Tłumaczenie A.L i Z. Czerny
A jeśli twoja gładka Dulcynea wszędzie
Wzgardę dla ciebie miała jako chleb powszedni,
Uchodząc przed miłością twą z dziewiczym wiankiem,
12
Lecz ty, gocki Kichocie, będziesz wiecznie w świecie
Słynął przez Dulcyneę, co była twą damą,
Zaś jej mądrość i zacność przez ciebie zasłyną.
12
...osądził, że nie pozostaje mu już nic innego, jak wyszukać sobie damę, w której by się zakochał; rycerz błędny bez miłości jest bowiem jak drzewo bez liści i bez owoców lub jak ciało bez duszy. Mawiał więc sobie:
– Jeśli za grzechy moje lub na moje szczęście przyjdzie mi się potykać z jakowymś olbrzymem, jak to się zwykle błędnym rycerzom zdarza, i kiedy go z konia zwalę w starciu lub na dwoje rozpłatam albo wreszcie zwyciężę go i pokonam, czyż nie będzie dobrze mieć posłać go komuś, aby się ode mnie pokłonił. Niechże wejdzie i padłszy na kolana przed słodką moją panią, rzecze głosem pokornym i oddanym:
«O pani! Jam jest olbrzym Caraculiambro, władca wyspy Malindrania, zwyciężył mię w pojedynczym boju Don Kichote z Manczy, rycerz nigdy dosyć niesławiony. Rozkazał mi stanąć przed waszą miłością, aby wielmożność wasza mną rozporządziła wedle swej woli»".
Och, jakże się uradował poczciwy nasz rycerz, wygłosiwszy tę orację, a jeszcze bardziej, kiedy znalazł wreszcie tę, której dał miano swej pani.
Była to jak powszechnie mniemano młoda wieśniaczka z pobliskiej wioski, bardzo gładka, w której przez jakiś czas się kochał, czego ona prawdopodobnie wcale nie podejrzewała ani też nie wiedziała o tym. Nazywała się Aldonza Lorenzo. Ona to zdała mu się godną otrzymać tytuł „pani jego myśli", a szukając dla niej imienia, które byłoby godne jego nazwiska, a wyglądało i zakrawało na nazwisko księżniczki i wielkiej pani, nazwał ją Dulcyneą z Toboso, gdyż stamtąd pochodziła. Imię to wydało mu się dźwięczne, obco brzmiące i pełne znaczenia jak wszystkie te, które wynalazł dla siebie i dla swoich rzeczy.
15
I zaraz tak ciągnął, jakby naprawdę był zakochany: „O księżniczko Dulcyneo, pani mego niewolnego serca! Wyrządziłaś mi wielką krzywdę, wyprawiając mię i zakazując z surową srogością jawić się przed twą pięknością. Racz pani pamiętać o tym wam oddanym sercu, które tyle udręki dla waszej miłości znosi".
17
http://www.cervantesvirtual.com/portales/quijote_banco_imagenes_qbi/ficha_imagen/?id=4470
Na ten widok Don Kichote wzniósł oczy w niebo i zwróciwszy myśli swe (jak się zdawało) do swej pani Dulcynei, przemówił: – Przybądź mi, pani moja, ku pomocy w tej pierwszej zniewadze, jaka spotyka wasze lenne serce. Niech mię nie opuszcza w tej pierwszej potrzebie łaska wasza i orędownictwo.
Powiedziawszy te i tym podobne słowa, odrzucił tarczę, podniósł oburącz kopię i zadał nią wielki cios mulnikowi w głowę,
21
Oto w jaki sposób pomścił krzywdę dzielny Don Kichote. Sam zachwycony tym, co zaszło, przekonany, że szczęśliwie i wzniośle swą działalność rycerską rozpoczął, wielce z siebie zadowolony, jechał do swej wioski, mówiąc półgłosem: – Zaiste, możesz się nazwać najszczęśliwszą spośród wszystkich żyjących na ziemi, o najpiękniejsza z pięknych, Dulcyneo z Toboso! Los ci bowiem zdarzył, że sługą i poddanym twej woli i zachceniom jest tak waleczny i sławny rycerz, jak Don Kichote z Manczy. Ten, jak wszystkim wiadomo, wczoraj na rycerza pasowany, dziś pomścił najstraszliwszą krzywdę i obrazę wyrządzoną przez bezprawie i okrucieństwo.
24
Don Kichote, z zuchwałą miną, podniósłszy głos, zawołał: – Ani kroku dalej, póki nie wyznacie, że na całym świecie nie masz piękniejszej dziewicy nad władczynię Manczy, niezrównaną Dulcyneę z Toboso!
