ale o naprawdę skomplikowanych poplątaniach towarzyskich mówią, a potem ten miszmasz sfinalizuje się już nie byle wypadkiem, lecz katastrofą. Kiedy teraz wspomnę, że katastrofa na koniec filmu nie zamieni się w tragedię, to nic nie wyjaśni co do detali fabuły, ale jest ważne, że skoro Andre chciał się zabić w dwunastej minucie, to w sto pierwszej naprawdę zginie. 


W obu filmach mnóstwo jest takich predykcji, przepowiedni, znaków zwiastujących – jak ta słynna strzelba u Czechowa, która wisząca na haku w akcie pierwszym, strzela w ostatnim. Na przykład u Altmana, kiedy jeszcze nic a nic nie wiadomo o zabójstwie, zjawiają się kilka razy w kadrach, niby przypadkowo zahaczone obiektywem – buteleczki z trucizną. To znaki we wnętrzach filmów, ale opowiadane tu dzieła – filmy i dramaty – są nachalnie wróżbiarskie na zewnątrz, by tak rzec. Co autorzy zamierzali  "przepowiadać" to temat na pracę seminaryjną, a nie na tekścinę w blogu. 



Wypadek Citroena, zapis ze scenariusza:







Ujęcie 35.

Rozjaśnienie. Zbliżenie na ponurą twarz André Jurieu, siedzącego za kierownicą swojego samochodu. Jedzie bardzo szybko i w milczeniu. Kamera przesuwa się w stronę Octave'a, siedzącego obok niego, wyraźnie śmiertelnie przerażonego. Słychać tylko dźwięk silnika.

Ujęcie 36.

W szerokim ujęciu widzimy samochód, Citroën, wpadający do rowu na poboczu pod lasem. Dźwięk wypadku.







Ujęcie 37. Z niskiej perspektywy na trawę i niebo.


Jurieu, poza kadrem: Octave!

Octave, poza kadrem: O nie! Nie, stary, ty jedź dalej, jeśli chcesz. Ja wracam pieszo.

Octave wchodzi w kadr z lewej strony, za nim Jurieu, w średnim ujęciu.

Jurieu: Octave... Nie zostawiaj mnie samego!

Octave: Mam dość twoich problemów. Odkąd wróciłeś z Ameryki, to ciągle dyskusje, wyjaśnienia... doprowadzasz mnie do szaleństwa! A teraz próbujesz mnie zabić w samochodzie. Nie, stary, mam dość, odchodzę...

Jurieu: Jesteś ranny?

Octave: Dziwię się, że nie jestem martwy. Walnąłem głową w dach, stary, uniosłem się jak piórko. Po takim przeżyciu człowiek nie wie, gdzie jest. Dobra, jeśli chcesz się zabić dla Christine, to się zabij, ale zrób to sam... beze mnie. 

Jurieu: Musisz zrozumieć.

Octave: Jedno rozumiem: zwariowałeś.





Ujęcie 38, z niskiej perspektywy, średnie zbliżenie na Jurieu, zwróconego w trzech czwartych do kamery, i Octave'a, widocznego od tyłu w trzech czwartych, dominującego nad Jurieu.


Jurieu, głośno, gestykulując: Oczywiście!... Zwariowałem!... 

Octave: Skoro jesteś wariat, to zajmij się sobą. Mnie zostaw w spokoju! 

Jurieu: Aha! Chciałbyś mnie zamknąć w więzieniu, prawda? Tak naprawdę, kochasz ją: jesteś o mnie zazdrosny.


Ujęcie 39, z odwrotnej perspektywy: Octave, widziany z przodu w trzech czwartych, i Jurieu, widziany od tyłu w trzech czwartych.


