Niewojownicze ślimaki.
Leonora Carrington w wywiadzie przed kamerą:
- Zwierzęta uczą nas różnych rzeczy.
Leonora: Ach, tak. Na przykład, nie zabijają się nawzajem tysiącami, tak jak my. Prawda? Czy któreś z nich wpadło na pomysł wojny między ślimakami?
° ° °
Kadr ze spektaklu Leonora, la maga y la maestra
W oryginałach napisanych sztuk Leonory Carrington jej teatr istniał przez lata potajemnie w rodzinnie archiwalnych manuskryptach i pół jawnie w pierwodrukach w niewiadomych antykwariatach, być może francuskich, być może meksykańskich. Tłumaczenie sztuki ("Penelopa") jest w Polsce, w Dialogu numer 12 z roku 2019 – wyprzedanym, bibliotecznym, bibliofilskim. W dobrej sytuacji są znający język francuski, bo od dwóch lat można kupić tom trzeci jej dzieł pod tytułem "Teatr" – 12 sztuk po francusku. Za rok, dokładnie 17 czerwca, podobny tom wyjdzie po angielsku.
Wydawca francuski reklamuje książkę następująco:
«„Teatr” to trzecia i ostatnia książka z całego dorobku literackiego Leonory Carrington wydanego w wydawnictwie Fage. Zbiór sztuk ekscentrycznych, humorystycznych, onirycznych, podróże w świat czarnego humoru, które zebrano z różnych źródeł archiwalnych i redakcyjnych (tytuły francuskie wyczerpane od kilkudziesięciu lat lub do przetłumaczenia z angielskiego i hiszpańskiego, gdyż Leonora Carrington władała trzema językami). Utwory, zebrane tutaj po raz pierwszy, były rzadko wykonywane. Przeważnie mają charakter rytualny i spirytualny, ujawniają teatr antypatriarchalny zamknięty w kameralnej scenerii. W sztukach teatralnych, podobnie jak w obrazach Leonory Carrington, występuje mnóstwo postaci wszystkich płci i rodzajów.»
° ° °
Być może tak się będzie zaczynać tekst o teatraliach Leonory Carrington (niebawem, albo dopiero we wrześniu). Na razie na zachętę ten oto link
https://www.allarts.org/programs/peak-hd/
do teatralnego przedstawienia Double Edge Theatre o Leonorze, jak ono wyglądało w Montclair State University w New Jersey. Ten spektakl, pt. Leonora, la maga y la maestra, był wystawiony zeszłego roku w Polsce, w Teatrze Brama w Goleniowie, a zaraz potem na festiwalu w Norwegii.
° ° °
"Penelopa", w/g Leonory Carrington, reż. Giulia Giammona.
Ten kadr i cztery następne wzięte z filmowej zajawki.
Legenda o "Penelopie"
Twórczość Leonory składa się z trzech artystycznych dziedzin: plastyki (malarstwa, rzeźby), prozy i dramaturgii. Może wypada jeszcze dodać poezję - publikuje się kilka jej niewielkich wierszyków. Nie ma kłopotu, by poznać domenę pierwszą – reprodukcji w Sieci są tysiące; także powieści, opowiadania są dostępne, również w polskim tłumaczeniu. Najtrudniej poznać jej dramaturgię. W polskim zbiorze tekstów Siódmy koń nie ma dramatu pt. Wynalezienie potrawy molé, który pomieszczano w angielskich wersjach tomu. A to właściwie była jedyna przez całe lata sztuka oficjalnie i łatwo dostępna. Pocieszjące jest przypuszczenie, że polscy tłumacze szykują osobno tom dramatów Leonory.
Za najbardziej legendarną z teatraliów Leonory uznaję na własny użytek Penelopę. Wystawił ją dawno temu Alejandro Jodorowsky w Meksyku. W Sieci są z tego przedstawienia dwie fotografie, nieustannie kopiowane, ongiś zrobione przez Chiki Weisza, męża Leonory. Fragmenty dramatu znalazły się w scenariuszu La Maga z 2016 r., a niedawno (2024) w Austrii powstała sceniczna aranżacja Penelopy. Kilka anegdot o sztuce i parę z niej wersów opublikował syn Leonory, Gabriel Weisz Carrington w pamiętniku o matce (2021).
A zatem najnowszym przedstawieniem Penelopy jest tegoroczna produkcja w reżyserii Giulii Giammona. Spektakl trwał godzinę, ale w Sieci jest dostępna minuta z kawałkiem, można więc to i owo powiedzieć o urodzie plastycznej kilku scen, ale nie o tym, jak tekst literacki funkcjonuje w całości przedstawienia. Chyba jest to rodzaj wizyjnej, onirycznej operetty, raczej widowisko muzyczno-baletowe, bardziej plastyczne, niż literackie. Tak zdaje się rzecz przedstawiać reżyserka i tak by wynikało z charakteru jej innych produkcji scenicznych.
Legendarną "Penelopę" poprzedził dramacik napisany w roku 1940, gdy miała 23 lata i była to artystyczna próba rozprawy z męczącymi traumami dzieciństwa. Dziewczyna była już wtedy poważnie zorientowana na malarskie, literackie oraz etyczno-polityczne koncepcje i oferty Surrealizmu, ale też personalnie, uczuciowo "orientowała się" na jednego z mistrzów Surrealizmu. Opowieść o tym romansie jest obowiązkowo w każdym nieomal tekście o życiu i sztuce Leonory.
Zjawisko "Leonora Carrington" to współczesna kolumbiada na odwrót – z Meksyku pod słońce. Przede wszystkim flotylla jest feministyczna i płynie z zachodu na wschód. To jej podróż powrotna. Artystka uciekała z Europy zidiociałej i bandyckiej drugowojennych lat, a teraz jej sztuka mogłaby być, takie płonne marzenia, remedium na coraz bardziej podobne smrody na obu przyatlantyckich kontynentach.
Leonora przeżyła do roku 2011 dziewięćdziesiąt cztery lata. W Meksyku nie była artystką anonimową, a od lat 70-tych XX wieku książki jej i o niej drukowano w Europie i w Stanach. W końcu jej nazwisko, sztuka, życiorys na tyle były sławne, że dziennikarka z The Guardian zdewastowała mroczną rodzinną plotę o wyrodnej skandalistce, odwiedziła ją w 2006, pisała o niej, chwaliła się pokrewieństwem. Weneckie Biennale w 2022 lansowało sztukę Leonory pod hasłem "Mleczne sny", wzięte z jej książeczki dla dzieci. Olga Tokarczuk wydała jej książkę rok temu jako pierwszą w serii koniecznych wznowień i napisała esej. Po polsku już dawniej przetłumaczyła tę rzecz, czyli "Trąbkę do słuchania", Agnieszka Taborska. Dwa lata temu wydano tom opowiadań pt. "Siódmy koń" w tłumaczeniu Maryny Ochab i Michała Kłobukowskiego. W tym roku obraz Leonory sprzedano na aukcji Sotheby za 28 milionów dolarów. Do legendy przyczyniło się też dwóch panów – Alexandro Jodorowsky w 2005 publikacją książki z dużym rozdziałem o swym spotkaniu z Leonorą w latach 60-tych XX wieku, oraz w roku 2021 jej syn, Gabriel Weisz Carrington, eseistycznym pamiętnikiem o matce. W Sieci jej obrazy są w tysięcznych kopiach. A najlepszy smaczek to, lansowane tu wcześniej, przedstawienie "Leonora: la maga y la maestra" z roku 2019, wciąż do obejrzenia na stronie Double Edge Theatre.
°
Giulia Giammona wystawiła swoją "Penelopę" w styczniu tego roku w Theater im Kunstquartier w Salzburgu, a potem w czerwcu w teatrze Thalia w Hamburgu na dwudziestym festiwalu młodych reżyserów (Festival Körber Studio Junge Regie), zdobywając pierwszą nagrodę.
Jury tak uzasadniło swoją decyzję: „Giulia Giammona wprowadza na scenę rzadko wystawiany spektakl teatralny „Penelopa” Leonory Carrington. Surrealistyczny tekst opowiada o 18-letniej dziewczynie, która dorastała w bajkowym zamku, i o jej relacjach z koniem na biegunach. Reżyserka nawiązuje do biografii autorki, co podkreśla w przeplatanych cytatach i obrazach dokumentalnych. Harfa, śpiew operowy, akrobatyka, choreografia, wizje plastyczne – wszystkie te elementy Giammona i jej interdyscyplinarny zespół łączą z wielką dbałością o szczegóły, tworząc sceny oraz obrazy poruszające emocjonalnie, zgodnie z przewodnią zasadą Leonory Carrington – „Nie intelektualizuj!” – i zaskakując widza raz po raz."
"Rzadko wystawiany" – to prawda, bo z pewnością daje się ustalić tylko cztery inne prezentacje: prapremierową, twierdzą niektórzy, że w 1957 roku, ale raczej w 1960, lub w -61 roku przez Alexandro Jodorowsky'ego w Meksyku; drugą – w 1986 r. inscenizację w atmosferze skandalu w Paryżu w Kaplicy Pokutnej (Chapelle expiatoire), opisaną w pamiętniku Gabriela; trzecią, w Berlinie, w 1989 r.; czwartą w roku 2010 w Stuttgarcie. Poza tym z "Penelopy" wzięto fragmenty do inscenizacji amerykańskiej, pt. "Leonora, la maga y la maestra".
Ojciec Lukrecji niszczący konika Tartara, jej ulubioną zabawkę.
Przedstawienie "Leonora, la maga y la maestra".
Giulia Giammona wyjaśnia w trzyminutowej zajawce, że w "Penelopie" Leonora zawarła opowieść o uwikłaniu w konflikt pokoleniowy, dotyczący młodej kobiety, która pragnie odnaleźć swą seksualność i tożsamość i która nie może tego dokonać, bo została wychowana w atmosferze przemocy. Mówi się w sztuce, twierdzi reżyserka, o stłumionych uczuciach, lękach i nie wypartych doznaniach brutalnego przymusu. W pewnej chwili Giulia wyznaje: "Mam dość brutalnego wychowania", ale nie wiadomo, czy mówi to w odniesieniu do treści sztuki, czy własnych doznań, albo przemyśleń. Z jej słów wynika też, że metodą artystyczną była chęć zobaczenia świata z perspektywy Penelopy, którą odnajdywała w obrazach Leonory. Reżyserowanie, mówiła, jest jak widzenie, marzenie senne, ale nie w samotności, lecz w zespole, z aktorami, z teatralną techniką i iluzją.
°
1960 –Informacje o prapremierze Jodorowsky'ego są mniej niż skąpe i tylko ociupinkę bogatsze od żadnych. Można się domyślać jedynie w jakim nastroju zabierał się do inscenizacji, rozwikłując jego wspomnienia (mocno, powiadają znawcy tematu, fabularyzowane) o spotkaniu z Leonorą.
Scenografia do "Penelopy" A. Jodorowsky'ego
1986 – W relacji Gabriela Weisza więcej jest o skandalu niż o Penelopie wykonanej w kaplicy przez tajemniczy zespół "Unfinished Theatre". Co do Jodorowsky'ego syn Leonory ustala datę premiery na 1960, wspomina jak z matką modelował z papieru konia do przedstawienia, ale bez wątpienia sztuki na scenie nie widział, miał wtedy 14 lat.
1989 – nic więcej, prócz notki, że Penelopę wystawiono 26 stycznia w Theatre zum western Stadthirschen w Berlinie.
2010 – kwiecień, Uniwersytet Muzyczny i Sztuk Performatywnych w Stuttgarcie; etiuda teatralna, przeważnie muzyczno-taneczna w reżyserii Vereny Weiss, wykonana przez studentów szóstego semestru; na YT 10-minutowa prezentacja dwóch scen.
Z przedstawienia Stuttgarcie.°
Dramat ten napisała Leonora jako teatralną kontynuację wcześniejszej o sześć lat odmianę opowiadania pod tytułem "The Oval Lady" (w następnym odcinku).
° ° °
Owalna Dama
Bardzo wysoka i bardzo chuda pani pewnego razu stała przed swoim oknem. Okno także było bardzo wysokie i bardzo wąskie. Twarz tej pani była blada i smutna. Jej postać pozostawała nieruchoma i wszystko było nieruchome w okiennych ramach, z wyjątkiem bażanciego pióra, tkwiącego w jej włosach. To drżące pióro przykuło moją uwagę. Kołysało się tam i z powrotem w oknie, w którym nic innego się nie poruszało! Już siódmy raz przechodziłam tamtędy. Smutna pani się nie poruszyła. Mimo zimna w to popołudnie, zatrzymałam się pod jej domem. Być może meble wewnątrz były tak samo wysokie i tak wąskie jak postać w oknie, i być może kot (jeśli był) również pasował do tak eleganckich proporcji. Chciałam to wiedzieć; ogarnęła mnie ciekawość i nieodparta chęć wejścia do domu, aby się upewnić. Zanim uświadomiłam sobie, co się wydarzyło, znalazłam się przy wejściu. Drzwi otworzyły się przede mną bezszelestnie i po raz pierwszy w życiu weszłam do prawdziwej arystokratycznej rezydencji. To było zatrważające. Po pierwsze cisza panowała tak przejmująca, że ledwie odważyłam się oddychać; dalej - meble i przedmioty ozdobne były bardzo eleganckie. Każde krzesło było co najmniej dwa razy wyższe od ogólnie używanych krzeseł i znacznie szersze. Nawet naczynia tych arystokratów były owalne, a nie okrągłe jak te, których używa reszta świata. W salonie, w którym akurat przebywała Smutna Dama, ogień iskrzył się w kominku, a na stole zobaczyłam mnóstwo filiżanek i małych ciasteczek. Blisko płomieni czajnik czekał spokojnie na rozlanie jego zawartości.
Dama o okrągłych ramionach, widziana od tyłu, wydawała się jeszcze wyższa: miała co najmniej dziesięć stóp wzrostu. Nie wiedziałam, jak się do niej odezwać. Wspomieć o pogodzie pod psem? Zbyt trywialne. Mówić o poezji? Jakiej poezji?
„Señora, lubisz poezję?”
„Nie, nienawidzę poezji” odpowiedziała z przesadną niechęcią, nie odwracając się w moją stronę.
„Powinnaś wypić filiżankę herbaty; to cię uspokoi”.
„Choćbym tu umarła z głodu, on nigdy się nie przełamie. Widzę orszak pogrzebowy, orszak z czterema grubymi i lśniącymi końmi..., maszerującymi powoli, widzę moją małą białą trumnę, jak białą plamkę pośrodku czerwonych róż. I płaczących, płaczących ludzi...”
Po krótkiej pauzie kontynuowała, szlochając:
„Oto ciałko pięknej Lukrecji. Taka nagła śmierć, rozumiesz? Już nic nie można zrobić. Chcę się zagłodzić na śmierć, choćby po to, żeby go zirytować. Co za świnia!”
Po ostatnich słowach bardzo wolno wyszła z salonu.
Poszłam za nią.
Na trzecim piętrze weszłyśmy do ogromnego pokoju przeznaczonego dla dzieci, w którym widziało się wszędzie setki zniszczonych i połamanych zabawek. Lukrecja podeszła do drewnianego konia na biegunach, który galopował, choć był tak stary, że wyglądał na prawie 100 lat.
„Tartarus jest moim ulubieńcem” – powiedziała, głaszcząc szyję konia. „On nienawidzi mojego ojca”.
Tartarus kołysał się przyjemnie, podczas gdy ja zastanawiałam się, jak on może sam się poruszać.
„Potrafi w ten sposób pobiec bardzo daleko” – powiedziała. „A kiedy wróci, opowie mi coś ciekawego”
Wyjrzawszy na zewnątrz, zauważyłam, że pada śnieg. Było bardzo zimno, ale Lukrecja tego nie spostrzegła. Cichy hałas przy oknie zwrócił jej uwagę.
„To Matylda” – powiedziała. „Powinnam była zostawić okno otwarte. A poza tym, tutaj jest duszno”.
Potem wybiła szybę w oknie, a śnieg wpadł do środka razem ze sroką, która trzy razy obleciała pokój.
„Matylda umie mówić; dziesięć lat temu rozcięłam jej język na pół. Jakie to urocze stworzonko!” „Urocze stworzonko!” – wychrypiała Matylda głosem wiedźmy. „Urrrrrrocze stworzrzrzrzrzonko!”
Matylda przysiadła na głowie Tartara, który rozkołysany łagodnie, cały pokryty był śniegiem. „Przyszłaś się z nami pobawić?” – zapytała Lukrecja. „Cieszę się, bo bardzo mi się tu nudzi. Wyobraźmy sobie, że zostałyśmy zamienione w konie. Ja zamienię się w konia ze śniegu. Tak będzie najlepiej. Ty, Matyldo, też jesteś koniem”.
„Koniem! Koniem! Koniem!” – wychrypiała Matylda, tańcząc histerycznie na głowie Tartara.
Lukrecja rzuciła się w śnieg, który był już bardzo gęsty, i zwinęła się w kłębek, krzycząc: „Jesteśmy końmi!”
Kiedy wstała, efekt był niezwykły. Gdybym nie wiedziała, że to Lukrecja, mogłabym przysiąc, że to prawdziwy koń. Była przepiękna, oślepiała bielą, miała cztery cienkie kończyny i grzywę, która opadała jej na twarz, jakby płynęła. Lukrecja śmiała się, szczęśliwa, tańcząc szaleńczo na śniegu.
"Galopuj, galopuj, Tartarze! Ja będę szybsza od ciebie".
Tartar nie przyspieszył, ale jego oczy błyszczały. Widziało się tylko oczy, ponieważ całego pokrywał śnieg.
Matylda zaskrzeczała i walnęła głową w ścianę. Zatańczyłam dziką polkę, żeby w zimnym wietrze rozgrzać ciało.
Nagle zauważyłam, że drzwi są otwarte, a w cieniu stoi starsza pani. Z pewnością była tam od dłuższego czasu, ale jej nie widziałam. Staruszka patrzyła na Lukrecję uparcie nieruchomym wzrokiem. Nagle, wstrząsnęła się wściekle i krzyknęła: „Przestań! Co to jest? Wynoście się, dziewczyny. Lukrecjo, czy nie wiesz, że ta zabawa jest surowo zabroniona przez ojca? Okropna zabawa! Nie jesteś już małą dziewczynką”.
Lukrecja czterema nogami niebezpiecznie wymachiwała w tańcu przed nosem staruszki, aż w końcu kopnęła ją kilka razy.
„Przestań, Lukrecjo!”
Lukrecja wybuchała coraz przenikliwszy śmiechem.
„Dobrze”, powiedziała staruszka. „Nie chcesz być posłuszna, mała dziewczynko? Dobrze. Pożałujesz. Zaraz zaprowadzę cię do ojca”. Jedną rękę chowała za plecami, ale z niezwykłą szybkością jak na osobę tak starą, skoczyła na Lukrecję i założyła jej wędzidło. Lukrecja galopowała w powietrzu, rżąc ze złości, ale staruszka nie zeskoczyła. Natychmiast złapała nas obie za włosy, a Matyldę za szyję, i wszystkie cztery rzuciłyśmy się w szalony taniec. Na korytarzu Lukrecja opierała się, rozbijając obrazy, krzesła i porcelanowe dzbanuszki. Staruszka uczepiła się pleców Lukrecji jak mięczak skały. Byłam cała poraniona; myślałam, że Matylda nie żyje: zwisała żałośnie z ręki staruszki jak kawałek szmatki.
Z hałasem wpadłyśmy do jadalni. Na końcu długiego stołu siedział starszy pan o wyglądzie geometrycznej bryły niż czegokolwiek innego, i kończył jeść. Momentalnie w jadalni zapanował absolutny spokój. Lukrecja hardo patrzyła na ojca.
„Więc wracasz do swoich złych nawyków!” powiedział starzec, rozłupując orzecha. „Señorita z Rochefroide dobrze zrobiła, że cię tu przyprowadziła. Minęły dokładnie trzy lata i trzy dni odkąd zabroniłem ci bawić się końmi. To już siódmy raz, kiedy cię upominam, i z pewnością wiesz, że numer siedem jest ostatnim w naszej rodzinie. Czuję się zobowiązany, moja kochana Lukrecjo, ukarać cię bardzo surowo”.
Dziewczyna, wciąż w końskiej postaci, nie poruszyła się, jej nozdrza drżały.
„To, co zamierzam zrobić, jest dla twojego własnego dobra, mała” powiedział starzec głębokim głosem. Następnie kontynuował: „Jesteś za duża, żeby bawić się Tartarem. Tartar jest dla małych chłopców. Dlatego spalę go, aby nic z niego nie zostało”.
Lukrecja zawyła okropnie i padła na kolana. „Nie! Ojcze, tylko nie to!” Starzec uśmiechnął się słodko i zgryzł kolejny orzech.
„To już siódmy raz, mała dziewczynko”.
Łzy spływały z dużych końskich oczu Lukrecji po śnieżnobiałych policzkach jak dwa potoki. Dziewczynka jaśniała bielą tak wspaniałą jak struga światła.
„Litości, tato, litości! Nie pal Tartara!”
Jej piskliwy głosik brzmiał coraz słabiej. Niebawem Lukrecja klęczała w kałuży. Przejął mnie zimny strach na myśl, że się zupełnie rozpuści.
„Señorita de la Rochefroide, pomóż Señoricie Lukrecji wyjść”, powiedział jej ojciec, a staruszka wyprowadziła biedne stworzenie, wiotkie i drżące jak duch.
Przypuszczam, że on w ogóle mnie nie zauważył. Schowałam się za drzwiami i usłyszałam, jak starzec idzie do dziecięcego pokoju. Po chwili zatkałam uszy dłońmi: przerażające rżenie dochodziło z góry, jakby zwierzę cierpiało w wymyślnych torturach...
tłumaczenie B.K.
Marina Warner, która znała Leonorę Carrington osobiście, twierdziła (w przedmowie do jednego z wydań zbioru opowiadań artystki), że nazywała ona swego ojca, biznesmena, mafiosem. Być może miało to oznaczać gruboskórność i brak zrozumienia dla talentów artystycznych jedynej córki (Leonora miała trzech braci). Inaczej matka (M.W. zapisuje jej imię jako Mairi, inni jako Maurie) – Irlandka z pochodzenia, kierująca się intuicją i życzliwością, rozumiała i doceniała jej wyobraźnię. Leonora opowiadała Marinie, że matka czytała jej na głos książkę Jamesa Stephensa, której tytuł można przetłumaczyć jako Garnek pełen złota. Musiały te audio-sesje trwać dłuższy czas, bo Garnek... to osiemnaście wcale niekrótkich baśni. Opowieści są tyleż dziwne, co śmieszne; Leonora z pewnością odziedziczyła po matce poczucie humoru. Może Mairi kupiła tom J.Stephensa, gdy Leonora miała pięć lat, bo ukazało się wtedy nowe, ilustrowane wydanie Garnka..., a może gdy córka miała lat dziewięć. Ale wtedy Leonora sama już umiała czytać. To późniejsze wydanie (1926) ubarwiały takie, na przykład, obrazki.
Zaczyna się ów Garnek... tak:
W samym środku sosnowego lasu zwanego Coilla Doraca żyli niedawno dwaj Filozofowie. Byli mądrzejsi od wszystkich istot na świecie, z wyjątkiem Łososia, pływającego wtedy w stawie Glyn Cagny, do którego orzechy wiedzy spadały z przybrzeżnej leszczyny. On, oczywiście, z żyjących stworzeń najdogłębniej przemyślał wszystko, ale dwaj Filozofowie byli mu równi w mądrości. Ich twarze wyglądały, jakby były zrobione z pergaminu, mieli atrament pod paznokciami, a każdą trudność, nawet postawioną przed nimi przez kobiety, potrafili natychmiast rozwiązać. Szara Pani z Dun Gortin i Chuda Pani z Inis Magrath zadały im trzy pytania, na które nikt, prócz ich samych, nigdy nie potrafił odpowiedzieć. W ten sposób Filozofowie zyskali wrogość tych dwóch kobiet, która jest cenniejsza od przyjaźni aniołów. Szara Pani i Chuda Pani były tak rozgniewane dobrymi odpowiedziami, że poślubiły obu Filozofów, aby móc ich uszczypnąć w łóżku, ale skóra Filozofów była gruba i nawet nie wiedzieli, że ich szczypano. Odwzajemnili furię kobiet czułymi uczuciami, a dwie okrutnice prawie wyzionęły ducha ze zmartwienia, aż w końcu zirytowane do ostatka pocałunkami mężów, wypowiedziały tysiąc czterysta złośliwych zaklęć, które stanowiły ich mądrość, ale Filozofowie nauczyli się ich, stając się w ten sposób jeszcze mądrzejsi niż przedtem.
W odpowiednim czasie z tych małżeństw narodziło się dwoje dzieci. Przyszły na świat tego samego dnia i o tej samej godzinie, a różniły się tylko tym, że jedno z nich było chłopcem, a drugie dziewczynką. Nikt nie potrafił powiedzieć, jak to się stało, i po raz pierwszy w życiu Filozofowie byli zmuszeni podziwiać wydarzenie, którego nie umieli przewidzieć; ale przekonawszy się na różne sposoby, że dzieci były naprawdę dziećmi, że co musi być, to musi być, że faktu nie można podważyć i że to, co wydarzyło się raz, może się zdarzyć dwa razy, opisali zdarzenie jako niezwykłe, ale naturalne, po czym pokojowo poddali się Opatrzności mądrzejszej od nich.
Filozof, który miał chłopca, był bardzo zadowolony, ponieważ, jak twierdził, na świecie jest zbyt wiele kobiet, a Filozof, który miał dziewczynkę, był również bardzo zadowolony, ponieważ, jak twierdził, dobrego nigdy nie dosyć. Szara Pani i Chuda Pani nawet troszeczkę nie zmieniły się w macierzyństwie – powiedziały, że o to nie zabiegały, że dzieci pozyskano pod fałszywymi pretekstami, że są szanowanymi mężatkami i że w proteście przeciw swoim krzywdom nie będą już w ogóle Filozofom gotować jedzenia. Była to dla ich mężów miła wiadomość, bo bardzo nie lubili gotowania obu pań, ale o tym nie mówili głośno, ponieważ kobiety z pewnością domagałyby się prawa do gotowania, gdyby się dowiedziały, że mężowie nie lubią ich potraw; dlatego Filozofowie błagali swoje żony każdego dnia, aby ugotowały jedną ze swych wspaniałych kolacji, a kobiety zawsze odmawiały.
Tłumaczenie B.K.
° ° °
Mięsko w sosie molé
W drobiazgu jednoaktowym pt. Wynalezienie sosu molé audiencja arcybiskupa Canterburry u Montezumy, króla Azteków, rozegrała się nie dyplomatycznie, lecz kulinarnie – zjedzono arcybiskupa w tym sosie. Mroków okoliczności nie rozjaśnią żywoty obu dostojników ani widziane w dyspersji, ani w kompilacji, ale w życiorysie autorki, Leonory Carrington, znajdziemy światełko. Kilka nawet. Mieszkała w post-montemzumskiej stolicy od parunastu lat, gdy pisała Wynalezienie (1956). Drugie światełko – edukowano ją za dziewczęcia w dwóch angielskich szkołach zakonnych i z obu wyrzucono.
Znanego sobie Anglika Leonora wymyśliła Aztekowi do zjedzenia, a nie Hiszpana obcego, bo zakonnice truły pannom głowy hierarchami z Canterburry, a nie tymi z Madrytu. Wkuwać kazały o ostatnim w miarę katolickim, Williamie Warham i o następnym, już nie katolickim, Thomasie Cranmer, który się wysługiwał Henrykowi Ósmemu. Arcybiskupili obaj w Canterburry akurat w czasach Montezumy. Zamiast takich edukacyj Leonora wolała malowanie dziwadeł po swojemu (nie kwiatków-aniołków po zakonnemu) i trenowanie jednoczesnego pisania oburącz – prawą normalnie, a lewą jak w lustrze.
Zjedzenie Hiszpana z precedensu by pasowało – w XVI-wiecznej Brazylii tubylcy zjedli portugalskiego biskupa Pedro Fernandes Sardinha i prawie wszystkich z biskupiego statku. Pasowałoby i z prześmiewki, bo grabieżczy Hiszpanie twierdzili, że nie Aztecy, lecz kolonizatorskie kucharki, albo kucharze wymyślili molé. Legendy-bujdy w jednej chwalbie zgodne, że to wicekróla Nowej Hiszpanii, arcybiskupa Juana de Palafox y Mendoza, poczęstowano sosem molé pierwszy raz w historii (w 1642r.).
Juan de Palafox
wynaleźć przez przypadek molé dla wicekróla Palafoxa.
Zatem legendy z konkwisty przeciw legendzie z macierzy mówiącej, że wiek wcześniej (1520) Montezuma boskim sosem molé admirował boskiego, jak mniemał, Korteza.
Co do dramatu Leonory koronny argument rozświetlający, że na Iberyjczyka nie było jej po co strzępić surrealistycznego pióra, za to jeśli, ni z gruchy ni z pietruchy, Anglo-Saksona wpakować do pałacu Montezumy, to mamy krystaliczną surreałkę. No więc, nie Palafox, tylko Warham albo Cranmer (jak kto woli) występuje poniżej "nieco zaskoczony".
Któryś z nich występuje kulinarnie w dramacie Leonory.
° ° °
Leonora Carrington
Wynalezienie potrawy molé
Montezuma (oczywiście w języku nahuatl): A zatem, mój szanowny panie, powiedziałeś nam, że w trakcie twoich obrzędów ludzie odgrywają stosunkowo bierną rolę. Rolę, powiedzmy, zwykłych obserwatorów patrzących na działania księdza z jego artefaktami. Nie chcielibyśmy krytykować, ale przypuszczamy, że wierni muszą się śmiertelnie nudzić.
Arcybiskup (nieco zaskoczony): Nasza msza święta polega na świętej komunii wszystkich uczestników, w tym najbardziej zwyczajnych ludzi, którzy biorą udział w ceremonii, niezależnie od tego, czy są niemoralni, niskiego pochodzenia społecznego, czy też nie.
Montezuma: Ale oni nic nie robią. A ty sam powiedziałeś nam, że nie ma tu żadnych objawów magii. Udział ludzi miałby zatem być czysto teoretyczny?
Arcybiskup: W sprawach duchowych teoria to prawda objawiona. Z drugiej strony, za każdym razem, gdy publiczność aktywnie uczestniczy w ceremoniach, pojawiają się kłótnie, spory i bałagan. Działanie, zatem, jest zarezerwowane dla duchowieństwa.
Montezuma: Tak więc ludzie oglądają tę samą ceremonię raz po raz, bez cudów, magii, ofiar i tańców! Taka religia jest skazana na całkowitą stagnację w ciągu kilku stuleci!
Arcybiskup: Kościół Święty jest założony na Skale Wieczności i nawet bramy piekielne nie przemogą Go. Uniwersalna natura Kościoła pozwoli Mu ostatecznie wchłonąć całą ludzkość.
