Ludmila Zeman
Ani przypuszczałem, że przy szukaniu ilustrowanych wydań "Gilgamesza" zamknie mi się kółeczko postaci wyszperanych do tego bloga, gdyż wyszperała mi się Ludmila Zeman z przebogato malowanymi opowiastkami o sumerskim herosie. To nie są ilustracje do poematu epickiego, układanego co i rusz przez kolejnych mezopotamistów, tylko do jej własnej opowieści o wydarzeniach w krainie Gilgamesza, Enkidu, Szamhat i całej reszty z miasta Uruk.
Ludmila Zeman jest córką Karela Zemana, którego film o baronie Münchausenie wspominałem już kiedyś i z którego brałem kadry, pokazujące przesiadkę barona z jednej armatniej kuli na inną, gdy wystrzelony z działa latał między fortecami.
Ludmila Zeman mieszka w Kanadzie; urodziła się w Czechosłowacji; w swoim czasie asystowała ojcu przy jego animowanych produkcjach. Ona i mąż, także pracownik Karela Zemana, zostali zaproszeni w 1983 przez uniwersytet w Vancouver, ale władze komunistyczne odmówiły im wyjazdu, z powodu "prozachodnich poglądow", więc uciekli z kraju w 1984 roku przez Jugosławię /następny kraj, którego już nie ma na mapach/.
Podobno planowali z mężem animację filmową o Gilgameszu, z którego to projektu mamy trzy ilustrowane fantastycznie książeczki – "Król Gilgamesz", "Zemsta bogini Ishtar" i "Ostatnia wyprawa Gilgamesza". To, co pokazuję poniżej to pierwsza z kolekcji (dostępna publicznie) – romantyczna historia Urukczanki o imieniu Szamhat, która zakochała się (z wzajemnością) w dzikim Enkidu. Tłumaczenie zrobiłem z angielskiej wersji (widziałem też hiszpańską i japońską).
° ° °
Król Gilgamesz
Wizerunkiem Gilgamesza najczęściej prezentowanym w sieci i w książkach jest jego postać wyniosła, królewska, wojownicza, wyrzeźbiona ongiś w Mezopotamii. Heros trzyma niewielkiego lwa na lewym biodrze, prawie pod pachą, a kociak wisi potulnie, przytrzymywany ramieniem. To nie jest ilustracja do poematu, a jeśli – to do fragmentów nieznanych z dotąd odczytanych tabliczek klinowych.
Trzeci album przygód Gilgamesza (ostatnich), które narysowała i opisała Ludmiła Zeman nie jest dostępny w internetach za darmo, więc muszę przestrzegać praw autorskich, toteż z kupionej książeczki przerysowałem kilka epizodów własnym sposobem, jak umiałem, fragmentarycznie i dla orientacji. Ludmiła ułożyła własną wersję eposu, bardzo odmienną od przekładów oficjalnych, naukowych, lub mniej czy bardziej literackich.
Ostatni album, komiks, jak kto woli, albo książeczka filmowa to dzieje wyprawy Gilgamesza po nieśmiertelność. Główne wątki Ludmiła zachowała – spotkanie skorpionów, pilnujących tunelu do ogrodu Boga Słońca; spotkanie z Sziduri, czarodziejką z tawerny, produkującą napoje dla bogów; wyprawę łodzią przez ocean śmierci; wizytę u Utnapisztima i opowieść o potopie; wyłowienie ziela wiecznej młodości i pożarcie go przez węża; powrót do miasta Uruk. Ale u niej we wszystkich przygodach towarzyszy Gilgameszowi lew, a właściwie lwiątko, przywiązane doń jak kociak. Takiego wydarzenia – oswojenie lwiego malucha – nie ma w oficjalnych wersjach poematu.
To, że słynny epos i słynna rzeźba nie spotykają się ze sobą, przeszkadzało Ludmile, więc postanowiła je połączyć. Niby drobiazg, niby narzucająca się oczywistość, ale trzeba było dopiero animatorki filmowej, pani Zeman, żeby po dwóch już prawie wiekach opowiadania sobie zrenesensowanej epopei gilgamejskiej, słowo dopasowało się do obrazu.
° ° °
Drugi album Ludmiły ("Zemsta bogini Isztar") kończył się niezbyt radośnie – umarł Enkidu, umarła Szamhat, oboje odlecieli w zaświaty, a zrozpaczony Gilgamesz wyruszył w podróż, mając zamiar szukać – nie wiadomo gdzie – nieśmiertelności.
° ° °
Zastajemy go w trzecim komiksie wyczerpanego do nieprzytomności na brzegu morza, które ostatnimi siłami przepłynął w łodzi. Do leżącego bez zmysłów przyfruwa z zaświatów Szamhat, przemieniona w wielkiego ptaka. Przekonuje zrezygnowanego herosa, by nie wyzbywał się nadziei mimo niepowodzeń i oznajmia, że pomiędzy podwójnym szczytem góry Mashu, bóg słońca, Szamasz, śpi w swym ogrodzie i trzeba doń dojść, gdyż zna on cały glob i wie, którędy prowadzi droga do jegomościa posiadającego tajemnicę wiecznego życia. "Wstawaj i ruszaj w drogę" – wzywa go ptak-Szamhat.
