poniedziałek, 3 czerwca 2024

Hamlet – Hamletka, 1920.

 

Hamlet–Hamletka. 1920. 


Duch Kinematografu

 

1.

PROLOG


Schowaliśmy się za wielkim głazem, który mógłby ukryć jeźdźca na koniu. Widzieliśmy, jak wojownicy biegli ze wzgórza do starcia z przeciwnikami. Byliśmy po stronie wojsk norweskich. Ku nam szli czterej wojowie dźwigający na noszach króla Fortynbrasa. Przeszli tuż-tuż, prawie nas potrącając przypasanymi mieczami, odziani byli w kolczugi i hełmy. Te nosze to były mary śmiertelne –  władca Norwegii zginął przed chwilą w starciu z królem Danii, Hamletem. Nie widzieliśmy tej walki. Kiedyśmy przeskoczyli na duńską stronę wzgórza, zobaczyliśmy, że z Hamletem też nie jest dobrze.

 

...władca Norwegii zginął przed chwilą


]

Z królem duńskim też nie było dobrze.

 

    Przed nami panorama bitwy. Z pół setki wojów ścierało się ze sobą na krawędzi u szczytu. Co i rusz jakiś wojownik padał i staczał się po pochyłości. Króla Danii, ciężko rannego układano na nosze. Duńczycy z kopiami wysuniętymi do boju biegli pod górę.


    Rezultat całej potyczki, całej wojny pozostał na razie niewiadomy, ale śmierć Fortynbrasa zapowiadała klęskę Norwegów. Ranny Hamlet wciąż jednak żył i to dodało zawziętości Duńczykom, którzy zdobywali przewagę na skalistym wzgórzu. 


    W tym samym czasie w Elsinor, w duńskim zamku królewskim, uwagę dworzan zajmowały narodziny następcy tronu. Dworzanie tłoczyli się na korytarzu nieopodal komnaty królowej. Ludzie z okolicy stali tłumnie pod wysokimi schodami u wejścia do pałacu. 


    Weszliśmy do sypialni Gertrudy, żony Hamleta. Królowa, znękana porodem, leżała w luźnej koszuli, z włosami w nieładzie, z cierpieniem na twarzy. Poduchy pod jej głową poprawiała ochmistrzyni, zaufana dwórka. Łoże było obszerne, pod baldachimem na kolumnach.

 


    Na przemian zaglądaliśmy to na korytarz, to do sypialni. Spośród czekających na wiadomości wyróżniały się damy ubrane jak wróżki w wysokie, spiczaste henniny z welonami. Nikt tu nie miał wesołej miny, czekano na wieści z frontu. Nie ujawnialiśmy, żeśmy tam przed chwilą byli.


    Widzieliśmy niepokój w niewesołej twarzy ochmistrzyni, gdy niańka przyniosła do łoża królowej noworodka, zawiniętego w koronkowy bet. Gertruda wyciągnęła ku dziecku ręce, uśmiechając się z trudem. – Czy to chłopiec? – zapytała, co znaczyło, że nikt podczas porodu nie oznajmił głośno, jakiej płci był noworodek. – Nie, królowo, to księżniczka, – oznajmiła dama przy łożu. Królowa opadła na poduszki z rezygnacją, z grymasem rozpaczy.


    Na korytarzu ktoś przepychał się przez tłum – był to posłaniec z pola bitwy, strudzony i ranny, bandażem mający owiniętą głowę. Oznajmił –  Król jest ciężko ranny i umiera!

 


Najważniejszy dworzanin poszedł pod komnatę królowej, zastukał ogromną kołatką, a gdy dama usługująca Gertrudzie uchyliła szerokich odrzwi i blask z wnętrza oświetlił stukającego, ten oznajmił straszną wieść i nawet nie próbował wejść do środka.  Z bardzo ponurą miną dwórka przekazała nowiny królowej. Gertruda rozpaczliwie chwyciła obiema dłońmi rękę damy. – Korona stracona! – wykrzyknęła, opadając na łoże i zakrywając czoło wierzchem dłoni. Rozpaczającej królowej służąca pomogła usiąść w pościeli. Nachyliła się ku niej konfidencjonalnie. Patrzyliśmy z bliska na szepczące kobiety.

    – Królowo, moja rada jest taka: ogłoś pomyślną sukcesję tronu, a ludzie uwierzą, że następcą jest chłopiec.


    Dwórka przytknęła palec do zaciśniętych ust na znak, że będzie to tajemnica znana bardzo niewielu osobom na zamku i nikomu spoza niego.



"...ludzie uwierzą, że następcą jest chłopiec."



2.


    Królowa odetchnęła z uśmiechem, jakby jej kamień spadł z serca. Co wymyśliły, ogłoszono tłumowi stojącemu pod zamkiem. Herold krzyknął – Niech żyje nasza królewska rodzina! Narodził się książę! – Tłum na dziedzińcu radośnie wymachiwał czapkami.


   Przenieśliśmy się na bitewne wzgórze szybciej niż jakikolwiek goniec. Już było po walce. Cały stok zasłonili amfiteatralnie duńscy wojownicy, wciąż w rynsztunku, w zbrojach, w kolczugach, z tarczami i dzidami; nie zdążyli nawet pozdejmować hełmów. Zgromadzili się przy leżącym na noszach królu Hamlecie. Mieli bardzo zatroskane twarze, triumfowali w bitwie, ale teraz nie wiedzieli, co począć. I nagle król zaczął wstawać z noszy, a dwaj wojacy momentalnie pomogli mu stanąć na nogi. Król podniosł rękę i krzyknął – Dziękuję wam, moi wierni rycerze! Zwycięstwo dodało mi nowych sił! – Nieruchomy amfiteatr w jednej chwili ożył, armia na stoku wzniosła wiwat, triumfalnie unosząc kopie i chorągwie. Zapewne Fortynbras resztką sił uderzył Hamleta mieczem. Cios był okropny, ale nie zabójczy dzięki zbroi. Król Danii powoli dochodził do siebie.



