poniedziałek, 7 listopada 2022

Najpiękniejsza i żałosna – Helena Trojańska.

 




 

1.


Helena Trojańska. Żeby nie było nieporozumień – nie chodzi mi o 64 osoby w Krakowie, o 21 osób w Żerdzinach, o paręnaście osób to tu, to tam, od Warszawy, przez Cyprzanów po Gdów, ani też o pojedyńcze osoby  na przykład w Uciechowie lub w Gozdnicy, które noszą nazwisko Trojańscy – ludzi o tym nazwisku kiedyś tam w internecie dawało się wyszukać 427. Również, albo przede wszystkim, nie chodzi mi o panie, które faktycznie nazywają się Helena Trojańska. Pań właściwych spośród nich, czyli Helen Trojańskich,  wyszukiwarka wykryła jedenaście – i w Polsce i w USA, i w Częstochowie i we Wrocławiu. Nie, nie o te panie, z całym szacunkiem i w niskim pokłonie, mi chodzi.


Interesuje mnie Helena mityczna, mitycznie kobieta najpiękniejsza, córka Zeusa i Ledy, ta, która wykluła się z jaja, sławna przyznaniem przez Afrodytę jej osoby Parysowi; ta, o którą rozpętała się Wojna Trojańska. 


Czy z nią razem wyszła z jednej skorupki siostra Klitajmestra, czy też były dwa jaja, nie zostało bezspornie wyjaśnione ani przed, ani po wojnie trojańskiej. Powiadali, że Klitajmestra w urodzie niewiele ustępowała Helenie; na pewno prześcigała ją przedsiębiorczością wobec mężczyzn – jak uznała, że musi, to walnęła męża toporem w głowę. Do takich czynów Helena nie posunęła się nigdy, a jej sympatyczną przedsiębiorczość wobec mężczyzn, według niektórych przekazów, zwać by trzeba raczej na-, za- lub też pod-siębiorczością.


Co do Heleny nie interesują mnie jej przypadki i doświadczenia wszystkie, lecz tylko epizod z końca, czy też po zakończeniu wojny trojańskiej. Opowieść o niej nie zuboży się przez to, gdyż o zdarzeniach poprzednich wspominała – wtedy – i ona i inni obficie.


O Heleny dniach ostatnich istnieje sporo relacji, od tragedii Greka Eurypidesa, poprzez teksty i przedstawienia Rzymianina Seneki, Polaka Jana Kochanowskiego, Francuza J-P. Sartre'a, Rumuna Andrieja Serbana i Amerykanki Elizabeth Swados, aż współcześnie po Kanadyjkę Anne Carson i Polkę Olgę Śmiechowicz (z Janem Klatą), a już zupełnie z bieżącego kalendarza jest opera Koreańczyka Ong Keng Sena przedstawiana po koreańsku, oczywiście. Wcześniej był Homer, tyle przynajmniej do dziś wiemy.


Wizerunków pięknej Heleny jest w sieci mnóstwo, tyle samo przeróżnych o niej opowieści. Czy istotnie była tak nieziemsko urocza, że aż warto było o nią dziesięć lat wojować? Mieli w aferze trojańskiej wojny swój udział olimpijscy bogowie, i tylko oni wiedzieli, o co im chodziło. Mieli swój udział niezwykli i zwykli śmiertelnicy, a tym, jak zwykle przy wywoływaniu wojen, wiadomo o co szło. O tym się tu powie nie raz, choć to jak zwykle strzępienie języka, jeśliby chcieć coś tym gadaniem poprawiać. 


Kilka lat temu Anna Krall w pewnej rozmowie przypomniała słowa Marka Edelmana, że człowiek to taka nieudana rzecz, która lubi zabijać. 


Wynikałoby z tego strasznego aforyzmu, że "lubi" nie tylko wtedy, kiedy ma w tym własny interes i zarazem, że gdy taki ma, tym bardziej lubi. Wynika też domniemanie, że ta "rzecz" komuś od niej większemu się nie udała. M. Edelman nie miał na myśli olimpijskich bogów.  Tak naprawdę jest rzeczą dosyć nieprzyjemną, że gdy opowiada się dziś i gdy opowiadało się dwa i pół tysiąca lat temu o miłości najpiękniejszej na świecie kobiety, uczuciu sprawionym przecież przez boginię miłości, nie można nie wspomnieć rzezi pod i w samej Troi, eufeministycznie zwanej wojną, starciem bohaterów, walką o swój dom (Trojanie) i walką o godność  (Grecy). Czy historia europejskiej kultury zaczyna się od opowieści o wojnie, czy od opowieści o miłości? A może od zabijania i pożądania razem? Może Helena nie była zakochana w Parysie? Może była tylko towarem, rozprowadzanym między facetami przez Afrodytę i jej koleżeństwo z Olimpu? Zatem nie ma mitu o tragicznej miłości pięknej Heleny? 




