Na obrazie Boscha jedyny przedmiot podobny do maszyny, do skomplikowanego przyrządu pozwalającego czymś manipulować, służącego do regulowania czegoś i do działań tajemnych za pomocą wyrafinowanego mechanizmu – to drewniana, wysoka konstrukcja. Wygląda, jakby mogła pomieścić kilkanaście osób, choć ten i ów musi wystawać spoza wnętrza, żeby czymś pokręcić, coś poprzesuwać, uregulować akustycznie, czy też wzbudzić wibracyjnie. Jej lokacja w środku malowidła jest jednakowoż wątpliwa.
Przedmiot trochę bardziej namalowany na środku nie wygląda na mechanizm, ale wyraźnie posiada wieloosobowe wnętrze pasażerskie. Istotę konstrukcji kamufluje kształt drzewnego jaja, jakby malującemu chodziło o dalekie skojarzenie z rakietą, samolotem, międzyplanetarnym pojazdem podróżnym, oraz o aluzyjność oczywistą, ale czytelną tylko dla wtajemniczonych z przyszłości, nie dla wspólczesnych. Ci mają widzieć tylko jajo i drzewo.
Który z nich jest właściwą aluzją do chronobusa? Objaśnienie Ijona Tichego w "Podróży dwudziestej" jest więcej niż skąpe: «...Bosch nie powstrzymał się od niedyskrecji. W “Ogrodzie uciech ziemskich”, w “piekle muzycznym” (prawe skrzydło tryptyku) stoi w samym środku dwunastoosobowy chronobus.»
Od jakiej niedyskrecji? Otóż od prawie wypaplania (ikonicznego w tym przypadku), od ujawnienia, że niejaki Hieronimus Bosch z Den Bosch nad rzeką Maas w Niderlandach, malujący w XV i XVI wieku, to agent Programu TEOHIPHIP z wieku XXVII, programu mającego na celu komputerowe poprawienie historii ludzkości. Uznano w tej dalekiej przyszłości, że człowieczeństwu mającemu «taką masarnię i jatkę w rodowodzie, wstyd pchać się pomiędzy wysokie kosmiczne cywilizacje.»
Dyrektorem zespołu działającego w ramach owego zamierzenia został Ijon Tichy. Było to przedsięwzięcie tak ryzykowne i trudne, że Ijon Tichy z wieku XXVII przeniósł się w czasie w wiek XX, aby własną swoją postać dwudziestowieczną, Ijona Tichego, narratora, opowiadacza tych wydarzeń, nakłonić prośbą i groźbą do przeniesienia się w wiek XXVII, by ten za niego pokierował TEOHIPHIPem.
Oprócz H.Boscha agentami korygującymi historię byli na przykład wysłannicy P.Latton, Harry S.Totteles czy H.Omer i cały szereg podobnych (np. A.Donnai lub H.Yobb). Niestety wszystko się rypło i o tym jest opowiadanie pt. "Podróż dwudziesta" w "Dziennikach gwiazdowych".
Chronobus był używany w specyficznych sytuacjach. Służył do przerzucania komandoskich grup tajniaków w newralgiczne obszary czasów ludzkich. Do podróży indywidualnych, powszechnych w programie, służyły osobiste chronocykle. Siadało się na nich jak na rowerze, a ich podłużny kształt przypominał miotłę.
Lata sześćdziesiąte XXVII wieku, zapewne z powodu popularności programu TEOHIPHIP i rozpowszechnionej mody na ingerencje w czas
(powstały wówczas takie oto pojęcia:
chronocykliści
telechroniczny
chronotraki
chronomocyjna rewolucja/albo cywilizacja
chronotrakcja
chronomocja
telechronia
czasochroniarze
chronooszuści
chronoligańskie wybryki
chronomutacja
kinochroniczna energia
chronoklazm
chronalna głowica
technokroniczne
chronokolizja
chronoratorium
gigachroniczna energia
chronotraktor
chronołaz
chronobus
chronoalergiści
kryptochronia
chronicja tajna
chronicjanci sekularni
chronociąg)
spowodowały masową produkcję i używanie chronocykli personalnych. Ijon Tichy, jako dyrektor Programu relacjonował:
«Chronocykl indywidualny stanowi rurę z siodełkiem i lejem wylotowym, toteż, zwłaszcza przy niedostatecznym oświetleniu, można go wziąć za miotłę. Różne bezwstydnice wypuszczały się na przejażdżki, najchętniej nocą, by straszyć wieśniaków wczesnego średniowiecza. Mało, że jeździły im lotem koszącym nad głowami, śmiały wyruszać w XIII czy XII wiek w drastycznym dezabilu (topless), cóż więc dziwnego, że brano je w braku lepszych określeń za gołe wiedźmy, pędzące okrakiem na miotłach. Dziwnym zbiegiem okoliczności w śledztwie i wykryciu winnych dopomógł mi H.Bosch, przebywający już na zesłaniu, nie tracił bowiem przytomności na widok byle czasownika, i jak żywych sportretował w swym cyklu “piekielnym”, nie żadnych diabłów, lecz dziesiątki nielegalnych chronocyklistów z towarzyszami, co przyszło mu tym łatwiej, że wielu znał osobiście.»