Octave: Tak, kocham ją, na swój sposób. I dlatego nie chcę, żebyś traktował ją jak kieliszek wina. Ta dziewczyna jest dla mnie jak siostra. Spędziłem z nią całą młodość. Jej ojciec, stary Stiller, był nie tylko największym dyrygentem na świecie, ale też najlepszym człowiekiem, jakiego znałem. Kiedy chciałem uczyć się muzyki i pojechałem do niego do Austrii, do Salzburga, przyjął mnie jak syna, a ja nigdy nie okazałem mu wdzięczności. On nie żyje, więc mogę opiekować się jego córką. I będę się nią opiekował. Ona tego potrzebuje. Bo dziewczyna nie jest u siebie w domu, jest w obcym kraju; ludzie wokół niej nie mówią jej językiem.


Ujęcie 40.

Zbliżenie na Jurieu z dołu, na tle nieba.


Jurieu: Dobrze, jeśli chcesz, żeby Christine była szczęśliwa, pozwól jej pójść ze mną… bo ją kocham. Och! W każdym razie, szkoda, że ​​jest z tym idiotą La Chesnaye, z jego polowaniami, zamkiem, mechanicznymi ptakami, z tym snobem, który jej nie kocha i ją oszukuje!


Ujęcie 41.

Zbliżenie na Octave'a z niskiej perspektywy.


Octave: La Chesnaye może i jest snobem, ale przynajmniej twardo stąpa po ziemi… a ty bujasz w obłokach. Kiedy nie jesteś w samolocie, popełniasz jedną głupotę za drugą… Weźmy na przykład tę sprawę z radiem. 


Ujęcie 42.

Dwóch mężczyzn stoi naprzeciwko siebie w średnim zbliżeniu.


Jurieu w marynarce w pepitkę, Octave w płaszczu przeciwdeszczowym i zniszczonym kapeluszu. Widziani lekko z dołu, Jurieu dominuje nad Octavem, który patrzy na niego w górę.


Jurieu, zaskoczony: Jaką sprawę z radiem?

Octave: Tak... na lotnisku Le Bourget... kiedy przyleciałeś... Robiąc zamaszyste gesty... z Ameryki. Przylatujesz z Ameryki, bijąc mnóstwo rekordów... nawet nie wiem, jakich. Zostajesz wspaniale przyjęty. Są ministrowie i tłumy. Ludzie wygłaszają przemówienia. A ty, zamiast odegrać swoją rolę narodowego bohatera, spokojnie i skromnie, zamiast stanąć przed mikrofonem i zacząć przemawiać do słuchaczy... zaczynasz opowiadać im o Christine... o której nigdy nie słyszeli... o Christine, publicznie... tak po prostu. A potem dziwisz się, że ona zamyka ci drzwi przed nosem.


Ujęcie 43.

Zbliżenie na obu: Jurieu w ujęciu trzy czwarte od przodu, Octave w ujęciu trzy czwarte od tyłu, na pierwszym planie.


Jurieu: Ale ja przeleciałem przez Atlantyk tylko z jej powodu, rozumiesz... To ona mnie zachęcała. Więc kiedy zobaczyłem po wylądowaniu, że jej nie ma... 


Ujęcie 44

Ujęcie odwrotne: Jurieu widziany w ujęciu trzy czwarte od tyłu na pierwszym planie, a Octave w ujęciu trzy czwarte od przodu.


Octave: Zapominasz, że ona jest kobietą z towarzystwa... a ten świat ma swoje zasady – bardzo sztywne.


Ujęcie 45.

Zbliżenie na nich, stojących naprzeciwko siebie.


Jurieu: Och! Przestań z tymi pouczeniami! Nie potrzebuję pouczeń: muszę zobaczyć Christine... Odwraca się do kamery. Rozumiesz, Octave, kocham ją.  Odwraca się z powrotem do Octave'a. Jeśli jej nie zobaczę... umrę.

 Octave, poważnie, zwracając się do Jurieu: Jeszcze ją zobaczysz. 

 Jurieu: Naprawdę tak myślisz?

Octave: Tak, tak, jeszcze ją zobaczysz... Zajmę się tym osobiście.