Montezuma: Jeśli to, co mówisz, jest prawdą, cieszę się, że do tego czasu mnie już nie będzie wśród żyjących. Ludzkość, żywiąca się teoriami i spekulacjami dotyczącymi wieczności, dążyć będzie mechanicznie do samobójstwa. Nasze cierpienie jest ważniejsze, nasze pragnienia, nasze namiętności, nasze głębokie pragnienie cudów muszą zostać zaspokojone. W przeciwnym razie wszyscy zamienilibyśmy się w widma lub w coś gorszego, w puste idee.
Przyjaciel (który do tej pory był zajęty robieniem na drutach niewiarygodnie długiego i rurkowatego swetra przeznaczonego dla Quetzalcoatla): Naprawdę, uważam, że nadszedł czas, aby Arcybiskup rozpoczął ablucje. Kolacja została zapowiedziana na dziewiątą, a twój gość, Król Pederast z Texcoco, musi poznać tych nowych chłopców sprowadzonych z wybrzeża. Nie zapomnij, że król zamierza dać ci gigantycznego pancernika w zamian za trzech chłopców.
Aztecki bóg-wąż Quetzalcoatl
Montezuma: Na niebiosa, tak! Pancernik jest fascynujący. Jego łuski są z czystego złota pokrytego patyną, a pazury długie jak sosnowe igły. Muszę go mieć w moim zoo w Cuernavaca.
Arcybiskup: Kolacja o dziewiątej, z gośćmi? Proszę, nie zawracaj sobie mną głowy, błagam cię. Mój żołądek jest trochę rozstrojony od różnych przypraw, które używasz. Chętnie zjem gotowanego indyka i, jeśli to możliwe, kilka z tych pysznych ciast kukurydzianych. I może filiżankę tego pysznego napoju, który nazywasz czekoladą, jeśli się nie mylę.
Przyjaciel (ignorując Arcybiskupa): Cesarski Kucharz zalecił energiczne szorowanie pumeksem i sianem, a następnie zanurzenie w gorącym pulque przez trzy godziny.
Montezuma: Wiesz dobrze, że nigdy nie wtrącamy się do spraw kuchennych. Mogą go przyrządzać, jak chcą.
Arcybiskup (radośnie): Raczej nie będę pił pulque, a tym bardziej się w nim kąpał. Ostatnio, kiedy tego próbowałem, trochę się upiłem i nie sądzę, żeby to było dobre dla mojej wątroby.
Montezuma: Istotnie, niezdrowa wątroba jest przerośnięta i tłusta, ale ablucje w pulque mogą być całkiem satysfakcjonujące, sam zobaczysz, chociaż szorowanie pumeksem może nie okazać się tak przyjemne. Niemniej jednak absolutnie konieczne jest, aby na twojej skórze nie pozostał żaden ślad zapachu szat liturgicznych ani woń potu. Takie zapachy tylko zepsułyby gastronomiczną symfonię.
Arcybiskup: Och, czy będzie akompaniament muzyczny? Zapowiada się bardzo radosny wieczór. Na razie jednak myślę, że zrezygnuję ze szorowania i po prostu zmienię podkoszulek. Kąpiel o tej porze roku nie zrobiłaby nic dobrego mojemu układowi oskrzelowemu.
Montezuma: Niestety, twoje przyzwyczajenia i dotychczasowy sposób życia będą musiały zostać zmienione, choć w niewielkim stopniu. Proszę zrozumieć: monarcha Texcoco ma najbardziej wyrafinowane podniebienie, niezwykle wyrafinowane, i jest strasznie wymagający, jeśli chodzi o aromat sosów. Najmniejszy ślad zapachu potu odbiera mu chęć do życia na parę miesięcy.
Arcybiskup: Mam nadzieję, że nie uznasz mnie za tępego, jeśli przyznam, że nie dokładnie podążam za twoim rozumowaniem. . .
Przyjaciel: Naprawdę, to całkiem proste. Wybacz moją szczerość, ale powiem ci, że wy, biali, jesteście tak niedbali w rytualnych kąpielach, że wasze mięso, nawet po wielokrotnym zanurzeniu w przyprawach i pulque, nie nadaje się na wykwintne danie. Ale jeśli chodzi o ciebie osobiście, postanowiliśmy podjąć pewne środki higieniczne z wyprzedzeniem, póki jeszcze żyjesz. I w tym tkwi różnica, bo spodziewamy się, że utrata smalcu zniweluje niedelikatność smaku i brak właściwego aromatu twojego mięsa.
Arcybiskup (blednąc i szarzejąc jak pieczona świnia): Co próbujecie mi powiedzieć, potworni poganie?
Montezuma: Mój drogi panie, nie denerwuj się i nie trać poczucia humoru. Nikt z nas nie będzie żył wiecznie.
Arcybiskup: To nie do pomyślenia! Czy chcesz powiedzieć, że planujesz mnie zamordować, a właściwie... pożreć?
Przyjaciel: Pożreć to najmniej odpowiednie słowo, gdy mówimy o delikatnych podniebieniach Wielkiego Króla Texcoco i Jego Wysokości, Cesarza Meksyku, oraz o ich wyczuciu w smakach mięs. Po prostu zostaniesz zasymilowany, wchłonięty przez ich królewskie wysokości, po marynacie w najbardziej wykwintnych sosach, a wszystkiego dokonają oni z największą godnością i arystokratycznymi manierami. W każdej chwili rozmowa będzie lśnić humorem, pomysłowością i kulturą. Oczywiście, ty sam nie będziesz w tym uczestniczyć.
Arcybiskup: Czy nie zdajesz sobie sprawy z obrzydliwości wielkiego grzechu, który popełnisz, zabijając jednego ze świętych sług Pana!
Montezuma: Wszyscy czarownicy wiedzą, jak czynić cuda i znoszą długie okresy postu, aby te umiejętności osiągnąć. Wszystko, co robisz, to jesz i śpisz, i gadasz i gadasz. Dlaczego mielibyśmy wierzyć, że jesteś prawdziwym czarownikiem? Czy pościsz? Czy sam się biczujesz? Czy potrafisz czynić cuda, choćby jeden, jeden malutki?
Arcybiskup: Tylko Bóg może czynić cuda!
Montezuma: Mój dobry panie, jesteś w błędzie, jeśli uważasz, że Bóg jest jedynym, który może czynić cuda. Nawet początkujący kapłan musi być kompetentnym prorokiem, zanim zostanie dopuszczony do studiowania naszego kodeksu.
Arcybiskup: To nie są cuda, ty łobuzie! To, co wy, poganie, robicie, to dzieło diabła, czarna magia. . . .
Przyjaciel (kontynuując robienie na drutach): Nazywaj to, jak chcesz: czarną magią lub kontaktami z diabłem, to i tak jest ciekawsze niż twój potok słów, teorii i w ogóle twoje ględzenie. Poza tym, kto może odróżnić kolory magii, skoro czasami jest ona bardziej skomplikowana i bogatsza niż tęcza w pryzmacie?
Arcybiskup (zaczynając wyć): Nie wierzę w ani jedno słowo z tego wszystkiego, nie wierzę, że którakolwiek z twoich czarownic może stworzyć jakąkolwiek magię, czarną lub niebieską! . . .
Montezuma: Cóż, jeśli takie jest twoje nastawienie, nie pozostaje nam nic innego, jak wezwać naszą Trzecią Wielką Kapłankę, Tlax cluhuichiloquitle, czarodziejkę na pokaz magii. W końcu musimy utrzymać naszą reputację, gdy zapisujemy te wydarzenia w naszym kodeksie.
Przyjaciel (zapala kadzidło i trzykrotnie obiega ofiarę, wołając):
Tlax tlax caki Tlaxcluhui chi lo quitle
Kobieta z pustyni
Nie zgadza się na twoje dziwne praktyki.
Niepisany Kodeksie, błagamy cię, przybądź,
Zrób nam przysługę, wyjdź i pokaż się.
Czarownica Tlaxcluhuichiloquitle wysuwa się spod sutanny Arcybiskupa i przygotowuje czarodziejskie artefakty z profesjonalną umiejętnością.
Montezuma: Zrób nam zaszczyt, o Tlaxcluhuichiloquitle, Trzecia Wielka Kapłanko Cesarskiego Meksyku! Jedną przysługę, jakieś czary-mary na uspokojenie nerwów Arcybiskupa, zanim Cesarski Kucharz przygotuje go do kolacji.
Czarownica gdacze szybko jak podekscytowany kurczak. Ale jej ruchy są powolne. Nagle spod kościelnej sutanny wyłania się mnóstwo ocelotów i kwezali, które rozpoczynają śmiertelną walkę. Zaczynają się zabijać, zamieniając się w skórki bananów i sterty puchu. Ona znika i słychać tylko jej gdakanie.
Kwezal i ocelot.
Przyjaciel: Słabo jej wyszło ze skórkami bananów. Rozczarowała mnie. Podejrzewam, że chce zaoszczędzić magiczne wibracje na późniejszą noc.
Kucharz cesarski pojawia się z wielkim glinianym garnkiem godnym arcybiskupa. Towarzyszy mu wielu służących. Ma minę i humorek jak dentysta, zamierzający wyrwać głęboko wrośnięty ząb mądrości.
Kucharz (zacierając dłonie): No, no, no. Jak się dzisiaj czujemy? Za parę godzin będzie po wszystkim, a ty nie poczujesz nic, albo prawie nic...
Kurtyna zasłania coraz przenikliwiej wrzeszczącego prałata.
tłumaczenie B.K.
° ° °
We fragmencie wstępu – do wydanych po francusku utworów dramatycznych Leonory Carrigton – zatytułowanym SYMFONIA GASTRONOMICZNA, napisała Karla Segura Pantoja, że młoda surrealistka, zaraz po przyjeździe do Meksyku, «oczarowana magią, odbywającą się w meksykańskich kuchniach, przeszła inicjację w sferę "domowych obrzędów. Zanurzona w celtyckich mitach i legendach Leonora odnalazła ich echo w meksykańskich klimatach, pobudzających jej apetyt na myślenie magiczne.»
Jej syn, Gabriel, w pamiętniku o matce jakoś nie rozpamiętuje z nadmiernym zachwytem magicznych smaków w kuchni domowej. Odnotował jedno wydarzenie" «(...) pamiętam, jak Leonor zamierzyła sporządzić specjalny lunch i zapytała mnie, co chciałbym zjeść. Odpowiedziałem bez wahania: „ślimaki!”. „Dobrze”, powiedziała i zaprowadziła mnie na targ, gdzie znaleźliśmy stoisko z ogromną stertą ślimaków, stworzeń pulsujących i lepkich. Leonor wybrała kilka i włożyła do torby. Wróciliśmy, a ona poszła do kuchni, żeby gotować. Kiedy w końcu stanąłem twarzą w twarz z potrawą na moim talerzu, nagle zabrakło mi odwagi, żeby ją zjeść. Byłem jednym z tych potwornych dzieci o bardzo konwencjonalnych nawykach żywieniowych. Na szczęście Leonor nie obraziła się i uprzejmie przygotowała mi bagietkę z masłem, serem i szynką. Tymczasem sama zajadała się ślimakami z lampką burgundzkiego wina, którego również spróbowałem, ponieważ we Francji dzieciom wolno było pić trochę wina, rozcieńczonego wodą i posłodzonego.»
Autorka wstępu przytacza list Leonory do Jacqueline Lamba z 5 marca 1942 roku opisujący jej wizytę w klasztorze, «w którym zakonnice przygotowują i jedzą mole przeróżnych rodzajów, a w wielkiej kuchni klasztornej mieszka duch małego dziecka, pojawiający się w bulionie.» Przypomnieć tu wypada, że siła podobnego ducha w rosole pojawia się i działa cuda w powieści pt."Trąbka do słuchania".
«Klasztor, o którym Leonora Carrington wspomina w swoim liście, to prawdopodobnie klasztor Santa Rosa w Puebli; miejsce, którego nie można pominąć, a którego monumentalna kuchnia z XVI wieku (na fotce w poprzednim odcinku) jest uważana za miejsce narodzin mole. W liście do Jacqueline Lamba mole jest opisane jako „majestatyczny czarny posiłek”.»
«W Wynalezieniu mole Leonora maluje portret wulgarnego arcybiskupa – pisze Karla Pantoja – w kontraście do wyrafinowanego i dowcipnego Montezumy. Spotykamy ich w trakcie teologicznej debaty: Aztecki król nie rozumie, jak religia papieska może być żywa, skoro ludzie odgrywają w niej „bierną” rolę. Montezuma jest również sceptyczny co do faktu, że arcybiskup nie potrafi dokonać cudu lub sztuczki magicznej. W trakcie rozmowy między dwoma duchowymi przywódcami, przedstawicielami starego i nowego świata, arcybiskup zdaje sobie sprawę, że on sam będzie głównym daniem kolacji.
Postać Arcybiskupa jest przedstawiona szyderczo: chce on zjeść pieczonego indyka, tortille kukurydziane i czekoladę, które są podstawowymi składnikami mole. Leonora stosuje angielską grę słów; oto arcybiskup sam staje się indykiem, gdyż indyk w potocznym angielskim może oznaczać głupca lub niezgułę. Leonora przenosi powstanie mole do czasow Montezumy, ostatniego cesarza Meksyku.
W sztuce ignoruje się popularną legendę o wynalezieniu mole przez zakonnice-kucharki z klasztoru Santa Rosa. Carrington oferuje własną wersję „symfonii gastronomicznej”, w której wyrafinowany charakter Montezumy (jako kapłana) kontrastuje z żałosnym tonem jego angielskiego odpowiednika. W Wynalezieniu mole rola państwa i kościoła nie wchodzi w grę. To nie siostry zakonne wymyślają danie, aby uczcić wizytę wicekróla Nowej Hiszpanii, jak w legendzie, ale cesarski kucharz Montezumy, który improwizuje z tłustym mięsem arcybiskupa (a więc raczej pulchniutki Cranmer), aby zadowolić wielkiego króla Texcoco.»
Twierdzi K.S. Pantoja, że zbiegiem okoliczności przywołuje Anglik indyka, kukurydzę i czekoladę z oryginalnego przepisu. Ale ten przypadek powoduje, że wartości powszechnie kojarzone ze światem pierwotnym i cywilizowanym u Leonory zamieniają się w hierarchi miejscami. «Cesarz Montezuma wypada sympatyczniej niż jej rodak, arcybiskup, członek „Kościoła Świętego”, pogrążającego w samobójcze omamy ludzkość, karmioną teoriami i spekulacjami na temat życia wiecznego. Montezuma, przeciwnie, jest postacią subtelniejszą, delikatniejszą nawet.»
Rozumiem (mniej więcej), o czym mówi Montezuma Arcybiskupowi, gdy powiada: "Ludzkość, żywiąca się teoriami i spekulacjami dotyczącymi wieczności, dążyć będzie mechanicznie do samobójstwa. Nasze cierpienie jest ważniejsze, nasze pragnienia, nasze namiętności, nasze głębokie pragnienie cudów muszą zostać zaspokojone. W przeciwnym razie wszyscy zamienilibyśmy się w widma lub w coś gorszego, w puste idee."
K.S. Pantoja stwierdza, że w tym momencie «Izotopia jedzenia zostaje przeniesiona na ekspresję emocji». To nowoczesne stwierdzenie (pachnie mi ono, co tu kryć, "modną bzdurą" z zasobu "multi-kulti") znaczy bodajże, iż ofertę istotnej różnorodności potraw narodowych, plemiennych, czy choćby tzw. miejscowych król Azteków dopełnia, lub zamienia w emocjonalną krytykę koncepcji chrześcijańskich. Wydaje mi się, że tu akurat Montezuma (za sprawą Leonory, oczywiście) błysnął konceptem z intelektualnej półki, wyrafinowanie ironicznym, z pobliża chrześcijańskiego egzystencjalizmu, wcale się nie emocjonując kulinarią arcybiskupiego mięska.
«W Wynalezieniu mole, niezdolny do czynienia cudów, arcybiskup Canterbury zostaje skompromitowany przez czarownicę Tlaxcluhuichiloquitle. Wezwana przez Montezumę wyłania się ona spod sutanny arcybiskupa w towarzystwie hordy ocelotów i kwezali, świętych zwierząt cywilizacji Mezoameryki, które następnie przemieniają się w skórki bananów i pióra, co w oczach Montezumy jest wulgarnym widowiskiem. W tej sztuce lączą się rytuały kulinarne i gotowanie domowe. Akt jedzenia, a także spożywanie w całym swoim pięknie i okrucieństwie, są fundamentalną częścią antygatunkowego myślenia Leonory Carrington avant la lettre» – co oznacza, że wcześniej wymyśliła znane nam później koncepcje, odrzucające dominację jednego gatunku, tzn. ludzi, nad innymi stworzeniami.
Wnioskuje K.S. Pantoja: "Kuchnia jest w rzeczywistości, dosłownie i symbolicznie, miejscem transformacji." – czyli tak, jak pragnęła Leonora-alchemiczka i czarodziejka.
Spolszczenia z franc. i angl. B.K.
° ° °
Teatralia Leonory. Legendarna "Penelopa". Akt 1.
Osoby:
Ojciec
Penelopa
Postać
Koń Tartar
Lalka
Kot
Niańka
Chłopiec
Józef
Służąca
Staruszka
Ptak
Biała Krowa
Panna Rochefroide
Zabawki
Madame Atanazja
Henrietta
Pani Quadrepides
Młody Brodacz
Goście
Duchy
Pan Kwadrepides
Filip
"Penelopa" w 1961 r. Reż. A.Jodorowsky. Fot. Chiki Weisz.
AKT I, SCENA 1
Pokój dziecięcy pełen zabawek. Konik na biegunach kołysze się powoli. W tym samym rytmie Postać robi na drutach w kącie pokoju. Wysoka, młoda dziewczyna wygląda przez oszronione okno. Od czasu do czasu wyciera szron na szybie swoimi bujnymi włosami. Ta dziewczyna to Penelopa.
PENELOPA
Jaki na zewnątrz piękny dzień; widzę ludzi bawiących się na śniegu. Och, grają w krokieta, wszyscy bardzo eleganccy.
Kim są ci ludzie, Nianiu?
POSTAĆ
To prawdopodobnie twoi rodzice, Penelopo.
Nie przerywa robienia na drutach.
PENELOPA
Ach! No, tak! Jaki duży i biały jest ten ogród!
KOŃ TARTAR
Nie wyglądaj tyle przez okno. Kiedyś nie wyglądałaś w ogóle.
PENELOPA
Mój słodki Tartarku, dobrze się bawię. Poza tym tu jest tak wysoko.
POSTAĆ
Rzeczywiście, zamek twojego ojca ma sześć pięter. Kiedy byłam młoda, co tydzień jeden służący, a czasem dwóch, rzucało się z szóstego piętra. To było bardzo romantyczne. Ach! Gdybyś widziała swojego Tartara w tamtych czasach!
Śmieje się urywanie i cierpko.
TARTAR
Przestań, stara zrzędo! Nie potrzebujemy twojej długiej pamięci.
Postać wciąż się śmieje, robiąc na drutach. Penelopa patrzy na konia i swoją piastunkę, marszcząc brwi.
PENELOPA
Mój piękny Tartarku, galopuj, galopuj daleko. Powiedz mi, co widzisz po drodze. Nie zapomnij, że czekam tu na ciebie... Zawsze.
Słychać cichą muzykę spod spódnicy mechanicznej lalki. Penelopa tańczy zapamiętale. Głos Tartara dochodzi z daleka, jakby we śnie.
TARTAR
Idę długą aleją; między drzewami widzę bałwany zamrożone w groźnych gestach. Sroka skacze z jednego na drugi, krzycząc: "iiiiiiiiiiii".
PENELOPA
To Matylda!
TARTAR
Tak, to Matylda. Jest przerażona, ma urwane skrzydło. „Fleeeejtuch”. Jest wściekła; ze złości zbrzydła i wychudła. A teraz widzę starca skaczącego po śniegu jak dziecko. Gra na flecie jakąś szaloną melodię. Wali złotą laską w bałwany, a one się rozpadają z głuchym łoskotem... Starzec się rozpląsał, ale gdzieś krzyczy kobieta... i płacze, płacze. Ojej, prawie przewrócił mnie karawan, cztery konie ciągną go w pełnym galopie; wiatr zwiewa im pianę z pysków...
PENELOPA
Szybko, Tartar... zajrzyj do środka karawanu, może zobaczysz, kto jest w środku...
Jest bardzo podekscytowana. Niania patrzy na nią z porozumiewawczym uśmiechem.
TARTAR
Penelopo, do czego ty mnie zmuszasz. Widzisz krople potu na mym czole. Gonię za tymi wielkimi błyszczącymi końmi, ale one galopują z przerażającą prędkością; w dodatku ten karawan jest pełen... różnych roślin
PENELOPA
Radośnie.
Ależ naturalnie!
Stara lalka stojąca na jednej nodze zwraca się do kota o szerokim uśmiechu.
LALKA
Nigdy go nie dogoni, widzę to stąd.
KOT
Nie ruszjąc się z miejsca.
Trochę wysiłku, no dalej! Tartar, starzejesz się.
PENELOPA
Kłamiesz, głupi kocie! Tartar jest wiecznie młody. Nie gadaj już nic, bo ci oderwę uśmiech. A ty, lalko, jesteś smętną kukłą, mam cię dość. No dalej, Tartar, jestem z tobą.
TARTAR
Przy mnie biegnie młoda kobieta w koszuli nocnej. Ma szarą twarz... Słyszę, co mówi: „Wiedziałam, że pewnego dnia to zrobi, ta świnia obrzydła!” Słuchaj, nie wiem, co ona ma na myśli...
Tartar zwraca się do kogoś niewidzialnego.
Minęło tyle lat, teraz jesteś duchem... Nie, to nieprawda... przez zazdrość tak mówisz, jaka zła się zrobiłaś...
Penelopa słucha przerażona.
PENELOPA
Prawie krzyczy.
Kto to? Kto to, Tartar?
TARTAR
Nie słyszy jej, słuchając kogoś innego.
Zostaw mnie, muszę zajrzeć do karawanu, sam chcę zobaczyć... Wiem, że kłamiesz z zazdrości. Tak! Chcę zobaczyć, nie możesz mnie powstrzymać.
NIANIA
Jaki on jest głupi!
KOT
Jest w kraju, gdzie konie zjadają się nawzajem... Sam tam byłem: to było straszne; w stajni słyszeliśmy, jak żują krwawe mięso. Czy ty zdajesz sobie sprawę, co to jest koń!
PENELOPA
Dość! Ignorancie! Nic nie rozumiesz.
TARTAR
Odejdź, trupie! Muszę zajrzeć do środka... Penelopo, Penelopo, śnieg zasnuł mnie welonem i nic już nie widzę. Tę panią całą zasypał, widzę tylko jej błyszczące oczy... Ona domaga się zemsty, o coś jest zazdrosna, ale nie wierzę w nic, co mi mówi, Penelopo... Ach, widzę w karawanie...
Krzyczy. Penelopa biegnie do niego i pada na kolana, obejmując go za szyję.
PENELOPA
Kto to? Kto to?
Niania wybucha śmiechem, drzwi otwierają się z hukiem i do pokoju wchodzi bardzo elegancki chłopiec. Rozgląda się wokół. Tartar i wszystkie zabawki zastygają w swoich pozach, jakby zmartwiałe. Penelopa powoli się odwraca.
CHŁOPIEC
Siostrzyczko! Kochana siostrzyczko! Jakże wyrosłaś, jaka piękna się stałaś. Nigdy nie widziałem tak długich i lśniących włosów. Chodź, pocałuj mnie, droga siostrzyczko.
PENELOPA
Kim ty jesteś?
CHŁOPIEC
Nie poznajesz swojego młodszego brata Józefa? To ja. Ach, tak bardzo chciałem zobaczyć moją małą Penelopę. Nigdy bym nie pomyślał, że jest taka piękna. Stałaś się wielką damą, Penelopo.
PENELOPA
Nie wiedziałam, że mam brata. Czy byłeś na dole przez ten cały czas?
JÓZEF
Co masz na myśli mówiąc „na dole”? Siostrzyczko, używasz zabawnych słów! Ale rzeczywiście, jesteś sama, biedna mała dziewczynko!
PENELOPA
Na dole, u moich rodziców! Wyobrażam sobie, że mieszkają na dole, na niższych piętrach, skoro ja mieszkam na szóstym.
JÓZEF
Śmieszna mała dziewczynka! Tak, masz rację. Minęło piętnaście lat, odkąd opuściłem dziecięce pokoje. Miałaś wtedy dwa lata; dziś masz osiemnaście i akurat są twoje urodziny.
PENELOPA
Może. Myślałam, że jestem starsza. A więc mam osiemnaście lat... osiemnaście, myślisz, że mnie to obchodzi? Nie liczę lat, dni ani nocy.
JÓZEF
Jesteś kobietą, Penelopo. Skoro masz osiemnaście lat, jesteś kobietą. Twój ojciec powiedział...
PENELOPA
Co powiedział?
JÓZEF
Twój ojciec powiedział swojej żonie... czy wiedziałaś, że twoja matka nie żyje?
PENELOPA
Nie wiedziałam. No więc, co powiedział swojej żonie?
JÓZEF
Powiedział: „Penelopa kończy dziś osiemnaście lat”. A ona zapytała: „Kim jest Penelopa?” „To moja córka”. Na to ona roześmiała się głośno: „Co takiego, masz córkę? Nigdy cię z nią nie widzieliśmy? Jesteś okropny, mój drogi Filipie. Musisz ją przyprowadzić tu na dół, żeby mnie poznała. Czy ona jest ładna?”
Wtedy nasz ojciec kazał mi pójść do ciebie; zaprasza cię na kolację dziś wieczorem; wysyła ci piękną sukienkę na tę okazję.
PENELOPA
Patrząc na Tartara.
Nigdzie nie pójdę. Powiedz ojcu, że mi przykro, ale wolę zostać tutaj.
JÓZEF
Bardzo zaskoczony.
Co? Nie chcesz zejść? To niemożliwe. Nie możesz odmówić ojcu, no co ty! Poza tym on nie akceptuje odmowy, nie znasz go, moja mała Penelopo. Myślisz, że tak łatwo możesz powiedzieć „nie”?
PENELOPA
W zamyśleniu.
Chyba go w ogóle nie znam. Naprawdę, nigdy go nie widziałam. Mimo to wydaje mi się, że go nienawidzę...
JÓZEF
Nie wiesz, o kim mówisz! Tak się nie mówi o ojcu. Nie uczono cię szacunku dla starszych? No, jasne, najwyraźniej zdziczałaś w tej samotności.
PENELOPA
W samotności? Nigdy nie byłam tu sama.
JÓZEF
Szeptem.
Rzeczywiście! Obawiam się, że...
PENELOPA
Czy żona mojego ojca jest ładna?
JÓZEF
Bardzo ładna. Ma brwi jak skrzydła motyla, owalną twarz, a dłonie najbielsze na świecie. Tak białe, jakby dopiero co wyszła z morza. Jest wielką damą. Gdybyś zobaczyła diamenty, które nosi na palcach! Perły, które nosi we włosach... Byłabyś zazdrosna.
PENELOPA
Może będę zazdrosna dziś wieczorem, ale nie o nią, ani o jej perły. Poza tym, kto powiedział, że zobaczę jej klejnoty? Nie ja. Mówiono mi, że moja matka nosiła duży kamień szlachetny we włosach, większy niż jajo gołębia. Lśnił w jej pięknych czarnych włosach. Powiedz, czy widziałeś jakieś portrety mojej matki?
JÓZEF
Widziałem jeden w rupieciarni, ale był tak zniszczony, że ledwo można było dostrzec jej rysy. Myślę, że była piękna...
PENELOPA
Posępnie.
Ach, podejrzewałam to. Powiedz mi wszystko, co o niej wiesz, o jej twarzy, o charakterze. To mnie ciekawi.
JÓZEF
Wygląda na niezadowolonego.
Niewiele wiem.
PENELOPA
Opowiadaj.
JÓZEF
No cóż, miała brązowe włosy, bladą twarz, nosiła zielone sukienki. Nie wiem więcej.
PENELOPA
Ale wiedziałeś, że nie żyje.
JÓZEF
Gwałtownie.
Ty też wiedziałaś, moja siostro...
PENELOPA
Nikt mi nie powiedział. Była chora od tak dawna, że podejrzewałam nieszczęśliwy koniec, ale nie znam szczegółów. Kiedyś słyszałam, jak krzyczała w nocy... ze złością. Kiedy przestała, powiedziałam sobie: „Jest wykończona, ta stara kobieta”. Byłam tego dnia bardzo szczęśliwa. Dużo tańczyłam, a Niania zrobiła mi ciasto wiśniowe. Było wyśmienite, znalazłam w nim co najmniej trzy wiśnie.
JÓZEF
Starałem się być dla ciebie wyrozumiały, ale uważam, twój sposób mówienia za bardzo niestosowny. Przyznaję, że nasza matka miała... poważne... wady, ale szacunek nie pozwala mi...
PENELOPA
Kpiąco.
O! Jakie wady? Chciałbym wiedzieć. Jestem bardzo ciekawa. Czy lubiła konie?
JÓZEF
Sztywniejąc i blednąc.
Dość tej śmiesznej rozmowy!
PENELOPA
Ze smutkiem.
Właściwie, to strata czasu, rozmawianie z tobą. Jesteś kompletnym imbecylem.
Patrzy na niego z pogardą.
A poza tym, czy coś wiem, czy nie, jest mało ważne.
Pukanie do drzwi. Wchodzi pokojówka w balowej sukni.
JÓZEF
Dobrego wieczoru, siostro. Służąca przyjdzie o ósmej, aby cię zaprowadzić na dół. Do zobaczenia później.
JÓZEF wychodzi.
PENELOPA
Zielona sukienka!
POKOJÓWKA
To odcień, który będzie cudownie pasował do czarnych włosów, panienko.
PENELOPA
Piękna sukienka.
Wchodzi tuzin służących, każdy przynosi sukienkę w innym odcieniu; wykonują razem taniec pełen gracji.
PENELOPA
Zduszonym głosem.
Wszystkie zielenie wszystkich wód, wszystkich roślin, wszystkich nocy...
Mój ojcze, jesteś cesarzem łajdaków!
SŁUŻĄCY
Śpiewają.
Spójrz na siebie w lustrze, czyż zieleń nie pasuje ci cudownie?
PENELOPA
Rozbiera się i krzyczy:
Dajcie mi najpiękniejszą suknię; patrzcie, jak wyglądam w tej zieleni!
Światła gasną na chwilę, służący wychodzą, śpiewając. Światła zapalają się ponownie. Penelopa zostaje sama ze swoimi zabawkami; stara niania odeszła. Zabawki wracają do życia. Z mechanicznej spódnicy lalki brzmi przez chwilę muzyka. Penelopa krzyczy, tańcząc dziko po pokoju.
PENELOPA
Ha, ha, haaaa! Dziś wieczorem idę do wyższych sfer! Słyszę dzwonki wzywające mnie do stołu. Kucharze, postarajcie się, bo dziś wieczorem jem w wykwintnym towarzystwie!
Tartar znów zaczął się powoli kołysać.
TARTAR
Drżącym głosem.
Za bardzo zagłębiasz się w przeszłość. Nie schodź dziś wieczorem na dół. Będziesz tego żałować.