Zatrzymali się kupcy
25
Właśnie zerwał się lekki wiatr i wielkie skrzydła zaczęły się obracać, co widząc, Don Kichote zakrzyknął: – Choćbyście machali liczniejszymi łapami niż olbrzym Briareus, zapłacicie mi za to.
Mówiąc to, polecił się z całego serca swej pani Dulcynei, prosząc ją, by wspomagała go w takiej potrzebie. Zasłoniwszy się dobrze tarczą, z nastawioną kopią, puścił pełnym galopem Rosynanta i uderzył na pierwszy z brzegu wiatrak.
36
Przez całą noc Don Kichote oka nie zmrużył, rozmyślając o swej pani Dulcynei, usiłując przystosować do niej, co w swych książkach wyczytał, jak to rycerze spędzali bezsennie liczne noce w lasach i na bezludziu, trawiąc czas na wspominaniu swych pań.
37
...wiedzcie, że nazywam się Don Kichote z Manczy, rycerz błędny i poszukiwacz przygód, niewolnik niezrównanej i cudnej pani Dulcynei z Toboso; w nagrodę za usługę, jaką wam oddałem, żądam jedynie, abyś, pani, zawróciła do Toboso, w moim imieniu stanęła przed ową panią i opowiedziała jej, co zdziałałem dla waszej wolności.
38
Don Kichote, odczuwszy siłę tego gwałtownego ciosu, zawołał wielkim głosem:
– O pani mej duszy, Dulcyneo, kwiecie piękności, ratuj swego rycerza, który aby zadośćuczynić twej wielkiej doskonałości, w tak ciężkie popadł opały.
39
https://www.deviantart.com/darkakelarre/art/Dulcinea-del-Toboso-202136119
Wreszcie traf nadarzył mi jednego, któremu opowiedziałem, czego chcę, i dałem mu książkę do ręki; otworzył ją w środku i poczytawszy nieco, zaczął się śmiać. Zapytałem, czemu się śmieje; odpowiedział mi, że z uwagi, jaką na marginesie książki zapisano. Prosiłem, aby mi ją przeczytał, zaś on, nie przestając się śmiać, rzekł:
– Tu, jak powiedziałem, stoi na marginesie zapisane: „Ta Dulcynea z Toboso, tyle razy w tej powieści wspominana, miała, jak mówią, zręczniejszą rękę do solenia wieprzowiny niż jakakolwiek inna niewiasta w całej Manczy".
Zaledwie usłyszałem „Dulcynea z Toboso", stanąłem jak wryty, gdyż natychmiast pojąłem, że owe zeszyty zawierają historię Don Kichota.
40
Sanczo Pansa, który już diabłu oddawał długą gadaninę koziarza, nastawał ze swej strony, aby jego pan poszedł spać do szałasu Piotra. Uczynił tak Don Kichote i całą noc spędził na rozmyślaniach o swej pani Dulcynei, za przykładem kochanków Marceli. Sanczo Pansa ułożył się między Rosynantem a swym osłem i spał, nie jak wzgardzony kochanek, ale jak człek kijami zmłócony.
52
Tu Don Kichote westchnął głęboko i rzekł:
– Nie mogę ręczyć, czy ta słodka moja nieprzyjaciółka cieszyć się będzie, czy nie, gdy świat się dowie, że jej służę; jedno rzec mogę, odpowiadając na pytania zadane mi z taką uprzejmością, że imię jej jest Dulcynea, ojczyzną Toboso, wioska Manczy; stan jej co najmniej książęcy, jest bowiem królową i panią moją; piękność jej nadludzka, w niej bowiem rzeczywistymi się stały wszelkie niepodobne do wiary i chimeryczne przymioty piękności, jakie poeci swym damom nadawali: włosy jej złoto szczere, jej czoło Pola Elizejskie, brwi jej łuki tęczy, oczy jej słońca, lica jej róże, wargi korale, zęby jej perły, alabastrem szyja, marmurem piersi, z kości słoniowej jej ręce, białość jej śniegiem, zaś części ciała, które przed wzrokiem ludzkim skromność zakrywa, takie są, jak mniemam i przeczuwam, że jeno z oględną czcią je wysławiać można, lecz nigdy porównywać.
55
...koziarze i pasterze, zdali sobie sprawę z wielkiego obłędu naszego Don Kichota. Jedynie Sanczo Pansa wierzył we wszystko, co pan jego opowiadał, wiedząc, kim był, i znając go od urodzenia; wątpliwość żywił tylko co do pięknej Dulcynei z Toboso, nigdy bowiem nie słyszał o takim imieniu ani o księżniczce, która by je nosiła, choć mieszkał blisko Toboso.