Na następnym obrazku akcja wydarza się w księżycową noc. Gilgamesza zaatakowało stado lwów. Ludmiła urealniła w swej opowieści epizod z eposu, który w nim jest niespokojnym snem utrudzonego herosa. A może śnił on najniebezpieczniejszą z przygód, z której cudem wyszedł żywy? Osiem wściekłych bestii rzuca się nań, mimo, że Ludmiła oddzieliła je od napadniętego i muszą przeskakiwać z odległych od siebie krawędzi skał nad górską przepaścią. Głazy sypią się w czeluść spod ciężkich łap. Gilgamesz ma do obrony jedynie wielki drąg, ale najwidoczniej dał sobie radę z napastnikami.
Dotarł potem do gigantycznych skorpionów, broniących przejścia do królestwa Słońca. I teraz u Ludmiły stało się coś, czego nie odczytali z klinowego pisma uczeni mezopotamiści. Nie zważając na groźby skorpionów, Gilgamesz biegnie na skraj podobnej, jak w walce, przepaści, słysząc żałosne miaukoty lwiątka, któremu pazury zsuwają się po śliskiej krawędzi skał. Zwierzak nie może się wspiąć z powrotem i już-już by spadł, ale Gilgamesz złapał go za prawą łapę i - jak jego samego na murze w Uruk uratował Enkidu – ratuje lwiątko przed roztrzaskaniem się na dnie przepaści.
"Pozwólcie nam przejść!" – żąda heros, a z tego rozkazu wynika, że ma on zamiar przebyć tunel w towarzystwie (chyba momentalnie oswojonego) lwiątka. Zadziwione wyczynem skorpiony zgadzają się wskazać Gilgameszowi tajne przejście.
W rajskim ogrodzie Szamasz wskazał mu drogę przez pustynię, ale jak to słońce – oświetlając, prażyło niemiłosiernie. Rozpalony piach parzył łapy zwierzaczka, no, to go Gilgamesz wziął na plecy i objuczony bratersko brnął przez piaszczystą patelnię.
Dowlókł się do oazy pięknej czarownicy, lub bogini – Sziduri, przyrządzającej bogom napoje. Opowiedziała, że trzeba przepłynąć wody śmierci, żeby dotrzeć na wyspę Utnapisztima. Był to jegomość, który ocalał z potopu dawno, dawno temu, a za zbudowanie arki bogowie uraczyli go tajemnicą nieśmiertelności.
Ludmiła narysowała, jak Gilgamesz, żegnany przez Sziduri, wyrusza na łodzi wyposażonej w trzysta sześćdziesiąt wioseł. Czarodziejka ostrzegła, że te wszystkie wiosła przepadną w wodach śmierci, więc albo zdąży, nim ostatnie utonie, dowiosłować do Utnapisztima, albo jego z lwem fale zeżrą do szkieletów. Zdążył.
Tak więc u Ludmiły Gilgamesz przepłynął z lwiątkiem. W wersji oficjalnej eposu nie lew mu towarzyszył, ale Urszanabi, który mu dał drewno na wiosła. Nieśmiertelny śmiertelnik poddał przybysza próbie skłonności ku życiu wiecznemu – miał Gilgamesz nie spać przez sześć dni i siedem nocy. Ale zasnął, ledwie zdążywszy się przysiąc, że da radę. Po tygodniu spania nie całkiem otrzeźwiałemu pokazał Utnapisztim miejsce na morzu, gdzie na dnie rośnie ziele wiecznej młodości.
Ludmiła narysowała, jak nurkujący heros zrywa ziele, ku podziwieniu licznych ośmiornic. W powrotnej drodze lwiątko i jego pan pospali się, utrudzeni wędrówką. Wtedy skorzystała z okazji bogini Isztar i w ramach kontynuacji zemsty za odrzucone jej zaloty, zjadła mu ziele młodości, zamieniona w węża. Zaraz potem odmłodniała kolorowo, wyzbywając się starej skóry wężowej.
Po tej aferze zjawił się spóźniony nieco Enkidu, przyleciawszy z zaświatów w postaci gryfa. Duch, nie duch, gryf, nie gryf – był to dawny przyjaciel, toteż czule się powitali.
Gryf zaoferował Gilgameszowi i lwiątku, ma się rozumieć, przelot aż do Uruk i zapowiedział niespodziankę – oglądanie miasta z lotu gryfa. "Patrz, jakie piękne miasto zbudowałeś. Pozostaniesz na zawsze w sercach ludzi." – oznajmił na koniec opowiastki Ludmiły.









































