poniedziałek, 13 lutego 2023

Konstancja i Niedowiarek.




Wydano dopiero drugi numer tego czasopisma, a już się w nim pojawił tekst  tajemniczy, szarada, czysta zagadka literacka. Oto ktoś nieujawniony napisał POWIASTKĘ, którą opatrzył inskrypcją "Do pani Konstancji Ł..........". Kropek dlatego tak wiele, bo za każdą ukrywała się kolejna litera prawdziwego nazwiska. Po pięciu tygodniach, w dniu 12 lutego wydrukowano ostatni odcinek POWIASTKI i z podpisu wynikało, że powstała kwartał wcześniej, w październiku 1839 roku, a autorem był ktoś o inicjałach M.C. Po roku w spisie nazwanym "Przedmioty zawarte w Dzienniku domowym na rok 1840" taki dano tytuł owej powiastce: "Jakie uczucie jest wyższe, czy kochać, czy uwielbiać".  Spis podawał, że utworów tajemniczego M.C. opublikowano przez ten rok pięć w piętnastu odcinkach.


Nie byłoby dziwne, gdyby do rocznego spisu treści sama Konstancja wymyśliła autorowi M.C. taki wykwintny i nadęty tytulik. Z czego ten domysł? – ze stylu i tematów jej własnej twórczości. Z redaktorami "Dziennika" była w tak bliskiej komitywie, że mogli usłuchać sugestii, ale im też nie brakowało wyobraźni i podobnego stylu. 




 

Konstancja Łubieńska to pani, która ponoć romansowała z Adamem Mickiewiczem w Wielkopolsce, w Dreźnie i w Paryżu. Dowodów żelaznych dziś nie mamy (postarano się już w XIX wieku, żebyśmy nie mieli), choć tak zwane poszlaki pozwalały od dawien dawna domniemywać romansu, nawet burzliwego. Co zaś do "Dd" – było to poznańskie czasopismo skierowne do kobiet, lecz nie redagowane kobiecą ręką. Anonsowano się tak: "DZIENNIK DOMOWY poświęcony życiu domowemu, familijnemu i towarzyskiemu, wychodzi raz na tydzień, w objętości jednego arkusza, do którego przydaną jest rycina mód paryzkich wraz z opisem."




 

Niewątpliwie "poświęcony życiu" tych domów, familii i towarzystw, dla których sprawami najważniejszymi, nawet jeśli przez kłopoty codzienne przesłoniętymi, były – utracona w zaborach niepodległość Polski i kwestia jej odzyskania. W "Dzienniku" nie pisano o tym wprost, ale dla czytelników jasnym być miało, że jest to czasopismo patriotyczne, a nie służalcze wobec obcej władzy; "domowe", ale zarazem artystyczne i agitacyjne. 


Inicjały M.C. ukrywały Michała Czajkowskiego. Nawet skąpe notki w Wikipedii ujawniają, że i on i Konstancja w połowie XIX wieku stanowili postacie i charaktery wyjątkowe, barwne, niepospolite. 

 



Ona bez wątpienia spotykała go w Paryżu i na pewno stamtąd POWIASTKĘ sama przywiozła, choć trafniej byłoby rzec – przeszmuglowała. Pewnie przerzuty wszystkich pięciu obszernych nowel Czajkowskiego za jej "sposobem", jej wiadomymi ścieżkami, szły do redakcji w Poznaniu. W tym czasie Czajkowski pracował dla Adama Czartoryskiego w Paryżu, co znaczyło Hotel Lambert, czyli siatkę emigracyjnej konspiracji po Powstaniu Listopadowym i współpracę z konspiracjami na terenach okupowanej, rozebranej Polski.