56
...uroił sobie, że przybył do słynnego zamku (gdyż jak mówiliśmy, zamkami w jego mniemaniu były wszystkie zajazdy, gdzie się zatrzymywał), a córka gospodarza była córką pana zamku i podbita jego dwornością, rozmiłowała się w nim i przyrzekła, że owej nocy, w tajemnicy przed rodzicami, przyjdzie legnąć przy nim na czas jakiś. Chimera, którą sobie uroił, wydała mu się tak pewna i niewątpliwa, że zaczął się trapić, rozmyślając o niebezpiecznej pokusie, na jaką uczciwość jego narażona będzie, w sercu swym postanawiając nie złamać wiary swej pani Dulcynei z Toboso, choćby sama królowa Ginewra ze swą damą Kwintanioną przed nim stanęła.
69
– O, gdybym miał możność, piękna i wyniosła pani, odpłacić ci tak wielką łaskę, jaką jest widok twej wielkiej urody, którego mi użyczasz! Aliści los, który nie przestaje prześladować zacnych, chciał oto powalić mię na to łoże, gdzie spoczywam tak potłuczony i połamany, że choć z całej duszy rad bym zadość woli twej uczynić, byłoby to niemożliwe. Tym bardziej że do niemocy tej inna, ważniejsza się przyłączyła: oto wierność, jaką ślubowałem niezrównanej Dulcynei z Toboso, jedynej pani mych najtajniejszych myśli, i gdyby nie ta przeszkoda, nie byłbym rycerzem tak szalonym, aby poniechać szczęśliwej okazji, jaką mi wasza wielka dobroć nastręcza.
70
– Krótko mówiąc, dowiedz się, że ledwie co przyszła do mnie córka pana zamku, panienka najurodziwsza i najpiękniejsza, jaką na szerokiej ziemi znaleźć można. Cóż mógłbym o wdzięku jej osoby powiedzieć? Cóż o żywości umysłu, cóż o innych ukrytych przymiotach, których, chcąc dochować wiary winnej mej pani Dulcynei z Toboso, tknąć się nie ważę i przemilczę?
72
– Zatem ściągnij nieco popręgi Rosynantowi, zostań z Bogiem i czekaj tu na mnie trzy dni najdłużej. Jeżeli do tego czasu nie wrócę, możesz odjechać do naszej wsi, a stamtąd, zrobisz mi łaskę i dobrą przysługę, gdy udasz się do Toboso, gdzie niezrównanej mej pani Dulcynei powiesz, że jej niewolny rycerz zginął, ważąc się na sprawę, która by go godnym jej uczyniła.
86
– Zły z ciebie chrześcijanin, Sanczo – rzekł Don Kichote, usłyszawszy to, – nie zapominasz krzywdy raz ci wyrządzonej; masz wiedzieć, że serca szlachetne i wspaniałomyślne nie zważają na takie drobnostki. Zali przetrącono ci nogę, złamano żebro, rozbito głowę, że o tym żarcie nie zapominasz? Dobrze bowiem rzecz rozważywszy, był to żart i igraszka; gdybym tak nie myślał, dawno bym wrócił tam i dla pomszczenia ciebie wyrządziłbym więcej szkody, niż wyrządzili Grecy za porwanie Heleny, która gdyby w naszych czasach żyła albo moja Dulcynea w tamtych, nie zażywałaby na pewne takiej sławy piękności, jaką się cieszy.
Tu wydał tak wielkie westchnienie, że zdało się chmur dosięgać.
95
...taka jest moja wola abyście obciążeni tymi łańcuchami, które z waszej szyi zdjąłem, udali się zaraz w drogę do miejscowości Toboso i tam stanęli przed panią Dulcyneą z Toboso i oznajmili, że rycerz jej, zwany Rycerzem Smętnego Oblicza, poleca się jej. Opowiecie jej szczegółowo wszystko, co zaszło w owej sławetnej przygodzie aż do przywrócenia wam wolności. To spełniwszy, będziecie mogli udać się szczęśliwie, gdzie zechcecie.
104
– Chwileczkę... Jak to! – rzekł Sanczo. – Jegomość zna się i na rymach?
– I lepiej, niż sądzisz a przekonasz się o tym, gdy zaniesiesz list, od góry do dołu napisany wierszem, do pani Dulcynei z Toboso. Chciałbym bowiem, abyś, Sanczo, wiedział, że wszyscy albo większość rycerzy błędnych ubiegłych wieków byli wielkimi poetami i wielkimi muzykami. Te dwie umiejętności albo, lepiej powiedziawszy, te dwa dary są przywiązane do błędnych kochanków. Co prawda, w wierszach tych dawnych rycerzy więcej było ducha niż doskonałości.