Wyciemnienie.





czwartek, 29 stycznia 2026

chcesz być na bieżąco w literackim świecie????

 

czytaj mój stary blog





czyli kliknij w ten link

https://osiemipolminuty.blogspot.com/search?q=Croft





SKA-BA-DIP-SKA-BA - część druga

 


2.

Przy trzecim oglądaniu tego filmu wszystko wydaje się zupełnie oczywiste, zdarzenia mają logiczny przebieg i układają się w ciąg jasny i zrozumiały, relacje między postaciami są wyraźnie przedstawione, nie ma żadnej zagadki w fabule, wiadomo, co kto zrobił i dlaczego, wiadomo, kto jest kim. Jak na dłoni widać w kadrach filmu dlaczego ktoś dłużej spojrzał na kogoś, dlaczego ktoś na sekundę pojawił się w kadrze i że wszelkie niby błaho podane scenki mają jawnie sygnalizowane znaczenie. W tych oczywistościach jedno pozostaje nierozwikłane – czy zalążek romansu, ulotny epizod miłosny Mary i Roberta, będzie miał ciąg dalszy poza fabułą filmu, czy też ich pożegnanie na odjezdne jest definitywne.


Przy drugim oglądaniu tego filmu nie wszystko jest całkiem jasne, ale przynajmniej już  wiadomo kto zabił, jakie miał ku temu powody, i kto z rodziny i towarzystwa skorzysta na tym finansowo albo łóżkowo. Wiadomo, że inspektor policji zamiecie sprawę pod dywan arystokratycznych intymności. Można się też domyślać, z jakich obserwacji, Mary, skromna panna służąca wydedukowała, że zabójczynią jest ochmistrzyni, i że Robert choć się jej przyznał do zasztyletowania burżuja-szubrawca, tak naprawdę nie jest mordercą. Może w drugim oglądaniu da się nawet zauważyć, kiedy pan domu połyka truciznę. Na pewno zaś widz rozumie, że Mary wraz z jej hrabiną nie złożą w sądzie wyjaśnień obciążających kogokolwiek, i że hrabina wszystko wie i wie, skąd i dlaczego jej służąca wie to, co wie. Wiadomo widzowi przy drugim oglądaniu, że zabity bogacz, wżeniony dzięki swej fortunie w sfery arystokratyczne, był ongiś draniem, molestującym pracownice swych fabryk, a nawet konkretnie które. Widz wie, że była to tajemnica znana prawie wszystkim niewiastom w pałacu – i spośród dam i spośród licznego grona pań służących. W drugim oglądzie widz na tyle przenika gęstą atmosferę układów, że pojmuje, iż nie było w zasadzie takiej tajemnicy z czyjejkolwiek przeszłości i teraźniejszości lokatorów rezydencji, o której ktoś inny by nie wiedział. Pełny jej przenik i ich pojęcie dane będą widzowi w trzecim oglądzie.


Przy pierwszym oglądaniu tego filmu natłok osób, przyjeżdżających do bogatej posiadłości na imprezę polowania, mętli ich szybkie rozpoznanie. Tak mieszają się, urywkowo przedstawiane, dwie grupy z obsługi państwa arystokratów, że nie w mig się wie, którzy obsługują przyjezdnych, a którzy rezydentów. Nie wiadomo, czy kucharek jest sześć, czy tylko cztery. Niskie piętra społeczne, w sensie przenośnym i dosłownym,  przenikają się w ciągłym zamieszaniu przyjazdów, rozpakowań, lokacji, powitań, prezentacji tak, że aż się mieszają z piętrami wysokimi, salonowymi przy urządzaniu biesiad, służeniu przy toalecie, obsłudze na komnatach i w buduarach. Z krótkich powitań, z szybkich gestów, z przelotnych min i spojrzeń otumaniona uwaga widza z niewielkim sukcesem zdoła uchwycić, kto jest czyim kuzynem, kto żoną, kto kochankiem, kto pretendentką na kochankę, a w dodatku, czy byłą-byłym, czy aktualną-aktualnym. Nie wiadomo, kto z jakiego pokoju, dokąd i po co wyszedł, kogo w tym czy owym towarzystwie w tej lub innej chwili brakowało. Nie wiadomo, czy do paskudnego bogacza strzelono (niecelnie) na polowaniu przypadkowo, czy z rozmysłem. I czy to ma jakiś związek z trochę późniejszą jego śmiercią. A jak ta skromna panna służąca wyniuchała, kto jest prawdziwym zabójcą, to już naprawdę pozostaje tajemnicą jakiejś jej niebywałej intuicji.