° ° °


Romans Adama i Konstancji zdarzył się w pełni, albo po trosze, albo w ogóle nie. Tyle właśnie wiemy o tej aferze. Jeśli w historii polskiej twórczości literackiej  miałoby to jakieś znaczenie to tylko wtedy, gdyby urodziwa dama powstrzymawszy poetę przed dołączeniem do Powstania Listopadowego, przyczyniła się do zachowania Adama przy życiu, a więc do napisania prawie zaraz potem "Dziadów części trzeciej" i "Pana Tadeusza". Pisano jeszcze w XIX wieku (np. Klemens Kantecki), wyraźnie z palca biorąc fakty i opinie, albo jej osobę świadomie dyskredytując, że się nie przyczyniła, bo niby się mieli poznać już po upadku powstania, a nawet zimą, dopiero przy okazji wielkopolskich polowań. Akurat! Dziesiątki osób spotykał Mickiewicz od lata w rozjazdach po dworach okolicznych, co i raz obiady tłumne, wieczorki, a ją miałby zobaczyć pierwszy raz po wielu miesiącach, choć była damą jedną z pierwszych w okolicy. No, pewnie, że nie padła po rejtanowsku na próg, gdy wybierał się nad Prosnę, nie rwała sukni, pierś odsłaniając podstępnie, byleby tylko nie szedł przyczajać się przez dwa lub trzy dni na stryszku tuż przy brzegu rzeki, czekając na dobry moment do przejścia granicy Księstwa Poznańskiego i tzw. Kongresówki. Szczęściem dla romansu i polskiej literatury nie było jak się przedrzeć w owym czasie przez pruskie i rosyjskie straże nad rzeczułką. W owym czasie wróble w poznańskiem ćwierkały, że niebawem powstanie skończy się katastrofą. Już od połowy lipca trwała przeprawa rosyjskich sił feldmarszałka Paskiewicza, który przekroczył Wisłę w Osieku koło Torunia i szedł od zachodu na Warszawę, którą poddano 7 września.


Wymieniam Klemensa, bo go niedawno solidne polonistki odkryły na nowo (a łowczynie sensacji z drugiej ręki wytworzyły sporo internetowej pop-moderny o Adamie i Konstancji) i to on, charakteryzując panią Łubieńską pisał, aż z niesmakiem, jaką to była kokietką, sawantką i przesadną entuzjastką poezji i poetów, a Mickiewicza zwłaszcza. No, więc miałaby wytrzymać do zimy, Mickiewicza nie spotykając, choć od sierpnia był pod bokiem, a 26 września został ojcem chrzestnym jej córki. Brednie więc i w dodatku mizygoństwem podśmierdujące, gdyż z wredną uciechą pisał, że jej samej płody literackie, w tym powieść Niedowiarek, były "nieudolne i nieudałe". Co kto lubi, inni pisali, że świetna, że czytana była powszechnie, a wiersze w niej przecudne.


Czy do sypialni Konstancji ów Klemens żenujący się zakradał,  że twierdził jakoby jej "laury pani de Staël i innych sławnych kobiet spać nie dawały"??? W końcowej części swej rozprawy próbował być milusi i napisał, że dobrze jej zrobiło zakończenie przez Mickiewicza romansu, bo się wychowaniem dzieci zajęła. A niech go empuzy. Albo... nie całkiem to jego wina, gdyż wyznał, że relację swą o pobycie Mickiewicza w Śmiełowie i okolicach napisał (w 1875 roku) w oparciu o opowieści (ale pewnie też plotki półwieczne prawie) tajemniczej  "bawiącej do dnia dzisiejszego w Ćmielowie* panny Markiewicz, której głównie zawdzięczamy treść niniejszego artykułu."


*to pewnie błąd drukarski, ale tak jest na łamach Ruchu Literackiego w nr 48 z 1875 roku 

O Konstancji nie mogę wiedzieć więcej niż wiedzieli dawniej Klemens Kantecki (publ.1875) i Adolf Nowaczyński (publ.1935), niż wiedzą dzisiaj (przykładowo) Ewa Dryjka (publ.2018) i Iwona Węgrzyn (publ.2015). Skoro tak, pozostaje mi przeczytać jedyną powieść Konstancji, bo o tym napisano mało, a wznowień nie było i nie ma.  Ciekawe przy tym, czy da się znaleźć potwierdzenie przypuszczeń Nowaczyńskiego, że była ta powieść zapisem alegorycznym relacji między Konstancją a Adamem.