107
https://exnovia.com.ar/mi-hermosa-dulcinea/
Mnie się zdaje – rzekł Sanczo że rycerze, którzy tak postępowali, byli do tego doprowadzeni i mieli przyczynę wyrabiania tych głupstw i pokut, ale jegomość! Cóż was skłania, aby stać się szaleńcem? Jakaż to dama wami wzgardziła i jakież dowody znaleźliście wskazujące na to, że pani Dulcynea z Toboso popełniła jakoweś głupstwo z Maurem czy chrześcijaninem?
– W tym sęk – odpowiedział Don Kichote – ale i cała subtelność mego zamierzenia. Albowiem kiedy jakiś błędny rycerz staje się szaleńcem, mając ku temu powód, nie ma w tym nijakiej jego zasługi; ale w tym rzecz, aby oszaleć bez przyczyny i dać poznać mej pani, że jeśli to czynię na zimno, cóż uczynię na gorąco? Tym bardziej że mam dostateczny powód w drugiej rozłące z niezmiennie moją panią Dulcyneą z Toboso, bo jak słyszałeś onegdaj na pogrzebie od owego pasterza Ambrożego, że nieobecny wszystkie utrapienia cierpi i wszystkich się lęka. Tak więc, przyjacielu Sanczo, nie trać czasu, doradzając mi poniechanie tak rzadkiego a tak szczęśliwego i tak niespotykanego naśladownictwa. Jestem szaleńcem i szaleńcem zostanę, póki nie wrócisz z odpowiedzią na list, jaki przez ciebie przesłać zamierzam pani mej Dulcynei, i jeśli ta będzie taka, na jaką wierność moja zasługuje, skończy się mój obłęd i pokuta;
119
O wy, nimfy łąk i drzew, co zwykle wśród dzikich gór mieszkacie, oby lekkie i sprośne satyry, daremnie was miłujące, nie zakłócały nigdy słodkiego spokoju waszego, pomóżcie mi opłakiwać mą niedolę lub przynajmniej nie wzdragajcie się o niej słuchać. O Dulcyneo z Toboso, dniu mej nocy, chwało mej udręki, gwiazdo przewodnia mych dróg, gwiazdo mojego szczęścia, niechaj ci niebo darzy we wszystkim, czego zapragniesz, abyś oglądać mogła miejsce i stan, do którego doprowadziła mię rozłąka z tobą i odpowiedziała mi tak przychylnie, jak wierność moja na to zasługuje.
120
...skłuję Rosynanta ostrogami, aby go ożywić; zaniesie mię od razu do Toboso i stanę przed panią moją Dulcyneą; nagadam jej tyle o głupstwach i szaleństwach, co na jedno wychodzi, jakie jegomość popełnił i jakie popełnia, że stanie się miękka jak rękawiczka, choćby była twardsza od korkowego dębu; a z jej odpowiedzią, słodką i miodową, powietrzem przylecę jak czarownik i wydobędę jegomości z tego czyśćca, który zdaje się być piekłem
121
Co zaś tyczy się listu miłosnego, jako podpis położysz: „Wasz do śmierci Rycerz Smętnego Oblicza"; nie będzie to miało znaczenia, że podpis będzie obcej ręki, gdyż o ile pamiętam, Dulcynea nie umie ani pisać, ani czytać, a w całym swym życiu nie widziała ani literki, ani listu ode mnie, bowiem miłość nasza była zawsze platoniczna, ważąc się najwyżej na cnotliwe wejrzenie. A nawet to było tak rzadko, że śmiałbym przysiąc, że przez tych dwanaście lat, kiedy ją kochałem bardziej niż światło mych oczu, które ziemia ma przeżreć, nie widziałem jej i cztery razy. A nawet być może, że ona ani razu nie zauważyła, iż na nią patrzyłem; tak skromnie i surowo wychowali ją bowiem ojciec jej, Lorenzo Corchuelo, i matka jej, Aldonza Nogalez.
122
https://aidanwilson.artstation.com/projects/k4w8rA
– Co? Co? – zawołał Sanczo. – To córka Lorenza Corchuelo ma być panią Dulcyneą z Toboso, inaczej zwana Aldonza Lorenzo?
– Ta sama – rzekł Don Kichote – ona to jest godna być panią całego świata.
– Znam ją dobrze – rzekł Sanczo – i mogę powiedzieć, że żelaznym drążkiem ciska dalej niż najsilniejszy parobek ze wsi. Bogać to! Wszak to dziewka na schwał! Dobrze zbudowana i prosta, włochata na piersi, i może wyrwać z błota każdego rycerza błędnego czy błądzącego, który ją weźmie za żonę. Ach taka córka! Co za dech! Co za głos!