PENELOPA
Ha, grozisz mi! To, że jesteś ode mnie o sto lat starszy, nie znaczy, że masz prawo mi grozić. Poza tym, zamierzam dziś dobrze się bawić. Widzisz moją sukienkę? Otóż, wytarzam ją w błocie. Zemszczę się na tobie, bo teraz wszystko wiem. A potem się zabiję. Już widzę twoje łzy rozpaczy, widzę karawan w deszczu róż (ciemnoczerwonych róż); będę blada i imponująca... Ty wiesz, że nie zostało mi wiele do zrobienia, nim umrę.
TARTAR
Nie ma sensu mścić się za przeszłość. Po co to? Nie można mścić się na zmarłych. Penelopo, kocham cię... Oboje jesteśmy żywi!
PENELOPA
Nie wiem, czy mnie kochasz. Kiedy usłyszałam twój głos drżący z emocji i ze strachu... Tak, ze strachu, zastanawiałam się, czy rozmawiasz ze zmarłymi; i przede wszystkim, gdybyś był zupełnie martwy... Ach! Jak ja nienawidzę przeszłości! Jak ja nią gardzę! Pluję na nią! Czasami myślę, że się spalę, że zamienię się w popiół z zazdrości o ciebie. A czasami staję się zimna i tak się czuję, jakbym była trupem. W mordę jeża! Jak ja jestem w tobie zakochana, ty niegodziwy Tartarze. Och, obym nigdy nie stała się wspomnieniem... Mogłabym rozwiać się jak dym, być rośliną, niczym. Ale przenigdy wspomnieniem.
Zza mebli wyłania się stara, straszna dama. Weszła niezauważona. Słucha rozmowy z okropnym grymasem.
TARTAR
Szlochając.
Nienawidzisz mnie, bo żyłem za długo.
PENELOPA
Rzuca się na niego, całując go. On ją odpycha.
Tartar, Tartar... nie płacz, kocham cię... daj się pocałować.
TARTAR
Nie kochasz mnie. Nie chcę, żebyś mnie dotykała, jeśli mnie nie kochasz.
PENELOPA
Nie rozumiesz, że muszę zmiażdżyć tego okropnego trupa, którego nie mogę zapomnieć. Chciałabym, żebyś był całkowicie mój. Bez przeszłości, bez przyszłości, bez końca. Chcę, żebyś nigdy żadnej innej nie kochał.
TARTAR
Mam sto lat, Penelopo. Nie jestem ani trupem, ani duchem.
PENELOPA
Wieczna młodość. Oderwę ci ogon i grzywę, żebyś był brzydki, żeby nikt cię już nigdy nie pocałował... oprócz mnie. Czuję się zdolna do okrucieństwa.
W tym momencie staruszka staje się całkowicie widoczna. Penelopa wydaje okrzyk wściekłości.
STARUSZKA
Panienko, czy nie pamiętasz, że ta zabawa jest surowo zabroniona przez twojego ojca?
PENELOPA
Histerycznie.
Odejdź, obrzydliwa starucho. Mam cię już dość. Brzydzę się tobą, jak zgnilizną. Śmierdzisz. Jesteś zbyt paskudna, żeby wychodzić na światło dzienne, noc też jest dla ciebie zbyt piękna. Nienawidzę cię.
STARUSZKA
Z gorzkim śmiechem.
Nie zapominaj, że chociaż nie jestem twoim ideałem piękna, mam nad tobą pewną władzę. Powiedzmy sobie jasno: jesteś kapryśną dziewczynką, co prawdopodobnie jest cechą rodzinną. Jestem guwernantką... moim bolesnym obowiązkiem jest cię wychować.
A potem, z nagłym gniewem.
Masz niemoralne nawyki... wiem, twoja dusza jest zgubiona jak dusza twojej matki. Pochodzisz ze zgniłego łona... jesteś zgubioną istotą... Zgubioną!!!
Wykrzykuje to ostatnie słowo.
Jesteś skazana na spędzenie reszty życia w hańbie... w samotności, nie ośmielisz się pokazać swojej twarzy uczciwym ludziom.
PENELOPA
Bardzo cicho.
Odejdź, zanim cię zabiję. Nie chciałabym się zbliżać do czegoś tak brudnego...
STARUSZKA
Stój! Nie wiesz, z kim rozmawiasz! Uważaj, panno Quatrepieds, uważaj.
W tym momencie wchodzi stara niania Penelopy, robiąca na drutach. Idzie w stronę guwernantki.
NIANIA
Hej, panno Rochefroide, co tu robisz?
STARUSZKA
odsuwa się
Wykonuję swój obowiązek, piastunko.
NIANIA
Wątpię, panno Rochefroide.
STARUSZKA
Poza tym, to nie twoja sprawa, piastunko.
Niania spokojnie bierze miotłę i wygania ją z pokoju.
PENELOPA
Z westchnieniem.
Dobrze się szykują na ten wieczór, Nianiu.
NIANIA
Widziałam, jak w kuchni przygotowywano kolację. Będziesz wyglądać bardzo pięknie, moja mała Penelopo; nie bój się, nie odpowiadaj na żadne pytania, jedz spokojnie i przyglądaj się pięknym damom i panom. Bądź dumna i trzymaj głowę wysoko, podawaj panom tylko czubki palców i powtarzaj sobie nieustannie: „Jestem najpiękniejsza ze wszystkich”.
Trzy stare, zniszczone lalki, uśmiechnięty kot i cętkowany ptak zbliżają się do środka pokoju.
PIERWSZA LALKA
Pójdziesz na kolację o północy
DRUGA LALKA
Skrop się dobrze perfumami, załóż spiczaste buty.
TRZECIA LALKA
Nieś coś błyszczącego w lewej ręce. Nie zapomnij o bardzo spiczastych butach... niezwykle spiczastych.
KOT
Będę siedział na twoim ramieniu, aby cię pocieszyć i ozdobić.
PTAK
Będę patrzył przez okno i śpiewał coś dzikiego.
Biała krowa klęka.
KROWA
Spójrz w moje różowe uszy, Penelopo... Czy widzisz, że jestem świętym zwierzęciem? Posłuchaj uważnie, co ci powiem; W domu Quatrepidów jest wiele czarów. Wszystkie dziewczyny w rodzinie urodziły się o północy; wiem to, ponieważ jestem akuszerką rodziny. Quatrepidowie to słaba i nikczemna rasa, to ludzie, którzy nie znają magii; boją się, gdy słyszą dziwne dźwięki w nocy... ale nie zapominaj, że oni również rodzą się w nocy i nie brakuje im sił. Jest pewien mężczyzna z długimi włosami i dzikimi oczami, który należy do tej rasy i który jest wrogiem magii; może zrobić siedem obrotów jak trąba powietrzna, szybciej niż większość czarownic. Ten gość jest niebezpieczny. Nie mogę powiedzieć więcej.
Krowa wstaje i wraca na swoje zwykłe miejsce.
TRZY LALKI
To było dawno temu; co najmniej trzysta lat.
KOT
Czas nie ma tu żadnego znaczenia. Akuszerka wie, co ma na myśli.
KROWA
Słyszę konie galopujące w parku.
NIANIA
Ona jedna słyszy rzeczy, które nie pochodzą stąd. Babciu Blanchette, wiesz za dużo. Nie jest mądrze słyszeć zbyt wiele, twoje uszy są za duże.
PENELOPA
Ja nic nie słyszę.
WSZYSTKIE ZABAWKI
My też nic nie słyszymy, zupełnie nic.
KOT
A jednak myślę, że wokół zamku lata duży ptak,
TARTAR
Na zewnątrz nikogo nie ma.
KOT
Z płonącymi oczami powoli zbliża się do okna.
Bardzo duży ptak...
PENELOPA
To śnieg spadający z dachu, albo wiatr w drzewach. Jakże chciałabym biegać po śniegu i tarzać się w nim! Nianiu, zamierzam się bardzo ładnie ubrać na ten wieczór... Znajdź mi puder, perfumy, spiczaste buty...
Penelopa zatrzymuje się na chwilę przy Tartarze. Głaszcze jego grzywę i wychodzi z pokoju. Zapada cisza. Niania wciąż robi na drutach, a zabawki szepczą do siebie. Kot siedzi przed oknem i nie spuszcza z niej wzroku, oblizuje wargi. Nagle słyszymy bicie skrzydeł za oknem. Kot wstaje. Słyszymy: „Tartar, Tartar, mój kochany”. Wtedy okna rozpadają się na kawałki i do pokoju wpada duch Madame Quatrepieds. Trzy przestraszone lalki wydają z siebie krótkie, piskliwe krzyki. Tartar zamarł z przerażenia.
NIANIA
Ach! Madame, nie powinnaś była wracać.
DUCH
Rzuca się na kolana przed Tartarem.
Tartar, Tartar, czyż to prawda, że mógłbyś zapomnieć o pięknych dniach, które spędziliśmy razem?
TARTAR
Zostaw mnie w spokoju, przede wszystkim nie dotykaj mnie!
DUCH
Tartarze, tak bardzo lubiłeś mnie całować... mówiłeś, że mam najpiękniejsze włosy na świecie, spójrz, spójrz na moje włosy!
TARTAR
Twoje włosy są obrzydliwie brudne.
DUCH
Jestem taka nieszczęśliwa! Czyż nie jestem piękna, kiedy płaczę, Tartarze?
TARTAR
Nie podchodź bliżej.
NIANIA
Spóźniłaś się, pani. Posłuchaj mojej rady i wracaj pod ziemię, tam będzie ci lepiej.
DUCH
Nie, nie, nie! Zostaję tutaj! Na zawsze. Na zewnątrz jest za zimno. Kocham Tartara, chcę zostać z Tartarem na zawsze. On mnie kocha, mój mały Tartar...
TARTAR
Już cię nie kocham. Nie chcę cię widzieć. Nienawidzę cię.
DUCH
To nieprawda! Zawsze będziesz mnie kochać... Zawsze będę twoją żoną, mój mały Tartar.
TARTAR
Odejdź, trupie! Kocham inną kobietę, piękną i młodą.
(...)
DUCH
Nie, Tartarze, nie bądź tak okrutny dla swojej małej Heleny. Poza tym wiem, że żartujesz; spójrz, jestem bardzo piękna...
NIANIA
Zerknij na siebie do lustra, Madame.
DUCH
Zamknij się siedź cicho. Jesteś tylko służącą. Jesteś wulgarną i podłą staruchą, wyrzucę cię z tego domu. Wynoś się natychmiast i zostaw mnie samą z moim małym Tartarem.
NIANIA
Z zimną krwią.
Byłoby lepiej, gdybyś to ty stąd wyszła, Madame. Nie należysz do tego świata. Zostałaś już pochowana, a zmarli muszą zachowywać się grzecznie w swoich małych norach. Po to są tam umieszczani, żeby nigdy nie wychodzić.
TARTAR
Tak, tak... wyjdź stąd.
DUCH
Ach! Tartar, jaki jesteś piękny dziś wieczorem. Wiesz, że wyrwałam się z przyjęcia, żeby cię odwiedzić? (...) Cały czas tęskniłam, chciałam przyjść i cię całować. Wydawało mi się, że kolacja nigdy się nie skończy. Tartar! Coś strasznego mi się przytrafiło... Tartar, nie mam odwagi, ci to powiedzieć. Podejdź bliżej, Tartar, myślę, że będę miała dziecko...
TARTAR
Wynoś się stąd natychmiast, stary trupie. Ona śmierdzi rozkładem; jej ręce jedzą szczury! Jej skóra jest zielona i zgniła!
DUCH
To, co przed chwilą powiedziałam, to na poważnie. Nie żartuj ze mnie, błagam cię. Bądź miły, mój kochany mały Tartarku. Muszę teraz uważać na siebie; jestem w bardzo delikatnym stanie. Nie wolno mi się denerwować. Nie rozumiesz tych rzeczy, jesteś mężczyzną.
Przybiera pozę wytrawnej kokietki.
(...) Będę tu mieszkać z moim małym Tartarem. Będziesz szczęśliwy z nami dwojgiem, prawda Tartar? Będziemy się wszyscy razem bawić. Moje małe dziecko okrąglutkie i różowe jak owoc, a ja piękna i krucha jak lilia.
NIANIA
Proszę pani, ma pani ponad sześćdziesiąt lat; jest pani za stara, żeby mieć dziecko. Pani uroda dawno minęła.
DUCH
Jak ona mnie drażni! Zapewniam panią, że moja cierpliwość się kończy. Czy pani nie rozumie, jak jestem teraz krucha? Młodszy brat Józefa będzie piękny... Dbam o niego.
NIANIA
A co, jeśli będzie dziewczynka? Piękna mała dziewczynka?
DUCH
Strasznym głosem.
To nie może być dziewczynka, wiem, że to nie może być dziewczynka... nie, nie, nie, zabiję ją, jeśli urodzi się dziewczynka.
NIANIA
Mała dziewczynka, tysiąc razy piękniejsza od ciebie.
Duch rusza w stronę pielęgniarki, zasłania twarz i cały drży.
DUCH
Zduszonym głosem.
Nie dziewczynka! Boże, nie dziewczynka. Ach, Tartarze, powiedz mi, że to nieprawda... Czy ja mam... córkę?
TARTAR
Tak, tak, cudowna dziewczyna, piękniejsza niż ty kiedykolwiek byłaś. Idź już, stara szumowino!
Krzycząc pełnym cierpienia i niesamowitym głosem, duch wyskakuje przez okno. Na zewnątrz słychać przenikliwy krzyk nocnego ptaka. Potem głos niewidzialnej damy:
GŁOS
Zbyt była martwa i na wpół zgniła...
Koniec aktu pierwszego.
Kurtyna
Propozycja wersji polskiej /również skróty/ B.K.
(Wyjaśnienie: rzekome trzy osoby – Filip, Ojciec i Pan Quatrepides to ta sama postać. To rodzinne nazwisko, w oryginale francuskim "Quatrepieds", znaczy mniej więcej Czworonogi albo Czworostopy.)
AKT II, SCENA 1
Duża jadalnia, pełna przepychu, ale ponura. Ojciec Penelopy, wyniosły starzec, rozmawia ze swoimi gośćmi. Jest ich kilkoro i są bardzo eleganccy. Stół nakryty, lecz wszyscy nadal stoją w oczekiwaniu na kogoś.
OJCIEC
Pani córka, droga Madame Athanase, jest urocza. Musiało minąć kilka lat, odkąd ostatni raz ją widziałem.
PANI ATHANASE
Bardzo pan miły, panie Quatrepides. Rzeczywiście, wygląda jak dama; ma zaledwie dziewiętnaście lat, dopiero zaczęła nosić włosy w kok.
OJCIEC
Niemożliwe, madame Athanase! Ty, sama nieomal dziewczyna, miałabyś dziewiętnastoletnią córkę? Nie mogę uwierzyć. Raczysz ze mnie żartować. To urocza wada, proszę kontynuować!
PANI ATHANASE
Patrzcie na naszą drogą Henriettę. Wygląda młodziej niż kiedykolwiek. Dobry wieczór, moja droga. Jaką masz śliczną sukienkę. Przysięgam, twoje sukienki zawsze sprawiają, że mam na nie ochotę!
HENRIETTA
Trochę rozkojarzona
Ach, Filipie, tu jesteś. Dobry wieczór, Violetto.
Madame Athanase rzuca się w stronę młodego blondyna i gubi się wraz z nim wśród gości.
OJCIEC
Henrietto, jesteś bardziej wytworna niż kiedykolwiek. Nieustannie wiosenna. Czuję się przy tobie jak młodzieniec!
HENRIETTA
Niewiele się zmieniłeś, Filipie, ale nie wyglądasz jak młodzieniec. Ja też nie jestem już młoda.
OJCIEC
Biedna, kochana Henrietta. Czy nie sądzisz, że uprzejmość jest mniej męcząca niż prawda? Pozostańmy niepoważni. Czy widzisz Lucienne Feuilvif? Tam, obok markiza de Grive. Ta w pawich piórach (może nieco leciwy ten paw, ale jednak paw), przyszła na nasz wieczór, żeby przeczytać swój nowy wiersz... o miłości, oczywiście! Jest kobietą ekstrawagancko przenikliwą; odkrywa, że miłość ma okrutne strony, że życie nie zawsze jest różowe, a piękno nie jest wieczne. Cóż za świeżość myśli!
HENRIETTA
Gdzie jest twoja żona? Jeszcze jej nie widziałam.
OJCIEC
Szykuje się; formalność wymagająca kilku godzin.
HENRIETTA
Czy to nie wnuczka Madame Athanase? Bardzo ładna.
OJCIEC
Nie jestem tego nieświadomy, Henrietto. Później każemy jej śpiewać. Z pewnością ma kryształowy głos. Mam wielką słabość do głosów młodych dziewcząt.
HENRIETTA
Jesteś nie do zniesienia, Filipie. Rozmawiałam wcześniej z Józefem. Wydawał mi się bardzo zdenerwowany.
OJCIEC
Wszyscy jesteśmy nerwowi w tej rodzinie. Mówią, że to dodaje uroku.
HENRIETTA
Filipie! On był bardziej zdenerwowany niż zwykle. Robił pewne aluzje, które wydają mi się niezwykłe...
OJCIEC
Czyż tak?
HENRIETTA
Filipie. Zostaw swoją biedną córkę w spokoju... po co ją tu sprowadzasz?
OJCIEC
Henrietto, zwykle jesteś czarująca, niekiedy jednak będąc nadal czarująca, bywasz trochę męcząca.
Drzwi otwiera służąca i wchodzi Madame Quatrepides w sukni ustrojonej taftą, promiennie się uśmiechając...
MADAME QUATREPIDES
Przepraszam, naprawdę przepraszam, że tak późno spełniam obowiązki gospodyni domu. Wiecie, drodzy przyjaciele, że nie mam poczucia punktualności. Ale oto jesteście... biesiadujmy więc, zanim posiłek wystygnie. Jestem nieszczęściem moich biednych kucharzy, jestem rozpaczą służby (mówi, śmiejąc się).
OJCIEC
Jesteś pewna, że wszyscy tu jesteśmy, moja droga Maud? Nie zapomniałaś o kimś?
MADAME QUATREPIDES
Rzeczywiście! Jaka jestem nieroztropna! Ach, co za straszna bezmyślność! Wiecie, że dziś wieczorem spotkamy się z córką Filipa. Czy to nie ekscytujące? Miejmy nadzieję, że biedna dziewczyna nie będzie zbyt zdenerwowana. Dziś kończy osiemnaście lat. Jak pięknie jest mieć osiemnaście lat!
NIEKTÓRZY GOŚCIE
Co takiego, Filipie, ty masz córkę?
MADAME QUATREPIDES
Wyobraźcie sobie, że dowiedziałam się o tym dopiero wczoraj. Mój mąż to tajemniczy człowiek! Nie mogę się doczekać poznania tej małej Penelopy. Swoją drogą, co za romantyczne imię!
MŁODY BRODATY MĘŻCZYZNA
Tajemniczy mężowie są dziś bardzo modni. Charlotta powiedziała mi w zaufaniu, że jej mąż zawsze śpi w czarnej masce. Cóż za uroczy pomysł!
MADAME QUATREPIDES
Założę się, że wszyscy zamaskowani mężczyźni nie byliby w stanie przebić naszego Filipa. On jest studnią tajemnic!
OJCIEC
Prawisz mi zbyt wiele komplementów, moja droga Maud. Kiedy jesteśmy starzy i kiedy urody już nie ma, staramy się być chociaż tajemniczy .
W tym momencie drzwi się otwierają i wchodzi Penelopa. Na ramieniu niesie uśmiechniętego kota, w lewej ręce kryształową kulę, przytrzymując jednocześnie rąbek obfitej zielonej sukni. Spogląda na wszystkich wrogim i dzikim wzrokiem. Zapada cisza, która trwa kilka sekund.
OJCIEC
Penelopa, moja mała dziewczynka. Podejdź do światła, niech ci się trochę przyjrzę. Jesteś piękną małą dziewczynką.
Penelopa z godnością podąża w stronę światła.
OJCIEC
Podobieństwo zadziwiające. No, wreszcie. Jesteś dorosłą panną, Penelopo.
PENELOPA
Zdarza się, że w ciągu siedemnastu lat dorastamy; byłoby jeszcze bardziej zaskakujące, gdybym pozostała w poprzednich rozmiarach. Jesteście tu wszyscy, żeby się ze mną spotkać, prawda? No, to przypatrzcie się szybko i siadajmy jeść. Jestem bardzo głodna.
Te słowa wywołały wśród gości kilka nerwowych chichotów.
MADAME QUATREPIDES
Biedulka! Ona jest głodna. Może nie dają ci wystarczająco jedzenia w żłobku?
PENELOPA
Ciekawi cię to? No, wiesz, jadam bardzo dobrze. Ale skoro zostałam zaproszona na kolację na moją cześć, spodziewam się czegoś wyjątkowego.
OJCIEC
O to się nie martw. Chodźmy do stołu.
Wszyscy siadają przy stole i wchodzi służba, niosąc wykwintne dania.
PENELOPA
Bierzemy całego kurczaka i żarłocznie go pożeramy.
Hmmmmmm, mogłabym śpiewać, gdyby nie pełne usta.
MADAME QUATREPIDES
Mam wrażenie, że twoja edukacja została nieco zaniedbana, moja droga.
GOŚĆ
Zażenowany.
Wygląda na to, że śnieg nigdy nie przestanie padać. Dziś rano musieliśmy zatrudnić czterech pracowników do odśnieżania przed drzwiami. Inaczej nie dałoby się wyjść.
OJCIEC
Penelope, jesteś małą dziewczynką, która wyszła ze śniegu. Opowiedz mi trochę o swoich marzeniach.
PENELOPA
Kiedy śnię, widzę ogród pełen koni... Widzę, że są przestraszone, bardzo się boją... boją się jakiejś twarzy, widzę tę twarz i jestem wściekła...
OJCIEC
I mimo nienawiści całujesz tę twarz w usta. Malutka bezwstydnica!
PENELOPA
O, nie, spluwam na tę twarz.
OJCIEC
Musisz się wiele nauczyć, mała dziewczynko. Nie jestem surowym ojcem, wręcz przeciwnie, jestem bardzo cierpliwy... spójrz mi w oczy.
Oboje patrzą na siebie przenikliwie.
PENELOPA
Masz zimne oczy.
OJCIEC
A ty masz piękne, ciepłe oczy. Może twoje oczy widziały wiele, ale jaka w nich diabelska niewinność! Szkoda, że poznaliśmy się tak późno w życiu. Wzbudzasz pożądanie, moja córko! Cieszę się, że twoje serce jest nadal wolne.
PENELOPA
Coś takiego mówisz z nonszalancją... błee! Nienawidzę cię.
OJCIEC
Uśmiechając się.
Mała bezczelna dziewczyno! Czy nie mówię ci miłych rzeczy? Czego żądasz od biednego starca! Być może jesteś przyzwyczajona do bardziej oryginalnych komplementów. Ach, ona się rumieni... no cóż, no cóż. To… byłoby… naprawdę… szkoda… gdyby… w końcu.
MADAME QUATREPIDES
Wydaje mi się, że nasz kochany Filip jest bardzo zaintrygowany swoją córką. Wyjaw nam trochę, mój drogi Filipie, co ona ci opowiada. Od dłuższego czasu intryguje mnie to. Nie bądź samolubny, posłuchajmy.
OJCIEC
Penelopa jest absolutnie urocza. Ma słodkie sny, jest niezwykle dowcipna... Prawda, prześliczna panno?
Do stołu podchodzi służący z nowym daniem.
PENELOPA
Mój ojciec to drań, można by powiedzieć, że świnia.
GOŚCIE
???
MADAME QUATREPIDES
Moja córko, to, co mówisz, może wydawać ci się śmieszne, ale reszta z nas ma bardziej wyrafinowane poczucie humoru... i to, co mówisz, uważamy za bardzo w złym guście.
OJCIEC
Brak ci zrozumienia, moja droga Maud. Ta mała dziewczynka ma oczy nie tylko z przodu, z tyłu, ale wszędzie. Zauważyła, że jestem draniem, oczywista prawda... inni potrzebują więcej czasu, żeby to zauważyć. Świnia, to faktycznie niezbyt dokładne sformułowanie, ale jej słownictwo nie jest jeszcze uformowane. Penelopo, kot na twoim ramieniu siedzi trochę krzywo... pozwól, że go odłożę na bok.
PENELOPA
Nie dotykaj mnie. Sama ułożę mojego kota na jego miejscu.
Światła powoli zaczynają gasnąć. Na zewnątrz słychać przenikliwy śpiew nakrapianego ptaka. Widzimy teraz, że ptak siedzi na parapecie; wszystko inne pozostaje w ciemności.
PTAK
Rwij jego długie włosy.
Gdy będzie chciał uciekać,
Przebij mu oczy igłami.
Pij śmierdzącą krew, co wypłynie z jego paskudnego ciała;
Gotuj, obtłukuj, smaż, siekaj...
..aż zdechnie...
Słychać przerażone krzyki gości. W pokoju zapala się przyćmione światło i Penelopa, która ma teraz głowę konia, wskakuje na stół.
GŁOS PO DRUGIEJ STRONIE OKNA
Penelopo, Penelopo... Kocham cię, kocham cię. Wyjdź stamtąd, choć bawić się ze mną na śniegu...
PENELOPA
Tartar! idę...
Ojciec próbuje chwycić ją za sukienkę, ale ona wyskakuje przez okno, krzycząc.
Kurtyna.
AKT II, SCENA 2
Ta scena rozgrywa się w ogrodzie zamku Monsieur Quatrepidesa, w zakątku otoczonym zaśnieżonymi drzewami. Jest jeszcze fontanna z zamarzniętą wodą. Tartar chodzi w tę i z powrotem. Jego grzywa jest pełna śniegu. Mówi do siebie w roztargnieniu.
TARTAR
Prawdę mówiąc, wpakowałeś się jak śliwka w gówno, tak, mój drogi Tartarze... Jeśli policzę pięćdziesiąt razy każdą z moich czterech nóg, czy uda mi się zrobić ich dziesięć? Tyle co palców, ciekawe. Chyba zaraz zwariuję... przestań, idioto, ona zaraz przyjdzie. Zawołam ją jeszcze raz, tylko raz... to nie zaszkodzi. Penelopo, Penelopo!
Biegnie przez chwilę; jego nozdrza drżą.
Słyszę swoje echo... oczywiście nie słyszę go zbyt dobrze, bo wszystko pokrywa ten biedny śnieg... biedaczek. Jak mój cień. Poza tym muszę go dobrze wytrzeć, kiedy wrócę do domu, bardzo ciepłą szmatką.
Coś mi się zdaje, że moje zdrowie psychiczne jest w poważnym niebezpieczeństwie.
Ach, Penelopo. Przyjdź, przyjdź, przyjdź... musisz uwierzyć, że cię kocham, Penelopo, Penelopo, Penelopo...
Słychać jej odpowiedź.
PENELOPA
Idę, idę, Tartar.
TARTAR
Wreszcie! Ale może to moje echo sobie ze mnie żartuje...
Wbiega Penelopa, wciąż ma głowę konia.
TARTAR
Obejmując ją.
Myślałem, że nigdy nie przyjdziesz.
Patrzy na nią zdumiony.
Penelopo! Jak wypiękniałaś!
PENELOPA
Czy wyglądam inaczej? Chyba z powodu cieni na śniegu, z powodu światła księżyca.
TARTAR
To niesamowite. Wiesz? Zawsze byłaś piękna, Penelopo, ale teraz jestem oszołomiony twoją urodą! Nigdy nie widziałem takiej grzywy!
PENELOPA
Przeczesuje palcami swą długą grzywę.
Wygląda na to, że moje włosy stały się dłuższe! Aż tak długo byłam z dala od ciebie?
TARTAR
Spójrz na siebie w fontannie.
Penelopa patrzy na swoje obicie i wydaje okrzyk radości.
PENELOPA
Alez to jest cudowne! Cudowne! Ach! Tartar, jakie szczęście nas spotkało dziś wieczorem... jaka jestem piękna...!
Krowa Felanche pojawia się w ogrodzie przebrana za wiedźmę. Wygląda na zmartwioną.
KROWA
Ach! Tutaj jesteś. Szukałam was wszędzie i znalazłam was całujących się, podczas gdy wokół was działy się straszne rzeczy.
PENELOPA
Jakie rzeczy?
KROWA
Przeszłam przez park, gdzie spotkałam hordę duchów ciągnących pusty karawan. Wyglądały dziko i wściekle! Ukryłam się w pniu drzewa, żeby posłuchać, co mówią „Honor rodziny, usłyszałam, jest utytłany w błocie, tylko śmierć może nas pomścić”. Uważaj...
TARTAR
Ludzie Quatrepidesa... To zemsta z zazdrości!
PENELOPA
Puf! Nie obchodzi mnie śmierć...
KROWA
Ejże! A mężczyzna z jasnymi oczami i rozwianym włosem... On jest najsilniejszy.
PENELOPA
Miałaś za dużo porodów, odbiło się to na tobie.
KROWA
Posłuchaj mnie uważnie, nie przyszłam tutaj żartować... Nic nie słyszysz?
Słychać odległe, ale przerażające, wrzaski hordy celtyckich duchów.
KROWA
Ukryjmy się! Oni pójdą tędy, wejdźmy na to drzewo.
Wspinają się po gałęziach. Niemal natychmiast potem pojawiają się duchy. Pierwszych siedem duchów gra na instrumentach muzycznych wykonanych z ludzkich kości, dwa inne grają na instrumentach wykonanych z czaszek koni. Pozostali niosą łańcuchy, szable i kije. Po żałobnej procesji nadjeżdża karawan bez konnego zaprzęgu, duchy ustawiają się w półkolu.
DUCHY
Jesteśmy najbardziej ponurymi ze wszystkich nocnych istot.
Muzyka wojskowa z pewnymi wariacjami kościelnymi.
Jesteśmy Quatrepidami z dwiema stopami, z siedmioma stopami... Quatrepidami...
Znowu muzyka.
...ze wszystkimi naszymi stopami, z dziewięćdziesięcioma siedmioma tysiącami stóp, jesteśmy zemstą CZTERECH STÓP... zemstą QUATREPIDÓW.
Tutaj muzyka brzmi histerycznie, a duchy padają twarzami na ziemię, bijąc powietrze swoimi dziewięćdziesięcioma siedmioma tysiącami stóp.
DUCHY
AHAHAHHHhhhhhhhhh. Hiiiiii, YEAAAAAAAAA.
Wpada pan Quatrepides. On też uległ przemianie. Ma długie i falujące włosy, a jego oczy, zazwyczaj spokojne, są dzikie. Usta ma zaślinione, w dłoni trzyma wielki młotek.
Panie QUATREPIDES
Znalazłem ślady na śniegu, doczekaliście się. Najpierw moja żona, teraz moje dziecko...! Powstańcie, drodzy przodkowie, tej nocy dokonamy zemsty wszechczasów.
Biegnąc trzy razy dookoła. Słychać hukanie sowy.
DUCHY
Wstają szlochając.
Jakie zło wyrządza się nam, nam, ludziom Quatrepidów, nam, ludziom stworzonym na obraz Boga... Nam! Czas zemsty! To walka z bestią. Odzyskamy nasze żony, nasze żony i ich dzieci.