Zaraz po wejściu filmu na ekrany najwięcej było skonfundowanych recenzji z trzeciej grupy; po dwóch-trzech latach pisano analizy przeważnie z drugiej grupy; nowe i najnowsze rozkminki już wszystkie są z tej pierwszej. Chodzi, rzecz jasna, o film Roberta Altmana pod tytułem "Gosford Park" z roku 2001.


Zasłużyło filmisko na przynajmniej trzy Oscary, a dostało jeden. Ale była wtedy konkurencja, że hoho – "The Lord of the Rings","A Beautiful Mind", "Moulin Rouge", "Black Hawk Down", "Shrek", itp


Oscara przyznano za scenariusz. Ten scenariusz rozłożył się później w pawi ogon serialu "Downton Abbey". Autorem obydwu był Julian Fellowes i fakt, że sypnięto mu Oscarem weźmy za mannę z nieba, za koronowanie pucybuta, gdyż mu się zdarzył w zasadzie na początku jego kariery pisarskiej; wszystko, co polubiono do zachwytów, zrobił potem. On sam tak sądził i napisał na tuzin stron apologetyczny esej o współpracy z Altmanem, jako posłowie do książeczki ze scenariuszem filmowym. Altmana w nim wielbi, a Boba Balabana, aktora w filmie, producenta i doradcę przy swoim pisaniu – wychwala. Jest to esej bardzo urokliwy i gdybym go tu pomieścił, mógłbym już ani słowa nie pisać o ich wspólnym dziele.


Co do dziś fascynuje w filmie to jest galimatias. Zgiełk, rumor, plątanina wątków, ale to nie postacie filmowe szaleją – szalały dwie kamery, a potem montażyści, a to się brało z kalejdoskopowej miganiny w wyobraźni reżysera. "Byłem w panice" – wyznaje Fellowes.  – "...wszystko działo się (na planie, rzecz jasna) jednocześnie, a kamery krążyły tu i tam." I objaśnia: "Talent Roberta Altmana do narracji wizualnej jest niezwykły. To geniusz. Mówię to jako ktoś, kto przez prawie trzy miesiące obserwował, jak realizowane są kolejne, pozornie niemożliwe ujęcia. Dla większości reżyserów podjęcie się tematu z tak wieloma wątkami i postaciami byłoby niemożliwe, ale Altmanowi jakimś cudem udaje się to wszystko połączyć, precyzyjnie wiedząc, w którym momencie jego kamera prześlizgnie się obok jakiej akcji. Nawet teraz nie potrafię sobie wyobrazić, jak on to robił." (...) "Powinienem był mieć więcej wiary. ... Kamera cudownie zawsze znajdowała się dokładnie tam, gdzie powinna."


Wątek zabójstwa nie czyni z tego filmu typowego "kryminału". Parodia i ironia to zawsze dwa ważne z narzędzi artystycznych Altmana. W tym przypadku, wspominał Fellowes "aby oddać hołd tradycji Agathy Christie, jedna z postaci miała zostać zamordowana dwukrotnie." Skromna służąca pani hrabiny, Mary, to w "Gosford Park" osoby Herculesa Poirot i panny Marple sklejone razem. Pomysł podwójnego zamordowania jednej osoby nie bardzo eksponował się w powieściach Agaty Christie – w jednej ktoś umiera na niby, a potem naprawdę, w innej dziabnięto sztyletem biedaczynę, co już był skonał rażony apopleksją. Potencjalnych morderców jest za to bezlik. Podwójne zabicie wrednego dorobkiewicza uważa się za oryginalny pomysł Altmana. 