"Zwycięstwo dodało mi nowych sił!"  fot. DIF

 

   Do Elsinoru wróciliśmy tuż przed nim, na próg otwartych odrzwi do komnaty królowej. Jeszcze nikt nie pojawił się w przejściu, a już zobaczyliśmy zaskoczenie zaufanej dwórki, nieomal przestrach na jej twarzy i podobną reakcję obudzonej królowej. – Król, król! On żyje! – wyszeptała przerażona dama dworu. Królowej też nie ucieszyła wieść, że właśnie przybył monarcha – wciąż podtrzymywany przez rycerzy, ale nie poraniony i całkiem przytomny. 


  Czy obie panie zlękły się reakcji króla na wieść, że ukryły prawdziwą płeć noworodka, czy może przeżyły momentalne rozczarowanie, że oto prysły nadzieje na regencję przy dorastającym królewiczu-księżniczce i na parunastoletnie rządy Gertrudy i jej zausznicy?


    Królowa przyjęła króla nie wstając z łoża, ale z otwartymi ramionami, i natychmiast wyznała – Były wieści, że zginąłeś. Skłamałam, żeby ocalić koronę i ogłosiłam naszą córkę następcą tronu.


    Wyznanie królowej wstrząsnęło Hamletem i przez chwilę wyglądało, że się okropnie rozgniewa, ale Gertruda szybko dodała – To, co zostało ogłoszone, nie może być cofnięte. Niech nam Bóg pomoże zachować tajemnicę dla dobra kraju. 


Mąż przytulił ją  wybaczająco, choć z wyraźnym zasępieniem na twarzy.




"To, co zostało ogłoszone, nie może być cofnięte."


 

3.


Tak oto opowiadał PROLOG do filmu pod tytułem "HAMLET" Duch Kinematografu, gnieżdżący się w dwóch kamerach pracujących na planie w 1920 roku w studio Asty Nielsen. Do połowy lat 20-tych XX wieku nie wiedziano, jak z drewnianych pudeł kamer wydobyć rezonujące w nich głosy aktorów. W niemych kamerach dźwięki nie nagrane tysięcy filmów zachował właśnie On – Duch Kinematografu. 


    Film "Hamlet" z 1920 roku był niemy. Jak można ścierpieć, że przedstawienie idące choćby tylko śladami Szekspirowskiego dramatu "nie gada"? Tylko magicznym sposobem, siłą tajemną odtłumionej akustyki dało się odtworzyć opowieści Ducha Kinematografu,   rozrzewnionego wspominkami.


Film nakręcono w niemieckiej firmie Asty Nielsen, którą założyła w 1919 roku po powrocie ze Stanów Zjednoczonych dzięki pomocy i hojności spotkanego w czasie podróży Fredynanda Wingårdha, żeglarza-bogacza z rodziny magnatów stoczniowych. To była pierwsza produkcja studia, które się nazywało Asta Nielsen Art Film. Powstało ono po rozwodzie Asty z reżyserem i scenarzystą Urbanem Gad, z którym planowali podobne własne przedsięwzięcie, ale z którym rozstała się na początku wojny w 1915 roku.


Przy "Hamlecie" działały dwie ekipy: pierwsza – reżyser Svend Gade i kamerzysta Axel Graatkjer - Duńczycy; druga – reżyser Heinz Schall i kamerzysta Court Courant - Niemcy.  Jak się pracowało z Astą Nielsen, jak ją fotografować – najlepiej wiedział Axel Graatkjer, bo od roku 1913 był przy duecie Urban-Asta i zrobił z nimi jedenaście filmów. Sven Gade "Hamletem" w zasadzie debiutował jako reżyser.


Filmy zrobiono dwa za jednym zamachem, co było z góry zaplanowane. Asta opowiadała potem, że od razu zakładano osobną produkcję "zagraniczną" i osobną "krajową". "Zagranicą" były Stany Zjednoczone, "krajowość" oznaczała Europę. 


Gdy produkcje porównać, widać wyraźnie, że zdarzały się inscenizacje dla każdej z kamer osobno, ale najczęściej obaj operatorzy nagrywali ten sam występ aktorów. Aparaty stały obok siebie, a fotografowie inaczej kadrowali obraz.


Jeden aparat ustawiano pod kątem do sceny, a drugi frontalnie i wyraźnie wyżej. Czy istniały dwa scenariusze, czy tylko zaznaczano w głównym skrypcie, które sceny będą filmowane oddzielnie? Są w jednej wersji sekwencje, których nie ma w drugiej – "bogatsza" jest produkcja "europejska". Ekipa "amerykańska" być może w ogóle nie filmowała pewnych scen.


Jak te dwie ekipy współpracowały? Kto co filmował, kto co reżyserował? Która ekipa, którą wersję zrobiła? Nawet z pomocą Ducha Kinematografu wszystkiego nie da się ustalić.


Można domniemywać, że Duńczycy bardziej byli wyczuleni na kłopoty z cenzurą w obcych krajach, a Niemcy czuli się pod tym względem swobodniej. Być może też inne "duchy" kinematograficzne artystów duńskich i niemieckich (np. obyczajowość odmiennych widowni, ich własne poczucie swobody artystycznej, preferencje w estetyce fotograficznej) pozwalały jednej parze czuć się wygodniej w realizacji tej, a nie innej wersji. Tak domniemując, można przyjąć, że film "amerykański" kręcili Duńczycy, a "europejski" Niemcy. Ale to może być nieprawda. Może Axel i Court pracowali pod wyłączną dyrekcją Svena Gade, a Heinz Schall bardziej był asystentem, niż reżyserem? W dostępnej w Sieci kopii "zagranicznej" jako reżyser figuruje wielkimi literami tylko Sven. Być może o różnicach obu filmów zdecydowano we wspólnych dyskusjach ze scenarzystą, z Astą i nieznanymi dziś specami biznesu kinowego.