Dość powiedzieć, że pewnego dnia wylazła na dzwonnicę wioski, aby zwołać kilku parobków znajdujących się na ugorze jej ojca, i choć odlegli byli więcej niż o pół mili, słyszeli ją tak, jakby byli u stóp wieży. A najlepsze jest to, że wcale nie robi ceregieli, wiele ma z przeskoczki, z każdym poigra i wszystko obróci w śmiech i żarty. Teraz powiem, panie Rycerzu Smętnego Oblicza, jegomość nie tylko możecie i powinniście na szaleństwa dla niej się ważyć, ale sprawiedliwie możecie rozpaczać i powiesić się, a każdy, kto się o tym dowie, powie, że słusznieście zrobili, choćby i diabeł was porwał.
Chciałbym już być w drodze, tylko aby ją zobaczyć; już dawno jej nie widziałem, a musiała się zmienić; ciągłe przebywanie na polu, w słońcu i na wietrze bardzo niszczy twarz niewieścią.
Wyznam jegomości, panie Don Kichocie, jedną prawdę: dotychczas byłem w wielkiej nieświadomości; byłem szczerze przekonany, że pani Dulcynea musi być jakąś księżniczką, w której jegomość się pokochał, albo inną taką osobą zasługującą na bogate dary, jakie jej jegomość posyłał; czy to Biskajczyka, czy galerników, czy też wielu innych, jacy musieli być, stosownie do licznych zwycięstw odniesionych przez waszą miłość, zanim zostałem waszym giermkiem.
Ale zważywszy wszystko, co przyjdzie pani Aldonzie Lorenzo, to jest pani Dulcynei z Toboso z tego, że przed nią padną na kolana pokonani, których jegomość jej posyła lub ma jeszcze posłać? Zdarzyć by się mogło, że w czasie, kiedy oni się zbliżą, ona będzie czesała len lub młóciła zboże na boisku; ich taki widok zgorszyłby, zaś ona wyśmiewałaby się i naigrawała z podarunku.
122
Tak więc, Sanczo, przez to, że kocham Dulcyneę z Toboso, warta ona jest tyle, co najpierwsza księżniczka na ziemi. Czy sądzisz, że poeci, którzy opiewali damy pod imionami, jakie im wedle kaprysu nadali, naprawdę je posiadali? Zali myślisz, że Amarylidy, Filidy, Sylwie, Diany, Galatee, Filisy i tyle innych, od których roją się książki, romanse, balwiernie, teatry komediantów, były naprawdę kobietami z krwi i kości i należały do tych, którzy je opiewali i opiewać będą? Nie, zaiste, ale wielu z nich zmyśla, aby znaleźć temat do wierszy i żeby ich uważano za zakochanych i za ludzi, którzy do miłości są zdolni.
Tak więc i mnie wystarcza wierzyć, że zacna Aldonza Lorenzo jest piękna i cnotliwa. Co do jej pochodzenia, nie ma to znaczenia: nikt nie będzie badał tego, bo nie chodzi tu zgoła o przywdzianie jakiegoś habitu; ja zaś uważam ją za najznakomitszą na świecie księżniczkę. Masz wiedzieć bowiem, Sanczo, jeśli tego nie wiesz, że dwie są tylko rzeczy, które pobudzają miłość bardziej niż inne, a to wielka uroda i dobra sława, te zaś znajdują się w Dulcynei w swej doskonałości, albowiem pięknością nikt jej nie dorówna, a w dobrej sławie niewiele jej sprosta.
I aby z tym skończyć, wyobrażam sobie, że wszystko jest tak, jak mówię, ani mniej, ani więcej, i maluję ją w mej wyobraźni taką, jaką chcę; zarówno co do urody, jak i wysokiej godności nie dorówna jej Helena, nie dosięgnie Lukrecja ani żadna inna ze sławnych niewiast dawnych wieków greckich, barbarzyńskich czy łacińskich. Niech każdy mówi, co chce, a jeśli w tej materii przyganią mi ignoranci, nie potępią surowi sędziowie.