2.


W połowie przedstawienia Serbana i Swados (w teatrze LaMama) następuje scena ścięcia Helenie głowy. Ledwie widzowie zdążyli zobaczyć początek opadania katowskiego miecza, zgasły kompletnie wszystkie światła w teatrze. Zdarzały się inne śmierci w tym spektaklu, na przykład Polikseny, albo Astynaksa, i wtedy światła nie gasły. Raz tylko widzowie przestali widzieć cokolwiek, kiedy przestała widzieć cokolwiek Helena. To znaczy, że tej właśnie śmierci każde z widzów doznało fizycznie, bo fizycznie, cieleśnie, naocznie każda i każdy partycypowali w nagłym niewidzeniu w głowie uciętej. Kulminacją spektaklu jest uczestnictwo w ostateczności jednej tylko postaci. Czy to powodowało, że Helena stawała się centralną postacią całego wydarzenia teatralnego i w ogóle opowieści o losach kobiet trojańskich? 


Nie sugerowali twórcy "Kobiet trojańskich" w nowojorskiej LaMama niczym innym, że Helena stawała się postacią główną. Jej epizod nie jest ani najdłuższy, ani najbardziej dramatyczny, ani najbardziej przejmujący kunsztem aktorskim, czy jakąś nadzwyczajną sugestią wizualną, akustyczną w jej scenach wspólnych z Menelaosem, lub z Hekabe. Tylko ta jedna nagła ciemność, ta niemożliwość zobaczenia obcinania (własnej) głowy stanowi wyróżnik osobliwy, dokładniej mówiąc łącznik nieodwracalny, chroniczny, uporczywy i definitywny między widzami i postacią sceniczną. 


Nie będę twierdzić, z powyższych nawet powodów, że historia Eurypidesowa, którą inscenizowano w La Mama, dotycząca losu kobiet trojańskich w dzień po wojnie, czy w dniu zakończenia wojny, jest historią przede wszystkim Heleny. Tak nie jest w tragedii oryginalnej. Helena była i zawsze będzie w opowieści o Trojankach tylko jedną z nich, a w każdym razie jedną z tłumu zniewolonych kobiet, bo przecież Trojanką ani sama się nie określala, ani ją tak traktowano. Była wśród nich, ale pozostała postacią osobną. Oddzielnie więc o niej wypada opowiadać. 


Trzydzieści pięć lat temu recenzent New York Times'a uznał sceny z Heleną za najbardziej przerażający epizod w przedstawieniu Serbana. Poraziło go, że przywieziono ją w klatce, jak dziką bestię, że ją rozebrano do naga i że się nad nią znęcano. Nazwał tę scenę orgiastycznym koszmarem. Właściwie przejął się niezwykle tą jedną sceną w swoim opisie całej repetycji "Trylogii Greckiej" – w LaMama wystawiano wtedy jeszcze "Medeę" i "Elektrę". Przedstawienia były również muzycznie, ściśle – wokalnie, wspaniałymi utworami. Same zaś "Trojanki" w teatrze Ellen Stewart zamieniły się w legendę od samego początku, czyli od roku 1974, aż po drugą dekadę XXI wieku. 

 

                                             Wyklinanie Heleny.

                    Fot. z archiwów LaMama z roku 1974. Max Waldman.


W tragedii Eurypidesa król Menelaos zapowiada Helenie, że jej nie daruje wiarołomstwa i że ją zabije, ale do spełnienia groźby nie dochodzi i ona w tym dramacie nie umiera. O jej dalszych losach mity różnie opowiadają.


U Serbana jej los jest przesądzony już pod zdobytym przez Greków i zrujnowanym grodem. Śmierć Heleny oddziela ciemną noc napadu i rzezi w nim (przy uczestnictwie widzów, wypuszczonych z brzucha Konia Trojańskiego) od jasnego poranka, gdy niewolnice trojańskie odpływają greckimi statkami. Według Eurypidesa Helenę wciąż żywą ulokowano na jednym z nich, według Serbana – z pewnością nie. 


3.