Na przykład: dla "zagranicy" zrobiono więcej napisów objaśniających akcję. W "Prologu" nakreślającym w "Hamlecie" całą resztę fabuły, wspomniana dwórka, poddając pomysł Gertrudzie podpuszczała ją: "Ocalisz koronę i wciąż będziesz królową" – ale tylko w wersji "amerykańskiej". Jej palec przy ustach także przeznaczono tylko na ekrany zagraniczne. Czemu tak? Dlaczego jedna wersja wyglądała bardziej "konspiracyjnie" niż druga? Nie wiadomo do jakich kin trafiały różne filmy, czy selekcja była ściśle przestrzegana i czy nie zdarzyło się, że i w Europie znano "Hamleta" zagranicznego, i na odwrót. Duch Kinematografu albo nie wiedział wszystkiego, co się z filmem działo, albo sporo przemilczał mimo gadatliwości.




 

Sezamy Ducha Kinematografu 

w czasach filmów niemych.



 Axel Graatkjer (z lewej) i Urban Gad



Court Courant z kamerą



4.


Scenariusz PROLOGU wzięto z książki Amerykanina, Edwarda P. Vininga, szekspirologa-amatora, nazywanego w napisach poprzedzających film profesorem. Książka powstała czterdzieści lat przed "Hamletem" Asty Nielsen i jest przywoływana, cytowana w esejach, rozprawach i artykułach o filmie, głównie z powodu domniemanej (hipo)tezy pana Vininga, jakoby książę Hamlet był kobietą.


    O tym mówią napisy przed obrazami filmowymi: "Wersja tego "Hamleta" bazuje na średniowiecznej legendzie z której Szekspir zaczerpnął koncepcję swej nieśmiertelnej tragedii. Film ilustruje tezę znanego amerykańskiego szekspirologa, Edwarda P. Vininga (uhonorowanego w Yale), że HAMLET był kobietą, która z powodów polityki państwa była zmuszona udawać mężczyznę." Takie umieszczono wyjaśnienie w wersji "amerykańskiej" filmu. 


    W wersji "europejskiej" wyjaśniano: "Niedawno amerykański badacz literatury, profesor Vining, podał nową interpretację sagi o Hamlecie. Do dziś postać Hamleta ukrywała zadziwiający sekret. W rzeczywistości Hamlet był kobietą! Film Asty Nielsen. Dramat w sześciu aktach z prologiem, oparty na motywach sagi o Hamlecie odkrytych przez Profesora Vininga."

 

    Koncepcje pana Vininga reklamowano w filmie z wielką przesadą. Tak naprawdę nie ma w książce pod tytułem "Tajemnica Hamleta. Próba rozwiązania starego problemu", wydanej w 1881 roku w Filadelfii, stwierdzenia wprost, że szekspirowski Hamlet jest kobietą, ani w starych sagach tak nie opowiadano. Vining twierdził, że w sztuce Szekspira książę mógłby, albo powinien być kobietą, gdyż wykazuje tak wiele cech niemęskich, że jest jakimś szczególnym mężczyzną. 


    Krążące wokół tej sprawy  rozważania pana Vininga są w pierwszych rozdziałach jego książki, ale głębiej, w rozdziale dziewiątym pod tytułem "Wiek i urodziny Halmeta" zawiera się opowieść o zatajonej płci, prawie taka sama jak fabuła filmu w relacji Ducha Kinematografu. Zawiera się, ale nie jako "odkrycie", ale jako domniemanie – "prawdopodobnie" Król Hamlet został ranny; "być może" Gertruda nie miała nadziei na więcej z nim dzieci; "czy można sobie wyobrazić?", że urodziła dziewczynkę; "jeśliby tak się stało" – pisał E.P. Vining, niczego nie odkrywając, niczego nie stwierdzając z całkowitą pewnością. Nawet ewentualny homoseksualizm księcia Hamleta pozostaje w jego książce niedopowiedzianą, przemilczaną, mglistą sugestią.



Książę Hamlet próbujący matce, królowej Gertrudzie, 

pokazać ducha Hamleta-króla. (malował Nicolai A. Abildgaard, ok. roku1778)

 


    Rozdziałem dziewiątym posłużył się twórca filmowego scenariusza, Edward Gepard, sowicie i bez miary. Niektórzy piszą, że prof. Vining był współautorem skryptu (niekiedy dodają samego Szekspira). Pan Vining w czasie realizacji filmu przekroczył siedemdziesiątkę, a umarł przed premierą. Czy w ogóle wiedział o pomyśle artystów z Art Film w Berlinie?


    A pomysł był prosty i być może pochodził od samej Asty – Jeśli sobie wyobrazić, że księżniczka wyrosła na księcia Hamleta, to ja zagram postać podwójną. Scenariusz wart jest własnego studio. Może inni nie chcieliby ryzykować? Wybuchnie sensacja albo skandal. Będzie wielka moja rola i wydarzenie w historii kina. 


   Skoro znalazł się pan Ferdynand, bogatszy nawet niż Urban Gad, jej własne studio stało się faktem.


    Spotkanie kapitana Ferdynanda na statku płynącym do Stanów; pobyt Asty w Nowym Jorku; jej powrót do Niemiec na początku wojny i kilka filmów wtedy; potem wyjazd do Danii, żeby nie być posądzoną o szpiegostwo; powojenne przygody w Berlinie i w końcu rozwód z bogatym wilkiem morskim – to wszystko opisuje Julie K. Allen w świetnie dokumentowanej książce  pt. "Icons of Danish Modernity".