123
LIST DON KICHOTA DO DULCYNEI Z TOBOSO
Suwerenna i dostojna pani! Zraniony ostrzem rozłąki i dotknięty w same włókna serca, najsłodsza Dulcyneo z Toboso, zdrowia ci życzy jego pozbawiony. Jeśli twa piękność mię lekceważy, jeśli twa cnota nie przemawia za mną, jeśli pogardzasz moim strapieniem, to choć jestem dość cierpliwy, nie zdołam przenieść tej udręki, nie tylko silnej, ale długotrwałej. Mój zacny giermek Sanczo zda ci dokładnie sprawę, o piękna niewdzięcznico, ukochana nieprzyjaciółko moja, ze stanu, którego jesteś przyczyną! Jeśli masz wolę mi pomóc, jestem twoim, jeśli nie, czyń, co ci się podoba. Kończąc bowiem me życie, zadośćuczynię okrucieństwu twemu i mojemu pragnieniu. Twój do śmierci
Rycerz Smętnego Oblicza
124
...mógłbym przysiąc, że moja Dulcynea z Toboso przez wszystkie dni żywota swego nie widziała żadnego Maura we własnej osobie i stroju i do dziś jest taka sama, jak matka, gdy ją urodziła; wyrządziłbym jej wielką krzywdę, gdybym co innego sobie o niej uroił, wariując na sposób szalonego Rolanda.
126
Płacze tu Don Kichote
W rozłące od Dulcynei
Kędy kochanek tak wierny
Od swojej pani ucieka,
Stąd zrodził się ból niezmierny.
Jak przyszło to, skąd, na człowieka?
Znacie Amora niecnotę,
Kpi ten największy z złodziei.
Łez stągwie pełne, tęsknotę
Płacze tu swą Don Kichote
W rozłące od Dulcynei
Rozmiłowany w przygodzie,
Przez dzikość skał się przeciska,
Przekleństwo w pustaciach go wodzi,
Wśród cierni tych i w złomiskach
Jeno udrękę znachodzi,
Smaga go Amor z chichotem,
Biczem, nie szarfą go tnie i
Po głowie bije go splotem,
Tu płacze wciąż Don Kichote
W rozłące od Dulcynei z Toboso.
Niemało śmiechu wzbudził u tych, którzy te wiersze znaleźli, przydomek „z Toboso" dodany do imienia Dulcynei; sądzili, że Don Kichote wyobrażał sobie, iż jeśli do imienia Dulcynei nie doda także „z Toboso", wiersze nie będą zrozumiałe, i tak było rzeczywiście, jak później przyznał. Innych wiele jeszcze wierszy napisał, ale powiedziano już, że nie można było ich odczytać ani w całości odnaleźć krom tych trzech strof.
127
(Kardenio Dorota i cyrulik) ...w tej chwili usłyszeli wołanie i poznali, że to Sanczo Pansa, nie zastawszy ich w oznaczonym miejscu, woła na całe gardło. Wyszli naprzeciw i zapytali o Don Kichota.
Opowiedział, jak go zastał prawie nagim, w koszuli, wychudłym, pożółkłym i na pół umierającym z głodu, lecz wzdychającym do swej pani Dulcynei. I choć przedkładał, iż poleciła mu wyjść z tego pustkowia, by udać się do Toboso, gdzie go oczekiwać będzie, ów odpowiadał, że postanowił nie jawić się przed jej pięknością, póki nie dokona niezwykłych dzieł, które go uczynią godnym jej łaski.
148
Ożeńcie się jegomość raz na zawsze z tą królową, oto ją macie, jakby z deszczem z nieba spadła, a potem będziecie mogli do Dulcynei powrócić; musieli bowiem być królowie na świecie, którzy mieli i kochanice. Co się tyczy piękności, nie będę w to wchodził, co prawda trzeba przyznać, że obie pięknie się przedstawiają, choć pani Dulcynei jeszcze na oczy nie widziałem.
– Jak to nie widziałeś, zdrajco bluźnierczy?! – zawołał Don Kichote. – Czyż nie przywiozłeś mi właśnie posłania od niej.
– Mówię, że nie oglądałem jej tak dokładnie abym zdołał zapamiętać szczegółowo jej gładkość i wdzięki punkt po punkcie, w ogólności jednak wydawała mi się urodziwa.
157
– Jak dotąd, wszystko w porządku, mów dalej – rzekł Don Kichote. – Zbliżyłeś się, a cóż robiła ta królowa piękności? Zapewne zastałeś ją, gdy nawlekała perły lub haftowała złotym szychem jakiś upominek dla swego niewolnego rycerza.
– O nie! Ale zastałem ją, jak przesiewała dwa półkorce zboża na podwórku zagrody.
– Możesz być pewny – rzekł Don Kichote – że ziarna zboża jej dłońmi dotknięte zamieniały się w perły. A czyś uważał przynajmniej, jakie to było zboże, zali była to najprzedniejsza biała pszenica, zali też czerwona?
– Była to sama najpodlejsza czerwona – odpowiedział Sanczo.
– Mogę cię zapewnić, że siana jej rękoma – rzekł Don Kichote – da bez wątpienia najbielszy chleb. Ale mów dalej, kiedyś jej list oddał, czy ucałowała go? Czy położyła go sobie na głowie? Czy dokonała jakiejś ceremonii godnej takiego listu? Co zrobiła?