Pan QUATREPIDES
Naprzód, CZTERONOGI! QUATREPIDESY! Ta noc jest nasza...
W tym momencie wchodzi duch Madame Quatrepides. Wygląda bardziej zgniło i okropniej niż przedtem. Klęka przed mężem w błagalnym geście.
Pan QUATREPIDES
Ty, Heleno!
MADAME QUTREPIDES
Filipie! Oddaj mi zwłoki mojego Tartara! On należy do mnie. On jest mój. Zabiorę go pod ziemię i będziemy spać razem na wieki. Zabierz sobie córkę, ale oddaj mi mojego małego Tartara!
Penelopa ma ochotę krzyknąć, ale krowa zamyka jej pysk kopytem.
KROWA
Czekaj! Żadnej lekkomyślności.
Pan QUATREPIDES
Będzie martwy, kiedy go dostaniesz.
Z krzykiem wchodzi kilka duchów kobiecych.
DUCHY KOBIET
Oddaj mi mojego Tartara, jest mój! On należy do mnie, to ja jestem żoną kochanego małego Tartara, to ja jestem jego prawdziwą żoną!
Kobiece duchy zabijają się nawzajem, a męskie duchy obserwują je bez ruchu. Kiedy wszystkie nie żyją, Sowa potrząsa dzwonkiem i krzyczy: „Zemsta”, wszyscy inni wychodzą z ogrodu. Penelopa schodzi z drzewa, za nią Tartar i biała krowa.
Podwójna śmierć, to koniec wszystkiego. A teraz fajerwerki na naszą cześć!
Wszystkie zabawki wchodzą z fajerwerkami, muzyką i okrzykami radości.
ZABAWKI
Patrzcie, księżyc w pełni spada z nieba w postaci sera... Zjedzmy serową pełnię księżyca!
Tańcząc wychodzą parami, zostają tylko całujący się Tartar i Penelopa. Nagle wyjawia się, że stara i okropna Panna Rochefroide ukrywała się w innym drzewie; rzuca się ona na Penelopę, siłą wpycha jej wędzidło między zęby i ciągnie ją za sobą do lasu. Tartar zamiera z przerażenia, jęknąwszy pada na ziemię w omdleniu. Słychać udręczony głos Penelopy.
PENELOPA
Oh, nie, nie! Tylko nie o to. Błagam, trochę litości! Ach! Wyzbędę się grzywy. Litości, ach! Zlituj się, dobra wiedźmo...
Kurtyna
AKT III, SCENA 1
Następnego ranka w buduarze aktualnej Madame Quatrepides. Za oknem piękny zimowy dzień ze słońcem na śniegu. Madame Quatrepides siedzi przy oknie zajęta haftem. Rozlega się dzwonek i służąca ogłasza Madame Henriettę Grosbirde, która wchodzi ubrana w futra i skórzane buty.
MADAME QUATREPIDES
Och, witam, Madame Grosbirde, czemu zawdzięczamy tę uroczą wizytę o tak wczesnej porze?
HENRIETTA
Przejeżdżałam obok twojego domu i zatrzymałam się, żeby życzyć ci szczęśliwego Nowego Roku, bo dzisiaj jest nowy rok. Cóż za wspaniały buduar!
MADAME QUATREPIDES
Dekoruję go sama. Rzeczywiście mam pewne poczucie estetyki, może nawet za duże, bo moje meble są w ogóle niepraktyczne. Ale zawsze jestem gotowa poświęcić wygodę na rzecz piękna!
HENRIETTA
Masz wspaniały gust, moja droga. Ach! Stąd widać cały park.
Patrzy na park z dziwnym wyrazem twarzy.
MADAME QUATREPIDES
W przyszłym roku Filip posadzi aleję cyprysową.
HENRIETTA
Szeptem.
O tak. Prawdopodobnie będą to cyprysy.
MADAME QUATREPIDES
Z bladym uśmiechem.
Oczywiście znasz mojego męża od jakiegoś czasu, zapomniałam o tym. Krótko mówiąc, jesteście starymi przyjaciółmi.
HENRIETTA
Znam Filipa od trzydziestu lat. Myślę, że znam go dobrze, ale naprawdę trudno go poznać.
MADAME QUATREPIDES
Biedny Filip, czasami zastanawiam się, czy ta cała tajemnica go czasem nie męczy.
HENRIETTA
Filip nigdy w życiu nie był zmęczony.
MADAME QUATREPIDES
Znasz go na pewno lepiej niż ja, droga pani, chociaż jestem jego żoną. Oczywiście dzisiaj (bądźmy nowocześni) to określenie nie znaczy już zbyt wiele. Usiądź, proszę!
HENRIETTA
Madame Quatrepides. To nie jest czas na omawianie naszych różnych relacji z Filipem... W tej chwili jest coś ważniejszego...
MADAME QUATREPIDES
Nie panikuj, moja droga; niepokoisz mnie tak wcześnie rano. Zapewniam, że nie ma potrzeby dramatyzować.
HENRIETTA
Posłuchaj: wczoraj nie wyszłam z innymi gośćmi... poszłam do parku...
MADAME QUATREPIDES
Mam nadzieję, że nie było ci za zimno? Noce są teraz bardzo zimne.
HENRIETTA
Twojemu domowi, twojemu życiu zagraża coś tak strasznego, że nie śmiem nawet o tym szeptać...
MADAME QUATREPIDES
Przeziębiłaś się, pani. Nie jest bezpiecznie spacerować po parku o północy przy tak zimnej pogodzie. Masz halucynacje. Poproszę o zrobienie dla ciebie herbaty ziołowej.
HENRIETTA
Mój Boże! Madame Quatrepides! Nie chcesz zrozumieć! Przysięgam, że zrobiłam dla ciebie wszystko, co w mojej mocy...
Wchodzi pan Quatrepides, nienagannie ubrany.
Pan QUATREPIDES
Witam, panie! Henrietto, co za urocza niespodzianka!
MADAME QUATREPIDES
Czy to nie miłe? Madame Grosbirde przyszła życzyć nam szczęśliwego nowego roku.
HENRIETTA
Witaj, Filipie. Pogoda była tak piękna, że pozwoliłam sobie wcześnie przeszkodzić. Odbyłam wspaniały spacer, aby dotrzeć do twojego domu. Cała okolica wydaje się taka świeża pod śniegiem... taka świeża i taka... czysta.
Pan QUATREPIDES
Henrietta zawsze dostrzega piękno natury, to cecha, której zawsze mi brakowało. Biel śniegu jest bardzo męcząca dla oczu, a jego wilgoć dla stóp. Jak widzisz, nie jestem poetą .
MADAME QUATREPIDES
On się z nas śmieje! Nikt tak nie ceni prawdziwej poezji! Filipie, kochany, pamiętasz, jak płakałeś, czytając „Makbeta” Szekspira?
Pan QUATREPIDES
Z lekkim, ledwo wyczuwalnym drżeniem w głosie.
Co za wspomnienie! Tak, przyznaję. Ale czy kiedykolwiek poznamy źródło łez?
HENRIETTA
Z głębokim westchnieniem.
Ponure jaskinie ociekają łzami...
MADAME QUATREPIDES
Przepraszam, co?
HENRIETTA
Wybacz. Myślałam o czymś innym.
Pan QUATREPIDES
Wydaje mi się, że jesteś zdenerwowana, moja droga Henrietto. Może jesteś zakochana?
HENRIETTA
Zmieszana.
W moim wieku nie myśli się już o takich rzeczach, Filipie. Często myślimy o innych...
Pan QUATREPIDES
To, moja droga Henrietto, szlachetna myśl! Jednak inni mnie nie obchodzą. Mam też wrażenie, że inni lubią być pozostawieni samym sobie. To są słowa egoisty!
HENRIETTA
Spokój, tak, spokój...
MADAME QUATREPIDES
Dziś rano jesteś bardzo filozoficzny. Zazdroszczę Ci energii. Przed piątą po południu nie mogę rozmawiać o niczym innym jak tylko o najbłahszych rzeczach.
Pan QUATREPIDES
Zadzwońmy więc po małe porto, żeby nabrać sił na cały dzień.
HENRIETTA
Przepraszam, muszę już iść do domu...
Pan QUATREPIDES
Nie, moja droga Henrietto. Zostajesz. Myślę, że mogę zaoferować ci dziś rano małą rozrywkę. Wydaje mi się, że ostatnio stajesz się zbyt poważna!
HENRIETTA
Muszę wyjść, spieszy mi się.
Pan QUATREPIDES
Moja droga Henrietto, tak okropnie kłamiesz. Nie. Zjesz z nami lunch.
HENRIETTA
Zapewniam cię, że jest to niemożliwe. Jesteś bardzo miły, Filipie, ale to niemożliwe.
Pan QUATREPIDES
Ejże, niebo się ściemnia! Musisz teraz zostać. Chcesz zgubić się w śnieżycy? Nasz park jest ogromny, można po nim spacerować dwa dni bez wychodzenia... Niektórym nieostrożnym ludziom to się już zdarzyło. Ty, moja droga Henrietto, zazwyczaj jesteś taka rozważna, taka troskliwa!
Henrietta ma wyraz przerażenia na twarzy, ale Pan Quatrepides promiennie się uśmiecha.
HENRIETTA
...spóźnię się...
Pan QUATREPIDES
Zadzwoń i poproś o porto, Maud.
Madame Quatrepides dzwoni po porto.
MADAME QUATREPIDES
Filipie, nagle wyglądasz na zmęczonego. Więc usiądź.
FILIP
Hej, to ciekawe. Chciałem zauważyć to samo... wyglądasz na... bardzo, bardzo zmęczoną...
Ich twarze są teraz bardzo blade.
HENRIETTA
Ogród jest jakby blady... i wygląda na to, że drzewa schną... ze...
FILIP
Z czego, Henrietto?
HENRIETTA
Ze... strachu. Niestety! Nienawidzę śniegu. Nigdy nie widziałam czegoś tak bladego jak ten ogród. Jest jak twarz młodej dziewczyny zmartwiałej ze strachu...
Gdy wypowiada słowo „strach”, dają się słyszeć przenikliwe krzyki; drzwi otwierają się z hukiem i wchodzi Mademoiselle Rochefroide, ciągnąc za sobą Penelopę, bardziej niż kiedykolwiek przypominającą konia. Rży z wściekłości i wierzga na wszystkie strony.
MADAME QUATREPIDES
Uważajcie! Ona nas zabije!
Obie panie cofają się przerażone. Monsieur Quatrepides powoli zbliża się do Penelopy, aż jego twarz znajduje się bardzo blisko jej twarzy. Penelopa nieruchomieje; jej nozdrza drżą.
Pan QUATREPIDES
Słodkim głosem.
No cóż, cóż, moja córko. Nie jesteś miła dla swojej guwernantki?
MADEMOISELLE ROCHEFROIDE
Ona jest nie do zniesienia, proszę pana. Skromność nie pozwala mi opowiedzieć panu okropnych scen, które widziałam w parku, Monsieur.
Pan QUATREPIDES
Ach? Więc mała Penelopa nie była dobra? Czy wiesz, co dzieje się z małymi dziewczynkami, które nie są dobre? Nie odpowiadasz, gdy tata do ciebie mówi?
Cisza.
MADEMOISELLE ROCHEFROIDE
W końcu się zawstydziła. Lepiej późno, niż wcale!
Pan QUATREPIDES
Moja mała dziewczynko, jest kilka rzeczy, których jeszcze nie rozumiesz. Chociaż jestem najbardziej wyrozumiałym z ojców, czuję się zobowiązany nauczyć cię pewnych rzeczy. Skończyłaś osiemnaście lat, więc nie jesteś już dzieckiem. Prawda?
On podchodzi bliżej, ona chce się cofnąć, ale nie może oderwać wzroku od twarzy ojca. On gładzi jej grzywę, ona drży z przerażenia.
OJCIEC
Jesteś prawie kobietą. Ładną kobietą! Posłuchaj mnie uważnie, mała Penelopo: czy wiesz, że jesteś zbyt dorosła, żeby bawić się bujanymi końmi? Tartar jest dla dzieci, a nie dla młodych dziewcząt. Powiedziałem więc sobie: „Spalę tego Tartara, bo tu nie ma już dzieci”.
Penelopa krzyczy i pada na kolana.
PENELOPA
NIE! Nie to, tato, nie to!
OJCIEC
Bez histerii, proszę, moja córko.
PENELOPA
Płacząc rozdzierająco.
Och, proszę! Nigdy cię nie skrzywdziłam, dlaczego chcesz mnie zabić?
Pan QUATREPIDES
To co mówisz nie ma sensu, Penelopo. W tej chwili brakuje ci godności. Poza tym nigdy nie cofam podjętych decyzji. Wstawać!
Penelopa pada na brzuch i łka.
MADEMOISELLE ROCHEFROIDE
Z kwaśnym uśmiechem.
W tej chwili jest mniej dumna!
Pan QUATREPIDES
Wściekły, z furią.
Zabieraj ją! Te szlochy działają mi na nerwy.
Mademoiselle Rochefroide bierze ją za ramię i ciągnie na zewnątrz; Penelopa rży jak cierpiące zwierzę.
Kurtyna
AKT IV, SCENA 1
Ta sama scena, co w pierwszym akcie. Pokój dziecięcy ze zniszczonymi zabawkami. Tartar galopuje powoli, Niania robi na drutach, a Penelopa wygląda przez okno. Znów jest człowiekiem, jej twarz jest blada. Wyciera okna włosami. Zapada noc.
PENELOPA
Wydaje mi się, że stoję przed tym oknem od bardzo dawna. Która godzina, Nianiu?
NIANIA
Wkrótce będzie piąta. Dni znów stają się dłuższe.
PENELOPA
Czuję się taka zmęczona, dlaczego jestem taka zmęczona?
Niania uśmiecha się dziwnie.
Próbuję przypomnieć sobie wiersz, który ktoś mi recytował... bardzo dawno temu. Ale wydaje mi się, że dziś wieczorem nic nie pamiętam. Czy niedługo będzie Wielkanoc?
NIANIA
No nie, coś ty!
PENELOPA
Idź się bawić, lalko!
Lalka odchodzi.
To było coś ze świnią, która odmawia przeskoczenia płotu... prawda? Gdybym była tą świnią, czy odmówiłabym?
NIANIA
Nigdy nie byłam świnią, więc nie wiem.
Penelopa odchodzi od okna i staje obok Tartara, obejmując go ramieniem.
PENELOPA
Opowiedz mi jakś historię, Tartar. Chcę czegoś naprawdę zabawnego, co mnie rozerwie.
TARTAR
Brakuje mi dziś historyjek. Musiałbym daleko iść, żeby jakąś znaleźć. Nie słyszę nic wśród drzew... Poczekaj!
«Dawno, dawno temu był sobie mały chłopiec, blady i chory, który mieszkał w dużym pokoju wyłożonym złotym i fioletowym jedwabiem. Każdej nocy, gdy wszyscy kładli się spać, do jego pokoju wpadała horda kretów. Bał się ich... bardzo się bał. Pewnej nocy wyskoczył przez okno i tam, na gałęziach drzewa, zobaczył świetlistych ludzi, takich, którzy wychodzą tylko po zachodzie słońca. „Ratujcie mnie!” krzyknął: „Bardzo boję się kretów!” Ale świetliści ludzie go nie słuchali. Byli zbyt zajęci nocą i swoimi błyszczącymi ciałami.»
PENELOPA
Nie rozumiem twojej historii. Skąd ją wziąłeś? Kim jest ten mały chłopiec? I przede wszystkim, skąd się wzięły krety? Ta historia pochodzi od ludzi, których nie znam; nienawidzę ludzi, których nie znam. Chcę historii, którą już znam. Coś starego i bardzo zwyczajnego... na przykład o miłości. Może ty kiedyś znałeś tego małego chłopca, ale ja nie chcę go znać. Jestem taka śpiąca! Jest dopiero piąta? Tartar! Nie chcę się budzić, chcę się śmiać... ale bardzo cicho.
Nakrapiany ptak pojawia się w oknie. Odchyla głowę do tyłu i śpiewa:
PTAK
Gdzieś, w głębinach zielonego morza,
Była kropielnica i nazywała się Orner;
Może gdzieś powędrowałam?
Może poszłam zobaczyć morze?
Śniegowe bałwany, pokazały mi
kropielnicę ze święconą wodą.
Zapytały mnie bałwany:
Czy znasz ciotkę Elizę (Ha ha ha ha)
Ona jest czarna, ale nie gardź nią (Ha).
Przepraszam, że się śmieję, lecz muszę.
Czy znasz ciotkę Elizę? Ha ha ha ha!
PENELOPA
Sennym głosem.
Ach, gdybym potrafiła śpiewać takie piękne rzeczy!
Ptak zaczyna tę samą piosenkę ponownie, ale bardziej przytłumionym, oddalającym się głosem. Penelopa odwraca się w prawo i w lewo, ogląda swoje stopy. Wydaje się, że jest w półśnie. Tartar porusza się coraz wolniej. Penelopa opuszcza pokój jak lunatyk.
Wszystkie gesty osób w pokoju powoli zamierają. Głos ptaka staje się coraz słabszy, aż nie słychać już nic. Światła, które powoli gasną, teraz odsłaniają tylko cienie i niewyraźne kształty. Słychać głosy szepczące na zewnątrz. Nie wiadomo skąd się biorą, nie wiadomo, kto szepcze, ale można podejrzewać, że w pomieszczeniu jest wiele dziwnych osób.
Drzwi otwierają się powoli, wchodzi Mademoiselle Rochefroide. Przybiera pozy tancerki, widzimy jej chude nogi jak u szkieletu.
PANNA ROCHEFRDIDE
Wskazuje palcem każdą z postaci śpiących w cieniu.
Ika lakla bluebottle, Ika la ka ly.
Ika laka bluebottle i wychodzisz ty.
Wskazuje palcem na Tartara. Wybucha śmiechem hieny.
Bawmy się, moje małe skarby! Ha, ha, ha! Będzie tak wesoło!
Ale Quatrepides się spóźnia, co on robi? Nie każmy czekać młodym dziewczynkom! I dziewicom też!
Śmieje się głośno.
Masz śliczne małe nóżki, moja droga...
Patrzy na swoje nogi, które są całkowicie odsłonięte; unosi spódnicę z wyrazem szaleńczej radości.
Jestem małą czarną różą lasów! Jestem małą zieloną owieczką księżyca! Jestem słodziutką nietoperzycą!
Śmieje się tak dziko, że prawie traci równowagę.
JESTEM ŻONĄ WSZYSTKICH NOCNYCH OGRODNIKÓW... JESTEM JEDYNĄ KOCHANĄ MAŁĄ PANIĄ WSZYSTKICH GRZYBÓW...!
Gdy wpada w paroksyzm śmiechu, wchodzi pan Quatrepides. Każe tańczącej opuścić spódnicę, która to czyni na poły skromnie, na poły kokieteryjnie. Quatrepides ma dzikie spojrzenie, jego włosy sięgają kolan, w ręku trzyma ogromny młot.
PANNA ROCHEFROIDE
Kłania się.
Władco Nocy! Księżyc jest twoim sercem! Sam strach mieszka w twoich włosach! Twoich wykwintnych włosach!
PAN QUATREPIDES
Cisza, idiotko. Czy oni śpią?
PANNA ROCHEFROIDE
Tak, drogi Mistrzu.
PAN QUATREPIDES
Jestem ostatnim mężczyzną Czterostopych. Jestem Filip Quatrepides.
Jestem Czteronogi!
Podnosi głos.
Czyż nie jestem najpiękniejszy? Moja córka? Moja córka! Moja córka! Jestem Mistrzem. Jedynym Mistrzem. Czyż nie tak, moja córko?
Wpada w szał i rzuca się w stronę cieni. Słychać trzask łamanego drewna. Rżenie. Mademoiselle Rochefroide wykonuje szalony taniec.
PANNA ROCHEFROIDE
TO KONIEC! TO KONIEC!
Rozdzierający serce krzyk. Penelopa i Tartar wyłaniają się z cieni. Są olśniewająco, oślepiająco biali. Trzymają się za ręce. Penelopa znów ma końską głowę. Wyskakują cicho przez okno.
PAN QUATREPIDES
MOJA CÓRKO! WRÓĆ! NIE ZABIŁEM CIĘ!
Wybucha płaczem, krzyczy i rzuca się przez okno, a za nim Panna Rochefroide i wszystkie inne postacie w pokoju. Cisza. Całkowita ciemność.
Kurtyna.
Spolszczenie: B.K.
° ° °
Kati Horna, fotografka, przyjaciółka Leonory, zrobiła jej znakomity portret,
a na fotomontażu przedstawiła ją jako Kobietę Renesansu, postać konkurencyjną wobec oklepanego "człowieka renesansu", czyli kobietę wszechtalentów, uniwersalną reprezentantkę tamtej i współczesnej epoki,
To bezczelna, lecz całkiem stosowna podmiana/przemiana jakiegoś tam młodzieńca z obrazu Ambrosiusa Holbeina (brata słynniejszego Hansa, tego od "Ambasadorów" z trikową czaszką u ich stóp) na fenomenalną Leonorę.
Kati była współtwórczynią spektaklu "Penelopa" w roku 1961. Leonora, autorka tekstu, namalowała scenograficzne tła, wykoncypowała kostiumy postaci, wyrzeźbiła (ulepiła z synem Gabrielem) konia Tartara. Podobno mąż Kati, José Horna, wykonał niektóre maski, ale na pewno to ona z fotogenicznym wyczuciem komponowała układy scenicznych elementów.
Są w Sieci trzy meksykańskie publikacje z owego czasu. Wychodzący wtedy magazyn "Mexico this month" w grudniowym numerze opublikował na okładce fotkę fragmentu sceny z koniem,
a wewnątrz numeru pomieszczono co najmniej trzy stronice opisujące i ilustrujące przedstawienie.
Fragmenty z powyższych stron:
«GOTYCKI SURREALIZM LEONORY CARRINGTON
Oto trzy fotograficzne ujęcia z dramatu "Penelopa" odegranego przez grupę Teatru Eksperymantalnego, pod auspicjami Uniwersytetu Narodowego, w reżyserii mima Alejandro.
Gotyk (znaczy m.in.) — świat jednorożców i gargulców, duchów i niesamowitych zdarzeń, kolorów, magii i heraldycznej dzikości, jest to jedyne słowo, które pasuje do nieopisanego piękna tego świata, który sztuka Leonory Carrington ocala.
TEMAT: PRZEJŚCIE OD DZIECIĘCEGO ŚWIATA WOLNOŚCI I PRZYMUSU DO DOROSŁEGO ŚWIATA WŁADZY. PIĘKNA BOHATERKA BUNTUJE SIĘ I ZMIENIA SIĘ W LATAJĄCĄ STWORĘ Z GŁOWĄ KONIA
Fabuła dotyczy bajecznego i wszechwiedzącego konika na biegunach. Jest on w pewnym momencie Księciem z Bajki, Tristanem i czarodziejską wyrocznią. Pozostałe postacie, a także zaczarowana bohaterka, młoda Penelopa, towarzyszą mu, choć w większości nie są tak czarodziejskie jak on. Wszystkie postacie ożywają na scenie z szokującą intensywnością i pięknem, które można opisać tylko jednym słowem: genialne.»
W książce sprzed trzech lat Gabriel tak wspominał powstanie Tartara:
«W 1960 roku Leonora podjęła kolejny projekt, który ożywił dom przy Calle Chihuahua, sprawiając, że zatętnił życiem. Alejandro Jodorowsky, Chilijczyk, który pracował jako mim we Francji z Marcelem Marceau, wystawił jej sztukę. Pamiętam, jak Leonora klęczała nad wiadrem pełnym długich pasków gazet, na które je cięliśmy. Na stole stała konstrukcja z siatki drucianej przypominająca kształtem końską głowę, co, przypominam sobie, początkowo wydawało mi się odrażające.
Przyklejaliśmy paski do siatki, pokrywając całą powierzchnię wieloma warstwami. Powoli zaczął wyłaniać się kształt Tartara, konia na biegunach, który ożywał na początku sztuki, postaci, którą Leonora po raz pierwszy wymarzyła sobie we własnym pokoju dziecięcym.
W warsztacie znajdowała się mała elektryczna kuchenka, która służyła do gotowania kleju ciesielskiego i Blanco de España, czyli bielidła, które po przygotowaniu nabierało gęstej konsystencji. Malowaliśmy Tartarusa tą mieszanką, aż wszystkie nierówności i niedoskonałości zostały zakryte. Kiedy nałożyliśmy papier mâché na siatkę z klatek dla kur, nasze dłonie stały się łuskowate i gadzie, co po skończeniu wymagało od nas skrobania drugiej skóry. Byliśmy uzurpatorami boskiej mocy, animującymi struktury jak bogowie i boginie, kierując kreacje nowego życia ku teatralnej scenie. Ktokolwiek wcielał się w rolę Tartarusa, zakładał wylepioną głowę, ożywiając ją głosem i ruchem. Ze skromnego kawałka siatki do klatek, pokrytej warstwą utwardzonego kleju i papieru wyłaniało się wspaniałe stworzenie, biały ogier, który zmieniał wszelkie rozumienie tego, co znaczy być koniem.
Pewnej nocy obudziłem się i odkryłem, że Tartarus zyskał poetycką obecność w moim pokoju. Jego biała głowa delikatnie skąpana w świetle księżyca, rzucała wyzwanie ciemności.
Kiedy w końcu nadeszła premiera "Penelopy", byliśmy rozczarowani, gdy dowiedzieliśmy się, że rządowi cenzorzy uznali ją za odpowiednią tylko dla dorosłych. Wydawało się ironią losu, że sztuce, która należała do dzieciństwa Leonory, odmówiono właśnie tej części jej tożsamości. Ponieważ byłem wtedy tylko nastolatkiem, nie mogłem uczestniczyć w premierze. Nadal jednak czuję, że sztuka w jakiś sposób należy do mnie. Praca, którą wykonałem, przygotowując scenografię, stała się częścią mojej tożsamości; dała mi sposób na zamieszkanie w wyobraźni.»
Szkoda, że Gabriel nie widział przedstawienia, mielibyśmy młodzieńcze wspomnienie z dziwactw teatralnych, a takie zostają jako wspomnienia emocji i oszołomień nie do wymazania z szarych komórek. Zachowały się dwie gazetowe recenzje z epoki, ale pisały je osoby z teatrem obyte i w recenzowaniu otrzaskane, toteż można czytać te dywagacje w tę i z powrotem i nabędzie się najwyżej garsteczkę siakiej takiej orientacji, co się działo na scenie. Zwyczajne żurnalistyczne ple-ple fachowców. Gdyby ten spektakl widział Jan Kott, ooo!, mielibyśmy opis każdego gestu, każdego rekwizytu i wszelakich aluzji i tajemnic.
Wrócić trzeba do obiektywu Kati Horna. Rok temu, w lipcu 2023, Paulina Gonzales Villaseñor w obszernym eseju na łamach Discurso Visual spróbowała spojrzeć jakby przez ten obiektyw na wydarzenia z 1961 roku. Pracowicie odnotowuje pani Paulina bulwersujący ją fakt interdysplinarnej (bo jakże by dziś inaczej) współpracy Leonory (autorki tekstu, scenograficznego tła do poszczególnych aktów oraz projektantki kostiumów poszczególnych postaci), Alexandra Jodorowsky'ego (reżysera przedstawienia z jego koncepcją teatru heppeningowego, nieliterackiego) Kati Horna (fotografki, autorki układów scenicznych, czyli fotogenicznych kompozycji postaci i rekwizytów) oraz Josego Horna (projektanta masek dla postaci i tych, co stanowiły element scenografii).
Powinno być jeszcze interdyscyplinarium absolutnie fotograficzne. Powinno, ale zostało z tej domeny tyle, co kot napłakał, albo się w ogóle solidna sesja fotograficzna nie odbyła. Wygląda na to, że pani Paulina dysponowała jedną zaledwie fotką ze spektaklu bezpornego autorstwa Kati Horna.
Tak wyglądała Penelopa w 1961. Fot. Kati Horna.
Kto pstryknął te cztery, publikowane w magazynie "Mexico this month" nie ujawniono na pokazanych stronach, nie wyjaśniła też Paulina Gonzales Villaseñor. Załóżmy życzliwie, że pochodzą z obiektywu Kati Horna, bo przecież pani Paulina spektaklu sprzed sześciu dekad nie widziała. A z tą mizerną ilością fotek ma ona ten sam kłopot, co i ja. Tylko, że ja pospulczo zgrzytam zębami, a ona górnolotnie wyjaśnia tak:
"Dzieło to, jakby wyśnione wspólnie przez Jodorowsky'ego, Carrington i małżonków Horna w niewielkiej tylko części udało się utrwalić w obiektywie Kati Horna. Inscenizacja wywołuje jednak wrażenie niemożności zamknięcia teatru w zapisie fotograficznym, mamy bowiem do czynienia z projektem charakteryzującym się wielością warstw narracyjnych w stanie efemerycznym."
Żeby inscenizacja wywołała jakieś wrażenie to trzeba ją na własne oczy widzieć, a przynajmniej na jedno i choć przez szparę w kulisach. Komu kiedykolwiek udało się zamknąć teatr w zapisie fotograficznym? Film albo wideo na kilka kamer też zostawiają drzwi do teatru otwarte. I wreszcie – jeśli nawet pojawia się często w "Penelopie" a to zalążek odrębnej fabułki, a to możliwość jakiegoś zdarzenia, niedokończona opowieść, zarzucone przedsięwzięcie, albo niewyjaśniona sytuacja, czy tajemniczy wątek – to co w tym wszystkim przeszkadza fotografowi przycisnąć spust i kliknąć paręnaście fotek?
Po prostu nie ma fajnego zbioru fotografii z "Penelopy" i jeśli nie zaginęło jakieś archiwum Kati Horna to najzwyczajniej państwo artyści we wspólnym śnieniu nie ogarnęli w porę, że fotki się bardzo przydadzą. Potem Kati opstrykała maski Josego z piękną modelką, ale te zdjęcia nie mają nic wspólnego z "Penelopą".
Jeśli cokolwiek dziś wiemy, jak "Penelopa" wyglądała w panoramie scenicznej, to dlatego, że Chiki Weisz, mąż-widz, na poboczu wielkiej sztuki wykonywał nie interdyscyplinarnie swój skromny zawód fotografa.
Tak się układa legenda. Uprawnione byłoby podumać w tym jeszcze sezonie – dlaczego dziewczyna ze sztuki nosi imię Penelopy?
Być może i to jest fotografia Kati...
° ° °
Kadr pochodzi z filmu o przedstawieniu (prezentowanego poniżej dramatu)
w Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MAM) w Mexico City w roku 2018.