Nie wiadomo jak ten jegomość, William, pan na Gosford Park, pozyskał tytuł "sir", może kupił, a może przez ożenek z arystokratką, lady Sylwią, umowny splendor nań spłynął. Ponoć jest baronetem, czyli już nie rycerzem, ale jeszcze nie baronem (w Anglii, rzecz jasna). Dorobił się podczas I Wojny. W swojej fabryce wykorzystywał seksualnie dziewczyny, a gdy rodziły mu dzieci, rzekomo oddawał je w adopcję, a naprawdę do przytułków. Jeśli któraś się nie godziła, wyrzucał z pracy. Rodzinę terroryzował, wplątując w zależności finansowe i uzależniając od swej łaskawości. Najwyraźniej romansuje z jedną z sióstr Sylwi, Luizą, a czy ona z nim, nie wiadomo, może tylko udaje. Za to na pewno kochanką jego jest główna pokojówka, Elsie. Ona jedna ma do niego jaką taką sympatię, z tej racji, że na salonach William jest jedynym niearystokratą. Te informacje supłają się w fabule koralik za koralikiem i układają się sprytniejszym widzom w drugim oglądaniu filmu, a bystrzakom może i w pierwszym, zaś wszystkim innym później. Nawet największy, gigantyczny skandal jest pokazany jakby mimochodem – podczas salonowej, wysztafirowanej kolacji, gdy lady Sylwia przy wszystkich – przy usługujących lokajach, domownikach, przyjezdnej rodzinie i gościach filmowcach zjadliwie wyśmiewała Williama, że nie ma pojęcia o sztuce filmowej, bo zna się tylko na robieniu szmalu i majstrowaniu przy sztucerach, Elsie wystrzeliła na głos: "Dosyć. To niesprawiedliwe. Bill..." I nie dokończyła.

 

 


 Odzywka Elsie zatkała Williama. Wyszedł z salonu z miną,

jakby mu cegła spadła na głowę.



A mina lady Sylwii: Skandal, bo skandal, ale...


Dokładniejsze obejrzenie tej sekwencji ujawnia, że scena wykwintnej kolacji w dystyngowanym towarzystwie zaczyna się od Elsie usługującej w środku ekranu, a jej postać lub twarz pojawia się wśród zbliżeń rozmawiającego towarzystwa sześć razy jak natarczywy znak, że osoba pokojówki, a nie któraś przy stole jest tu istotna. W siódmym zbliżeniu usadza ona lady Sylwię. To się zdarza w drugiej minucie sceny. Potem jeszcze jest minuta ciężkiego milczenia i wybałuszonych oczu, z długim panningiem Elsie wychodzącej z salonu. Nie wiadomo, czy to sprawa przypadku, czy zabiegu celowego, ale rzecz zdarza się dokładniusio w połowie filmu.


 

Chcącym się dowiedzieć szczegółów fabuły "Gosford Park", po lub przed obejrzeniem filmu, odradzam czytanie długich majaków w wikipedii (angielskiej, rzecz jasna, w naszej jest jakaś piciuchna notka) i polecam najfajniejsze streszczenie, jakie widziałem w sieci (po angielsku) autorstwa Lynn M (nie wiem, kto to) w solidnych trzech częściach:


https://fictionpredilection.weebly.com/blog/gosford-park-a-summary-part-i


https://fictionpredilection.weebly.com/blog/gosford-park-a-summary-part-ii


https://fictionpredilection.weebly.com/blog/gosford-park-a-summary-part-iii



Tutaj dam kawałek drugiej części w polskiej wersji:


«Lady Sylvia wyszła za Williama dla pieniędzy, podobnie jak on ożenił się z nią dla prestiżu społecznego. Ona nim gardzi, ale żyje wygodnie dzięki jego bogactwu i zabawia się romansując (głównie) ze służącymi. Ignoruje niewierności Williama, dopóki ostatnia z nich nie staje się skandalicznie publiczna.