5.


Duch Kinematografu: Po "Prologu" zaczęliśmy od młodości księcia. Film "europejski" wystartował od sceny balkonowej z królem i królową na zamkowym tarasie – on i ona w sielankowym nastroju, prywatnie, bez koron, podściskujący się w słońcu i przy lekkim wietrzyku. Asta grała dla obu kamer jednocześnie scenę samotnego dumania księcia (księżniczki) w ogrodzie. W "europejskiej" mieliśmy Hamleta z piękną ekspozycją nóg i z kwiatkiem w zębach, "amerykańska" brała to z skromniej, bo z ukosa.


    


 Kamera europejska


Kamera amerykańska 

 

Gertruda i Hamlet (ojciec) zauważyli swe dziecko w ogrodzie. Gdy Hamletka wstała z kamiennej rzeźby, gładkość białych rajtuzów sięgała aż do głębi ud i w "europejskiej" frontalnie pokazaliśmy, że nie było tam krągłej "męskości". Kamera "amerykańska" obyła się bez fotograficznych aluzji do płci takiej, czy owakiej. 


aluzyjna kamera "europejka"

powściągliwa "amerykanka"

 

"Po amerykańsku" poszedł taki dialog:

Gertruda: – Nadszedł czas, by on wszedł między młodzież w jego wieku. Nie sądzisz, że można wysłać go do Wittenbergii?

Hamlet: – Czy nauczyłaś go strzec dobrze swojego sekretu?

 

    Po europejsku zaś nie było żadnej rozmowy, Gertruda powiedziała: – Bardzo mnie niepokoi w charakterze Hamleta, że on tak lubi przebywać w samotności.


Król Hamlet dopiero przy spotkaniu z synem (córką) oznajmił: – Jest naszym życzeniem, żebyś zaczął studia na uniwersytecie w Wittenberdze.


    Oboje mówili o swym dziecku "on", choć przecież wiedzieli, że to ona. Od dzieciństwa córki weszło im w krew i zwyczaj, że Hamletka jest Hamletem. Tak minęło co najmniej lat szesnaście, albo ze trzy więcej, co widać po dorosłej postaci niemowlaka z "Prologu" (weźmy pod uwagę, że Asta miała wtedy trzydzieści sześć lat).


    – Czy zauważasz – zapytał Duch Kinematografu – na jakiego durnia wyszedł w "amerykańskiej" wersji papcio Hamlet? 

    – ?

  – Gdzie on był przez tylenaście lat, co rozumiał z wydarzeń w rodzinie, skoro teraz dopiero podpytuje mamuśkę Gertrudę, czy nauczyła Hamletkę być Hamletem? Pytanie króla, przetłumaczone wprost, znaczy nic innego, jak: Czy ona umie ukrywać, że co miesiąc ma menstruację? 

    – Ale chyba nie był złym ojcem, skoro Hamletka wyraźnie bardziej lubi jego niż mamuńcię? 

    – Oczywiście, że nie był, dlatego niepotrzebnie zrobili z niego w tej wersji kompletnego głupka. Przyznam, że zagnieżdżony w kamerach nie wiedziałem, co wyprawia się w montażowniach, i czy takie napisy dołożono już w Art Studio, czy dopiero na innym kontynencie.


    Potem było tak:

    Po zejściu rodziców z balkonu wielkimi schodami do ogrodu, syn (córka) wita Gertrudę chłodno, z migotkami niechęci, choć ta odstawiała przesłodziutką mamuśkę. Również ta scena była grana raz, dla obu kamer, i wtedy wyszło..., pamiętam tę głupią sytuację doskonale..., że "amerykańska" z miejsca, gdzie stała, kadrując na zbliżeniu, musiała zrobić krótki  panning, czyli panoramować w lewo, żeby uchwycić u góry, schodzącego do monarszej trójki, brata króla, Klaudiusza. 


Na ten moment z obrazu wypadła Asta, stojąca na dole po prawej i ujęcie wyszłoby skandalicznie, gdyby nie fakt, że widz tracący z oczu Astę, wyraźniej spostrzegał kogoś wchodzącego w kadr. A jest on przecież najokropniejszą w opowieści postacią, której Hamlet-książę nie dowierzał (słusznie, jak wiadomo, u Asty i u Szekspira) i patrzył nań krzywo. Astę z powodu Klaudiusza wycięło na prawie jedną sekundę (bez trzech tysięcznych).


Znikająca Asta w kamerze "amerykańskiej".


Moment jak wyżej z kamery "europejskiej".

 

    Scena skończyła się odejściem króla z synem-córką i podmigdalaniem się Klaudiusza i Gertrudy. Ich czułostki nazbyt były zażyłe, jak na szwagrowskie relacje i w dodatku odbywały się na pierwszym planie. Jeśliby widz miał od początku filmu nabrać niechęci do matki-Gertrudy, to tak!, to właśnie się działo! tak to nakręciliśmy na obu kamerach.




6.


   Duch opowiada: Z księciem Hamletką znaleźliśmy się zaraz potem w salce wykładowej w Wittenberdze, wśród około dwudziestu studentów, samych młodzieniaszków, jako że panienek w owej epoce nie wysyłano na uniwersytety. Wszyscy z nie byle jakich rodów z różnych stron Europy. 


    Asta przebrana za młodzieńca-studenta, podobnie jak inni w kaftanie, czy w prostej tunice, zakryta pod szyję, bez żadnego dekoltu, w czarnych rajtuzach, ostrzyżona jak i przedtem "na pazia", choć drobniejsza figurą niż większość z mężczyzn i o wyraźnie jaśniejszej twarzy. 