A zatem: NIEDOWIAREK (tutaj będzie podzielony na odcinki)

 


 Z mnóstwa tkwiących w Sieci współczesnych tekstów o Konstancji oryginalną ciekawostką, samą w sobie  sympatyczną niezwykle, jest notka pani Alicji Dziewicz (starszy kustosz Muzeum Adama Mickiewicza przy Bibliotece Uniwersytetu Wileńskiego – tak się przedstawiła) z końca lutego 2021 roku. Są to REFLEKSJE Z KURSU W POZNANIU zatytułowane "Mickiewicz wielkopolski".

http://www.magwil.lt/archiwum/archiwum/2006/mww8/srp-5.htm 

Fragment:

"Co wiemy o pobycie Poety w Wielkopolsce? Podczas swej tułaczki, na wieść o wybuchu powstania listopadowego, Adam Mickiewicz z fałszywym paszportem przybył w połowie sierpnia 1831 roku na tereny Wielkopolski. Pisze o sobie: „Adam – niegdyś Mickiewicz, później Mühl, na koniec Niegolewski”. Autor „Konrada Wallenroda” pragnął wziąć udział w powstaniu. Powstanie wygasło. Mickiewicz udziału w nim nie wziął. Wielu badaczy próbuje do dziś odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, są wersje: nie zdążył? Nie wierzył w zwycięstwo? Przeszkodziła miłość? W każdym razie do końca życia czuł wyrzuty sumienia. Spotykał powstańców, słuchał ich opowiadań, cierpiał z nimi i pisał: „Redutę Ordona”, „Śmierć pułkownika”, III część „Dziadów”, „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” – taki hołd Poeta złożył na ołtarzu powstania.


Pruska policja szczerze się dziwiła: w Warszawie – powstanie, a szlachta wielkopolska bawi się – bale, przyjęcia, imieniny… W taki sposób szlachta wielkopolska organizowała i ułatwiała poruszanie się ludziom niemile widzianym przez zaborców, takim jak Mickiewicz. Konspiracja konspiracją, ale wiek młody i trochę urody zrobiły swoje i Mickiewicz w Wielkopolsce przeżywa romans. Jego wybranką jest Konstancja Łubieńska. Poznali się prawdopodobnie podczas balu w pałacu śmiełowskim. Adam przez pewien czas tu mieszkał, a ona, być może, przybyła tu na jeden z licznie wydawanych bali.


Konstancja pragnęła stać się Beatrycze dla Dantego – Adama. Czy pasowała do tej roli? Od dwunastu lat mężatka, czworo dzieci, ale ciągle piękna i wielce energiczna. Mickiewicz w roli Beatrycze jej widzieć nie zechciał. Zmartwiła się tym, ale zachowała swe uczucia i do końca życia otaczała Adama, a później jego coraz liczniejszą rodzinę, cichą opieką. Zostali przyjaciółmi.


W 1842 roku Konstancja Łubieńska wydała powieść „Niedowiarek”, która nie cieszyła się szczególną sympatią krytyki, jednak w Wielkopolsce była rozchwytywana, ponieważ opowiadała o romansie poety i mężatki, a Wielkopolanie domyślali się, kto posłużył za prototyp postaci z powieści. W 1863 r. Łubieńska wydała drukiem, ale zastrzegła, że sprzedawane mogą być tylko po jej śmierci, „Listy śp. Adama Mickiewicza do pani Konstancji”. W skład tej książeczki weszły listy z ostatnich lat życia poety. Prawie wszystkie listy wcześniejsze zostały przez rodzinę Konstancji zniszczone…"


° ° °

W roku 1924 opublikował Ludwik Podsadzy pięć wcześniej nieznaych listów. O powieści Konstancji tak napomknął:

"Djalog w Niedowiarku nie posiada wyż­szych zalet literackich. Najlepsze jego części to wiersze, któremi jest przeplatany."



 

"Djalog" to chyba według L.P. prozą napisane partie książki, tyleż rozmowy co i fabuła.  Noo..., nie wiem, jak opinię pana Ludwika skomentować... Nie doczytałem się na razie do drugiej części powieści, ale w pierwszej scena otwierająca – rozmowa ochmistrzyni i jej pomocnicy, jest całkiem udana. Potem sceny z niespodziewanym gościem też są niezłe (pokazują satyrycznie jego, co tu kryć – upierdliwe natręctwo). Fabuła w prozie, istotnie, nie nazbyt porywająca, a wierszy bez liku, wręcz pół na pół – w nich, dla odmiany, okropności mrożące krew. Pierwszy poemat o zaklętym zamku, autorstwa pani C., może nie powala na kolana, ale do klimatu strasznej tajemnicy w treści pasują jak ulał zastosowane sposoby formalne, czyli różne cuda-wianki poetyckie. Może się podobać. Za to popisy poetyckie zalecającego się do pani C., rozromantyzowanego Władysława, nie wiem, dlaczego się panu Podsadzemu podobały. Może go ubawiły, jak mnie? Kilka razy obśmiałem się w głos, jakbym czytał teksty Przybory ze Starszych Panów.