Jedną z potencjalnych kochanek Williama jest siostra Lady Sylvii, Louisa, która nie podziela niechęci Sylvii do niego. Wydaje się, że ten flirt prawdopodobnie pójdzie znacznie dalej, jeśli już się to nie stało. Mąż Louisy, Raymond, Lord Stockbridge, jest emerytowanym wojskowym i dokładnym przeciwieństwem Sir Williama. Nie jest jasne, czy zdaje sobie sprawę z zachowania żony wobec Williama, czy po prostu przymyka na to oko.


Złośliwa hrabina, Lady Constance (Mary jest jej pokojówką) nie darzy Williama – ani nikogo innego, szczerze mówiąc – żadną miłością, ale zależy od niego, ponieważ on wypłaca jej hojną rentę, zapewniając wygodne życie; ma jednak zamiar zaprzestania wypłat. Na szczęście dla hrabiny, sir William umiera, zanim zdąży wprowadzić tę zmianę.


Druga siostra Sylvii, Lavinia, wyszła za mąż za swojego męża, Anthony'ego, z miłości, a nie dla pieniędzy. Niestety teraz balansują na krawędzi bankructwa. Anthony spodziewał się, że William sfinansuje przedsięwzięcie biznesowe, którym kieruje, ale sir William podczas polowania oświadcza mu, że nie zamierza inwestować w ten projekt. Anthony jest zdruzgotany – i nieobecny  w salonie w chwili morderstwa.


Nie tak honorowy Freddie Nesbitt również jest gościem, wraz ze swoją żoną Mabel. Podobnie jak Sylvia, Freddie ożenił się dla pieniędzy  – Mabel jest córką producenta rękawiczek – ale nie było ich tyle, ile myślał, i już wszystko wydał. Nie ma pieniędzy, a żoną gardzi za to, że pochodzi z niższej klasy społecznej. Jest na przyjęciu, aby spróbować szantażu wobec Isobel, córki Williama i Sylvii. Kiedyś mieli romans i, jak sugeruje fabuła, Isobel zaszła w ciążę. Freddie grozi, że powie o tym Williamowi, jeśli Isobel nie wypłaci mu znacznej sumy.


Lord Rupert Standish przyjechał do Gosford Park wraz ze swoim nieznośnym przyjacielem, Jeremym Blondem. Rupert próbuje zabiegać o względy Isobel i wydaje się, że naprawdę ją lubi. Jako młodszy syn, który nie odziedziczy majątku, musi ożenić się z bogatą kobietą, a Isobel, jedyne dziecko sir Williama, odziedziczy fortunę. Problem w tym, że William nie patrzy przychylnie na to potencjalne małżeństwo.


Gwiazdor filmowy Ivor Novello jest kuzynem sir Williama i jest gościem na przyjęciu, choć zakłada się również, że zapewni rozrywkę w postaci muzyki i śpiewu. Przywiózł ze sobą amerykańskiego reżysera filmowego – Morrisa Weissmana – który planuje nakręcić kryminał osadzony w angielskiej wiejskiej posiadłości.»



Spoza służby jest jeszcze Henry Denton, także Amerykanin, aktor ćwiczebnie udający (dla roli w filmie Weissmana) jego służącego. Mówi niby ze szkockim akcentem, ale Mary momentalnie rozpoznaje, że nieudolnie naśladuje tę artykulację. Mamy wierzyć, że jest zachwycająco piękny –oszołomiona, napalona Sylwia dwa razy otwiera mu swoją sypialnię. Z racji jego chłopięcej urody trzeba zapamiętać tę postać, ale kilka akapitów niżej okaże się, że najpierw trzeba sobie przypomnieć Morrisa Weissmana, granego przez Roberta Balabana.