– Kiedy jej list miałem wręczyć – rzekł Sanczo – była cała oddana przesiewaniu znacznej ilości zboża, jakie miała w siedlaczce, więc rzekła mi: – „Połóżcie, przyjacielu, ten list na jakimś worku, nie mogę go czytać, póki nie skończę przesiewać zboża, jakie tu mam".
– O roztropna pani, – rzekł Don Kichote, – uczyniła tak zapewne, aby mogła go przeczytać swobodnie i nacieszyć się nim. Dalej, Sanczo a przy tej swej pracy o czym rozmawiała z tobą? Czy pytała o mnie a ty, coś odpowiedział? Dokończ, opowiedz mi wszystko, ani nutki nie zostaw w kałamarzu.
– O nic się nie pytała – rzekł Sanczo – za to ja jej opowiedziałem, jak jegomość, aby jej służyć, pozostał tu, czyniąc pokutę, obnażony od pasa w dół, pośród tych skał, jak dziki śpiąc na ziemi, nie jedząc chleba na obrusie, nie czesząc brody, płacząc i złorzecząc losowi.
– Źle rzekłeś, Sanczo, mówiąc, że przeklinam mój los, przede wszystkim bowiem błogosławię i błogosławić będę przez wszystkie dni żywota, że uczynił mię godnym miłowania tak wysokiej pani jak Dulcynea z Toboso.
– Tak jest wysoka że na dobrą sprawę przerasta mię o jedną piędź.
– Jak to, Sanczo – zapytał Don Kichote – mierzyłeś się z nią?
– Zmierzyłem się w ten sposób – odpowiedział Sancho – że zbliżywszy się, aby pomóc jej wór zboża na osła włożyć, stanąłem tak blisko niej, iż mogłem przekonać się, że przewyższa mię o dobrą piędź.
– Zali nieprawda, że towarzyszą temu wzrostowi i przyozdabiają go tysiączne i milionowe przymioty duszy? Nie zaprzeczysz mi w jednym, Sanczo, kiedy zbliżyłeś się do niej, zali nie poczułeś sabejskiej woni, aromatu upojnego, czegoś tak miłego, że nie wiem, jak to zwać? Powiedz, był to jakiś balsam czy opar, jakbyś się znajdował w sklepie przedniego rękawicznika?
– Mogę rzec tylko – odpowiedział Sancho – poczułem jakiś mężczyński odór, musiało to być, że przy tak ciężkiej robocie spociła się porządnie i zziajała.
159
– Być może, że tak jest, i uważam, że to dobry zwyczaj; ale musiało tak być w minionych wiekach, a teraz widać daje się tylko kawałek chleba i sera, bo to mi dała pani moja Dulcynea przez mur podwórza, kiedy się z nią żegnałem. I to w dodatku był ser owczy.
– Jest nader hojna, – rzekł Don Kichote, – jeśli nie dała ci złotego klejnotu, to pewnie dlatego, że nie miała go pod ręką, by ci ofiarować. Ale co się odwlecze, to nie uciecze
161
A jegomość niech nie troszczy się o odwiedzanie teraz pani Dulcynei, tylko co rychlej śpieszy zabić olbrzyma i zakończyć tę sprawę, gdyż, na Boga, wydaje mi się to z wielką chwałą i korzyścią.
– Powiem ci, Sanczo – rzekł Don Kichote – że masz rację i za radą twoją pójdę, by raczej ruszyć z księżniczką niż odwiedzać Dulcyneę. Ostrzegam cię, abyś nic nie mówił nikomu ani tym, co z nami jadą, o tym, cośmy rozważyli i omówili. Skoro bowiem pani Dulcynea jest tak skromna, że nie chce, aby znano jej uczucia, nie lza, bym ja lub kto inny za mnie je zdradzał.
– Kiedy tak, – rzekł Sanczo, – to dlaczego jegomość chce, by wszyscy, których ramię wasze zwycięży, stawali przed panią Dulcyneą, czyliż przez to nie stwierdzacie jej imiennie, że miłujecie ją i jesteście w niej zakochani, a każecie, by ci wszyscy padali przed nią na kolana i mówili, iż z polecenia waszej miłości przychodzą zdać się na jej wolę; jakżeż zdołacie ukryć wasze wzajemne uczucia?