Czas – w "Trojankach" Eurypidesa wydarzenia zaczynają się nad ranem, na pewno nie w nocy, Hekuba właśnie się przebudziła. Miejsce – spała na gołej ziemi przy namiotach trojanek w obozie greckim, ulokowanym na brzegu morza, w pewnym oddaleniu od murów miasta. Akcja – oprócz dwóch morderstw poza sceną, głównie dzieją się rozmowy między paroma kobietami z większego tłumu niewolnic, a kilkoma Grekami, którzy decydują o ich losie. Premiera oryginału – Ateny, dionizyjski festiwal teatralny w roku 415 przed naszą erą, czyli 2437 lat temu. 


Widzowie ateńscy oglądali opowieść o wojnie ich przodków, która zdarzyła się przed ich własnymi czasami siedemset osiemdziesiąt lat wcześniej. 


To tak jak my byśmy oglądali dziś sensacyjne theatro (bądź theatrum) pokazujące jak średniowieczny książę Konrad Mazowiecki, wykorzystując zamieszanie po bitwie Europejczyków z Tatarami pod Legnicą, zajmował w 1241 roku Kraków, dopiero co przez Tatarów zniszczony. 


Z wojny przodków Eurypides pokazywał Ateńczykom, co działo się na sam jej koniec, w roku 1184 przed naszą erą, ale cała awantura trojańska miała początek dziesięć lat wcześniej, w 1194 roku p.n.e. Dla wszystkich w eurypidesowej tragedii jest ten początek tak odległy, że aż zapomniany.


A przecież musiał być jakiś dzień pierwszy, gdy w sielankę Parysa i Heleny wkradł się cień, albo też stało się jasne, że co było dotąd beztroskie, dalej już takie nie będzie.  Zapowiadają się nagle fatalne zmiany – wojna. Nie kłopoty damsko-męskie, nie fochy, fanaberie, nie oziębienie uczuć i pożądań, nawet nie zdrada małżeńska – ale wojna między nacjami, między państwami. Taki pierwszy dzień powinien być pamiętny. Że  Eurypides napisał dramat w którym o początku nic się nie mówi, jest usprawiedliwione pokazaniem, jak straszny był koniec długich i okropnych wydarzeń, więc któżby pamiętał, że kiedyś był dzień w którym zaledwie wkradły się niepokoje. Ale był.


Co wtedy myślały, mówiły, przeżywały kobiety w Troi – Helena, Kasandra i grupa młodych pań, opisał Jan Kochanowski w dramacie o odprawie posłów greckich, to znaczy o sprowokowaniu i o wywołaniu wojny, o zgodzie Trojan na starcie zbrojne ze Spartanami (i ich aliantami). U Kochanowskiego eurypidesowe kobiety to chór panien trojańskich, gdyż pewnie wtedy w większości one dopiero się szykowały do zamęścia, a biorąc, co się wydarzyło niebawem – do wdowieństwa.


Posłowie greccy zaproponowali Trojanom oddanie Heleny porwanej ze Sparty przez Parysa, księcia trojańskiego. Jak twierdzili – zabiorą Helenę i odpłyną do siebie bez wojowania, czekają na decyzję. Najpiękniejsza kobieta nie wie na początku dramatu, co zdecydują panowie trojańscy. Nie wiedzą tego też panny w chórze, gdy po raz pierwszy zjawiają się na scenie. 


Rola tych panien jest szczególna  – rozprawiać i zdecydować mają mężczyźni, ale one mają decyzje owe komentować, czyli wyrażać albo tak zwaną opinię publiczną, albo – konkretniej – opinię kobiecą, z prawem do dramatycznej przestrogi i z prawem do popukania się w czoło.


Panny trojańskie powiadają w pierwszej przemowie chórem, że pięknie byłoby na świecie, gdyby młodość była rozumna; ale młodość dba o żądze, a nie o rozum, stąd nie tylko oni popadają w tarapaty, ale i ich rodziny, a jak przeholują to i "ojczyznę w ostatnie zawodzą trudności". Skąd te panny to wiedzą? Czy one są w Troi jedyną rozgarniętą grupą młodzieży?


Jak bardzo wówczas byli młodzi Parys i Helena? Ona wyszła za mąż, gdy miała dwanaście lat, tak twierdzili niektórzy. Kiedy uciekła z Parysem do Troi, ponoć zostawiła w Sparcie dziewięcioletnią córkę Hermionę, a zatem miała lat dwadzieścia jeden, może dwa. On na pewno osiągnąl już wiek uznany w Troi za czas dojrzałości, bo król Priam wysłał go do Sparty z dyplomatyczną misją. W tym wieku istotnie mogli oboje wciąż jeszcze działać "na rozum nie dbając, a żądzom tylko zgadzając". Chorus panien trojańskich wspomina o tym wprawdzie bez wymieniania imion, ale nie aluzyjnie. Można powiedzieć, że poznajemy tutaj sąd trojańskiej opinii publicznej na to co zrobili i co wyprawiają Parys i Helena. Od jak dawna? Niestety tego w znanych mi źródłach nie znalazłem. Przyjąć trzeba, że nie szybko Spartanie zorganizowali aliancką flotę na tysiąc okrętów; pewnie rok albo dwa im to zajęło. 