° ° °

 

Co do chaosu, zamieszania, dynamiki poplątanych intryg i motywów Altman przyznawał się otwarcie do inspiracji filmem Jeana Renoira "La règle du jeu", czyli "Reguły gry". Ten film miał dwa życia – jedno nieudane w latach 1939-42, drugie – triumfalne od 1959 do dziś. Julian Fellowes nie przyznał się aż tak otwarcie do identycznej inspiracji, ale widać, że fabuła, scenerie, postacie z "Reguł gry" nie były mu obce. A może Altman i Balaban mu powiedzieli, jaki mają model wzorcowy.


Kto z kim, to znaczy jaka pani z jakim panem, od kiedy i czy na bieżąco; kto czyj przyjaciel, albo mniej czy bardziej tajny konkurent lub wróg – u Renoira są główną wstążką w warkoczu. Jego kamera nie szaleje, ale niektóre postacie latają prawie jak nindże, prawie po ścianach, a pod stołami dosłownie. Do nudnego przesytu. Poza tym współczesny widz widzi, jak aktorzy udają szybki bieg, jak się gramolą i guzdrzą. W gonitwie strzelają do siebie z bezpośredniej odległości, ale niecelnie, i choć wkoło pełno mebli i luda, kule nic nie odłupują i nie zabijają kogokolwiek, jakby się rozpuszczały w powietrzu. 


Rzecz dzieje się, jakżeby inaczej, w przebogatej rezydencji, najpierw podczas polowania, a potem w czasie widowiska w salonach. Są arystokraci i osoby niebłękitnej krwi. Ale znacznie bardziej niż u Altmana portrety towarzystwa, osób z wyższych sfer i z niższych to przerysowane karykatury. Co Altman w parodii, w aluzji, w deformacji ironicznej rozgrywał na poziomie meta-artystycznym, u Renoira rozgrywało się w sferach nieomal ideologicznych, w krzywym zwierciadle krytyki społecznej. Dostało się wszystkim za głupotę i pustotę w czasach nadchodzącej drugiej katastrofy. Wszystkim więc się ten film nie spodobał – w lipcu 1939. W parę tygodni Renoir film skrócił z prawie dwóch godzin do niespełna półtorej. Nie pomogło. Oficjalnie zakazano – w październiku – wyświetlania obrazu za depresyjną obrazę moralności. 


Potem i do Francji przyszła wojna. Negatywy "Reguł gry" zadołowano na wieczne chyba zapomnienie w laboratorium w dzielnicy Boulogne-Billancourt (w aglomeracji paryskiej, niedaleko Lasku Bulońskiego), na nabrzeżach Sekwany, w bezpośredniej bliskości fabryki Renault, albo na jej terenach. Ponieważ aliantom nie podobało się, że fabryka produkuje pojazdy na potrzeby armii niemieckiej, zbombardowali ją najpierw w roku 1942, a potem w 1943. Fabrykę zdewastowano solidnie, a laboratorium zniknęło z powierzchni ziemi już za pierwszym nalotem. Odbudowane po wojnie zakłady Renault produkowały w podparyskiej lokacji do 1992 roku, ale negatywy filmu Renoira spłonęły i film przestał istnieć.  


Nie istniał do roku 1958. Wtedy nastąpiły wydarzenia sensacyjne i poruszające – Renoir ponoć aż się popłakał; historia została opisana wielokrotnie i szczegółowo, ale pozostańmy przy informacji dodanej w czołówce filmu: «Jean Gaborit i Jacques Durand zrekonstruowali oryginalną wersję tego filmu za zgodą i pod kierownictwem Jeana Renoira, który dedykuje tę rekonstrukcję pamięci André Bazina.» Jean i Jacques odszukali w różnych krajach rozmaite kopie i uskładali ponoć 200 pudeł fragmentów filmu, z których ułożono w 1959 roku ten, jaki dziś oglądamy także w wersji cyfrowej – przez godzinę, 46 minut i 44 sekundy.

° ° °