Więcej o tym w następnym odcinku.
https://www.youtube.com/watch?v=peNZ-Uu-780
° ° °
Poniższy tekst nie pretenduje do formy tłumaczenia, jest przeróbką na polski – w kilku miejscach ryzykowną, albo wręcz wątpliwą. OPUS SINISTRUM oznacza być może: "dzieło zatrważające/złowieszcze". W odniesieniu do metody artystycznej w tym dramacie (i pewnych w nim wątków) jest może w tytule cień aluzji do bezkompromisowo lewicującej swobody w sztuce, a nawet do lewackiego anarchizmu artystycznego. Nam w dramatach Leonory pobrzmiewać mogą nutki z twórczości Witkacego, Gombrowicza, Białoszewskiego albo z "Teatrzyku Zielona Gęś" Gałczyńskiego. Tekst źródłowy do tej przeróbki pochodzi z trzeciego tomu pism Leonory Carrington "Théàtre" wydawnictwa FAGE i był przetłumaczony na francuski przez Geneviève i Henri Parisot z oryginału angielskiego (r.1969). B.K.
° ° °
Leonora Carrington
OPUS SINISTRUM
Postacie:
DOKTOR
PIELĘGNIARKI
SZCZUR
STRASZYDŁO
MINA MINA
TŁUM
TRZEJ ASTRONAUCI
REKLAMIARZ
CHÓR
SZAMAN
ASTROLOG
KANIBALE (dwunastu)
HITLER
HOPALONG CASSIDY
TARZAN
SUPERMAN
DOKTOR BOO HAHA
NIEMOWLĘTA
STRUŚ
POLICJANT
WÓŁ
ORZEŁ
KOMPUTER
GŁOS Z JAMY W ZIEMI
Jasne światło. Pusta przestrzeń. Trzaskające drzwi. Gwałtowna i obrzydliwa kłótnia domowa. Mężczyzna i kobieta mówią jednocześnie, zagłuszając dźwięki z radia
Chcesz, to umieraj... nienawidzę cię... brudny łajdaku... dziwko... psi synu... okropny... parszywy... oskubany małpiszonie... stara szmato... pieniądze...
no, to umieraj z rozdziawioną japą... zawsze sam w biurze, haha, wypił drinka z przyjaciółmi... nie wierzę... kim ona jest? Lepiej wiedzieć... nie obchodzi cię... nawet kino w sobotni wieczór... do diabła z telewizją... rozwód. Przynajmniej intelektualistka... haha... bardziej jak komiwojażer... świńskie maniery... śmierdzący chuch... jesteśmy winni ten termin... ostatnia rata na dywanie... (Szlochając) utop się ty... wszystko jest zepsute... wracam do matki... twojej matki, tej starej pijaczki... twojego ojca, tego starego rozpustnego ochlaptusa... przestałem cię kochać lata temu... nic nie zostało...
AMEN. AMEN. AMEN
Strzał z pistoletu, radio nagle milknie, trzaskają drzwi. Mężczyzna i kobieta zaczynają krzyczeć jednocześnie: To już koniec, koniec, koniec...
Kurtyna podnosi się, widać pusty plac, na środku chrzcielnica w kształcie muszli, plac jest rozległy i pusty. Krzyki trwają: Koniec, koniec, koniec... aaaaa... mieszają się z krzykiem ptaków, matek i hukiem fal na plaży.
Fasada zrujnowanego pawilonu wygląda jak opuszczony salon kosmetyczny. Chrzcielnica przypomina nieczynną fontannę pośrodku kwadratowego placu w małym, martwym miasteczku.
Pojawiają się kobiety w welonach lub kapturach: jęczą monotonnie i padają na ziemię w konwulsjach, jak owady otrute DTT.
Syreny: karetka pogotowia. Wchodzi lekarz i dwie pielęgniarki. Kobiety unoszą welony lub kaptury, pokazując twarze, pokryte czarnymi brodawkami.
Lekarz i pielęgniarki robią im zastrzyki wielkimi strzykawkami.
Kobiety umierają jedna po drugiej. Pielęgniarki padają na podłogę, mówiąc:
Och, doktorze, zatrważa nas
Bezsilność nauki.
Nasze pacjentki wciąż umierają,
Zaraz je wszystkie stracimy.
DOKTOR.
Badania laboratoryjne! Operacja! Antybiotyki! Narkotyki! Życiowe organy! Aspiryna!
DWIE PIELĘGNIARKI.
Z ostatnim uśmiechem.
Nowoczesna nauka, higiena, postęp...
Obie dostają drgawek i umierają.
Doktor śpiewa piosenkę chromatycznym barytonem.
DOKTOR.
To ja wynalazłem, szanowni koledzy.
Tę wspaniałą chorobę.
Opiszę ją wam w rozprawie
Na naszych sympozjach w Wiedniu,
W Rochester, nie wspominając o
Kongresach w Moskwie i Tokio.
Zasłynę w nauce,
Jako odkrywca
Ospy księżycowej.
Mikro-psychowirus,
Objaw komórkowy,
Obrzęk na zakończeniach
Każdego nerwu.
Przedstawię rozprawę
Na pięćdziesiąt milionów słów
O tym fascynującym przypadku,
Że zarażają się tylko samice
Wszystkich gatunków na świecie.
Wchodzi wielki szczur.
SZCZUR
My, szczury,
Przywieźliśmy ze stratosfery
Księżycowy zarazek, który tu się rozpleni.
Pomożemy wam, przyjaciele,
Dostarczymy tyle materiału
Do eksperymentów,
Tyle dawek mikrobiologii,
Że postęp w waszych naukowych igraszkach
Ostro ruszy z kopyta ku
Całkowitej eliminacji,
A nowa broń biologiczna
Otworzy śmiertelne wrota
Tak szeroko,
Że wytępicie
Wszystkie żywe istoty na ziemi.
Ramię w ramię, lekarz i szczur wykonują kliniczny taniec, śpiewając w duecie:
DOKTOR I SZCZUR.
Jeśli czegoś nie można wyleczyć,
Trzeba to nazwać po grecku.
Przeanalizować na wskroś,
Zapisać purpurą.
Gadać bez ustanku
O wszelkich wątpliwościach.
Przeszczepiać serca i wątroby,
Rozpowszechniać publikacje
O wyniszczeniach i niepewności.
DOKTOR.
Naukowcy wszystkich krajów
Łączą się w oczekiwaniu
Na objawy postępującej infekcji.
SZCZUR
Zjawiska elektrodianowe, mikrofobiczne.
Wjeżdża wóz z ofiarami zarazy (sklecony z surowych desek), ciągnięty przez trędowatych przebranych za członków Ku-Klux-Klanu. Dzwonią dzwonkami i krzyczą: Nieczysta! Nieczysta! Wrzucają ciała kobiet do wozu i odjeżdżają, wciąż krzycząc: Nieczysta!
Ogromna gazeta z ogłoszeniami rozwija się jak rolka papieru toaletowego: Harold Wilson, Nixon i papież oferują zajście w ciążę, aby uratować świat. Chaos w Białym Domu i Watykanie. Anglicy dopingują Mr. Wilsona: „No dalej Harry.”
Szczur czyta gazetę na głos, na wypadek gdyby publiczność nie mogła tego przeczytać.
SZCZUR.
W Watykanie Jego Świątobliwość Papież
leży ze złamanym sercem.
Zapłodniony przez kardynała,
Po dziewięciu miesiącach, urodził tylko pierdnięcie.
Harold Wilson nie radzi sobie lepiej.
Najgorzej jest z Nixonem,
Prezydent odmieniony nie do poznania,
Napompowany spermą astronauty,
Poczerniał w opuchliźnie
I w straszliwej eksplozji
W niedzielny wieczór pękł jak bańka.
Straszydło pojawia się z oknem. Patrzy przez to okno i niesie je na przód sceny. Ubrane jest w perukę i strój sędziowski.
SZCZUR:
Wraca do nas Straszydło,
Zakrada się nocami, aby zaatakować w dzień.
Naukowcy są bezradni jak dzieci w lesie.
Przenikliwy śmiech niemowląt. W lesie umarłe niemowlęta wchodzą do swych trumienek śpiewając:
Da da, da da da,
Da da, da da da.
Wychodzimy
przy księżycu,
żeby spalić wszystkie ptaki,
a zerwane liście z drzew
szarpać na kawałki.
W naszych zimnych łóżeczkach
nie będziemy cicho leżeć;
Wszystkie dziewczynki na świecie
już poumierały.
Szamoczą się w trumienkach, rozrzucając jesienne liście.
STRASZYDŁO
Ukery, pukery, ecie pecie
Jestem Bogiem w męskim świecie.
Wojna i zaraza, mokery pokery,
Wszystkie baby zaraz zmiecie,
Co do jednej. Wikery, wokery,
Te wszystkie kobiety, binkery, bonkery,
Rozwrzeszczane, gadające,
naszą forsę marnujące.
Pszczoły pozdychały i nie będzie więcej miodu,
Ginem i bombami rozpirzymy świat do spodu:
Potem Księżyc, Marsa, Wenus a na końcu Słońce,
Lećmy, lećmy w tym wyścigu, póki się nie skończy.
Głośny aplauz jak na meczu piłkarskim. Zapada nagła cisza, gdy Madame Mina Mina zjawia się w zmotoryzowanej lektyce.
MINA MINA.
A po wyścigu, skąd się weźmie rasa ludzka, jeśli pozbędziecie się kobiet?
Madame Mina Mina jest kolosalnie grubą staruszką w wieku osiemdziesięciu lat, byłą właścicielką burdelu.
TŁUM.
Za sceną.
Buuu, buuu, fffiii, buuu, buuu, fffiii.
Wskakuje Trzech Astronautów na sprężynowych szczudłach.
TRZECH ASTRONAUTÓW.
Byliśmy na Wenus, a potem na Słońcu,
Lecieliśmy w tym wyścigu, póki się nie skończył,
Więcej zrobić się nie dało.
Znaleźliśmy mangan w morzach na Merkurym,
Wart biliardowe dolarów fortuny.
Był w górach z kryształu skamieniały sfinks,
Jak martwa krynica myśli, zamienionej w głaz;
Były gammatoidalne monady synopsycznego trodu
I widmowe stada laptalijskich ropuch.
Działaliśmy bez wytchnienia,
Ale więcej się nie dało,
Już się nie odstanie,
to co raz się stało.
Znaleźliśmy rdzeń homeostazy,
Odliczamy wstecz, od zera do niczego,
Oktony cynobru i kosmiczne drogi.
Teraz wracamy, by powiedzieć: Sorry,
Wszystko po nic,
Bo nigdzie nie spotkaliśmy
Cokolwiek kobiecego.
MINA MINA.
Cóż, chłopaki, wygląda na to, że jesteście w niezłych tarapatach.
Zapala cygaro i popierduje w zamyśleniu.
STRASZYDŁO
Człowiek podbił kosmos, zrobił bombę atomową, wynalazł zamek błyskawiczny i silnik Diesla. Człowiek jest panem stworzenia.
Macha flagą i strzela z pistoletu. Szalony aplauz jak poprzednio.
Co pewien czas słychać Reklamiarza z Madison Avenue.
REKLAMIARZ.
Dobry wieczór, chłopaki! Sprzedajemy dziewczyny we wszystkich kolorach, od opalenizny po perłowo-brzoskwiniowy i szkarłatny.
Dziewczyny z lokami i tym wszystkim, w tym Sekstras. Tylko pięćdziesiąt dolarów za sztukę w piankowej gumie; Tato, kup swojemu synowi dziewczynkę na Gwiazdkę! To czas prezentów, tato!
Sobie też kup piankową lalkę i wyrzuć termofor! Prawdziwe małe dziwki i chłopczyki są cholernie gorące!
Wychodzi
STRASZYDŁO.
Jestem Bogiem, a zatem znam całą prawdę i uwierzcie mi, przyjaciele, wszystko jest dla dobra tego najlepszego ze wszystkich możliwych światów.
Jeśli ześlę wam wojnę, zarazę i śmierć, to dla waszego dobra. Bóg jest miłością.
Praca, nadzieja, dolary tworzą szlachetną trójcę. Wydajcie tylko część forsy, a resztę zachowajcie dla rządu Boga Wszechmogącego.
MINA MINA.
Szumowiny! Śmierdziele! Antropoidy! Brudni idioci! Zniewalacie ziemię, mordujecie jej córki, zabijacie swoich braci, paskudzicie powietrze i wyniszczacie naturę. Żadna żywa istota nie może już oddychać. Morza są zatrute gnijącymi rybami i śmiercionośnymi chemikaliami. Głupi skurwiele, jak mamy dalej żyć, skoro nie możemy uciec od waszej idiotycznej furii?
CHÓR
Łłaa ła! Łłaa ła! Łłaa ła!
Bóg wie, co robi, precz z matczynym hołubieniem.
Niech szlag trafi nasze matki;
Tak mówi zdrowy rozsądek, chłopaki.
Już nie ma matek.
Hurra! Hurra!
Rzeźnik w białym fartuchu, trzymający tasak, wychodzi z supermarketu.
RZEŹNIK.
Wymachując tasakiem.
Panowie, z przykrością muszę oznajmić, że od dzisiaj nie ma mięsa,
Krowy zdychają stadami,
Świnie posiniały i pozostał tylko jeden stary dzik,
Kury, indyki, kaczki - żaden drób nie znosi jaj,
Ani kropli mleka w sprzedaży, są tylko napoje gazowane,
Owce popełniły samobójstwo, zostały tylko barany.
Wszystkie samice ssaków, ptaków i ryb zniknęły.
O Boże, o Boże, co robić?
Nie zostało nic poza pastą do zębów, dezodorantami i puszkowaną żywnością.
Jestem zrujnowany.
STRASZYDŁO.
Człowieku małej wiary, powiadam ci,
podnieś ceny,
a momentalny napływ dolarów
zamieni cię w milionera.
A jeśli nie będzie nic do jedzenia
i tak nam zostanie bałagan z benzyną.
Więc co za różnica?
REKLAMIARZ.
Nylonowe pończochy, zegarki elektroniczne, telewizory i balsamy dla mężczyzn. Och, ludzie, jesteśmy bogaci! Nie martwcie się. Wszystko jest w porządku. Latajcie dookoła świata. Popatrz, brachu, jak się żyje. Nie ma już twojej starej, co ci podcinała skrzydła i marudziła, że budżet marketingowy nie ma nic wspólnego z potrzebami rodziny.
RZEŹNIK.
Ale co będziemy jeść?
MINA MINA.
Pośpij sobie, kolego, na księżycu,
Kiedy burczy ci w brzuchu.
Gdy rakieta odpali,
Statek kosmiczny cię ukołysze.
Nie musisz być geniuszem,
Żeby zrozumieć, że jesteś w gównie po uszy.
ANONIMOWY ASTROLOG.
Baran, Byk i Bliźnięta to znaki męskie; Rak to skorupiak, Lew to lew, Panna musi być bezpłodna, Waga to metal. Skorpion, Strzelec i Koziorożec nie mają macicy — a wszyscy wiedzą, że znak Ryb jest już martwy. Więc idź do Madame Wodnik i zapytaj ją: Czy jesteśmy zgubieni?
CHÓR.
Wodnik?
STRASZYDŁO.
Bluźnierstwo!
RZEŹNIK.
O co tu chodzi?
ASTROLOG.
Pewnego piątku, w mojej wieży z kości słoniowej, robiłem obliczenia. Patrzyłem, jak kontynenty ciemnieją i mówię sobie: „Matko, znieś jajko!”. Potem, przez kryształowy teleskop widzę stado strusi: „A to co takiego” Wielkie, masywne zwierzaki, z rozstawionymi nogami i pióropuszami na tyłkach...
Czy ta strusica szykuje się znieść jajo? No i patrzcie, samice jednak żyją i składają jaja.
Słychać rogi myśliwskie, krzyki:
TŁUM.
Szchusica? Stusica? Sztrusica? Oszalał! Co on gada?
Mina Mina schodzi z lektyki i dmucha w ogromny róg myśliwski. Aplauz jak na corridzie.
STRASZYDŁO.
Panowie! Panowie! Zapraszam!
Jak mawiał mój pradziadek, generał Mohamed Moïse: Lepszy grosz pod kciukiem, niż strusica w krzakach. Co za głupie zamieszanie wokół zwyczajnych kobit! Bracia moi, gdzie wasz honor oficerów i dżentelmenów? Pamiętajcie, że zostaliście stworzeni na obraz Boga... że lepiej umrzeć jako bohater w świętych wojnach o pokój, gwarantujący wybuchy atomowe i radioaktywne promieniowanie, niż propagować życie z nieczystą rasą istot nieludzkich. Pamiętajcie... strusica to nie człowiek. Strusica to ptak.
Brawa jak na meczu.
MINA MINA.
Śpiewa czystym głosem mezzo-sopranowym przez chmury dymu z cygara.
Wojna - śmierć - zaraza,
uśmiercanie Ziemi.
Czy to ma być rozwiązanie dla ludzi istniejących „na obraz Boga”? Wasze mózgi wypływają z czaszek wprost do maszyn samobójczych, w waszych pustych łbach jest ołów i ani śladu materii organicznej.
STRASZYDŁO.
Krzyczy.
Cholera! Handel białymi niewolnikami! Uzależnienie! Łaska! Anarchia!
Entuzjastyczne brawa.
ASTROLOG.
Nadal fakt jest oczywisty, grozi wam eliminacja. A więc szczerze, panowie, zrozumcie, błagam was, od tego wasze przyszłe życie może zależeć, od jaja strusicy.
Nieśmiałe oklaski i gwizdy.
Kurtyna.
SCENA 2.
Na leśnej polanie Tęczowi Ludzie w kręgu. Dżungla w Amazonii, w środkowej Afryce lub w podobnym miejscu, prawdopodobnie nieoznaczona na mapach. Rytuałom przewodniczy wysoka postać wyobrażająca wspaniałość natury. Stworzenie to tajemniczo przypomina strusicę, ale z piersiami. Horda barwnych kanibali z nieznanych plemion wykonuje religijny rytuał wokół obszernego kotła, w którym tkwią Tarzan, Superman, Hopalong Cassidy i Hitler, związani i zakneblowani. Każdy z kanibali przypomina jakiś znak zodiaku. Jest ich dwunastu wokół kotła, który jest prymitywną imitacją planety Ziemia (dlatego w niebieskawym kolorze).
Poruszają się i komunikują ze sobą za pomocą znaków i instrumentów muzycznych o pradawnych dźwiękach i kształtach. Jedynym rozpoznawalnym instrumentem jest wysoki, gruszkowaty tam-tam. Mówią do rytmu swoich ruchów.
KANIBAL NR 1 (Baran)
Baran! Bam Bam itd.
Protest owiec w rzeźni. Huczący fioletowy ogień. Stukanie rogów i tupanie kopyt. Strach.
Nr 2 (Byk)
Ryk byka jak dźwięk starożytny celtyckiego instrumentu, naśladującego odgłosy wrogich hord. Furia.
Nr 3 (Bliźnięta)
Bliźnięta wykonują vibrato na instrumentach strunowych, wydających jęczące brzęczenie. Dwie nuty molowe.
Na 4 (Rak)
Rak! Plusk wody i (mauretańskich) dzwonów. Syrena szkunera.
Nr 5 (Lew)
Pszczoły i miód. Szum biblijnego stada na szorstkiej powierzchni. Ruch tkania i szlifowania.
Nr 6 (Panna)
Wysoki, biały, przenikliwy, fantazmatyczny krzyk - wydawany przez instrument w kształcie rozwartej waginy - jak np. harfa.
Nr 7 (Waga)
Metaliczny, hipnotyczny swing.
Nr 8 (Skorpion)
Śmiertelne rzężenie kogoś duszonego, któremu towarzyszy długi, agonalny krzyk topielca.
Nr 9 (Strzelec)
Galopy i gwizdy, pociągi, samoloty, transport podziemny. Histeryczne rżenie rumaka w rui. Ogień.
Nr 10 (Koziorożec)
Rozgryzanie, wycie, pękanie spadających głazów, deszcz małych kamyków - dudnienie podziemne (bulgocące wrzenie w garnku). Skacząca koza.
Trzęsienia ziemi, wstrząsy, cierpienie - archaiczna gestykulacja.
Nr 11 (Wodnik)
Głos kobiety. Sopran: Start rakiety kosmicznej.
Uważaj! Rozejrzyj się, zanim skoczysz!
Sopran wznosi się, aż gubi się w pisku nietoperza. Wiatr w lesie wieje i cichnie.
Nr 12 (Ryby)
Dwa rekiny walczą na śmierć i życie. Pada ulewny deszcz. Karabiny maszynowe, eksplozja, pękające kartacze, padające ciała, odległe trąby.
Krąg się zamyka.
Kanibale składają uniżone hołdy kukle strusicy, z brzucha ptaka wychodzi Szaman, niosąc duże jajo. Kanibale padają na twarze w ekstatycznym uwielbieniu. Tarzan, Superman, Hopalong Cassidy i Hitler szamocą w garnku. Kanibal nr 7 wali ich po głowach wielką cebulą. Uspokajają się.
SZAMAN.
Bardzo wysokim i bardzo piskliwym głosem.
Oto jedyne jajko na świecie. Zły człowiek płacić dużo monet za jajko. Człowiek Tęczowy nie dać jajka Człowiekowi Bang-bang,
Realistyczne dźwięki wymiotów.
Zły, szalony człowiek. Zabić go. Nie jeść.
Jego głos nagle się zmienia i przechodzi w pełny bas.
Tylko ja, wielki doktor Boo Ha-Ha (mówi do rytmu tam-tamów) wiem, jak wyhodować kurczaka z jajka.
Boo Ha-Ha podnosi jajko jak kapłan na mszy. Kanibale wydają pełne szacunku odgłosy, od urywanego zawodzenia, mruczenia i ssania do gdakania i szemrania modlitw. Słychać sakralny syk gigantycznej kobry wślizgującej się do cylindra Szamana. Astrolog pojawia się przebrany za paproć. Ukradkiem robi zdjęcia szamanowi i towarzyszącym mu kanibalom.
Sześciu kanibali wychodzi, za chwilę wracają z gigantycznymi warzywami, które wrzucają do gulaszu.
HITLER.
Wspina się po bokach garnka.
Nain! Nain! Achtung... Pomocy! Pomocy!
Kanibal numer 2 uzbrojony w trójząb Trytona wrzuca go z powrotem do garnka.
HOPALONG CASSIDY.
O.K. O.K. O.K.
TARZAN.
Tłukąc się pięściami w pierś.
AAUUUUUUUUUUU! Pomocy, Jane! Pomocy!
Kanibal numer 6 nokautuje go homarem.
SUPERMAN.
Pocałuj mnie, drogi Bobby, to już koniec.
SZAMAN BOO HA-HA.
Energicznie potrząsa solniczką nad nikczemnikami w garnku.
Bardzo dobra zupa mięsna na Ucztę Świętego Jaja. Wieczorem mnóstwo zabawy dla Ludzi Tęczy.
Z szacunkiem całuje jajko i wycofuje się do wnętrza kukły strusicy. Ogień bucha pod kotłem, a kanibale siedzą wokół, szepcząc do siebie.
Hitler, Hopalong, Superman i Tarzan zdając sobie sprawę, że nadszedł koniec, podnoszą głosy i śpiewają brawurowy hymn:
Już do ciebie, Boże nasz, idziemy
Z tego okropnego kotła.
Aniśmy myśleli, że pomrzemy
Jako dzikich ludojadów obiad.
Staniemy przed twym obliczem, Stwórco,
Z cebulą, marchewką, fasolą i kapustą.
Zapada ciemność.
Kurtyna.
AKT III
SCENA 2 i 1/2
Rzadko porośnięty zagajnik - czyściec. Niemowlęta - śmiertelnie blade, demoniczne - tkwią w małych trumienkach, ubrane w czepki i koronkowe koszule.
NIEMOWLĘTA.
Ćwir, ćwir –
ptaszki, nasi przyjaciele,
z melancholią swoje trele
wyćwierkują,
bo my umarłyśmy z zimna
i z braku miłości.
Teraz w dziwnej niewinności
po lasach się snując,
błagamy o zmiłowanie
dla naszych skrzydlatych przyjaciół.
A myśliwi, tchórzliwe herosy,
co polują na nie,
kiedy słyszą nasze głosy,
trzęsą się ze strachu
Wchodzi STRUŚ, niosąc w dziobie dwa dębowe liście, które delikatnie kładzie przed niemowlętami.
NIEMOWLĘTA.
Uważaj, strusiu źli ludzie polują w lesie.
STRUŚ.
Głuchym głosem.
Kto tu poluje?
Pies? Dinozaur? Niedźwiedź?
Czy może Pigmeje polują?
A może na tej ciemnej polanie
poluje para dużych,
w pełni upierzonych bażantów?
Ale, kochane dzieciaczki, zaraz, zaraz...,
(zamyśla się)
To, mam nadzieję, jest krokodyl, tak?
NIEMOWLĘTA.
Uciekaj, przyjacielu o wężowej szyi, zanim będzie za późno.
Nie chcemy, żeby i tobie przypadło nasze smutne przeznaczenie.
STRUŚ.
Ejże, biedne blade niemowlaczki,
Ucieknę przed takimi smutkami... bo wiecie, co?
Potrafię biec szybciej niż wszystkie razem
Nietoperze z piekła rodem.
NIEMOWLĘTA.
Tu jest najstraszniejszy ze wszystkich potworów wędrujących po Nawiedzonym Lesie. Nazywają go cywilizowanym człowiekiem, a jego broń zabija momentalnie. Jego się trzeba bać, strusiu, bo żadna żywa istota nie była tak okrutna.
STRUŚ.
Haha, ja się już śmierci nie boję
Od czasu samobójstwa mojej drogiej Elżbiety,
Mojej skrzydlatej towarzyszki, ostatniej ze swej płci,
Co mi zostawiła swoje jajo, jako pamiątkę naszej miłości.
NIEMOWLĘTA.
Kto strzeże tego bezcennego zastawu?
Trzeba go chronić przed kłami tych tchórzliwych odważniaków!
STRUŚ.
Strzeże je wielki Boo HaHa, Czarodziej i Doktor Ludzi Tęczy,
Siedzi na jajku i je wysiaduje
Jakby był kwoką.
NIEMOWLĘTA.
Jajo w niewoli? Tragedia, jeśli padnie ofiarą okrutnych ludzi.
CHÓR PAPUG.
Ostre i dzikie alarmujące krzyki w lesie. Niemowlęta zakrywają swoje trumienki wiekami, krzycząc:
NIEMOWLĘTA.
Uważajcie na potwornych dżentelmenów! Uważajcie! Odważniacy nadchodzą!
STRUŚ chowa głowę pod liśćmi dębu. Leśne zwierzęta uciekają w popłochu: żółwie, lamparty, antylopy, kangury i cały asortyment przerażonej fauny.
Zatrzymują się na chwilę. Las drżąco wzdycha. W ciszy słychać tylko szelest liści. Nieruchomy, szlachetny STRUŚ stoi sam, ze schowaną głową, odsłaniając pierzasty zad. Wchodzą: lekarz ze strzykawką, rzeźnik z tasakiem i policjant uzbrojony w karabin maszynowy.
DOKTOR.
Strusica! Złapać ją żywcem!
Wbija igłę w prawy pośladek strusia.
STRUŚ.
Ał.
POLICJANT.
Trzeba strzelać, zanim zdąży zaprotestować, to niebezpieczny anarchista!
DOKTOR.
Nie strzelaj, idioto! To nasza jedyna szansa w kraju pozbawionym samic.
POLICJANT.
Rozkazuję otworzyć ogień do każdego poniżej dziewięćdziesiątki, mężczyzny lub kobiety, sprawnego fizycznie lub niepełnosprawnego.
RZEŹNIK.
Zamknij swoją brudną gębę. To jedyna okazja, żeby pohandlować jajkami na targu.
POLICJANT.
Stop, wszyscy jesteście aresztowani. W imieniu prawa, przeciwko któremu nie możecie protestować.
Wszystko, co mówimy, jest prawdą;
Prawo to porządek, a porządek jest wszechmocny;
Siła jest siłą,
Prawo jest Prawem,
A Prawo jest Siłą, więc teraz
Cokolwiek powiesz, i tak pójdziesz do pierdla!
Policjant strzela z karabinu maszynowego i zabija STRUSIA, śmiejąc się. Rzeźnik odrąbuje głowę policjantowi.
DOKTOR
Dobra robota! Ona nie żyje. Szybko! Wyjmijmy serce policjanta do natychmiastowego przeszczepu. Ona może przeżyć!
Pani Mina Mina wchodzi majestatycznie, trzymając różdżkę.
MINA MINA.
Odważny struś, umarł kpiąc z głupoty mężczyzn...
Zostaw serce na miejscu, doktorze, twój przeszczep na pewno się nie powiedzie. Poza tym ten martwy struś to samiec.
DOKTOR I RZEŹNIK.
Co? Co?
Astrolog wbiega zdyszany.
ASTROLOG.
Jajo! Znalazłem Jajo!
W pobliżu dzicy ludożercy mają kryjówkę, a Boo HaHa, straszny czarodziej, ukradł ostatnie ocalałe jajo i siedzi na nim, chcąc je wykluć jak najszybciej. Chodźmy odebrać mu jajko w walce wręcz.
MINA MINA.
Zatrzymaj się i pomyśl, zanim zrobisz więcej głupich rzeczy,
Twoja przemoc przyniosła tylko katastrofę.
Wy trzej lepiej idźcie do domu,
A ja sama odwiedzę Boo HaHa.
ASTROLOG.
Tego wieczoru dziko ucztujemy;
Będziemy pić, tańczyć i jeść,
A potem, bez wątpienia, pośpimy sobie.
DOKTOR.
Zaniepokojony.
Jakie mięso będzie na uczcie?
ASTROLOG.
Kanibale to kanibale; ich mięsem jest człowiek.
DOKTOR.
Masz na myśli, że dziś wieczorem będzie się jadło ludzkie mięso?
ASTROLOG.
Zgadza się.
RZEŹNIK.
Żadnej cielęciny, żadnej świni, żadnego kurczaka?
MINA MINA.
Dość tego gadania, lepiej uciekajcie, skryjcie się... zanim Boo HaHa poczuje zapach waszej padliny.
Uciekają w różne strony.
Kurtyna
AKT III
SCENA III.
Kwadratowa polana.
Takie samo otoczenie jak w scenie 1. Bezdenna okrągła dziura pośrodku... Bestie Apokalipsy siedzą w każdym rogu. Wół, lew, orzeł i anioł. Scena usiana ludzkimi kośćmi i pustymi puszkami po sardynkach, starymi gazetami itp. Straszydło chodzi i roztrąca śmieci końcem laski.
STRASZYDŁO.
I oto w niebiańskiej samotności,
Uwolniwszy wszechświat od ludzkiego przeklętego robactwa,
W chwalebnej entropii panuję, spokojny;
Ani przeszłość, ani teraźniejszość, ani przyszłość,
Życie organiczne wreszcie odpoczywa;
Gwiazdy gasną jedna po drugiej;
Czas, kosmiczny wąż, rozwinął się od głowy do ogona,
Aż po śmierć wieczności.
WÓŁ
Uh-uh.
ORZEŁ.
Kłok kłok.
LEW.
Mrruu.
ANIOŁ.
Treluje na trąbce.
Czterech karłów Apokalipsy sunie na trójkołowcach, pomrukując:
Hurra, triumfujmy, zanurzeni w ciemnościach. Dobrej nocy, Sądzie Ostateczny!