Panny ujrzały Helenę i pytają chórem: "co też teraz nieboga myśli?" Po chwili ona sama mówi, że "nie miał długo się weselić bezecny Aleksander" (taki był przydomek księcia Parysa). Rok, dwa, to faktycznie niedługo jak na romanse wyjątkowego młodziana (przez trzy boginie wybranego na ocenę ich urody), jak na figle-migle z kobietą najpiękniejszą w mitologii.




                                    Helena i Parys. Obraz Davida w Luwrze.

 

4.


Gdyby owe igraszki i młodzieńcze swawole trwały naprawdę tak krótko, można by zrozumieć, czemu Helena na wieść o posłach greckich pomstuje na Parysa. Mówi ona, że bezecny, że drapieżny jak wilk, że zostawi ją jak owcę, a sam ucieknie. Plotki późniejsze paplały, że mieli  ze sobą trzech synów i córkę, zatem byliby ze sobą cztery lata, chyba, że synowie to trojaczki (wszyscy trzej zginęli w dzieciństwie, gdyż zapadł się nad nimi dach domostwa; R.Graves nie podaje szczegółów). Cztery lata to też niedługo, jak na taki format kochanków, Helena narzeka, jakby się w romansie dopiero rozkręcała.


U Kochanowskiego Najpiękniejsza, gdy zjawia się na scenie, bardzo biadoli nad swoim losem i nad marnością  losu ludzkiego w ogóle. Brzmią jej żale podobnie do memento Koheleta, że wszystko marność, ale przeważa w nich gorycz, że ma się w życiu niewiele uciechy, za to w nadmiarze nieprzyjemności, a życie z Parysem w te drugie obfitowało.


Można wątpić, że mówi szczerze i że uczciwie nazywa Menelaosa mężm swoim miłym, a siebie niewstydliwą zdrajczynią, bo czyni je w obecności dwórki, Pani Starej. Tak się złożyło, że posłami greckimi są Menelaos i Odyseusz, że w Troi przenocował ich u siebie zaufany dworzanin króla Priama, Antenor, i być może Helena wie, że Pani Stara, jej dwórka, donosi Antenorowi. Jest on zwolennikiem wydania Heleny posłom greckim. Zagrożona wywiezieniem do Sparty, ni stąd, ni zowąd rozpacza, że Menelaos i Odyseusz zamierzają na rufie okrętu przykuć ją łańcuchem za szyję. Kto jej takie szczegóły przekazał, jak nie Pani Stara? A ona z kolei skąd wiedziała, co faceci knują, jeśli nie od Antenora? Pani Stara nie bardzo też wierzy w szczerość utyskiwań Heleny na Parysa i w nagłą odmianę uczuć wobec Menelaosa. 


Gdy Helena w rozpędzie filozoficznym powiada: "więcej na tym świecie złego niż dobrego", Pani Stara ripostuje:  "Mniej abo więcej, równa li też liczba obojga – korzyść niewielka to wiedzieć." Słudze nie wypadało wypalić księżniczce wprost – Przestań mędrkować i udawać taką, jaką nie jesteś.


Potem w dramacie Kochanowskiego pewien dworzanin długo opowiada Helenie, jak przebiegała rada królewska i że zdecydowano, że branka Parysowa nie będzie oddana Grekom i pozostanie w Troi. 


Tak to napisał Kochanowski, poeta i człowiek, który do dziś dobrą ma sławę w narodzie, słuchał tego król Batory, słuchał kanclerz Zamoyski, ich wielebne małżonki oraz co przedniejsza arystokracja na przedstawieniu w Pałacu Ujazdowskim w styczniu roku 1578, i nic nie wiadomo, by komuś z tego towarzystwa przyszło do głowy, że właściwie i stosownie byłoby samą zainteresowaną zapytać, czy chce wracać z mężem Menelaosem, czy zostać z mężem Parysem.


Gdy dworzanin skończył relację z obrad, oznajmił: "mnie Aleksander do ciebie wyprawił z tym wszytkim, coś słyszała (...) i twój mąż w domu cię dawno czeka"

Ona zaś powiedziała: "Dobrze mówisz: idź ty wprzód, ja za tobą w tropy."