    W niewielkiej auli na trzy rzędy siedzeń w amfiteatralnych łukach, Hamletka siedziała na najniższym, przeglądając podręcznik, a jeden ze studentów poszedł ku niej, siadł obok i może z braku czasu nie spojrzał na nią, ani się przywitał, bo zaraz profesor zaczął lekcję. Oboje rozłożyli książki na kolanach i trzymali ołówki nad kartkami, a wtem Hamlet(ka) upuścił(a) swój pisak i jednocześnie on (ona) i jego (jej) sąsiad schylili się do podłogi, zderzając się głowami. 


    Ale, zaraz, zaraz, do tej sceny z upuszczonym ołówkiem ustawiliśmy się nie z daleka, jak przedtem, lecz blisko obojga – kamera "europejka" po stronie Hamletki, "amerykanka" po stronie jej sąsiada – i widzieliśmy z całej grupy tylko ich. No, więc stuknęli się i zaśmiali z siebie, ona przyłożyła dłoń do głowy, a sąsiad schylił się znów, tym razem podnosząc przedmiot i podając go Hamletce. 


    Przyjrzyj się, jak ona zgubę odbierała. Sąsiad trzymał ołówek tak, że jego połowa wystawała nad palcami i Hamletce wystarczyłoby nieznacznie podnieść prawą dłoń znad książki i chwycić za koniuszek. Ale tego nie zrobiła. Odjęła lewą rękę od skroni i długim gestem opuściła do ręki sąsiada. Nie chwyciła za wystający kawałek ołówka, ale najpierw cała dłonią przykryła palce chłopaka, podniosła wzrok, spojrzała mu prosto w oczy i dopiero wtedy przesunęła swoje palce ku zgubie. To nadmierne zetknięcie ich dłoni nie nastąpiło przypadkiem, bo ona dotykając go spojrzała w dół, no to wiedziała, gdzie ołówek, gdzie ręka.



 

    Oglądaj dalej, to nie koniec iskrzenia. Asta zagrała chłopaka-zalotnika i pokazała Hamletkę ryzykownie rozfiglowaną. Jej sąsiad przedstawił się jako Horacjo. Nie miał pojęcia o tym, co wiedział widz – że kolega Hamlet jest dziewczyną. Widzowie, znający Astę z tuzinów poprzednich filmów, w których najróżniej była poprzebierana, także za mężczyzn, widzieli, że ona tu aktorzyła z jej naturalną kobiecą gracją, z wdziękiem, którym podbiła ich serca.


    Horacjo uścisnął dłoń Hamletki i oznajmił, że pochodzi z Prowansji, ale studenckie piti-grili przerwał profesor, uciszając obu (oboje)  wygrażaniem pięści. Swoim podręcznikiem momentalnie zajął się Horacjo, ale nie Asta–Hamlet. W kokietliwych spojrzeniach popatrywała z ukosa na sąsiada, wiercąc się niespokojnie (ale nieprzesadnie, powiedzmy, że z dworską elegancją). W twarzy miała coś znacznie więcej niż kumplowską ciekawość. "Ta Prowansja musi być bardzo ładna", pomyślała w wersji europejskiej. "Ta głowa, z którą się stuknąłeś, będzie pewnego dnia ozdobiona duńską koroną, mianuję cię moim osobistym ochroniarzem", pomyślała w wersji amerykańskiej.


    Potem byliśmy na stancji studenta Laertesa. Był to syn Poloniusza, kanclerza na duńskim dworze królewskim. Samotne musiało być dworskie życie Hamletki, skoro nie wiedziała, że dworzanin Laertes też przyjechał do Wittenbergi i na dodatek w bursie mieszkał w pokojach nad jej stancją. Chłopak zdołał już przepuścić swoje kieszonkowe, a raczej swoje mieszkowe i wściekał się, wywracając mieszek na lewą stronę. Ciskał książkami po podłodze, rzucił w służącego kielichem za podanie podłego wina i taki robił raban, że Hamletka z piętra niżej przyszła go uciszyć. 


    Wtedy dopiero dowiedziała się, że tu mieszkał Laertes, którego jednak znała z Elsinoru. Utracjusz poskarżył się Hamletce, że nie ma ani grosza, a dziewczyny czekają pod oknem i wołają na wspólne uciechy. Wszystkie własne pieniądze Hamletka przesypała mu ze swojego mieszka, ale na hulki nie dała się namówić. Popatrzyła przez okno na Laertesa z wesołą kompanią i smętnie się zadumała nad swym losem.  "Podcięte skrzydła", napisano w wersji europejskiej. "Zmuszona do bycia mężczyzną – ale w chwilach samotnej tęsknoty – wciąż kobieta", napisano w wersji amerykańskiej. 


    Asta zagrała przy oknie scenę smutku dla każdej z kamer osobno. Było to wielkie, portretowe zbliżenie, w którym Hamletka wciąż zasłaniała oczy powiekami, zamiast nimi czarować z ekranu, jak zwykle. Asta z zamkniętymi oczami – okropna tragedia nie mogła wyglądać tragiczniej, powiadam ci.




7.


Gdy przeskoczyliśmy do sali ćwiczeń szermierczych, Hamletka składała się szpadami z partnerem, więc nie spóźniliśmy się na przybycie młodego Fortynbrasa, księcia norweskiego, którego Horacjo przedstawił duńskiemu księciu. Wyciągniętej dłoni Hamleta Fortynbras nie uścisnął i z posępną miną powiedział: "Mój ojciec zginął od duńskiego miecza". Zrobiło się nieprzyjemnie.