Jeśliby Konstancja chciała czytelnika swego rozbawić, to owszem – wyszłoby jej nie najgorzej. Jeśli jednak trzaskała na serio to...



 

Anons Autorki NIEDOWIARKA, umieszczony zaraz pod tytułem, oznajmujący, że jest to "powieść moralna", brzmi  jak wyrocznia nudy i zapowiedź czytelniczej niestrawności. Na dodatek "Przedmowa" tę wyrocznię spełnia i urealnia. Dlaczego utworu z pięknym i szumnym przesłaniem  w "Przedmowie":


"...uważam dogmat o nieśmiertelności duszy za główną wiary podstawę. Sądzę nawet, że ten nie może mieć wiary w przyszłość narodu, kto nie ma wiary w przyszłość własną, pośmiertną.

Powieść niniejsza pod tytułem Niedowiarek będzie rozwinięciem tego dogmatu."


dlaczego więc, jest pytanie, wydawcy wielkopolscy nie wydzierali rękopisu sobie nawzajem i Autorce z rąk? Dlaczego tę książkę wydała własnym nakładem? Dlaczego nie znalazła nikogo, kto by się redaktorsko nad matrycami drukarskimi pochylił, zasugerował trochę zmian, poprawił tu i tam stylistykę, interpunkcję? Kto by rzecz opracował i dopilnował, aby nie wyszła spod prasy niechlujna, pełna błędów, nawet z numeracją stron pokiełbaszoną.  



W części pierwszej powieści nie ma w nadmiarze moralistyki, zapowiadanej przy tytule. Jest ta część zabawna i tylko czasami przegadana. Jest tu sporo humoru i kilka komediowych sytuacji. Owszem, jest dawka nadmiernego gadulstwa i przysmędzania w opowieści o przygodzie Tomasza z duchami i są jego i Leona okropne wierszydła, ale jest zarazem ciekawy i udany poemacik Zamek zaklęty. Sugeruje się w nim tajemniczy konflikt fabularny, jakby mogący dopełnić intrygę główną, czyli poetyckie zaloty Władysława do Pani C. Są nieźle przedstawione postacie pań służących. Pani C. jest pokazana jako osoba o eleganckim i wysmakowanym poczuciu humoru. Napalony Władysław jest śmieszny, ale dorównujący inteligencji Pani C. i wart w dyskusjach z nim konfrontacji jej intelektualnych niepokojów z jego "niedowiarstwem". 


Niestety, jest tej powieści część druga. Większa od pierwszej. Cokolwiek było fabułki i humoru na początku, w rozwinięciu przepadło bez śladu. Zamiast dialogu ma czytelnik zbiór monologów, tyrad sztucznie ułożonych w niby-rozmowę. Władysław i Pani C. długaśnie wymądrzają się i mądralsko przekomarzają, wypowiadając zdania zawiłe, ozdobne i banalne o świecie, o ludziach razem i o człowieku osobno, o miłości, o religii, o patriotyzmie i o tęsknocie za wolnością ojczyzny. Ciągle i ciągle wygadują aluzje do własnych stanów emocjonalnych, czyli zainteresowania wobec siebie – niby subtelnie uczuciowego u Pani C. i niby jawnie erotycznego u Władysława. Z naciskiem na "niby".


Konstancja zabrnęła beznadziejnie w moralitet na 120 stron, nie dbając nawet o to jaka w pałacu pora dnia, jak wyglądają jej postacie, co robią, czy w ogóle jeszcze oddychają. Zawziąłem się to wszystko czytać i doczytać, ale z maniackiego obowiązku, a nie z ciekawości i dla przyjemności. Na dodatek pułapki grafomaństwa, śladowe w pierwszej części, a na pewno nie dominujące ilościowo, tu urastają do nieopanowanej, niekontrolowanej maniery. 