Panny trojańskie chórem skomentowały tę scenę tak: "Tej ta powieść g’myśli: mnie bynamniej (...) nie wiem(y), na co ta radość wynidzie."


Po chwili zaś dodały w długiej pieśni chóralnej, że w łodzi z bukowego drewna przywiózł Parys swym siostrom, Poliksenie i Kasandrze, niezbyt szlachetną bratową. Jemu zaś dostało się najwięcej: "Swar był początkiem i niezgoda twego małżeństwa"; sądzą więc, że i taki koniec będzie; wypominają mu "oczy łakome", co znaczy, że głupio przystał na obietnicę Afrodyty, gdy mu ofiarowała Najpiękniejszą Helenę, bo tu nie było daru od bogini, lecz rozbój. "Przyjdą, przyjdą czasy, – zapowiedziały panny chórem – że rozbójcę rozbójca znidzie, słodki sen z oczu zetrze (...), serce zatrwoży, kiedy trąby ogromne zagrzmią, a pod mury nieprzyjacielskie staną szańce."


Nie koniec tu jeszcze występów kobiet trojańskich w "Odprawie", gdyż na ostatek zjawia się Kasandra. Większość osób w dramacie to postacie męskie, jest ich osiem, pań tylko trzy, ale w chórze powinno być zgodnie z regułami klasycznymi dwanaście lub piętnaście panien. Panowie mówią znacznie więcej niż panie, ale tak jakoś Kochanowskiemu wyszło, że teksty wygłaszane przez postaci kobiet są ciekawe, dynamiczne, o klasę lepsze poetycko od przynudzania facetów. Raz tylko aktor-mężczyzna miał do powiedzenia tekst bulwersujący, kiedy Priam opisuje wchodzącą na scenę Kasandrę:


A to zaś co za białagłowa

Z włosy roztarganymi i twarzy tak bladej?

Drżą na niej wszytki członki, piersiami pracuje, 

Oczy wywraca, głową kręci: to chce mówić,

To zamilknie. 


Strofa jakby z II części Dziadów Mickiewiczowskich.


Przepowiednia Kasandry jest zatrważająca, Priam przyznaje, że się przestraszył. Streszcza się jej monolog w tym wersie: "Syny wszytki pobiją, dziewki w niewolę zabiorą". Słowo "dziewki" nie miało wówczas konotacji nieprzyjemnych. Nie zdziwiłbym się, gdyby w jakimś nieznanym dotąd rękopisie Kochanowskiego odkryto, że dramat nie miał oryginalnie drętwego tytułu "Odprawa posłów greckich", lecz "Dziewki trojańskie".


Na samym końcu Priam i Antenor niby to rozprawiają o sprawach militarnych, ale wciąż w kontekście tego, co usłyszeli od dziewek trojańskich. Odstawiają męskich herosów, jakby w sprawie trojańskiej nie o Helenę szło, jakby się nie przestraszyli proroctw Kasandry. Ale – mamrocząc o wojnie, Priam wystękuje, że to sprawa "insza niż proroctwa albo sny białogłowskie", a Antenor mędrkuje, że o obronie musieliby się naradzać i bez przepowiedni wróżki. Już w to wierzę...


Zaś co do Heleny – jeśli była stęskniona dłuższego z Parysem pożycia, to właśnie otworzyło się im wspólne prawie dziesięć lat w oblężonej Troi.





5.

Co przez te lata działo się wokół Troi, zmyślacze starożytni jako tako opowiedzieli, a o tym co wewnątrz Troi się wyprawiało w komnatach Parysa i Heleny – ani jako, ani tako, czyli prawie nic. Ona albo urodziła czworo dzieci, albo nie. Trzej chłopcy zginęli, a o dziewczynce nie sposób się czegoś dowiedzieć. Biografowie Najpiękniejszej nie mówią z całą pewnością, że darzyła Parysa namiętnym uczuciem; być może go kochała, powiadają jedni, być może wcale nie, mówią drudzy – i starożytni i współcześni. Od samej Heleny wiemy o jej uczuciach z relacji bardzo niewiarygodnej, z wyznań, gdy jej życie zależało od widzimisię zwycięzców, a konkretnie od przed laty porzuconego męża.

O tej sytuacji opowiedział Eurypides w Trojankach.



Helenę przed agresywnym Menelaosem strzegą Afrodyta i Eros. 