Komputer błąka się tu i tam, bez celu, cały czas klikając obliczenia.
KOMPUTER.
Baranek Boży to mała Kukułka,
Ale nie wiem, gdzie ją znaleźć.
Ludzie nareszcie nie mają co jeść
Skończyła im się z żarciem półka,
I tak, jak w czasach Księgi Rodzaju,
Nawzajem się pożerają,
Aż do ostatniego...
Śpiewając:
Tra la, la la la,
Tra la, la la la,
Świat w końcu się uwolnił od grzechu pierworodnego.
Cztery zwierzęta apokalipsy muczą, kwaczą, miauczą i piszczą.
STRASZYDŁO.
Tak czy owak, wszystko kończy się śmiercią...
A kto powiedział, że życie jest dobre,
Skoro każdy z nas był dla innych pożywieniem?
Ryczenie krów (niepłodnych). Zmierzch. Słychać głos dochodzący z dna dziury (na środku polany).
GŁOS Z DZIURY.
Nikt nie wie, jaki jest koniec
Ani jak się to wszystko zaczęło.
Może życie dopiero nadejdzie,
A może już minęło,
Skoro miłość się błąka samotnie.
Nowy wulkan, piramida, stożek,
W oceanie kropla nasienia na dnie;
Paraliż, perpetuum mobile,
Powszechny napój, rozlany w jednej chwili,
Gorący, zimny, lodowaty.
Muszla małży, co od wieków
służyła pięknej Wenus
(mieliśmy ją za ladacznicę),
zatrzasnęła się hermetycznie,
gdy wyrwano z niej tajemnicę
i uśmiercono
płodne łono,
zawijając je w celofan,
jak mięso u rzeźnika...
Samotna dusza kobiety wylewa gorzkie łzy
na śmieszne zwłoki Ozyrysa,
w krwawych kawałkach zanurzone w piwie.
Jedna łza słona
z oczu Izydy,
spadając w otchłanie mórz,
wstrząsa nimi
i uwalnia od przypływów.
Chlupiące piany
obmywają drżącą ziemię,
zmywając zmarłych w słony bulion,
wciąż powracają te piany śmiertelne,
i śmierć powraca w Nieznane.
Słuch, dotyk, węch, wzrok, zapach i smak,
to wszystko przepadło...
Czarna, wielka mucha...
Wchodzi Mina Mina. Toczy wózek z wieszakami na ubrania, z których zwisa trzynaście ściętych głów kanibali.
STRASZYDŁO.
Jestem Jedynym, Wszechmogącym i Absolutnym Bogiem.
Wynoś się stąd, ty brudna stara dziwko,
Zdychaj!
MINA MINA.
Brzęczy.
Mój drogi, najbardziej odległa starożytność jest bliżej jutra niż teraźniejszości. My, kobiety, rozmnażamy się i nie ośmielamy się powiedzieć ani ona, ani ja, i jak stado świń, zawsze jesteśmy razem. Tłum, który oznacza życie, pozostające tajemnicą, My, Ty, Oni i nie Ja.
KOMPUTER.
Podtacza się do Miny Miny.
Mucha! Nędzna, brzęcząca paskuda, która żywi się wszelkim szkaradztwem, znów będzie się rozwijać i rozmnażać, choć wydawało się, że zdechła.
MINA MINA
Otwiera górną część komputera i zagląda do środka.
Co to jest? Śmietnik pełen słów!
STRASZYDŁO.
Na pograniczu załamania nerwowego.
To święty komputer. Najwyższy wynalazek człowieka! Dziecko mojego mózgu! Mój stwór!
Zrywa sędziowską perukę i rzuca ją w twarz Madame Miny Miny. Ona podnosi ją ostrożnie i uważnie ogląda:
MINA MINA.
Włosy bez głowy i bez wszy...
Wrzuca je do komputera.
KOMPUTER.
Głośno klikając.
Antychryst, Antymorf, Antyorgazm.
Jeden z wielu, jeden z wielu, jeden dwa jeden dwa trzy i pół
siedem siedem pół trzy i dwa jeden nic...
Rozpada się.
STRASZYDŁO.
Mamo! Mamo! Zniszczyła mój komputer!
(Wrzeszczy jak wściekłe dziecko, krzyczy do dziury w ziemi)
Mamo!!!
GŁOS Z DZIURY.
Co jest, moje dziecko?
STRASZYDŁO.
Zniszczyła mój komputer!
GŁOS Z DZIURY.
Nie martw się, Jojo. Mama kupi ci kolejny na Boże Narodzenie...
Może.
STRASZYDŁO.
Wrzeszczy.
Kup mi! Kup mi! Kup mi!
GŁOS Z DZIURY.
Chodź na kolację, Jojo...
Straszydło zostaje wessane do dziury, a jego krzyk znika w nieskończonej głębi... Z dziury słychać głośne bekanie.
MINA MINA.
Przebiera nogami i brzęczy.
Dawno, dawno temu: syczało, trzaskało, wzdychało, krzyczało, warczało...
Odgłosy dżungli... Wsuwa się cylinder, z którego wychodzi kobra trzymająca w pysku zielone jabłko... Mina Mina bierze jabłko i mówi:
Dziękuję, moja droga.
W zamian daje strusie jajo kobrze, która je połyka.
MINA MINA.
Zjada jabłko.
Wąż, Matka ptaków,
Jajko, Owoc, Woda,
Ogień, ciasto.
Ciało w zaskorupiałym futerale. Rogi, brak stóp, brak ogona...
Ni to, ni owo...
Co to jest?
Cisza.
Z dziury dobiegają odgłosy dużego śpiącego zwierzęcia... chrapanie i ciężki oddech.
° ° °
Teatralia Leonory. Jaja w parku.
Na stulecie urodzin (2017) Leonory zrobiono w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Mexico City wystawę poświęconą jej twórczości (2018). Ilustracją dramatyczną było widowisko w muzealnym parku według "Opus Siniestrus" (tak ten tytuł niektórzy zapisują). Trwało 17 minut, składało się z pięciu scen, cztery pochodziły (mniej lub bardziej) z tekstu Leonory, piątą, optymistyczną, nazwaną "Festiwal Płodności", wymyślono dla widzów na otuchę zapewne, bo czegoś takiego nie ma w oryginale. Jest tam w ostatniej scenie tajemnicza zamiana jabłka na strusie jajo pomiędzy kobiecą postacią Mina Mina a wężem. Ale co się stanie po zjedzeniu jabłka przez Minę Minę, a jaja przez węża, tego się od Leonory nie dowiadujemy. Niektórzy twierdzą, że to obraz katastrofy, bo kobra jajo połyka, ale może to ochrona ostatnich narodzin z poprzedniej epoki, a (ponowne przecież) wręczenie jabłka oznacza kreację MM na Ewę epoki następnej...? W inscenizacji parkowej pominięto takie rozterki i grupka ptasich postaci radośnie wydobywa podczas "Festiwalu" z wielkiego jaja mnóstwo małych jaj. Wąż się nie pojawia.
Sceny ze sztuki (cały tekst w poprzednim odcinku) to rozmowa i taniec Doktora ze Szczurem, występ Umarłych Niemowląt, przyjście Strusia (któremu jajo rodzi być może Elżbieta, ale nie pod postacią Strusicy, lecz kobiety) i jeszcze występ Astrologa ze Straszydłem.
W poprzednim odcinku bloga jest link do tego performensu. Nie wiadomo, co postacie gadają, ale filmik trwa kwadrans i rzecz wygląda sympatycznie.
Jest też w Sieci ponad godzinna rozmowa z reżyserem, Emmanuelem Márquez Peralta, nagrana półtora roku później, trwająca cztery razy dłużej niż przedstawienie i ciekawa dopiero w 21 minucie, kiedy pokazane są projekty kostiumów.
Trwa to kilka minut, kostiumów jest więcej niż postaci występujących w parku przez kwadrans, co znaczy, że była potencja na dłuższy spektakl, ale pewnie zabrakło czasu i atłasu. Rozmowa jest po hiszpańsku, dla nieznających tego języka ostrzeżenie, że automatycznie generowane napisy angielskie (subtitles) to właściwie kociokwik, a nie przekład. Aż szkoda, bo to co EMP wyreżyserował, sam nie nazywający inscenizacji teatrem, było fajnym widowiskiem, barwnym, pomysłowym, odpowiednio strasznym i śmiesznym, i jakby tak poleciał cały dramacik Leonory, pewnie byłoby ciekawie.
Rok później (2019) w nowojorskiej Wendi Norris Gallery zrobiono wystawę masek i obrazów Leonory, związanych z "Opus Siniestrus", a do tego angielski tekst odtwarzano w formie grupowego, aktorskiego czytania.
Zgromadzono na wystawie kilka obrazów będących (wyraźnie lub prawdopodobnie) wstępnymi szkicami malarskimi do dramatu, co sugeruje, że może Leonora planowała scenografię, jak do "Penelopy".
SZTUKA NAPISANA WSPÓLNIE Z REMEDIOS VARO.
ŚWIĘTA TŁUSTOŚĆ
Wszelkie podobieństwa do jakichkolwiek autentycznych postaci są całkowicie nieumyślne. Spektakl powstał wyłącznie dla rozrywki aktorów, obecność publiczności to czysty przypadek.
Postacie:
KRÓLOWA NESFATALINA, biała dama ze szczytu Oripipí.
PELOMIEL, słodka blada gołębica, piękna córka Nesfataliny.
DON JON VON AGUILOTA, nieustraszony pilot stratosfery i podniebnych lotów.
SCATIJERAS, naukowiec, radca kulturalny dworu Nesfataliny.
PERICO, papuga, dusza zmarłego dyplomaty.
CHANGO, dusza Scatijeras.
DOKTOR PON FRUTA, chirurg królewski.
Akt I. Scena 1
Pałac królowej Nesfataliny w kraterze wulkanu na odległym i wysokim szczycie Oripipí. Mnóstwo nietoperzy, sów, czarnych motyli i innych nocnych stworzeń wędrujących po luksusowych komnatach królowej. Z lawy na pofałdowanej podłodze unoszą się kłęby dymu. Z wnętrza ziemi słychać głuche dudnienie. Wchodzi Scatijeras wyglądający jak spiskowiec, nerwowo bawiący się swoją długą rudą brodą. Z gęstwy jego rudych włosów wylatują duże muchy; uważnie przygląda się małej buteleczce, którą trzyma w dłoni.
SCATIJERAS
Boski eliksir! Niebiański olej! Magiczny owoc mojej ogromnej wiedzy! O, bestialska ludzkości, drżyj przed tą Świętą Tłustością!
Wchodzi Perico.
PERICO
Och, Skatijeras, cesarzu boskiej inteligencji, wyrzuć ten demoniczny olej!
SCATIJERAS
Zamknij dziób, obrzydliwy ptaku, co ty wiesz o moich boskich wynalazkach, papuzi móżdżku w ciele koloru sałaty?
PERICO
Wielki Scatijerasie, znam moc oleju w tej buteleczce: wystarczy natrzeć tłustością pośladki, a ludzka dusza stanie się widzialna i opuści ciało, potem ona i ono będą żyć, choć osobno.
SCATIJERAS
Zamknij wreszcie ten dziób, Perico! Słyszę, że przybywa królowa!
Akt I. Scena 2
Trąby. Wchodzi Nesfatalina, imponująca kobieta. Bardzo wysoka, z długimi czarnymi włosami i twarzą bledszą od mleka, towarzyszy jej piękna córka Pelomiel, biała gołębica, blondynka, obficie owłosiona, z warkoczami. Królowa zasiada na tronie.
NESFATALINA
Och, Scatijeras! Powiedziano mi, że już zrobiłeś Świętą Tłustość. Pokaż mi.
Scatijeras podaje jej butelkę, królowa wyciąga korek i wącha.
SCATIJERAS
Została już przetestowana, Wasza Wysokość, odnieśliśmy całkowity triumf.
PELOMIEL
Z bladym uśmiechem szalonej dziewicy.
Do czego służy ten pachnący kiełbasą tłuszcz? Co to za płyn? Nawet nie ma koloru!
NESFATALINA
Cicho, Pelomiel, kudłata gołębico, jesteś głupsza niż rzodkiewka.
PELOMIEL
Tak, mamo.
NESFATALINA
Twierdzisz, Scatijerasie, że ten eliksir spowoduje oddzielenie duszy od ciała, pozostawiając oba elementy żywe, widoczne i w dobrym zdrowiu? Operacja polega na delikatnym masażu tylnych partii ciała, czy to prawda?
SCATIJERAS
Tak, Wasza Wysokość. Właśnie zrobiliśmy test.
PERICO
Oh! Niech to szlag!
SCATIJERAS
Proszę posłuchać, w ostatni poniedziałek, w dzień waszej imperialnej gwiazdy, schwytaliśmy świętego prałata, arcybiskupa miasta Cacatorres. Zaplanowaliśmy nacieszyć się widokiem jego najświętszej duszy po dyskretnym posmarowaniu naszą Świętą Tłustością jego czyściutkich pośladków.
NESFATALINA
Świetny pomysł! No i jak wyglądała dusza świętego człowieka?
SCATIJERAS
Cóż, okazało się, że nie wyszło nic poza pieczonym kotletem.
PERICO
Confiteor Dei! Módlcie się za umęczenie pośladków. Amen.
PELOMIEL
Jak wyglądały grillowane kotlety Arcybiskupa? Skąd one się wzięły?
SCATIJERAS
Z całym uszanowaniem, ale nie mogę opowiedzieć szczegółów Waszej Wysokości, księżniczko Pelomiel.
NESFATALINA
Idź policzyć liście na drzewach, Pelomiel.
PELOMIEL
Och, mamo, proszę!
NESFATALINA
A tyle rozprawiał o swej duszy! Zatem, mój drogi Scatijerasie, urządzimy imperialny konkurs. Wyślij niewolników do wielkiego miasta Cacatorres, aby ogłosili, że kobiety i mężczyźni, którzy mają duszę, muszą wziąć udział w królewskim konkursie, a ktoś z najpiękniejszą duszą, otrzyma rękę mojej bardzo fajnej i prześlicznej córki Pelomiel.
WSZYSCY
O, Święta Tłustości!
Słychać huk i łomot. Ktoś krzyczy: „Pomocy!".
PELOMIEL
Moje serce zadrżało!
Perico wybiega.
NESFATALINA
Zdaje mi się, że coś ciężkiego wpadło do naszego świętego Oripipi.
SCATIJERAS
To chyba kometa...
PELOMIEL
Albo gwiazda...
NESFATALINA
Albo coś...
Wchodzi Perico.
PERICO
Samolot rozbił się w górach. Za chwilę przyjdzie pilot.
Akt I. Scena 3
Słychać bardzo słodką muzykę harfy i przez szeroką szczelinę w skale wchodzą cztery sępy, niosąc drewnianą deskę, na której leży długi pilot ubrany w tunikę z piór, z dużym kompasem na piersi i hełmem ze śmigłami wiatraka; wąsy ma duże, a na każdym ich końcu siedzi koliber.
SĘP
Pani, oto pilot. Trochę się potłukł, ale nie doznał większych obrażeń.
Wszyscy podbiegają, żeby spojrzeć na pilota i niemal jednocześnie wołają.
WSZYSCY
Szpieg!
PELOMIEL
Intensywnie się rumienię.
To on! Ten, który pojawia się w moich snach!
SCATIJERAS
O, Nieba!
Cichszym głosem i pełnym troski.
Do siebie: To Don Jon von Aguilota! Trzeba go wynieść z komnaty, muszę się z nim spotkać sam na sam.
PERICO
Do siebie: Przewiduję wielkie i ponure wydarzenia.
SCATIJERAS
Wasza Wysokość, pozwólcie mi otoczyć opieką pilota. Wkrótce doprowadzę go do przytomności, ale wszyscy muszą się odsunąć.
Akt I. Scena 4
Wszyscy wychodzą z wyjątkiem Perico, który chowa się w wielkiej skorupie jaja ptaka Roka, zniesionego w poprzednim roku, a którego Scatijeras używa do przechowywania numerów telefonów.
VON AGUILOTA
Wzdycha kilka razy, cicho śpiewając bretońską piosenkę.
Odpłynął na połów mój mąż,
Do Islandii w dal siną,
Zabrał ostatni grosz,
A mnie zostawił z dzieciną.
Powoli otwiera oczy i widząc Scatijerasa, który patrzy na niego płonącymi oczami, gwałtownie podnosi się i woła:
Ty! Ty tutaj?
SCATIJERAS
Uspokój się, nie krzycz, nikt nie może wiedzieć, że spotkaliśmy się na dworze króla Prismy I. Pamiętaj, że zostałem wygnany z jego dworu za błahy błąd, który popełniłem. Miałem dać królowi trzy krople eliksiru „Bystrego Wzroku”, ale dałem mu trzy krople eliksiru „Bujnej Roślinności”. Przez to na jego grzbiecie wyrósł i zakwitł krzew róży i dwie kukurydze. No i co w tym złego?
VON AGUILOTA
To mnie nie interesuje. Nie zdradzę cię, ale musisz mi pomóc. Od jakiegoś czasu moje sny zakłóca widziadło pięknej dziewczyny, blondynki, kruchej i cudownie owłosionej. Moje znajome kolibry, które widzisz na moich wąsach, wskazały mi drogę do tego miejsca, gdzie według nieomylnych znaków ona się znajduje. Pragnę jej i chcę, żeby była moja!
SCATIJERAS
O, masz ci los! Akurat teraz, gdy Królowa zdecydowała się wydać ją za tego kto w konkursie pokaże najpiękniejszą duszę! Czy widzisz ten oleisty i boski płyn?
Pokazuje mu butelkę.
Ma właściwość oddzielania duszy od ciała i uniezależniania ich od siebie, a w tym celu należy go wcierać w pośladek.
JON AGUILOTA
Drobiazg! Wyobraź sobie, że z okropnych ran, jakie odniosłem w bohaterskiej i zaciętej walce, pewien uczony lekarz, który po bitwie znalazł mnie nieprzytomnego, wspaniale mnie wyleczył, wszczepiając mi w pośladki kawałki skóry różnych zwierząt. Oprócz własnej mam na pośladkach skórę królika, konia i jaszczurki. Daje mi to przewagę, ponieważ mogę wyprodukować cztery dusze.
SCATIJERAS
Nieźle, ale pozwól mi się zastanowić. Porozmawiamy o tym, teraz musimy przedstawić cię królowej.
Akt I. Scena 5
Scatijeras dzwoni. Pojawia się sowa i otrzymuje rozkaz zawiadomienia Królowej. Nesfatalina wchodzi majestatycznie.
SCATIJERAS
Pani! Oto pilot w dobrym stanie.
NESFATALINA
Prawdę mówiąc, chcę wiedzieć, dlaczego miałeś czelność wtargnąć na moje ziemie.
Do siebie: Czy mógłby być szpiegiem? Ale... Och, jaki on jest niebiańsko piękny! Czuję ogień, który pali moje serce i wnętrzności.
Księżniczka Pelomiel podgląda tę scenę, nieśmiało popatrując zza drzwi.
VON AGUILOTA
Klęka na jedno kolano.
Wasza Wysokość, potężny prąd powietrza strącił mnie na twoją ziemię.
SCATIJERAS
Będę musiał ukarać mojego nieostrożnego lokaja. Zawsze zapomina zamknąć pudełko, w którym trzymam wiatr.
NESFATALINA
Niech poniesie karę.
Do siebie: Straszny żar mnie spala. Nie mogę się powstrzymać.
Pilocie, oferuję ci moją gościnność na szczycie Oripipi.
Bardzo niespokojna.
Tutaj jesteśmy szczęśliwi. Rozejrzyj się!
Coraz bardziej wzburzona i nie mogąc się powstrzymać, rozpoczyna zmysłowy taniec wokół pilota, podczas gdy z jej piersi wydobywają się płomienie ognia.
Perico dyskretnie wyłonił się z jaja w poprzedniej scenie, a część jego piór najeżyła się ze strachu.
PERICO
Do siebie: Wiem wszystko. Co robić? Kocham księżniczkę, ale bardzo boję się królowej. Moje pióra zbieleją!.
PELOMIEL
Zbliża się, jakby przyciągana ukrytą siłą w stronę Von Aguiloty.
Ty... Tylko ty...
VON AGUILOTA
Ona!
Pada, mdlejąc, w ramiona Królowej, która przerywa swój taniec i obejmuje go.
NESFATALINA
Fatalna sprawa! Pelomiel, wyjdź, mdła istoto. Twoja obecność budzi obrzydzenie pięknego przybysza.
Do siebie: Merde! Myślę, że on ją kocha, musimy przyspieszyć konkurs i wydać ją za mąż, aby wyjechała daleko z Oripipi.
PERICO
Do siebie: Jestem tak zdenerwowany, że chyba zniosę jajko.
NESFATALINA
Biegnę zająć się konkursem, niech niewolnicy wyruszą na poszukiwanie kandydatów. Ty, Scatijeras, zaopiekuj się nieznajomym. Odpowiadasz mi za niego głową.
Odchodzi pośpiesznie.
Kurtyna
Akt II. Scena 1
Scena przedstawia taras szczytu Oripipi. Nesfatalina z wielkim poruszeniem chodzi tam i z powrotem, ciągnąc za ogon czarnego kota, którego trzyma na rękach.
NESFATALINA
Mówi do siebie.
Boski południowy wiatr, mi go przyniósł. Z pomocą Scatijerasa sprawię, że będzie mój. Słyszę kroki. Czy to on?
Wchodzi Pelomiel, ignorując Nesfatalinę, krąży po komnacie, bawiąc się piłką i śpiewając.
PELOMIEL
La-la-la, la-la-la, już go widziałam.
La-la-la, la-la-la, on jest mój.
Pelomiel wychodzi.
NESFATALINA
Zdrada!
Zrzuca kota gwałtownie.
Obrzydliwa istota!
Pojawia się Scatijeras.
SCATIJERAS
Wzywałaś mnie, Wasza Wysokość?
NESFATALINA
Ty, zgniła krewetko, czynię cię odpowiedzialnym za cudzoziemca i całą jego duszę oraz zabraniam ci dawania mu kaszanki lub innego pokarmu w tym kolorze.
SCATIJERAS
Klęka przed królową.
Wasza Wysokość, pozwól mi chociaż posmarować jego pośladki.
NESFATALINA
OK, ale tylko jeden.
Pelomiel wchodzi jak poprzednio, nie zwracając na nikogo uwagi. Chodzi po pokoju bawiąc się piłką i śpiewając.
PELOMIEL
Aguilota ma kolibry,
kolibry i wąsy.
Tra, la la. Tra, la la.
Wychodzi Pelomiel śpiewając, za nią idzie Scatijeras również śpiewający.
SCATIJERAS
Tra la la. Tra la la.
Pośladek, nic więcej!
Tra la la!
Tylko jeden pośladek!
Akt II. Scena 2
Królowa zostaje sama, wygląda na taras, zwabiona głośnym hałasem. Słychać głosy i muzykę marimby. Nesfatalina uderza w bęben i na jej wezwanie pojawia się Perico.
PERICO
Podnosi ręce.
Wasza Wysokość! Całe miasto Cacatorres podąża do twojego pałacu, aby wziąć udział w konkursie. Wszyscy pragną ręki twojej wspaniałej córki, księżniczki Pelomiel.
NESFATALINA
Patrzy w dal przez teleskop.
O, ja cię nie mogę! Co za tłum! Nawet prezydent Ali Patas! Jak zamierzają wspiąć się na szczyt?
PERICO
Nadzwyczajny inżynier prezydenta, Don Joaquin Chuparropas, buduje specjalne schody z żywych tasiemców, które same wspinają się w górę, zwabione pięknym wejściem do najwyższej jaskini Oripipi.
NESFATALINA
Genialny inżynier Chuparropas!
Z daleka słychać gwar tłumu.
PERICO
Mówią, że te prezydenckie tasiemce mierzą do dziesięciu kilometrów od głowy do ogona.
NESFATALINA
Scatijeras odkrył bezpośrednią linię przodków pomiędzy tasiemcami prezydenckimi a świętymi krokodylami Toth, ze wspaniałych egipskich rodzin.
Wchodzi Don Jon von Aguilota z kolosalnym bukietem kwiatów.
VON AGUILOTA
Biała, blada, boska, księżycowa królowo wszystkich niebios, niezrównana Nesfatalino!
Królowa spazmatycznie chwyta się za serce i parasol (serce jest prawdziwe).
NESFATALINA
Uroczy pilot drży przede mną!
Do siebie: Pelomiel, twoje delikatne wdzięki zaślinionego szczeniaka w pył się rozpadną wobec dojrzałych i smakowitych pieszczot twojej pani matki!
VON AGUILOTA
Te róże wysokogórskie słabiej pachną niż twoje usta!
Z zaskakującą zwinnością Królowa wskakuje na Aguilotę, a ten broni się zaskoczony.
VON AGUILOTA
Chwila, chwila! Wasza Wysokość...
Patrząc na Perico.
Nie jesteśmy sami.
PERICO
Królowo! Lepiej, żeby nikt cię takiej nie widział, byłby skandal w pałacu.
NESFATALINA
Odsuwa się z godnością.
Pilocie von Aguilota, wykwintna istoto, za godzinę oczekuję cię w moich prywatnych apartamentach.
Akt II. Scena 3
Królowa odchodzi z kwiatami.
VON AGUILOTA
Uuff!
PERICO
Czego tu szukasz, cudzoziemcze?
VON AGUILOTA
Nieco zdziwiony.
Niczego, szanowny panie, niczego. Czysty zbieg okoliczności, wiesz?
PERICO
Do siebie: Te podejrzane kolibrzaste wąsiska, gdzie ja widziałem tę twarz?
VON AGUILOTA
Niespokojny.
Co mówisz?
PERICO
Nic, nic. Mówię tylko, że jaja kolibra są bardzo małe.
VON AGUILOTA
Wyznam, że uważam jaja papug za niejadalne.
PERICO
Obrażony i sarkastyczny.
Samoloty nawet nie składają jaj.
VON AGUILOTA
Do siebie: Niech ten absurdalny ptak się wyniesie w końcu, pilnie muszę zobaczyć Scatijerasa. Głośno: Gdzie jest Scatijeras? Zapraszam go do gry w domino.
PERICO
W takim razie sam poszukaj.
VON AGUILOTA
Przyprowadź mi Scatijerasa, a dam ci ten złoty orzeszek.
PERICO
W porządku.
Wychodzi.
VON AGUILOTA
Zdenerwowany.
Gdy eliksir będzie w moim posiadaniu, zostanę królem świata!
Pelomiel wchodzi ze swoją piłką.
PELOMIEL
Mój Aguilota! Och, moja miłości!
VON AGUILOTA
Ciii! Królowa nas zabije, jeśli nas odkryje.
PELOMIEL
Z czułością ciągnie go za wąsy.
Czy mnie kochasz?
VON AGUILOTA
Auć!
PELOMIEL
Tra la! Pocałuj mnie, mój dziki lotniku, mój latający tygrysie...
Wchodzi Scatijeras.
SCATIJERAS
Co się dzieje?
VON AGUILOTA
Och, mój drogi Scatijerasie! Ekscytuje mnie nasza przyjaźń!
SCATIJERAS
Do siebie: Tylko jeden pośladek.
VON AGUILOTA
Pelomiel, muszę porozmawiać ze Scatijerasem w pilnej sprawie. Poczekaj na mnie pod niebieską jabłonią, słodka księżniczko.
Akt II. Scena 4
Pelomiel wychodzi śpiewając i tańcząc.
VON AGUILOTA
Patrząc w dal.
Karamba! Co za tłum wali na górę! Spójrz, Scatijeras.
Scatijeras podchodzi do tarasu i natychmiast pilot uderza go straszliwie w głowę pustą butelką po tequili. Naukowiec pada na ziemię jak martwy. Pilot pośpiesznie zagląda do jego toreb. Z okrzykiem triumfu wyjmuje butelkę Świętej Tłustości.
VON AGUILOTA
Och, Pelomiel, pani moich marzeń! Słodka włochata gołąbko mojej duszy!
Jesteśmy królami stworzenia! Teraz trzeba uciec z eliksirem i z księżniczką! Triumf! Triumf! Triumf!
Ucieka z eliksirem przyciśniętym do serca.
SCATIJERAS
Grobowym głosem
Umieram! Umieram! Zdrada! Oddaję ducha.
Wchodzą dwa sępy, grając na fletach żałobną muzykę. Światło gaśnie, sępy śpiewają w ciemnościach.
SĘPY
Z winy przystojnego pilota,
wielki Scatijeras oddał swą duszę.
Tra la, tra la, tra la,
z jego winy
Nesfatalina
straci swoje królestwo,
nie mając Świętej Tłustości.
Tra la, tra la,
Pelomiel, palomita,
popadła w grzeszną miłość
przez lotnika Aguilotę.
Wszyscy są zgubieni.
Tra la, tra la.
Akt II. Scena 5
Sępy wychodzą grając na fletach. Światło gaśnie zupełnie. Wchodzi Nesfatalina.
NESFATALINA
Co tak ciemno! Niewolnicy, przynieście światło!
Cisza.
Hello! Czekam! Niewolnicy!
Nesfatalina wychodzi innymi drzwiami. Słabe, zielonkawe światło oświetla ciało Scatijerasa. Siedzi na nim mała czarna małpka.
CHANGO
Scatijeras, jestem twoją duszą. Przychodzę z pierwotnych lasów, aby zająć twoją istotę.
Słychać głos Nesfataliny.
NESFATALINA
Niech przyniosą światła. Hello! Hello! Pałac jest ciemny.
Słychać głos Perico.
PERICO
Stało się jakieś nieszczęście, bo armia odchodzi.
Perico wchodzi ze świecą, widzi ciało Scatijerasa i czarną małpę.
PERICO
Horror!
Wydaje przenikliwy krzyk.
Wbiega Nesfatalina.
NESFATALINA
Fatalnie! Och, nieszczęście, Scatijeras nie żyje!
Dla królowej dusza Scatijerasa jest niewidzialna.
PERICO
Mówi do czarnego Chango.
Kim jesteś, nocna istoto, włochaty duchu ciemności?
NESFATALINA
Chirurg! Niech przyjdzie chirurg!
Pochyla się nad naukowcem, zagląda do jego toreb, nagle wydaje z siebie przeraźliwy krzyk.
Święta butelka! O bogini Księżyca! Święta butelka zniknęła!
Perico traci przytomność i majaczy w delirium.
PERICO
Widzę wszystko! Czarna zdrada! Przestępca Aguilota zamordował Scatijerasa i uciekł ze świętą butelką!
CHANGO
Z piskliwym śmiechem.
Jestem wreszcie wolny od tej starej skorupy.
NESFATALINA
Ha, słodka zemsta!
Małpa szczypie ją w pośladek.
Oh! Coś mnie uszczypnęło!
Akt II. Scena 6
Wchodzi królewski chirurg ze skrzynią z lekarstwami.
DOKTOR PON FRUTA
Wasza Wysokość, jestem doktor Pon Fruta, wasz królewski chirurg ze znakomitej szkoły medycznej w mieście Cacatorres.
NESFATALINA
Tutaj, tutaj! Bank Cacatorres będzie twój, jeśli ożywisz Scatijerasa!