 



Ale to był tylko studencki figiel, chłopięcy, na zaczepkę zapoznawczą, bo Norweg roześmiał się i promiennie patrząc na Hamleta, powiedział: "Ale my wyzbądźmy się ich nienawiści", lub: "Niech nas nie dzieli nienawiść ojców". Horacjo przyniósł im obu (obojgu) pucharki z winem. Tę wzniosłą scenę obie kamery nakręcały razem – z tradycyjnych ustawień: ze skosu i frontalnie.

    Zrobiło się miło wśród szermierzy, ale nie mogliśmy tam zostać ani chwilki dłużej, bo scenariusz amerykański alarmował, że "Królowa zgadza się na szatański spisek", a scenariusz europejski, że "Chciwość władzy popycha Claudiusza do okropnych działań".


    Ledwieśmy zdążyli w zakamarki Elsinoru na tajemne spotkanie Gertrudy i Klaudiusza. Spotkali się po nocy wpadając sobie w ramiona i obściskując się gorliwie. Poszli w dziko zarośnięte ostępy na tyłach pałacu. Klaudiusz zapalił pochodnię i wszedł sam w podziemia. Gertruda zostawiona w krzakach szamotała się w miniastych mękach niepewności, on zaś doszedł w mrocznych lochach do kamiennego szybu z jadowitymi wężami, z wysiłkiem podniósł grubą pokrywę, w jedną rękę ujął sztylet, a drugą zanurzył w głębię z wijącymi się wężami. Chwycił jednego z gadów, wyciągnął ze skrytki, odłożył sztylet obok pokrywy, żeby móc ją zamknąć, nie wypuszczając węża z drugiej ręki i pomyślał, albo szepnął do siebie: "Korona jest moja." "Ty wężu mi ją dasz".


    Co Eduard von Winterstein, grający Klaudiusza, zrobił przed zamknięciem pokrywy, gdy wyciągnął gada? Nagrywaliśmy dwiema kamerami, widziałem obrazy znacznie wcześniej zanim z klisz wywołano je w ciemniach, ale do dziś nie wiem, czy aktorowi kazano żmija pocałować? Bo przecież go nie ugryzł, to żmij miał gryźć we właściwym czasie i właściwą osobę.


    "Zdarzenia o północy sprawiły, że trzeba było wysłać gońca do Wittenbergii" – objaśniono w wersji amerykańskiej. Byliśmy tam rano przed  posłańcem. W sali wykładowej Hamlet-Hamletka błaznowała za profesorskim pulpitem, ku uciesze reszty studentów, ciskając w nich książkami, a wtem ktoś wszedł między nich i zapytał, gdzie może spotkać księcia Hamleta. Otoczony ciekawskimi Hamlet, próbując opanować zamęt głowy i serca, wykrztusił strasznym głosem – "Mój ojciec nie żyje". Pokazał list Horacemu i Fortynbrasowi. Wieść, której w piśmie nie było, konfidencjonalnie dopowiedział księciu-księżniczce posłaniec z Elsinoru – "W nocy jadowity wąż zatopił w nim swe kły."



8.


Asta miała spore poczucie humoru i skłonność do skandalizowania w swojej twórczości. Już przy jej debiutanckim występie w roku 1910 cieszyła się na myśl (wspólnie z Ubranem Gad), że "zamieszają wodę w kaczym bajorku". Zamysł filmu w którym "Hamlet" jest kobietą również trąci skandalem. Chyba zdawano sobie sprawę w jej studio, że pan Vining nie jest szekspirologiem wartym pełnego zaufania, wiedziano zapewne, że to menadżer firmy kolejowej, a nie profesor akademicki, hobbysta, a nie zawodowiec. Przywołanie go jako autorytetu do opowieści o Hamlecie, było żartem samym w sobie.


Przy oglądaniu dziś filmów z tamtej epoki można "skonać ze śmiechu" na widok odstawianych wówczas tragedii. Trudno mieć pewność, czy jakaś scena miała być śmieszna, czy taka nam się tylko wydaje.


Jest w "Hamlecie" Asty tragiczny pogrzeb Ofelii. Samobójczynię, choć była córką doradcy króla, pochowano za cmentarzem, bez nadmiernych ceremonii, ale w obecności królowej. Wykopano niespecjalnie głęboki grób. Laertes, brat Ofelii, i królowa rzucili na schowaną w ziemi trumnę naręcza kwiatów. Ceremonii przyglądali się ukryci w krzakach Horacjo, kochający się w Ofelii, i Hamletka, której nie udało się powstrzymać go od przyjścia w to miejsce, choć próbowała, jako że sama się w Horacju podkochiwała sekretnie. 


Brat samobójczyni w akcie rozpaczy wskoczył do grobu, krzyknąwszy: "Nie zasypujcie, chcę ją jeszcze raz wziąć w ramiona", jakby mógł objąć siostrę niezakrytą wiekiem. Widząc to, Horacjo wybiegł zza krzaków, by też spojrzeć w głąb. Za nim ruszyła próbująca go powstrzymać Hamletka. Gdy Laertes zobaczył księcia, którego uznawał winnym samobójstwa siostry, wpadł we wściekłość. Chwycił go za rękę i wciągnąwszy do wykopu, tarmosił i bił. Szamotali się w grobie przez dłuższą chwilę. Królowa uciekła z miejsca awantury. Dzielny Horacjo (nieoficjalny bodyguard) wyszarpał z jamy Hamletkę. Wtedy Laertes, wciąż stojący do pasa w grobie, zaczął machać rapierem. Horacjo w ubezpieczeniu dziewczyny (księcia) skrył się za jej plecami. "Zapłacisz za to życiem!" – krzyczał Laertes do Hamletki. Ona zrobiła gest, jakby mówiła "co on za głupoty gada" i bez cienia strachu sięgnęła do rękojeści wielkiego miecza u pasa, ale  Horacjo zatrzymał jej ręce i odciągnął ją w te krzaki, skąd przyszli.