162
Trza wiedzieć, że w całej gospodzie nie było okna wychodzącego na pole, tylko otwór od gumna, którym wyrzucano na dwór słomę. Przy tym okienku umieściły się obie półdziewice i ujrzały Don Kichota na koniu, wspartego na swej kopii, który od czasu do czasu wydawał tak bolesne i głębokie westchnienie, jakby przy każdym miał wyrwać z siebie duszę. Równocześnie usłyszały, jak mówił głosem słodkim, czułym i rozkochanym:
– O pani moja, Dulcyneo z Toboso, szczycie wszelkiej gładkości, krasie i korono mądrości, skarbnico najwyższego wdzięku; zbiorze cnót, najostateczniejszy pierwowzorze wszystkiego, co na świecie wartościowe, uczciwe i najmilsze! Czymże się w tej godzinie wasza miłość zajmuje? Zali może myśl swą obracasz ku twemu niewolnemu rycerzowi, który aby ci służyć jedynie, naraża się na tak wielkie niebezpieczeństwa? Daj mi wieść o niej, światło o trzech obliczach!
(Mowa o bogini Hekate, którą identyfikowano czasem z Dianą lub Prozerpiną. Jej trzy głowy oznaczały trzy fazy księżyca.)
Może zazdrosne o jej lica patrzysz teraz na nią, jak przechadza się po krużgankach swych wspaniałych pałaców albo oparta piersią o jakąś balustradę rozmyśla, jak bez uszczerbku dla cnoty i wielkości swojej ukoić burzę, jaką dla niej cierpi moje znękane serce, jaką glorią moje udręki uwieńczyć, jakie ukojenie dać moim myślom, a w końcu, jakie życie memu konaniu i jaką nagrodę mym służbom. Ty zaś, Słońce, które już zapewne spiesznie zaprzęgasz rumaki, aby wcześnie wyruszyć i wzejść oglądać panią moją, kiedy ją zobaczysz, błagam cię, pozdrów ją ode mnie. Ale ujrzawszy ją i pozdrowiwszy, nie waż się ucałować jej twarzy, bardziej zazdrosny będę o ciebie niż ty o ową wietrznicę, dla której się umęczyłeś i zgoniłeś
234
Don Kichote, słuchając proroctwa, pocieszył się, bowiem zaraz odgadł jego znaczenie, zrozumiał, że obiecywano mu połączenie w świętym i prawowitym stadle z jego umiłowaną Dulcyneą z Toboso, z którego to szczęśliwego związku wyjdą lwięta, syny jego na wieczną Manczy chwałę.
249
– Ratunku, Panno Święta! – zawołał na to Sanczo wielkim głosem. – Zaliż możliwe, aby jegomość miał tak twardą głowę, taki brak mózgu i nie spostrzegł, że co mówię, jest rzetelną prawdą i że wasze więzienie i nieszczęście przypisać należy raczej złośliwości niż czarom? Ale ponieważ tak jest, chcę wam oczywiście dowieść, że nie jesteście zaczarowani. Jeśli nie, powiedzcie ino... Oby Bóg wyrwał was z tej matni i obyście się znaleźli w ramionach mej pani Dulcynei, kiedy się tego najmniej spodziewać będziecie!
258
Na te krzyki i jęki Sancza odżył Don Kichote i pierwsze jego słowa były: – Ten, kto z dala od ciebie żyje, najsłodsza Dulcyneo, większych cierpień doznaje niż te oto. Pomóż mi, przyjacielu Sanczo, wsiąść na wóz zaczarowany. Nie zdołam już utrzymać się na siodle Rosynanta, całe bowiem ramię mam zgruchotane.
271
W tej skrzynce znajdowały się jakieś pergaminy zapisane pismem gotyckim, ale w kastylskich wierszach, które opiewały liczne bohaterskie czyny onego i mówiły o piękności pani Dulcynei z Toboso, o wyglądzie Rosynanta, o wierności Sanczo Pansy, o grobie samego Don Kichota wraz z rozmaitymi epitafiami i pochwałami jego żywota i obyczajów.
273
MOCZYMORDA, AKADEMIK Z ARGAMASILLI
IN LAUDEM DULCINEAE
Na chwałę Dulcynei (łac).
Z TOBOSO
Sonet
Popatrz na to oblicze jak pączek czerwony,
Pierś wyniosłą i kibić postawną, wszak to są
Powaby Dulcynei, królowej Toboso,
Przez które Don Kichote wielki urzeczony.
273
BAJBUGA, AKADEMIK Z ARGAMASILLI
NA GRÓB DULCYNEI Z TOBOSO
Epitafium
Tu Dulcynea spoczywa,
Choć w wdzięki zasobna była,
W proch, w popiół ją przemieniła
Okrutna śmierć złośliwa.
Z czystego była tworzywa,
Krwi niczym dostojne panie,
Don Kichote szalał dla niej,
Sławą swą wioskę okrywa.
275