CHANGO
Skacze i dzwoni dzwoneczkami.
On już nie żyje! Ole!
On już nie żyje! Ole!
Doktor Pon Fruta podchodzi do zwłok Scatijerasa i mamrocząc profesjonalnie, bada go instrumentami medycznymi. Wreszcie wstaje i mówi głębokim głosem.
DOKTOR PON FRUTA
Wasza Wysokość, dusza tego szlachetnego mędrca już dołączyła do Bogini.
NESFATALINA
Och, tragedia! O, dręczący ból, moja butelka! O, moja święta butelka!
Perico wzdycha.
DOKTOR PON FRUTA
Wasza Wysokość, czy mogę zaoferować swoje usługi waszemu królewskiemu Perico?
NESFATALINA
Naprawdę?
DOKTOR PON FRUTA
Dzięki mojej sztuce dowiemy się wszystkiego o tej tragedii. Hip! Hip! Mesmerisa! Gadaj papugo!
Wykonuje hipnotyczne gesty. Perico zapada w trans.
PERICO
Daleko, daleko! Gra w domino!
DOKTOR PON FRUTA
Hipnotyczna hipnoza! Ora pro dose. Mów, Perico!
PERICO
Lotnik Aguilota zamordował Scatijerasa i uciekł z księżniczką i z butelką Świętej Tłustości
NESFATALINA
Oh! Oh! Oh! Moje serce pęka!
Odgłosy tłumu z Cacatorres coraz bliżej.
O, ja nieszczęsna!
DOKTOR PON FRUTA
Obudź się, Perico!
PERICO
Budzi się.
Gdzie jestem? Co za smutny poranek!
NESFATALINA
Imperialnym gestem sięga po trąbkę zawieszoną na piersi i gra trzy nuty.
Sępy! Nocna Armia! Ropuchy! Lisy! Nietoperze! Poddani moi, aresztujcie przestępców zanim przybędą uczestnicy konkursu Świętej Tłustości!
Kurtyna
Akt III. Scena 1
Scena przedstawia łąkę pełną stokrotek w otoczeniu owocowych drzew, obciążonych wielkimi kalafiorami. W głębi parapet z widokiem na niższy płaskowyż, gdzie znajdują się niewidzialni zawodnicy i skąd będą wyrzucane dusze. Za drzewem dyskretnie pojawia się Scatijeras, rozgląda się, czy go nie zauważono. Przychodzi całkowicie przebrany, brodę ma nie czerwoną, lecz czarną, podzieloną na dwie części czubkami do góry, twarz żółta, duży warkocz sięgający do kolan, na warkoczu jaszczurka.
SCATIJERAS
Jestem strasznie zmęczony! Nie przewidziałem, że będę musiał odbyć tak długą podróż, by zaznać przyjemności słodkiej zemsty. Przede wszystkim muszę uzupełnić siły.
Podchodzi do drzewa i odrywając kawałek kalafiora, zjada go. Aby uczynić tę scenę łatwiejszą dla aktora, można przyczepić jeden ugotowany kalafior.
Wszyscy myślą, że nie żyję. Bez pomocy czcigodnego pustelnika, który ukradł moje ciało z grobowca, aby przeprowadzić na nim pewne udane eksperymenty, wciąż byłbym martwy. Dzięki temu kostiumowi nikt mnie nie pozna.
Wchodzi Perico.
PERICO
Jakiś obcy! Chyba jeden z uczestników, który przyszedł zobaczyć miejsce konkursu. Pozdrawia go grzecznie. Witam, bracie, co cię tu sprowadza?
SCATIJERAS
Przychodzę wziąć udział w konkursie.
Słychać tępe pomruki, krzyki i wiele wulgarnych słów, a także dźwięk przeciąganych łańcuchów.
Co to jest?
PERICO
To żałosny zdrajca, pilot-spekulant, który odsiaduje wyrok w pobliskim lochu. Kiedy uciekał, został schwytany przez sępy królewskie.
SCATIJERAS
Do siebie: O, słodka zemsto!
PERICO
Co proszę?
SCATIJERAS
Nie, nic, mówię tylko, że te owoce są bardzo smaczne, ale chodź ze mną i pokaż mi ogrody cesarskie, a także gdzie mogę napić się hipokrasu, bo trochę osłabłem.
Wychodzą.
Akt III. Scena 2
NESFATALINA
Wchodzi bardzo szczęśliwa, nucąc piosenkę.
Dziś wieczorem trochę uciechy dla ciała. Aż się prosi, żebym poszła na imprezę i narobiła bałaganu...
Podskakuje i mówi:
Jestem giętka i piękna!
Wyjmuje lusterko, ogląda się i uśmiecha.
Wyglądam nieźle. Dziś jest wielki dzień. Niech tylko zakończę konkurs i wydam za mąż Pelomielę, każę zabrać pięknego pilota do moich apartamentów, gdzie po okrutnym wychłostaniu strusimi piórami posiędę go. Jestem pewna, że już tego żałuje, ale gdzie jest Perico?
Wzywa go.
PERICO
Jestem, pani. Rozmawiałem z interesującym nieznajomym. Wyobraź sobie, Wasza Wysokość, że nosi w torbie małą czarną małpkę i czasami to ona mówi, a innym razem to mała małpka tłumaczy jego myśli.
NESFATALINA
Co ty mówisz? To zabawne, ale teraz ważniejsze jest, żebyś sprawdził, czy moi gorseciarze skończyli już mój nowy gorset „Uwodzenie nr 13».
Perico wybiega. Wchodzi Pelomiel, nieco przygnębiona.
PELOMIEL
Wzdycha.
Och, mamo!
NESFATALINA
Przestań wzdychać, dziś będziesz żoną jakiegoś odważniaka. Przygotuj się, bądź piękna.
Do siebie: Tak naprawdę to wygląda jak pęczek szparagów.
PELOMIEL
Wiesz, że jest tylko jeden, którego kocham...
NESFATALINA
Karci ją uderzeniem.
Odejdź!
Pojawia się Perico z gorsetem w dziobie. Gorset to wspaniały element składający się z dwóch dużych skrzydeł nietoperza. Ma grube i piękne sztuczne piersi. Za naciśnięciem jednego rozlega się słodki, delikatny dźwięk trąbki, a naciśnięcie drugiego powoduje rozpryski perfum.
PERICO
Oto gorset, Wasza Wysokość.
NESFATALINA
Ach, jest wspaniały! Pomóż mi przymierzyć.
PELOMIEL
Podchodzi bliżej.
Mamo, co to jest?
NESFATALINA
Znowu ją karci.
Odejdź, to nie dla dziewcząt.
Pelomiel wychodzi z płaczem.
NESFATALINA
Chodź, Perico, do moich apartamentów. Mam zamiar przymierzyć gorset.
Wychodzą.
Akt III. Scena 3
Dwa sępy zaczynają urządzać miejsce konkursu. Ustawiają sakralny stół z jedną nogą w kształcie nogi konia. Wchodzi sowa i kładzie na stole zwój pergaminu z nazwiskami i listą zawodników. Zostawiają wszystko gotowe i wychodzą. Wchodzi Pelomiel, w roztargnieniu opryskując kwiaty proszkiem DDT. Śpiewa.
PELOMIEL
Aguilota, mój pilocie,
olé, olé, jak mi smutno.
Och, Aguiloto,
mam wyjść za obcego. Ole!
Wchodzi Scatijeras. Księżniczka nie zauważa go i kontynuuje opryskiwanie stokrotek.
SCATIJERAS
Ze złowrogim śmiechem.
Ha ha ha! Tłumnie oddają swoje dusze za twoją białą rękę, Wasza Wysokość.
PELOMIEL
Hej! Hej! Kim jesteś, panie?
SCATIJERAS
Rycerzem twoich marzeń, księżniczko.
PELOMIEL
Jest tylko jeden i on... Och, nieszczęsny, gdzieś się zgubił!
Odchodzi z płaczem, gorzko lamentując.
SCATIJERAS
Wyciąga małą czarną małpkę z torby, skurczoną do rozmiarów marchewki.
Jaki ty jesteś brzydki! Ale nieważne, ha, ha, ha! Wprowadźmy małą zmianę! Ha ha ha! Dusza wielkiego Scatijerasa będzie godna ciała. Cholerna mała małpa! Hahaha!
Podchodzą bliżej tarasu, słyszą hałas tłumu. Muzykanci i sprzedawcy carnitas wypełniają królewskie ogrody.
Co za tłum! Pozwól mi wybrać tego, który ma najpiękniejszą duszę. Zobaczmy, zobaczmy...
Długo przygląda się tłumowi.
Nie widzę niczego, co wyglądałoby jak...
Akt III. Scena 4
Z królewskiego więzienia słychać przerażające krzyki. W oknie pojawia się blada twarz pilota.
VON AGUILOTA
Miłosierdzia, cudzoziemcze, miłosierdzia!
SCATIJERAS
Do siebie: He, he, he!
VON AGUILOTA
Ratuj mnie, och, ratuj mnie! Pomóż, słodki nieznajomy...
SCATIJERAS
Co się z tobą dzieje?
VON AGUILOTA
Czarna rozpacz! Królowa przyjedzie w nowym gorsecie i jeśli nie ucieknę, to jestem zgubiony. Och, och, och!
SCATIJERAS
Posłuchaj mnie, jeśli chcesz uciec, pomogę Ci...
VON AGUILOTA
O szlachetny nieznajomy!
SCATIJERAS
Ale... musisz wyjść przez okno do góry nogami.
VON AGUILOTA
Cokolwiek zechcesz, obiecuję!
SCATIJERAS
To bardzo miłe. Ale najpierw daj mi swoje kolibrowe wąsy...
VON AGUILOTA
Z drżeniem.
Nie wiesz, o co prosisz...
SCATIJERAS
Pogwizdując.
Nowy gorset... Tra la, tra la.
VON AGUILOTA
Desperacko wyrywając sobie wąsy.
Weź je. Och, weź mój ostatni skarb, są twoje!
SCATIJERAS
Odrywa swoją czarną brodę i oddaje ją pilotowi, przyczepiając sobie kolibrowe wąsy... Do siebie: Słodka zemsta!
Mówi do pilota.
Załóż moją brodę, posłuży jako przebranie. W ten sposób ominiesz straż królewską i zyskasz wolność.
VON AGUILOTA
Płacze.
W tych funeralnych chaszczach brody nikt mnie nigdy nie pozna... Nawet moja najsłodsza Pelomiel! Oh! Oh! Moje wspaniałe, piękne wąsy...
SCATIJERAS
Dosyć! Już prawie pora rozpoczęcia konkursu. Czekaj, idę po drabinę... Wychodzi i zaraz wraca z drabiną. Wyciąga z torby duży klucz.
Gotowyś, Aguilota?
Wejdź po drabinie i otwórz okno.
VON AGUILOTA
Kieruj mną... Zaczynam prawą nogą...
SCATIJERAS
Wyjmuje z torby Świętą Tłustość.
Do siebie: Aha! Uwodzicielski pilocie, najpierw twoje wąsy... Teraz twoja dusza! Pelomiel będzie moja!
VON AGUILOTA
Powoli wychodzi przez okno.
Nie mogę znaleźć drabiny.
SCATIJERAS
Szybko masuje mu pośladki i triumfalnie wyciąga pięknego motyla.
Piękny motyl! Moja dusza! W całym Cacatorres nie znajdziesz piękniejszej duszy.
VON AGUILOTA
Nic nie widzę! Co robisz?
SCATIJERAS
Zamienia czarną małpę na motyla.
Nic, nic. Schodź spokojnie.
VON AGUILOTA
Schodzę, schodzę.
SCATIJERAS
Ukrywa motyla w swojej piersi.
Teraz bądź ostrożny.
VON AGUILOTA
Wyłania się całkowicie i dociera do ukwieconego trawnika, dramatycznym gestem zrywa stokrotkę i całuje ją.
Żegnaj na zawsze słodka stokrotko, rosnąca pod stopami mojej ukochanej Pelomiel...
Odchodzi, ukrywając twarz wykrzywioną bólem.
Akt III. Scena 5
Scatijeras, śmiejąc się diabelsko, chowa się w drzewie kalafiorowym. Wchodzą Nesfatalina, Perico, Pelomiel (ssący ogromnego lizaka), dwa sępy, królewski chirurg, kot i osiem kurczaków.
NESFATALINA
Z towarzyszeniem cesarskich trąb.
Poddani, oto nadchodzi Nesfatalina z całym dworem, aby osądzić wasze nieszczęsne dusze, aby jak najszybciej wydać moją najpiękniejszą córkę...
Jadowicie patrzy na Pelomiel.
...za tego, który ma najpiękniejszą duszę, czy coś w tym stylu.
Pomruk uznania ze strony tłumu.
PELOMIEL
Wyjmując lizaka z ust wydaje bardzo brzydki dźwięk.
Phhhhhhhut!
NESFATALINA
Nie zwraca uwagi.
Podejdźcie bliżej i dajcie co możecie... Panowie! Panie! Hermafrodyci! wasze dusze!
PERICO
Bardzo zdenerwowany, po cichu.
Ale... Wasza Wysokość, kto ma Świętą Tłustość?
NESFATALINA
Zdziwiona.
O jej! Miałam ją przed chwilą...
Zamieszanie. Wszyscy oskarżają się nawzajem i szukają wszędzie.
SCATIJERAS
Niewidoczny za drzewem.
Cip, cip!
PELOMIEL
Spójrz, mamo! Mały ptaszek!
SCATIJERAS
Tutaj!
Rzuca butelkę w trawę. Wszyscy pędzą, żeby ją złapać. Łapie ją sęp. Nesfatalina ponownie zasiada na tronie.
PERICO
Wychyla się z balkonu.
Wasza Wysokość, Prezydent Ali Patas zbliża się jako pierwszy pretendent do ręki księżniczki.
NESFATALINA
Powiedz mu, aby odsłonił część swojej anatomii potrzebną do chrztu Świętą Tłustością.
El Perico rozmawia z kimś, kto wydaje się protestować.
PERICO
Zapewniam, że tak jest, Panie Prezydencie...
Pojawiają się pośladki prezydenta i sęp je masuje. Wyciąga jedno peso.
NESFATALINA
Następny!
Muzyka mariachi i setki pośladków. Na trawie piętrzą się mniej lub bardziej używane przedmioty: puste butelki, pieniądze, trochę pieczonych kurczaków, noże, muchy, piłki, bielizna, sałata, zęby, kawałki gazet, przyrządy astrologiczne, fasola, rozbite głowy, stopy, ręce, balony, tacos, koła i piñata.
PERICO
Wchodźcie, wchodźcie, panowie! Nie bójcie się! Oddawajcie swoje dusze bez wstydu! Ach, jak się masz, mój generale?
Wyciąga lekko zepsutego pomidora.
Tak, mój generale, oczywiście...
Sępy i chirurg desperacko przeszukują stos dusz.
PELOMIEL
Śpiewaj, moje serce! Nie ma duszy, która nie wyglądałaby jak śmieci... Niechby się zjawił mój boski Aguilota!
Zza drzewa wyłania się Scatijeras... ogólne osłupienie. Pelomiel krzyczy. Królowa wstaje.
NESFATALINA
Ty, Aguiloto!?
PELOMIEL
Niebiosa, księżyce i słońca! Mój pilot Aguilota!
Wpada w ramiona Scatijerasa.
Moje słodkie, moje ukochane wąsy, wąsy...!
NESFATALINA
Trzęsąc się z wściekłości
O nie! Nie tak! Niech szczypią go w pośladki jak innych! Potem zobaczymy… Do siebie: I tak będzie mój.
Na zewnątrz wrzaski tłumu.
TŁUM
Oszuści! Fałszywcy! Oddajcie nam nasze dusze!
PERICO
Och, ratuj nas, bogini Księżyca! Rewolucja!
NESFATALINA
Przykucnij, Aguilota i pokaż swoją duszę!
Scatijeras z dumą prezentuje swój tyłek sępowi, który wyjmuje motyla.
DOKTOR PON FRUTA
On ma najpiękniejszą ze wszystkich...
NESFATALINA
Rzuca czarnym kotem w głowę córki.
Weź to i niech zdechną wszystkie twoje króliki, i to dwa razy w niedzielę.
PELOMIEL
Pada w ramiona Scatijerasa.
Hurra!
Perico zaczyna rzucać dusze w gniewny tłum, który gwałtownie je odrzuca. Scena kończy się ogólnym zamieszaniem, krzykami wściekłości i dziką walką dusz.
Kurtyna
° ° ° °
Z oryginału hiszpańskiego próba spolszczenia: B.K.
Posłaniec Leonora i Octavio.
Słynny meksykański poeta, Octavio Paz, noblista, zadedykował Leonorze Carrington jedyny dramat jaki napisał w życiu. Sztuka ta miała tytuł "Córka Rappacciniego" – jak nowelka amerykańskiego pisarza, Nathaniela Hawthorne'a. Opowiadała o tych samych ludziach i o tych samych zdarzeniach, ale w dialogach, nie w narracji prozatorskiej. Różniła się od noweli postacią Posłańca, który na początku, na końcu i dwa razy w trakcie przedstawienia objaśniał i komentował dziwnymi i poetyckimi zdaniami sceniczne zdarzenia. Niczym chór w greckiej tragedii. To Leonora namówiła Octavia do przeczytania stuletniego amerykańskiego oryginału i napisania sztuki.
Nie ma nic nad miarę w domniemaniu, że cała partia Posłańca w sztuce Octavia to tarotowa wykładnia Leonory o postaciach, o losach, o przeznaczeniu Beatrycze i Juana, tragicznych kochankach w ogrodzie trujących roślin doktora Rappacciniego. Przyjmijmy legendę, że co Posłaniec wygłasza na scenie, było przedtem równie poetycko klarowane Pazowi wprost do uszu przy winie, wieczorami albo i po nocach. Co najmniej rok wcześniej Leonora zaczęła malowanie własnej wersji kart Tarota, znajdując w tym nie okazję do wróżbiarstwa, lecz do wydobycia z ezoteryki poetycką dramaturgię, tyleż przekładalną na płótno, co i na scenę.
Działo się to dawno temu w Ciudad de México, wiosną i latem 1956 roku. Sztukę Octavio Paz napisał na specjalną okazję i wystawiono ją w meksykańskiej stolicy 31 lipca w Teatro dell Caballito. Był to sceniczny debiut poety i, jak wiadomo, na debiucie się skończyło. Leonora też w tym sezonie napisała dramacik, który nazwała "Wynalezienie potrawy mole". Nie był to jej dramat jedyny, nie pierwszy, ale siódmy z kolei. Sztuki Leonory nie wystawiono w Teatro dell Caballito, za to oba utwory opublikował Carlos Fuentes miesiąc później w Revista Mexicana de Literatura – jakby wzięte z tej samej teczki albo powstałe z tej samej okazji.
Są przekazy, że Octavio pisał w pośpiechu, żeby zdążyć na próby, ale mu nie wyszło i premierę zapowiadaną na siedemnastego lipca przesunięto na koniec miesiąca. Okazją był Drugi Program – z dużej litery, bo tak nazywano kolejne imprezy cyklu Poezja Mówiona (albo Poezja Pełnym Głosem – Poesia en Voz Alta). Pierwszy Program prezentowano od 19-go czerwca do 10-go lipca. Powiadają znający sprawę dokładniej*, że wszystkie 198 miejsc w Teatro dell Cabalito publiczność zawsze zapełniała, a studenteria waliła drzwiami i oknami. Imprezie patronował Narodowy Uniwersytet Autonomiczny Meksyku, gdzie już od paru lat szykowała się rewolucja teatralna. Imprezę "Poesia" uznano za jej zwycięskie spełnienie.
* Najlepiej ze wszystkich: Roni Unger, która paroletnią imprezę "Poesia" opisała drobiazgowo w książce, w 1980 roku.
Przywołajmy na chwilę osobę Eleny Paz, żonę Octavia, której trzy dramaty wystawiono w Trzecim Programie. Przyjacielskie układy Leonory i Octavia kontrastowały z finalnym rozkładem małżeństwa państwa Paz, które niecałe trzy lata później skończyło się oficjalnym rozwodem. Nie Leonora była sprawczynią, bo Elena i Octavio darli koty dużo wcześniej, wszyscy o tym wiedzieli.
Dzięki Elenie może uszczknie się rąbka odpowiedzi na pytanie – Dlaczego "Wynalezienie potrawy mole" nie znalazło się w Drugim Programie? Kierownikiem literackim tego Programu był Octavio Paz. Czy Octavio chciał wystawienia "Mole"? Moim zdaniem – był skłonny, ale żeby później, nie w zestawie z jego własną sztuką. Bylaby konkurencyjna sensacja. A też niezbyt gładziutkie miał relacje z reżyserem, Hectorem Mendoza. Mendoza znał już twórczość Eleny i reżyserował ją w następnym sezonie. Gdyby porównać, co napisała Elena z utworem Leonory... Hector na pewno to zrobił. Co mieli za pazurami w sprawie niegrania "Mole" reżyser i kierownik literacki? Powiadają, że Octavio zabronił żonie pisania wierszy, bo od tego jest on. Powiadają, że ona pisała nie gorzej. A dramaty to już na pewno, są dowody, a nie plotki.
Octavio obstawił swój dramat trzema sztukami francuskich autorów, nic albo słabiutko wówczas w Meksyku znanymi: J. Tardieu, G. Neveux i E. Ioneco. Gdyby któregoś z nich podmieniła Leonora Carrington, ani by na tym straciła internacjonalność Programu, ani surrealistyczne gusta Octavia. Czego dostąpiła szeptucha od tarota (prócz dedykacji), to wyłączność na scenografię do "Córki Rappacciniego". (Juan Soriano robił prawie sam scenografię wcześniej i później w "Poesia", ale nie w "Córce" – tak, ten Juan Soriano, znany w Polsce dzięki Markowi Kellerowi).
Fot. z książki Roni Unger "Poesia en Voz Alta in the Theater of Mexico".
Nie znalazłem (nawet u Roni Unger) albo przeoczyłem, jak długo próbowano i wystawiano Drugi Program, więc nie wiem, czy już 31 lipca, czy później albo wcześniej, reżyser Hector Mendoza zaingerował brutalnie w scenografię Leonory. Sam opowiadał w wywiadzie, że okropnie się z nią pokłócił, gdy zaczął wyrzucać ze sceny elementy jej scenografii dlatego, że w zagęszczeniu przeszkadzały mu aranżować ruch aktorów. Powiedział: "wyrzucałem do kosza", ale przyznał, że to były, oddzielnie, znakomite dzieła sztuki. Dlatego – bo z jakiej innej przyczyny? – Carrington nie pojechała z zespołem na występy do Guadalajary. Kto tam urządzał scenografię, nie wiadomo, ale wyjazdowy występ był plajtą. Pewnie nie z powodu braku scenografki, tylko mniej rewolucyjnej teatralnie atmosfery poza stolicą.
Udział Leonory w imprezie "Poesia" okazał się epizodem w jej artystycznym istnieniu, gdyż zerwała współpracę. Ale nie zrezygnowała z teatralnych nawiedzeń. Cztery lata później stworzyła scenografię do własnej "Penelopy" i do sztuki Ionesco – obie inscenizacje w reżyserii Alejandro Jodorowsky'ego. Zachowały się – wcześniej ponoć powstałe – dekoracje i maski do "Burzy" i do "Wiele hałasu o nic" Szekspira, ale nie znajduję informacji kto, gdzie i kiedy użył je na scenie. Poszukiwanie przepadłych zapisów efektywniej byłoby zastąpić czymś, co się samo wyświetla przed oczyma – teatralnością jej obrazów. A jeszcze lepiej – wspólną teatralną wyobraźnią w malarstwie Leonory i jej przyjaciólki, Remedios Varo.
Ilustracja Leonory do broszury Drugiego Programu
Z książki Roni Unger
Jodorowsky bardziej jest znany nie jako twórca teatru i filmu, ale jako mistrz Tarota. Przyznawał otwarcie, że w tę dziedzinę ezoteryki wtajemniczyła go Leonora. W jej konstelacjach artystycznych łatwo można się dopatrzeć wspólnych orbit Teatru i Tarota. Wróżby i medytacje tarotowe zakładają konieczność dramaturgii; pojedyncze karty i odkrywane znaczenia ich relacji potrzebują sceny dla przewidywanych zdarzeń, dla pojawiających się osób, ich charakterów, wzajemnego wpływu. Tarot to wymyślanie scenariuszy, a także dostrzeganie, rozumienie, przejrzenie ich jako siły sprawczej spektaklu, który może nie w pełni zdarzy się w realnym życiu, za to na pewno, bezwarunkowo i niezbicie da się spełnić w teatrze. Magia kart i magia sceny – przypuszczam, że Octavio Paz domyślał się, przeczuwał, że w obecności Leonory stał się tarotowym medium teatralnym.
Deklamacje Posłańca w "Córce Rappacciniego" Octavia Paza przypominają ezoteryczne, wróżbiarskie, enigmatyczne objaśnienia układów kart Tarota, którymi popisują się biegli w tej sztuce. Uroda, sugestywność tych objaśnień zawsze wydaje się być intensywniejsza, im bardziej są poetyckie. Kartę Gwiazda wybrano dla Betarycze; kartę Minstrel – dla Juana, a kartę Król – dla Rappacciniego. Posłaniec jest scenicznym objaśniaczem niuansów fabuły dramatu, tajników duszy postaci i spełniania się fatum; poetyckie powikłanie czyni go osobą tak samo ważną dla widzów, jak i dla Beatrycze, Juana i obu doktorów (Rappaccini i Baglioni). To wszystko z powodu Tarota, czyli wprost od Leonory Carrington.
Gdyby można było zajrzeć do zamysłów artystycznych Octavio Paza, wyjawiłoby się, że to Ona jest Posłańcem i że z tego powodu poeta ukrył jego-jej prawdziwe imię, płeć i pochodzenie. Potem odszedł Posłaniec, to znaczy jej zabrakło w pobliżu i okazało się, że wielki poeta był poetą sceny tylko raz w życiu.
Scena i maski do "Burzy".
Potwierdzenie legendy.
W 1978 roku Esther Seligson (1941-2010) opublikowała wywiad z Octaviem, w którym wspominał:
«W dniu, w którym mieliśmy się spotkać w teatrze El Caballito, aby zdecydować, jak zrobić przedstawienia z recytowanymi wierszami, Alice Rahon zaprosiła Leonorę Carrington i mnie na obiad do jej domu i tam wymyśliliśmy, że wyłącznie recytowanie poezji jest absurdem i że będziemy musieli robić teatr albo nic, teatr w służbie słowa, teatr oparty na krótkich utworach, który by eksponował poezję i w którym aktorzy służyliby tekstowi, a nie odwrotnie. Tak powstała „Poezja Mówiona”.(...)
Do Drugiego Programu obiecałem napisać sztukę i po długich przemyśleniach z Leonorą wpadliśmy na pomysł adaptacji opowiadania Nathaniela Hawthorne’a „Córka Rappacciniego”, które napisałem w 15 dni. (...) W moim utworze rolę Posłańca grała María Luisa Elío; Carlos Fernández - Juana; Ana María Hernández - Isabelę; Arreola - Rappacciniego; Eduardo MacGregor wystąpił jako Baglioni, a Manola Saavedra w roli Beatrycze.
Fotografia z 1956 roku. Ta, która magnetycznie przyciąga wzrok Octavia, to Leonora Carrington.
Pozostałe panie to aktorki. Według Wikipedii: jedyna żyjąca z tej piątki, ta z prawej, z papieroskiem, Tara Parra, ma obecnie 92 lata; ta z lewej, też z papieroskiem, Rosenda Monteros, grała w "Siedmiu wspaniałych"; tej w środku, Marii Luisie Elfo, Gabriel Garcia Marquez dedykował "Sto lat samotności".
fragment wywiadu i fotografia wzięte z:
ZONAPAZ
https://zonaoctaviopaz.com/detalle_conversacion/174/una-entrevista-con-paz-sobre-poesia-en-voz-alta/
Niezbędny wstęp do tekstu o spalonym koniku na biegunach i o świętej diablicy, czyli:
Leonora Carrington
KONIK TARTAR
Napisane w języku francuskim okolo 1940. Niepublikowane. Oryginalny tekst zachował się w Archiwum André Bretona w Bibliotece Literackiej im. Jacques’a Douceta w Paryżu.
postacie:
KANAREK
PENELOPA
SŁUŻĄCA
OJCIEC
GŁOS MATKI
° ° °
Przed podniesieniem kurtyny słychać cichy śpiew kanarka
AKT I
Zagracony pokój dziecięcy ze starym, zakurzonym koniem na biegunach.
Na pierwszym planie widać klatkę z kanarkiem w postaci kobiety z odsłoniętym biustem, zakrytym tylko blond włosami; jej głos brzmi jak dźwięki harfy.
KANAREK
Dziwaczne, bezskrzydłe, okropnie przyziemne stworzenia, kiedy przestaniecie zadręczać mnie swoimi krwawymi dramatami?
Każdego dnia widać w kurzu ślady bosych stóp, prowadzące do konia na biegunach, zostawiane przez kobiety nieustannie przychodzące do niego w nocy.
Dobry Szatanie, czym on je tak oczarowuje?
Biedna Penelopa, gdybyś mogła zobaczyć swoją matkę... i babcię!
Cóż za rodzina!
Na scenie pojawia się Penelopa. Najpierw patrzy na konika na biegunach, dotyka jego głowy opuszkami palców, a następnie zbliża ucho do ust. Potem podchodzi do okna, przeciera je zakurzonymi włosami, z których ucieka kilka ciem... Jest wciąż bardzo młoda.
PENELOPA
Patrząc przez okno.
Wyszli... Miałam wrażenie, że słyszałam jakąś muzykę.
Co za przystojny brodaty mężczyzna! Czy to może być ojciec?
Powoli odwracając się w stronę konia.
Tartar, Tartar!
Podchodzi do niego.
Słyszysz mnie?
KANAREK
Zwraca się do publiczności.
Słyszał wszystko... Wszystkie pięć pokoleń kobiet w tej rodzinie...
PENELOPA
Tartarze, pozwól mi owinąć włosami twoją głowę... Wydaje mi się, że twój wzrok mnie ogrzewa... Czy ośmielę się myśleć, że zapach moich włosów ogrzewa twoje oczy w ten sposób? Piękne zwierzę o wiecznym blasku, bardziej rozkoszne niż sam strach... Rozkoszny Tartarze!
Zakrywa włosami głowę konia, po czym słysząc kogoś za drzwiami, odskakuje i szybko odbiega od konia.
Kto tam jest?
GŁOS
Nikogo, proszę pani, nikogo tu nie ma... Jestem tylko ja, służąca...
PENELOPA
Proszę wejść.
Pojawia się bardzo skromna pokojówka.
SŁUŻĄCA
Twój Ojciec...
Opuszcza wzrok.
KANAREK
Penelopa nigdy nie widziała swojego ojca, który mieszka na parterze.
SŁUŻĄCA
Twój ojciec byłby wdzięczny, gdyby mógł towarzyszyć ci dziś wieczorem przy deserze... Zejdź cicho na dół i uważaj, żeby nie rozmawiać z nikim, gdy przekroczysz próg drzwi.