Waza w zbiorach Luwru

Rzecz miała miejsce na krótko przed odpłynięciem greckiej armii i Trojanek-niewolnic spod zrujnowanej twierdzy. Helena próbowała bajerować Menelaosa, że w Troi była niewolnicą Parysa i tak ją tu wszyscy traktowali. W utworze to jedna z niewielu dynamicznych scen (pierwszą w tym rodzaju jest pogawędka Ateny z Posejdonem), wartka dialogowo, a nie deklamowana z oratoryjnym patosem. Kilka takich scen więcej uczyniłoby z lamentacyjnej  tragedii ekspresyjny, soczysty dramat. Nie powiem "pełnokrwisty", gdyż całość jest nawet w owym statycznym, interlokucyjnym oryginale aż nadmiernie krwawa.


Helena w tej scenie usiłowała ratować swoje życie. Menelaos oznajmił otwarcie, że ma ją zamiar zabić. W słowach kreował się na żądnego zemsty, śmiertelnie obrażonego twardziela, ale przysłuchująca się rozmowie Hekuba była prawie pewna, że facet jedno mówił, a drugie w duchu kombinował. Co Hekuba wiedziała "prawie", Helena wiedziała na pewno: płomyk zemsty tlił się w dawnym mężulu, ale bardziej palił go żar pożądania – i w tym widziała swoją przewagę i ratunek. 




Menelaos zrezygnował z zabijania Heleny tu i zaraz

– miecz wypada mu z dłoni. /J.H.W.Tischbein 


 

Jej argumenty tak się dają streścić – w całej awanturze jej wina jest żadna, wszystko bowiem ukartowali bogowie, z Afrodytą na czele. Poza tym Hekuba i Priam jeszcze przed urodzeniem Parysa dostali przepowiednię, że sprowadzi on nieszczęście na Troję. A na dodatek domagający się pomsty Menelaus, mąż bezrozumny, w krytycznychdniach wizyty Parysa w Sparcie odpłynął na Kretę i zostawił ją, piękną żonę, sam na sam z lowelasem. Walcząca o życie Helena bezczelnie i z tupetem nazwała Menelaosa durniem. Rzekomy mściciel nie sięgnął po miecz, nawet się nie odszczeknął, no więc dosoliła mu, że jeśli ją chce karać,  podnosi rękę na boginię, a to jest jawna głupota i bezsens, bo Afrodyta nawet Zeusa się nie boi. Potem dograła rolę do końca i klęknąwszy przed nim, błagała o darowanie życia.


Hekuba na próżno argumentowała za natychmiastową śmiercią Heleny.  Król był już urobiony, zrezygnował z zabijania Heleny tu i zaraz i tylko mamrotał, jak zacięta płyta, że gdy tylko przypłyną do Grecji... itede, itepe. Jedyne co doń trafiło to porada Hekuby, żeby Heleny nie ulokował na swoim okręcie. Wysilił się na dowcip, że niby dlaczego, czy Najpiękniejsza aż tak przytyła, że obciąży okręt? – ale przystał na ten pomysł, nie zauważając zupełnie, że obie rozegrały go jak ciamajdę i pantoflarza.


W biografii Heleny opisane zdarzenie ma wielką wagę, w tragedii Eurypidesa waży tyle, co drugorzędny epizod: jeśli go przeliczyć na ułamki stanowi około jednej dwunastej całości. Helena mówi tylko o sobie, o tym jak jej osoba została rozdysponowana na słynnym sądzie Parysa, gdy zdecydował on, że Afrodyta jest piękniejsza od Hery i Ateny, bo mu ją obiecała za żonę, czy też kochankę. To jej tragedia, tak, ale przy tym ocalenie Grecji, bo tamte dwie boginie kusiły go i przekupywały wygraniem wojny z Grecją. Gdy Parys zginął pod Troją, próbowała uciekać do armii greckiej, ale za każdym razem ją chwytano i odstawiano do miasta. Jego brat wziął ją sobie za żonę siłą, wbrew jej woli. Oto jej losy. Straszną byłoby niesprawiedliwością zabijać ją za to. 



Helenę i Menelaosa już pogodzonych namalował

Jan Styka w serii obrazów do Odyseji

Hekuba przemawiała dłużej od Heleny i miała wiele zarzutów, ale jeden o kapitalnym znaczeniu – otóż opowieść Pięknisi o rzekomym rozsądzaniu przez Parysa, której bogini dać złote jabłko Hesperyd z napisem "dla najpiękniejszej", to bujda, fake news, nic podobnego nie miało miejsca. Ani Hera, ani Atena nie są na tyle próżne i nierozumne, żeby uczestniczyć w tak błahym sporze i w tak głupiej przepychance. W istocie miało miejsce uwiedzenie Parysa przez Helenę, bo pragnęła uciech w bogatej, pięknej, szczęśliwej Troi, a nie nudów w spartańskiej Sparcie. Stąd jej podła ucieczka od prawowitego męża. 