Ciarki biorą pomyśleć, że gdy Laertes szarpał się w grobie z Hamletką, trumna nieszczęsnej Ofelii nie była zakryta wiekiem.


    Ta farsa wyszła przypadkowo, czy z zamierzenia? Trumienny pojedynek rozbawiał ówczesnych widzów, czy mroził im krew w żyłach?


Asta chyba wiedziała, co za kpiny z Szekspira urządza, wskakując do grobu Ofelii. 




9.


Od powrotu Hamletki ze studiów do Elsinor fabuła obu filmów szła równolegle do wydarzeń w opowieści  Szekspirowskiej:


– książę trafił na ślub stryja i matki, urządzony prawie razem z pogrzebem   ojca; 

– zaczął dociekać tajemnicy jego śmierci prowadząc własne śledztwo; 

– wdał się w perturbacje między nim a Ofelią, prowadzące do jej szaleństwa i  samobójczego, być może, utopienia; 

– sprowadził aktorów, którzy w zaaranżowanym przezeń spektaklu przedstawili kainowe zabójstwo; 

– modlącego się Klaudiusza nie potrafił zasztyletować; 

– w komnacie matki pomyłkowo zabił Poloniusza; 

– przestraszony stryj-król wysłał Hamleta na zgubę w towarzystwie dwóch szpicli; 

– książę-Hamletka przejrzał ich zamiary i w rezultacie obaj zginęli; 

– do Elsinoru za późno przybył młody Fortynbras i znalazł Hamleta zabitego w pojedynku z Laertesem.



Nie było w oryginalnej tragedii Szekspira takich oto wątków filmowych:


– że Hamlet to dziewczyna; 

– nie było wyprawy Gertrudy i Klaudiusza do wężowych lochów na zamku; 

– nie było wiernego ogrodnika, który księciu (księżniczce) opowiedział o wężu w sypialni ojca; 

– u Szekspira Hamlet nie znalazł zapomnianego przez stryja sztyletu przy wężowisku w podziemiach; 

– także Horacjo nie był kimś z Prowansji i nie zakochał się w Ofelii; 

– Hamlet szekspirowski nie przejawiał miłosnych uczuć do Horacja; 

– w oryginale nie we śnie widział Hamlet ducha ojca, lecz o północy na murach zamku; 

– szpiedzy Rosenkranc i Guilderstein towarzyszyli Hamletowi w podróży nie do Norwegii, lecz do Anglii;  

– Hamlet nie wracał do Elsinoru z wojskami Fortynbrasa; 

– po powrocie Hamlet nie podpalił komnaty, gdzie król-stryj pił na umór – i nie dymem zaduszony zginął Klaudiusz, bo u Szekspira zabił go Laertes; 

– nie Gertruda, lecz Klaudiusz z Laertesem naszykowali zatrutą szpadę na pojedynek z Hamletem; 

– Horacjo nie odkrył, przytulając zabitego w pojedynku Hamleta, że był on kobietą.


Tę fabularną rozmaitość komplikują dodatkowo trzy znaczące różnice w wersjach amerykańskiej i europejskiej. 


Przede wszystkim wersja "amerykańska" nie jest podzielona na akty, toteż dzieło straciło przydatki teatralne i zamieniło się w ekscelentny produkt filmowy. Wzięto też pod uwagę możliwość, że opowieść o "Hamlecie" mało któremu widzowi kinowemu za Atlantykiem kojarzyła się z dramatem znanym i sławnym. 


Druga rzecz – w wersji "amerykańskiej" nie ma sceny świadczącej, że Ofelia i Hamletka miały się ku sobie i się znały zanim ojciec, Poloniusz, oficjalnie przedstawił księciu swą córkę. Zaplanował zainteresowanie księcia młodą damą, aby ten porzucił ponure myśli o łajdactwie króla i o zemście. Widz wie, że ten plan jest beznadziejnie głupi, ale w wersji europejskiej jest dowodem bezmiernej durnoty kasztelana, który pojęcia nie miał, że dziewczyny znały się wcześniej i co się w Elsinorze święciło od parunastu lat


 

Tego kadru nie ma w wersji "zagranicznej" filmu.


Oto ta scena w "europejskim" wydaniu: gdy Hamletka na schodach pałacowych odstawiała świrusa, bawiąc się bibelotami, Ofelia wypatrzyła z okna, co kumpelka wyprawia. Zeszła do niej zatroskana, że może coś poważnego się jej stało, przytuliła ją, pogładziła po głowie, ale chyba powiedziała o słowo za dużo, bo Hamletka najpierw rozczulona, nagle wpadła w złość i odepchnęła ją brutalnie. Biedna Ofelia poszła do ogrodu i popłakała się z żalu (Hamletka w udawane wariactwo wtajemniczyła tylko Horacego).


Dlaczego Hamletka rozgniewała się na panienkę, której cała wina w tym, że chciała być miła?


Chwilę przed przyjściem Ofelii przechodził tamtędy król i zaciekawił się, jakie Hamlet ma zabawki, a ona pokazała mu sztuczkę ze znikającą w palcach malutką koroną i powiedziała: "Przy odrobinie zręczności duńska korona może zniknąć". A potem z zawiniątka wyjęła sztylet znaleziony obok szybu z wężami i czyściła nim paznokcie. Rozpoznawszy ów sztylet, król-zabójca uciekł i w największym przerażeniu wyznał Gertrudzie, że boi się Hamleta-wariata.

 



Wtedy Poloniusz, sprytny doradca, wymyślił, że uspokoi szalonego księcia podsuwając mu córkę. Król zgodził się, ale matka, Gertruda, nie była zachwycona. Zakłopotanie królowej oznaczało obawę, że wyda się sekret nieprawomyślnej płci.