PENELOPA
Mój Ojciec... Mój Ojciec...
Służąca tak bardzo blednie, że w końcu znika.
KANAREK
Pomarańcze i cytryny, słodkie przysmaki! Podobnie jak dzwony świętej Jezebel...*** Matka pochowana przez przystojnego, brodatego mężczyznę głęboko na cmentarzu wciąż powraca, boso, i recytuje modlitwy szalonej miłości.
PENELOPA
Tartarze, jaki wiatr sprawia, że tak dygocesz, twoja skóra drży jak skrzydła owada.
KANAREK
To jest wiatr zachodni. Na zachodzie znajduje się cmentarz św. Jezebel.
PENELOPA
Pieszczotliwie do Tartara.
Jeżdżąc na twoim grzbiecie, gdy dopiero zaczynałam chodzić, przeżyłam najdziksze przygody, Tartarze.
KANAREK
Uważaj, żeby twoja miłość go nie spaliła, bo jest wyrzeźbiony w drewnie...
PENELOPA
Po raz pierwszy, Tartarze, będę daleko od ciebie... Rozewrzyj nozdrza i chuchnij mi na ręce, bo marzną ze strachu. Pomyśl o mnie, bo naprawdę potrzebuję ciepła twoich myśli... Kochany Koniu, pomyśl o mnie.
KANAREK
Nie martw się, w tym domu nikt nigdy nie został zapomniany.
Penelopa powoli zsiada z konia, po czym odchodzi, rzucając mu powłoczyste spojrzenie.
KANAREK
Po wyjściu Penelopy.
Godzina pustki... a pustka jest jej godziną... Kropla dnia wyschła... a płyty chodnikowe są teraz pokryte przerażającymi napisami, które czytają umarli.
GŁOS
Stłumiony.
Wpuść mnie... Otwórz... Otwórz, żebym mogła wejść...
KANAREK
Trzepoce skrzydłami.
Jej Matka...
GŁOS
Niewierny koniu, nie dręcz mnie już dłużej, muszę się ogrzać przy tobie... Wpuść mnie... Wpuść mnie...
KANAREK
Zostań w swojej trumnie. Pani.
GŁOS
Jestem bogatsza niż wtedy, gdy żyłam z Tartarem, bo stałam się częścią ziemi... Jestem bogata i odżywiam sie korzeniami traw, które pozieleniały i nabrały soczystości dzięki mojemu ciału.
KANAREK
Dzięki ciepłu gnicia...
GŁOS
Tartar... Moja miłość.
Zjawia się straszne widmo matki Penelopy.
Kurtyna.
Rękopis Leonory
PRZERWA
Taniec podczas wystawnej kolacji u ojca Penelope. Nudna muzyka. Piosenka.
AKT II
Kobieta-Kanarek i Ojciec są obecni w jadalni pana domu. Stół zastawiony owocami i słodyczami. Ojciec Penelopy delikatnie podnosi obrus i głaszcze nogę stołu, po czym zagląda pod stół.
OJCIEC
Jakież wyrafinowane przyjemności... Śliczny stoliczek.
Śmieje się do siebie i szepcze:
Pod znakiem ognia... to dobrze, to bardzo, bardzo dobrze!
Służąca wynurza się spomiędzy... Ojciec odzyskuje równowagę.
SŁUŻĄCA
Szeptem
Widziałam wszystko...
OJCIEC
No i co, Motylku?
SŁUŻĄCA
Ona go głaszcze...
OJCIEC
Zamknij się, idiotko!
Do siebie:
Nędzna powtarzalność, nędzne życie.
SŁUŻĄCA
Widziałam wszystko.
OJCIEC
Posprzątaj ten pokój, śmierdzi tu okropnie jak w stajni.
SŁUŻĄCA
Odchodząc.
Ona już idzie...
Odgłos kroków na schodach. Wchodzi Penelopa, zatrzymuje się w progu.
PENELOPA
To zdecydowanie on.
OJCIEC
Co za podobieństwo...
PENELOPA
Mój ojciec...
OJCIEC
Usiądź, moja dziewczyno, i przyjrzyj się uważnie mojej brodzie... Widzisz coś?
PENELOPA
Drżącym głosem.
Czy ona może być lustrem? Wydaje mi się, że widzę swoje własne cechy...
OJCIEC
Moje lustra nie są już lustrami...
PENELOPA
Postać pełna cierpienia...
OJCIEC
Bardzo delikatnym głosem.
Dotknij mojej brody.
PENELOPA
Nie odważę się.
OJCIEC
do siebie
Okropnie cuchnie stajnią.
KANAREK
Wszyscy tu urodzili się w cieniu konia.
OJCIEC
Zbliżając się do Penelopy.
Skąd ten strach?
PENELOPA
Nie mogąc opanować drżenia.
Och, mój Ojcze...
OJCIEC
Odpowiedz mi, skąd ten strach, moja córko?
PENELOPA
Bezradnie.
Nie potrafię ci powiedzieć!
KANAREK
Długa, łagodna twarz z rozszerzonymi oczami, zwieńczona wspaniałą grzywą.
OJCIEC
Mam wrażenie, że używasz jej perfum.
PENELOPA
Z pośpiechem.
To kurz... Urodziłam się w pyle.
OJCIEC
Śmieje się ironicznie.
Biedna dziewczynka, od kiedy ludzie mylą mocz z kurzem?
PENELOPA
Co mam powiedzieć?
OJCIEC
Sto razy nic.
PENELOPA
Ojcze mój, miej litość i nie patrz na mnie w ten sposób.
OJCIEC
Gryząc orzech laskowy.
Córko moja, nadszedł czas, w którym kobiety muszą odłożyć na bok dziecinne zabawy lalkami, aby zająć się innymi, o wiele bardziej konkretnymi rzeczami. Za chwilę zobaczysz, że zależy mi tylko na twoim dobru.
PENELOPA
Nigdy w to nie wątpiłam, Ojcze.
OJCIEC
Obejmując Penelopę.
Jesteś moją małą, dobrą dziewczynką...
PENELOPA
Z niechęcią.
Tak tato...
OJCIEC
Jutro zagramy razem w domino i zaproszę przyjaciół na herbatę.
PENELOPA
O mój Ojcze, nie odważyłabym się pójść do ludzi, bałabym się.
OJCIEC
Cichym, ale stanowczym głosem.
A dlaczego? Ach tak, boisz się... Strach, prawda, moja mała dziewczynko?
Odwraca się w stronę drzwi.
Jean! Albo Jeanne!
Służąca wraca.
Mam wrażenie, że w domu jest mnóstwo starych kawałków drewna... Mam ochotę rozpalić dziś wieczorem ogień w kominku... Idź do pokoju Mademoiselle i weź starego konika na biegunach, który już nie nadaje się do niczego...
Penelopa wydaje głęboki, pełen cierpienia krzyk.
A potem spalisz to w kominku... tak (zacierając ręce) rozgrzejemy się dzisiejszej nocy.
Służąca wychodzi.
PENELOPA
Ukrywa twarz w dłoniach.
Zmiłuj się nade mną...
KANAREK
Pod znakiem ognia, biedny Koniu... Grób Świętej Jezabel*** zostanie spustoszony, a kamień stopiony przez straszne łzy.
OJCIEC
Stare drewno pali się dobrze, a ogień w kominku zawsze poprawia mi humor. Kwiecień, moja córko, stoi pod znakiem ognia... W kwietniu się urodziłaś.
Gryzie kolejny orzech.
Z płomieni odczytamy przyszłość.
KANAREK
Ta noc jest pełna czarnych cudów.
Przez uchylone drzwi widać krwistoczerwony blask płomieni. Trzask ognia. Straszne rżenie.
Penelopa powoli podnosi głowę, która zmieniła się w maskę konia. Prostuje się i wychodzi jak lunatyczka.
PENELOPA
Tartar... Tartar...
OJCIEC
Zwraca się ku niej i woła przerażającym głosem.
Moja córko! Och, moja córko...
Rżenie.
° ° °
***
Jezabel
W Nowym Testamencie występuje jako pseudoprorokini zwodząca chrześcijan, nawołująca do nienawiści Boga, połączonej z nierządem sakralnym i spożywaniem ofiar składanych bożkom.
Jest symbolem kobiety bez skrupułów, rozwiązłej, zdeprawowanej, niegodziwej, zuchwałej. (wikipedia)
° ° °
wersja polska z francuskiej: BK,
z książki: "Leonora Carrington. Dzieła literackie. T.III. Teatr." Paris 2022
Spalony konik na biegunach i święta diablica.
Mimo czteroaktowej długości dramat pt. "Penelopa" Leonory Carrington, napisany zapewne w 1946 roku, zawiera mniej ryzykanckich aluzji i z grubsza obciosanych szarad aniżeli jego dwuaktowy poprzednik sprzed sześciu lat pt. "Konik Tartar". Pisała go zbuntowana 23-latka, która niedawno uciekła z domu (jak się okazało - na zawsze), a ten dłuższy, późniejszy stworzyła ta sama, ale dorosła już kobieta w zupełnie innej sytuacji życiowej, a nawet na innym kontynencie; artystka o wiele bardziej świadoma swych umiejętności i zamiarów.
Oba dramaty dotyczą tego samego zdarzenia - w osiemnaste urodziny córki ojciec spalił jej drewnianego konia na biegunach, zabawkę ulubioną przez całe dzieciństwo.
Koń a sprawa (twórczości) Leonory to powszechnie omawiany jej temat malarski. Konie malowała często i umiejętnie. Są one na płótnach sympatyczne, przyjemne, choć z reguły rozbiegane, niespokojne. W jej literaturze temat konia jest wyraźnie obsesyjny i ją samą frapujący, nie tylko z powodu młodzieńczego (dziecięcego) dramatu, bo dotyczy zwierzęcia jako figury autoreprezentacyjnej, ujawnia tajemnice wyobraźni artystki, ilustruje jej temperament, odnosi się do intrygującej Leonorę mistycznej jedności zwierzęcia i człowieka, w końcu wiąże się też z aktywnością nieartystyczną i realnymi uczuciami – 14-letnia Leonora poza koniem na biegunach miała konia prawdziwego, klacz Winkie i bardzo ją lubiła.
Leonora i Winkie
"Konik Tartar" zawiera w swojej tajemniczej treści wcale nie nazbyt ukryty motyw erotyczny. Dramat "Penelopa również jest erotycznie zawikłany, prowokujący, dwuznaczny, mętny, ale przede wszystkim w motywie tym o wiele bogatszy literacko od pierwowzoru - kunsztowniejszy, enigmatyczny artystycznie, a nie tylko aluzyjnie i dekonspiracyjnie. Coś jej podsunęło myśl, albo ktoś, albo sama sobie objaśniła, do-myśliła, że literatura (również ta przeznaczona na scenę) to nie tylko prowokujące aluzje, zakryte znaczenia, półnaga stylistycznie erotyka, ale bogatsze i trudniejsze zmienianie w zdania podszeptów z wyobraźni, z doświadczeń, ze snów, czy z czego tam w tysiącu źródeł. Do szczegółowego rozwikłania i odgadywania byłoby to trudne i zjadające czas, ale - uogólniając - przypuścić można, że coraz kunsztowniejsza praca malarska, potwierdzenie w obrazach siebie jako artystki, rozpoznanie własnej wyobraźni, precyzja dłoni poruszających pędzle – razem przełożyło się wzbogacająco na twórczość literacką. Im lepszą stawała się malarką, tym lepszą była pisarką.
° ° °
W młodzieńczym "Koniku" dramat rozgrywa się między pięcioma postaciami - dziewczynką Penelopą, jej Ojcem, Głosem jej Matki, Służącą i dziwną Kobietą-będącą-Kanarkiem (lub odwrotnie). W późniejszej "Penelopie" występuje ponad dwadzieścia postaci pojedynczych i nie wiadomo ile zbiorowych Gości, Zabawek i Duchów. Figury się powtarzają, oprócz Kanarka – zamiast niego (niej?) jest tajemnicza, bezimienna "Postać" – kobieta robiąca na drutach w głębi sceny, uaktywniona tylko cztery razy, ale w podobnie naracyjnej, wszechwiedzącej formie, co ptasia poprzedniczka.
Odmiana najważniejsza w "Penelopie" to ożywienie i rozgadanie konika Tartara i jego osobna, rozbudowana bogato rola. Poza tym przybyło planów, zdarzeń, powikłań, relacji między postaciami - jest obficie, tajemniczo, barwnie i dziwnie jak na obrazach. I jest więcej, rzecz jasna, materiału literackiego w wypowiadanych dialogach i w niesłyszalnej maestrii formy. Ubyło tylko jednej rzeczy - erotycznej dekonspiracji. Albo raczej zamieniła się ona w zawiłe, senno-imaginacyjne, młodzieńczo niepokorne wyznania, napędzane samo-zdziwieniem, auto-fascynacją, pierwotnością doznań – lub jak tam zwać młodzieńcze wyrwanie się ku wolności. Tak to wygląda, jakby dorastająca Leonora odkryła, że do bycia w sztuce, a nie tylko do jej wytwarzania, potrzeba więcej narzędzi, niż sama wolność ekspresji.
"Konik" to spowiedź Leonory pierwszy raz wolnej i zachłystującej się samo-uwalnianiem. Przez to dramacik jest prostszy do odczytania, niż "Penelopa", ale z tego samego powodu mniej atrakcyjny literacko. Gdy pisała drugi, dłuższy dramat, przeżyła już nie tylko uwolnienie się od kagańca ojcowskich ambicji wywyższenia klasowego dzięki córce (jako znakomicie ożenionej panny z przebogatej rodziny nuworyszy), ale też ucieczkę najpierw z wariatkowa-więzienia, z Europy zalewanej hitleryzmem, z lipnego małżeństwa dla amerykańskiej wizy, a potem z tego co ją do pierwszej wolności wprowadziło i zarazem w tej wolności uwięziło – czyli z Surrealizmu. To było bogactwo wyzwoleń, które może ją uwolniło od dziecięcej (młodzieńczej) traumy, ale nie od tematu. Temat został. Tylko, że nie po to, aby w nim kamuflować erotyczną spowiedź zbuntowanej kandydatki na artystkę.
Najbardziej widocznym kluczem erotycznym w "Koniku" jest trzykrotnie wpomniana postać Jezebel:
«KANAREK
Pomarańcze i cytryny, słodkie przysmaki! Podobnie jak dzwony świętej Jezebel...»
«KANAREK
To jest wiatr zachodni. Na zachodzie znajduje się cmentarz św. Jezebel.»
«KANAREK
Pod znakiem ognia, biedny Koniu... Grób Świętej Jezabel zostanie spustoszony, a kamień stopiony przez straszne łzy.»
° ° °
Za chwilę przyjdzie czas użyć owego klucza i zobaczyć do jakich komnat otwiera on drzwi, ale na razie wypada cofnąć się z czasu "Konika" do maja roku poprzedniego; to była w Europie wiosna strasznego roku, ale jeszcze nie jego Wrzesień. Leonora już prawie dwa lata mieszkała we Francji z genialnym Maxem Ernstem. W miłości kwitła im róża idylli od pierwszego wejrzenia; w układach personalnych – parzyła pokrzywa nierozwiązanego trójkąta. Max był żonaty, a prawowita małżonka nie umilała zakochanym paryskiej sielanki. Przenieśli się na południe kraju, do wioski Saint-Martin d’Ardèche, bo Leonorę stać było na kupienie domu.
Dom Leonory i Maxa (wikipedia)
° ° °
W maju 1939 roku Leonora i Max publikują w ilości 535 egzemplarzy (numerowanych; po 25 franków; dziś w cenie ponad 200 dolarów, czyli około dziesięć razy więcej niż wówczas) książeczkę z sześcioma jej opowiadaniami i siedmioma jego ilustracjami. Jeden z tekstów na tyle wyróżniono spośród reszty, że jego tytuł poszedł na okładkę – "Owalna dama". W tym opowiadaniu panna o imieniu Lukrecja za nazbyt dziecięce zabawianie się konikiem na biegunach ponosi karę ze strony ojca, który... itd, itp. – tak samo jak w "Koniku" i w "Penelopie".
Iliustracja Maxa do "Owalnej damy"
Syn Leonory, Gabriel, nie dowiedział się, czy ona wymyśliła to zdarzenie, czy też naprawdę ojciec spalił konia bujanego, który że bywał widziany w domu Carringtonów (wielki, biały i stary) wspominała Joanna Moorhead, jej kuzynka i biografka. Gabriel w eseju-pamiętniku pisał tak:
«Leonora podróżowała w pełnym galopie na wymarzonym koniu, wymyślając wyprawy poza swój pokój. W sztuce koń jest tym wyimaginowanym mówiącym zwierzęciem z jej dzieciństwa; ukształtowała dla siebie podprogową przestrzeń... (po to żeby) ...głęboko zanurzać się w swoją wyobraźnię.»
Spalenie konia konkretyzuje w drastycznym obrazie ojcowskie, bezceremonialne zamiary i zabiegi, żeby wyrwać córkę z deficytu dzieciństwa i nawet wbrew jej woli wmontować w intratną kobiecość. Tak jak w opowiadaniu "Debiutantka" postać kumpelki-hieny (i jej występ zamiast Leonory na balu debiutantek) konkretyzuje uczucia obrzydzenia do występowania w tej roli. W zestawie sześciu opowiadań z rysunkami Maxa ten tekst następuje po "Owalnej damie".
Zachowało się zdjęcie Maxa Ernsta z wielkim koniem na biegunach, zrobione w roku 1938. Joanna Moorhead zgadywała, że Leonora w Paryżu zobaczyła gdzieś takiego konia i go kupiła. Z pewnością podobny był do owego spalonego, lub tylko zostawionego w Londynie.
Na zdjęciu widać, że Max nie bardzo wie, co począć z wielgaśną zabawką i być może ta jego nieporadność uświadomiła Leonorze, że jej rozkołysana wyobraźnia z repetycją z niedawnego dzieciństwa poradzi sobie produktywnie, z kopyta i galopem. Gabriel przypuszczał, że właśnie wtedy powstała pierwsza, prozatorska wersja mitu-wspomnienia.
Z jakiegoś ważnego powodu bohaterka "Owalnej damy", nazwana Lukrecją (pewnie ot, tak sobie), zamieniła się w "Koniku Tartarze" w Penelopę. Następny dramat w mitycznym cyklu ma tytuł z jej imienia. To imię kojarzy się oczywiście z żoną Odyseusza. Ale co by miała sugerować taka aluzja? Leonora tkwiła od co najmniej dwóch lat w Surrealizmie. Jeżeli w tamtych latach wymyślano cokolwiek kompletnie odjechanego, prowokująco szajbniętego, obraźliwego lub nierealnego, by konfundować skojarzeniami rozkojarzeń, paradoksami kontrującymi stereotypy – to działo się to przede wszystkim wśród surrealistów. Max Ernst był jednym z nich. Leonora była tych wtajemniczeń adeptką zdolną i pomysłową. Stąd może Penelopa? Na przekór pierwszemu skojarzeniu. Może to była surrealistyczna próba odpenelopienia uklepanej, klasycznej, belferskiej niemiłosiernie Penelopy Homera. Żeby zaistniała Penelopa surrealistyczna. Bez męża, bez prucia udzierganych tkanin, bez dwudziestu lat kiczowatego i badziewnego wdowieństwa ze słomy, bez permanencji w niepokalaniu mimo napalonej watahy Itackich ciach. Żeby czytelnik przy wspomnieniu Penelopy pomyślał nie tylko "Homer", bo zaraz też "Leonora Carrington". Coś w tym wszystkim jest Olimpowi wbrew, skoro na dodatek konik bujany nazywa się Tartar.
Istnieje, rzecz jasna, możliwość, że nie do tej Penelopy w przekornej wyobraźni Leonory miała to być aluzja, lecz do matki dziwacznego, dzikiego, lubieżnego bożka Pan, którego matkę też zwano Penelopą. O Panie można się naczytać do woli na papierze i z ekranu, ale weźmy szybciutką definicyjkę z polskiej wikipedii:
«Pan był przedstawiany w postaci pół człowieka, pół zwierzęcia. Miał tułów i twarz mężczyzny, był cały owłosiony, o kozich nogach, ogonie, brodzie i rogach. Był bardzo zwinny i słynął z umiejętności tanecznych. Przebywał głównie w górach i gajach, w pobliżu źródeł i w zaciszach leśnych. Przypisywano mu dużą aktywność seksualną, a obiektami jego zalotów były zarówno nimfy jak i młodzi chłopcy oraz zwierzęta.»
Był także ulubionym kompanionem Dionizosa, wynalazcy wina, boga od misteriów i orgii.
° ° °
.
I oto klucz do Kanarkowej Jezebel mamy pod ręką. W każdym z trzech napomknień nazywana jest ta pani świętą. Wspomina Kanarek, że zdewastowany grób owej świętej znajdował się na zachodzie, co chyba oznacza – na zachód od Jerozolimy, czyli gdzieś w Europie
"Imiona dwóch postaci biblijnych to synonimy zła, są to: Judasz i Jezebel." Tak się zaczyna jedna z wielu rozpraw o niej. Potem się mówi, że Jezebel była intrygantką, rozpustnicą i okrutną morderczynią. Teksty źródłowe to Pierwsza i Druga Księga Królewska Starego Testamentu.
W czasie kiedy panna Leonora-pisarka przypisywała Kobiecie-Kanarkowi nazywanie Jezebel "świętą" jeszcze nie wymyślono feministycznie, że jej paskudne opisy wyszły spod ręki pisarza mizogyna i że była to kobieta, owszem, mająca krew na rękach, ale zarazem o silnej woli, politycznie przenikliwa i odważna. A nawet jeśliby wymyślono, to byłoby tych pozytywów za mało na świętość.
Grób biblijnej Fenicjanki Jezebel nie mógł znajdować się na zachodzie, gdyż panią ową wyrzucono przez okno pałacu w Jezreel (w prowincji Samaria, w pólnocnym Izraelu), a jej roztrzaskane ciało żołnierze zdeptali kopytami koni i zostawili swym psom na pożarcie, które nie zeżarły tylko czaszki, dłoni i stóp.
Śmierć Jezebel. Gustaw Dore.
Dobre osiemset lat przed naszą erą Jezebel wyszła za Achaba, króla północnego Izraela. Nie czciła Jahwe, lecz Baala i król przekabacony na jej wiarę próbował narzucić tę religię wszytkim w Samarii. Odbywało się to przemocą i zginęło paruset proroków Jahwe. U pisarzy biblijnych królowa miała jak najgorszą opinię, a później w chrześcijańskich opisach nazwano ją typem diabła, zwodniczym duchem, ograbiającym kościół ze świętej wiary. W tych relacjach zapisywano jej imię jako Izebel.
Na pewno Leonorę uczyły o tej strasznej babie zakonnice w obydwu konwiktach, dokąd pannę Carrington wysyłano na nauki, a skąd ją wyrzucano, jako demonka nie do przerobienia na panienkę o stosownych manierach (przytacza się powszechnie legendę o zakonnicach przerażonych jej umiejętnością pisania oboma rękami naraz, jedną normalnie, drugą jak w lustrzanym odbiciu). Na pewno też uczyły ją o dwóch Izabelach z Europy – o tej z XIII wieku, błogosławionej Izabeli Francuskiej, której odwieczny grób w klasztorze w Longchamp zniszczono w czasie Rewolucji francuskiej; i o tej z XIV wieku, zwanej Wilczycą z Francji, która była królową Anglii w latach 1308-1327, a potem ze swym kochankiem, Rogerem Mortimer sprawowała regencję w imieniu syna, Edwarda III, aż do czasu, gdy syn w zemście za śmierć ojca, Edwarda II, zabił Rogera, a matkę odsunął od tronu. Także i tej Izabeli grób został zniszczony – w pożarze kościoła Franciszkanów w Newgate.
Kto wie, jak z imionami bywało dawniej, ale nawet i dziś można spotkać podmianki Jezebel-Izebel-Izabelle. Czy Kobieta-Kanarek poplątała te imiona aż do świętej Jezebel z powodu niedouczenia Leonory, czy z jej świadomego surrealistycznego zamysłu (rozpustna święta diablica!!!) – tego się nie odgadnie. W każdym razie dorosła autorka dramatu "Penelopa" zrezygnowała z młodzieńczej prowokacji, z uwłaczającego kalamburu, z ujawnionej fascynacji nieświętą świętą. Ale czy naprawdę zrezygnowała z natchnienia tą postacią?
Niehomerycka Penelopa Leonory z roku 1946 wydaje się być lubieżnie i przekornie (nawet zagrażająco) zakochana w Tartarze; Ojca nienawidzi jawnie, nazywa go świnią, przez co honor rodziny tytła w błocie (jak mówi Krowa); wyskakuje przez okno (!) z Tartarem i nie wygląda na to, że się zabijają, za to inne postacie sztuki zapewne giną, wyskakując przez to samo okno z Ojcem na czele. Penelopa Leonory wydaje się być w rozbudowanej wersji i rozpustna i święta i władcza. Tak jakby od "Owalnej damy", przez "Konika Tartara", w końcu w "Penelopie" ta sama panienka, nie wyrastając z osiemnastych urodzin, urastała w postać coraz bardziej samodzielną i mityczną, zarazem – jak to na palecie się odbywa – obficiej się kolorując w bogatszych i ludniejszych sceneriach. Artystyczna przemiana wątku z Lukrecji w Penelopę, testowana poprzez nowelę i marionetkowy dramacik, znalazła finał w fascynującym Teatrze, zaistniawszy w roku 1961 przedstawieniem na scenie, dzięki przejętemu "Penelopą" i postacią Leonory Alejandro Jodorowsky'emu. Co on przeżył przy tej okazji to temat na osobną opowieść.
° ° °
"Leonora czarodziejka w Teatrze Obosiecznym" zaczyna się tu:
Zajawka przed "Leonorą czarodziejką".
from: https://www.allarts.org/programs/peak-hd/
Niech nikt nie sądzi, że rozpamiętując twórczość Leonory Carrington tkwi się w starociach z minionego wieku, porosłych mchem preinternecia w antykwariackich zakamarach. Co do jej obrazów to one teraz idą na aukcjach za miliony. Co do prozy i dramatów to latem roku 2025 pojawi się kolejne po angielsku wydanie opowiadań, a potem zbiór teatraliów (co Francuzi już zrobili kilka sezonów temu). Co do bliższej od dziś przyszłości to wystarczy dysponować na własne życie kulturalne czterdziestoma dolarami i pod koniec marca wybrać się (można z każdego zakątka Planety) do Ashfield w stanie Massachusets na przedstawienie o Leonorze w Double Edge Theater
A jakby ktoś zapragnął już w tej chwili obcować z postacią Leonory na tym przedstawieniu to wciąż aktywny jest taki link:
Olga Tokarczuk objaśniła niedawno o Leonorze sporo z tego, co trzeba wiedzieć, pisząc posłowie do "Trąbki do słuchania"
https://www.wydawnictwoliterackie.pl/produkt/5147/trabka-do-sluchania
W drugiej połowie ubiegłego roku Joanna Moorhead, kuzynka Leonory, urządziła w Newlands House Gallery, w Petworth, UK, wystawę jej masek do Szekspirowskiej "Burzy", litografii, szkiców, rzeźb, tkanin i biżuterii.
https://newlandshouse.gallery/exhibitions/leonora-carrington/
Wciąż trwa, do pierwszego czerwca tego roku, wystawa pt. «Leonora Carrington: Dream Weaver» w galerii Rose Art Museum w Brandeis University, Waltham, Massachusetts
https://www.brandeis.edu/rose/exhibitions/2025/leonora-carrington.html
Można też – i to jest naprostszy sposób – czytać spokojnie dalsze tutaj dywagacje i oglądać parę fotografii, a też się będzie na bieżąco z Leonorą Carrington i wśród jej entuzjastów, czyli w gronie wyrafinowanych smakoszy sztuki i kultury.
° ° °
Przedstawienie z sezonu 2016-17, nazwane "Leonora, la maga y la maestra", czyli "Leonora, czarodziejka i mistrzyni" to teatr, prosta sprawa, ale nie z teatralnej, dramatycznej twórczości Leonory ukształtowany. Dziesięć lat temu twórczynie (twórcy) z DET miały (mieli) do dyspozycji sporo jej prozy, a dostęp do jej dramaturgii bardzo a bardzo trudny. Gdzieś te teksty były, ale gdzie i jak dawne orientowali się chyba tylko synowie Leonory, Gabriel i Pablo. Oprócz jej wspomnień, powieści i opowiadań wzięto w DET wspominki Alejandro Jodorowsky'ego i powstał na scenie obrazek o ich spotkaniu wcześniejszym niż wspólna praca obojga przy "Penelopie" w roku 1961 w Mexico City. Ze spektaklu "La Maga" nie dowiadują się widzowie nic właściwie o twórczości dramaturgicznej Leonory, ale o jej wizjach teatralnych całkiem sporo. Jeśliby wystawiać te dramaty, to koncepcja sceniczna z "La Maga" bardzo by się nadawała, gdyż są to wizje – senne, surrealistyczne, realno-magiczne, misteryjne, tajemnicze i, prawdę mówiąc, chłodnym rozumem nie do ogarnięcia. Jest to też spektakl animujący jej malarstwo, inspirowany plastycznie jej obrazami. Taki eksperyment można przeprowadzić samemu, próbując przy oglądaniu jej obrazów wyobrazić sobie, co na płótnie Leonora zatrzymała w ruchu, a zatem co działo się "tuż przed" i się stanie "zaraz po" na oglądanej scenie malarskiej. Kto wytrzyma takie rozhuśtanie wyobraźni, ten będzie w pobliżu metody zastosowanej w "La Maga". Bardziej skomplikowanym eksperymentem byłoby wobrażenie sobie jak "steatralizować" jej prozę, na przykład Prawdziwe i wierne opisanie żywota Rozalindy Alvarez z powieści "Trąbka do słuchania". Do próby teatralizacji na własny użytek takiego choćby krótkiego dramatu jak "Wynalezienie sosu mole" nawet nie namawiam, w trosce o równowagę psychiczną osoby aż tak nieoględnej, że "co by wyszło" ciekawskiej.
W przedstawieniu "Leonora, czarodziejka i mistrzyni" akcja zaczyna się od wizyty Alejandro u Leonory, po tym jak duchowy jego nauczyciel, Ejo Takata, nakazał mu ją odwiedzić, słuchać i uczyć się, aby z dość prostackiego faceta stał się kimś rozumiejącym głębsze wtajemniczenia, skoro chce być artystą.
° ° °
Teraz mam zamiar w długim materiale pokazać wiele fotosów z przedstawienia z polską transkrypcją fragmentów partii dialogowych, także ze streszczeniem wspomnień Jodorowsky'ego, może też z wyjawieniem, co udało mi się rozpoznać z relacji dramat DET/proza Leonory i może na odsapkę cokolwiek o jej krokodylach.
Początek spektaklu (rok 2017, Montclair NJ)
"Leonora czarodziejka w Teatrze Obosiecznym" zaczyna się tu:








































