Hekuba jest w eurypidesowej tragedii postacią główną. Obficiej od Heleny występują prawdziwe Trojanki – Andromacha i Kasandra. Dramatyczniejszy jest los Polikseny – jej postać wiąże się z Heleną w innym dramacie o kobietach z Troi, napisanym pół tysiąca lat później przez rzymianina Senekę.



 

6. 

 

Obie opowieści sceniczne o kobietach z Troi pokazują bierne, bezwolne, przymusowe czekanie w obozie przejściowym. Już za ruinami miasta, na brzegu morza, ale nie przy armii greckiej.  Kobiety są niewolnicami do rozlosowania między żołnierzy, a wodzowie mogą tę lub ową wybierać według własnego gustu. Kilka z nich opowiada o tragedii wszystkich lub o własnej. Jej przyczyną jest przegrana wojna ojców, mężów, synów i braci, choć one jednogłośnie winią Helenę za wywołanie krwawej zawieruchy. Hekuba lub Kasandra wspominają, że bogowie mieli w trojańskiej wojnie pierwszorzędny udział, ale tylko Helena wprost oznajmiła, że to wina fanaberii i rozgrywek tych z Olimpu, wina ich głupoty i wybujałych ambicji. Ta prawda dotyczyła głównie jej osoby, tak z jej żalów miało wynikać, co znaczy, że los Trojanek obchodził ją tyle co nic, albo prawie tyle.


Nie da się w tych opowieściach oddzielić kwestii wojny (sprawy politycznej, powszechnej) od tragedii osobistych. «Trojanki Eurypidesa były zwykle uznawane za dramat o niezwykłej sile przedstawiania smutnych skutków wojny. Niektórym koncentracja na wojnie wydawała się przesadna; sztukę często odrzucano jako jeden długi lament. Inni, zwłaszcza w ostatnich latach, wyczuli, że przedstawione w sztuce zniszczenia wojenne – utrata domów, rodzin, nadziei – z niepokojącą dokładnością odnoszą się do ich własnych zmagań.»


Powiada się niekiedy, że Trojanki to najbardziej antywojenny dramat w spuściźnie antycznej, tak obnażający prawdziwe oblicze cywilizacji ateńskiej, że aż dziw, że pozwolono Eurypidesowi go pokazywać. Przypuszczam, wbrew pacyfistycznym wykładniom, że widzów na Dionizjach mówienie o wojnie nie raziło dotkliwie. Wojnę starożytni jedli na śniadanie, obiad i kolację. Wielusetletni kalendarz ery sprzed naszej ery dałoby się ułożyć nie z dni i lat, nie z pór roku, nie z Olimpiad, nie z dat urodzin i śmierci tej lub owego, ale z wojen. (A nasz?)


Ale możliwe, że gdyby Eurypides kwestie wojenne przesunął nieco bardziej w tył sceny, dostałby pierwszą, a nie drugą nagrodę w konkursie. Tragedia obroniła się aż do Szekspira – i do dziś – "niezwykłą siłą przedstawiania" czegoś więcej. Cytowana  Barabara Groff przypomniała, że w dramacie o królowej Hekubie szekspirowski Hamlet dostrzegł swój własny dramat. «Skupiając się na upadłej królowej Troi – pisała – sugeruje on, że część jego fascynacji leży w zawile splecionej sympatii między postaciami na scenie a widzami. Sztuka Trojanki zaprasza zarówno do identyfikowania się z jej bohaterami, jak i do stania z boku i oceniania ich – a przy okazji do osądzania siebie.» 


Lecz kto (o biada!) ujrzał, jak królowa,

Nakrywa dumną głowę prześcieradłem

Zamiast korony, swoje wyniszczone

Matczyne ciało otula nie szatą,

lecz kocem, śpiesznie schwyconym w popłochu –

Kto ją zobaczył, jak boso się miota

Wśród pogorzelisk i gasi płomienie

Strugą łez, która oślepia jej oczy –

Kto ją oglądał, ten mógłby bunt podnieść

Przeciw Fortunie, tej władczyni świata,

I jadowitym słowem ją znieważyć.