Że prócz zaufanej dwórki (która gdzieś się w filmie zapodziała), Ofelia znała tajemnicę, zdradza spotkanie na schodach, którego nie zaryzykowano w wersji "amerykańskiej", bo wyświetla się w nim za dużo, jak na nerwy prostodusznych widzów i cwanej cenzury.


Ów sekret nie był straszny dla córki Poloniusza, bo dziewuszki wyraźnie miały się ku sobie. Ofelia jest w Hamlecie zakochana – tak stoi wyraźnie u Szekspira. Czemuż by miała nie być zakochana w Hamletce u Asty Nielsen? Skąd znała sekret Hamletki i dlaczego nikt poza nimi dwiema o tym nie wiedział? To są dziewczyńskie tajemnice. Przypuszczalnie wątek  lesbijski, wymyśliła scenarzyście Asta Nielsen. 


Panny Ofelia i Hamletka były na tyle dorosłe, że ich uczucia już nie musiały być platoniczne. W perturbacjach, w splocie następujących na filmie Hamletkowych grymasów, potępień, przygarnięć, odtrąceń i przyhołubień Ofelii, Asta pokazała na europejskich ekrenach, że panny wiedziały o sobie więcej niżby wynikało z platonicznych tylko wzdychań. Perturbacje wynikły raz – z wtranżolenia się w panieński układ durnego Poloniusza, ale też dwa – z nagłej namiętności Hamletki do Horacja (który jak dureń zakochał się w Ofelii).


Odstawiająca wariata Hamletka brutalnie ofuknęła zatroskaną Ofelię za nazbyt demonstracyjne okazywanie uczuć i na dodatek w miejscu, gdzie w tę i z powrotem chodzili dworzanie. Panieńska skłonność ku sobie była tajemnicą nawet dla Gertrudy. Gdyby nie była, nie zmartwiłby jej plan Poloniusza i nie sztorcowałaby gwałtownie Hamletki za list do Ofelii, w którym radzi jej wyjść za mężczyznę, co nieomal spowodowało (według królowej) ujawnienie przed dziewczyną sekretu płci rzekomego księcia.


Wyżej napomknięta, przypadkowa migawka (niby niechcąco zagrana), znaczy prawie nic w wersji "amerykańskiej", ale smakuje soczyście w wersji "europejskiej", z której wiadomo o wiele więcej. Rozpaczająca Ofelia raz za razem wybaczała Hamletce przykre postępki i rozradowana witała ponowne czułostki. W anielskim zachwycie uległa więc kolejnym przytulankom Hamletki, gdy ta plotła jej miłosne (bez wątpienia) zaklęcia i dyrdymałki, przytulając i obściskując. Pewnego razu, gdy dziewczyny w krzakach przytulały się gorąco, opuszczona prawa ręka Hamletki zabłądziła niby niechcący między ich ciała i zginęła w fałdach sukni Ofelii, ewidentnie poniżej pępka. Asta zrobiła przy tym minę: "O, o, o, cokolwiek się zapomniałam" i ucałowawszy dłoń kochanki odeszła. Upojenie, które zademonstrowała pozostawiona, ale przeszczęśliwa Ofelia było z najlepszej oferty odfruwania żywcem do raju.


Chwilka zapomnienia, za chwilę dłoń Hamletki zniknie w fałdach białej sukni – "przypadkowa" migawka  trwała siedem sekund. fot DIF



 


"O, o, o, cokolwiek się zapomniałam"



    Przedstawiając Hamleta zagrała Asta dziewczynę zmuszoną do bycia chłopakiem i nie mogącą się przyznać, jak jest naprawdę. Jasne, że nie mogła w dzieciństwie ujawnić prawdy,  na uniwersytecie też nie, a w żadnym wypadku w Norwegii u geja Fortynbrasa. Ale kiedy już załatwiła dymem, czadem i żywym ogniem Klaudiusza i jego świtę, mogłaby wyznać prawdę Horacemu. Po pogrzebie, przed śmiertelnym pojedynkiem, wciąż mogła mu powiedzieć: Takiś mój przyjaciel? To się pojedynkuj z Laertesem, bo ja jestem kobita, a w ogóle to za chwilę będzie tu Fortynbras z armią i zrobi w Danii porządek. 


   Hamletka do końca zachowała się jak facet. Jeśli przy tym myślała, że przejmie koronę z pomocą kolegi z Norwegii, to by znaczyło, że nie chciała się przyznać, że jest kobietą. Dlaczego? Otóż dlatego, że zasmakowała w byciu mężczyzną. Zasmakowała w przywilejach i w możliwościach, spodobało jej się być facetem w świecie, gdzie faceci rządzą, decydują, wszczynają wojny, mszczą się, pojedynkują, uczą się, a kobiety mogą najwyżej spiskować za kulisami, ale nie na głównej scenie. 


    Matce zrobiła awanturę o to, że choć dała jej życie, to skazała na gorzki los, na bycie marionetką w cudzych rękach. Wtedy jeszcze żyli Poloniusz i Klaudiusz, których mogła się bać. Pod koniec filmu nie miała się już kogo bać, a mimo to film nie skończył się oznajmieniem Hamletki: mam gdzieś ten zakłamany układ, w którym smutny mój los i w którym jestem kukłą. Moralnie byłby to happy-end; socjalnie i politycznie – katastrofa. Być królową samotnie nie mogła, bo tego nie akceptowano; Horacjo nie zabrałby ją do Prowansji, bo preferował pannice ofeliowej bujności; Fortynbras by się z nią nie ożenił, gdyż by się okazało, że to Ona, a nie On; z poduszczenia Laertesa lub innego oszołoma,  ją i matkę przegnanoby z Elsinoru. Tak, czy siak – tragedia. 


° ° °



rekonstr. tekstu z roku 2022