W części drugiej jako tako fabularna jest tylko jedna sytuacja. W pewnym momencie rozmowa schodzi na tajemniczego ducha Klary, który się rzekomo objawił Władysławowi. Wyznaje on, że zdarzenie w istocie nie miało miejsca i wszystko mu się tylko śniło. Zaskoczonej Pani C. deklaruje, że zaraz pobiegnie sprawdzić w katakumbach zamku, czy faktycznie są takie, jak mu się śniły. Ona przeżywa silny afekt do niego, nawet mu niemal wprost oznajmia, że jeśli ta wyprawa przyniesie zmianę jego niedowiarstwa w życie pozagrobowe, to może liczyć na jej daleko posuniętą przychylność. Uskrzydlony, napalony Władysław jest więc prawie pewien, że po powrocie z lochów nie będzie gadaniny z erotycznym podtekstem, tylko samiutkie seksualne konkrety. Jednakże podczas jego nieobecności Pani C. przeżywa straszne rozterki, czy łóżkowo ulec namiętnościom, czy też dotrzymać ślubów idealnej miłości jedynie do Boga, a żadnych wybryków w ziemskim wymiarze. Władysław nic o tym nie wie, buszując w podziemiach wśród trumien. A czytelnik już wie z modlitw i z decyzji Pani C., że Władysław buszuje po nic, na darmo, że gdy wróci na komnaty, żadnych figli-migli nie będzie.  Po znaleziskach w grobowcu bidaczyna odżegnuje się, pod koniec książki, od swego niedowiarstwa, ale Pani C. nawet wtedy nie zmienia decyzji. Czytelnik "powieści moralnej" zostaje z rozdziawioną japą. Władzio przez chwilę też, "bezprzytomny", ale się otrząsa i w finale duma tak:


"Duszami należymy do siebie, choć robimy ofiarę z serca upałów. Jakże ci wdzięczen jestem, o Boże dobrotliwy, żeś mi wrócił wiarę w nieśmiertelność ducha. Bo poza grób przeniesie się na wieczności łono węzeł dusz naszych, a gdy ich ani więzy ciała pętać, ani przestrzeń, ani czas rozdzielać nie będą, miłość nasza trwać bedzie na wieki."


I oto w ten sposób pani Konstancja Łubieńska (Constance? czyli C.) wyjaśniła oburzonym w rodzinie i poza nią, jak w istocie wyglądał jej rzekomy romans z Adamem Mickiewiczem. Ale nie tylko z nim. Na powieściowego Władysława bardziej pasowałby heglista Stefan Garczyński, którego sam Mickiewicz niedowiarkiem nazwał.  Stefan był Adama wielkim przyjacielem i w liście, który się zachował, przestrzegał go przed Konstancją, wcale wyraźne i nieeleganckie robiąc aluzje, że ona i jego wcześniej bałamuciła. Miała bowiem ulubienie w poetach. Możliwe, że Konstancja chciała jedną książką dwa ogniska plotek zagasić. Nie sądzę, by jako partner dla wzlotów ducha Konstancji mógł Stefan konkurować z Adamem. Garczyńskiego może i chciała z niedowiarstwa wyleczyć, ale duszę swą zapragnęła w zaświatach sprząc na wieki z duszą Mickiewicza. Adam był solidniejszą gwarancją sławy nieśmiertelnej. Ku niemu skłonności, owszem, się nie wypierała, były  – intelektualne, uczuciowe, romantyczne i ideowe, ale żadnego awanturnictwa i skandalu seksualnego. Nic z tych rzeczy. Duchy Jej i Jego dorównały sobie. 

° ° °



Wśród wielu wspólczesnych tekstów o Obojgu ten uznałem za najbardziej   intrygujący, rzetelny i przyjaźnie czytelnikom napisany:


https://pisarze.pl/2022/06/14/franciszek-czekierda-romans-adama-mickiewicza-z-konstancja-lubienska/


Franciszek Czekierda – ROMANS ADAMA MICKIEWICZA Z KONSTANCJĄ ŁUBIEŃSKĄ