Lecz gdyby sami bogowie w tej chwili

Byli świadkami, jak w oczach królowej

Złośliwy Pyrrus siekł z dziką uciechą

Ciało jej męża – jej rozgłośny lament

Byłby wycisnął łzę z promiennych oczu

Nieba i litość obudził w niebianach;

Chyba że ziemia nic ich nie obchodzi.

("Hamlet", tłum. S.Barańczak)



Na życzenie Hamleta aktor deklamował ten kawałek z utworu, pokazywanego dla zarobku na objazdach po kraju, więc z powodzeniem. Był to dramat wyraźnie podobny do antycznych Trojanek, według Eurypidesa lub Seneki. Twierdzi się, że wśród ludu za czasów Szekspira sztuki antyczne były popularne. Pełne pasji postaci kobiet lamentujących, pogrążonych w żałobie, oszalałych z rozpaczy, zabijających z zemsty, także postaci dziewic porwanych, zniewolonych, składanych w ofierze – zapewne takie wizerunki, bardziej niż anty-wojenność, podobały się w Grecji, a potem w Anglii. 


 

        7. 

Gdy Achilles wściekł się na Agamenona, naczelnego wodza, że ten mu odebrał brankę Bryzeidę, miał jeszcze szansę ujść z życiem z wojny pod Troją, ale dał się przebłagać na swoje nieszczęście. O tym jest Iliada. O przedśmiertnym gniewie Achillesa.


Powszechnie wiadomo, że zginął z ręki Parysa – ustrzelony  w piętę. Zdążył wcześniej zabić Hektora, co było okropną stratą wojenną dla Trojan. Gdy Grecy odpływali jako zwycięzcy, Achilles wściekł się po raz drugi. A właściwie jego duch. Że odpływają nachapani złota i niewolnic, a on, choć tyle dla nich nawojował, nie dostał nic. Tym razem zachciało mu się Polikseny. O tym jest tragedia Seneki pod tytułem Trojanki. O pośmiertnym gniewie Achillesa.


Tragedia opowiada w jednej połowie o rzekomym gniewie ducha, w drugiej – o prawdziwej śmierci Astianaksa, synka Hektora i Andromachy. Nie ma nic wesołego w tej pierwszej opowieści, ale ta druga jest porażająca, jak okropny horror z tych naokropniejszych. 

Helena Trojańska występuje w straszności pierwszej. Nim do jej pojawienia się na scenie  dochodzi, syn Achillesa, Pyrrus, wykłóca się z Agamenonem o Poliksenę.

         Ojciec i syn takie mieli ulubienie, żeby naczelnemu wodzowi nawtykać od ostatnich.  Starszy powiadał w Iliadzie, że król ma psie ślepia, młodszy w Trojankach nieco łagodniej mu nawymyślał od tchórzy i pyszałków. Wódz w tych rozmowach też miał jęzor bardzo polityczny i synkowi powiedział, że ojciec chodził nadęty, ale przynajmniej nie był głupi. Pokazaliby się obaj idiotycznie śmieszni, gdyby nie fakt, że kłócili się, czy Poliksenę zarżnąć jako ofiarę na grobie Achillesa, czy szlachetnie (tak mówi Agamemnon) nie zabijać, żeby była królowi na usługi seksualne. 

Poliksena była księżniczką trojańską, córką króla Priama i królowej Hekuby. Dwaj bardzo dawni kronikarze opisali jak wyglądała. A zatem była wysoka, wytworna, o jasnej karnacji, miała duże oczy, ładny, niewielki, trochę zadarty nos, czarne włosy, zaczesane do tyłu, policzki kształtne, stopy małe; była czarującą, piękną dziewicą, zabito ją, gdy miała osiemnaście lat. Tak księżniczkę opisał Jan Malalas, Syryjczyk w Kronice Powszechnej, bodaj w szóstym wieku naszej ery. Czemu widział ją jako brunetkę? Wcześniej, Dares Frygijczyk, z pierwszego wieku naszej ery twierdził, że owszem, była wysoka i piękna, włosy miała długie, ale blond; poza tym miała smukłą szyję, proporcjonalne kształty, ładne dłonie, proste nogi i cudowne stopy; pięknością przewyższała inne panny, była też osóbką sprytniusią i sympatyczną.


Duch Achillesa chciał ją poślubić natarczywie, acz pośmiertnie. Jedni twierdzą, że domagał się jej, straszny czyniąc raban, czym przestraszył armię grecką, drudzy, jak właśnie Seneka, awanturnictwo w tej sprawie przypisał synowi, wykłócającemu się z Agamenonem. W obydwu przypadkach chodziło o zarżnięcie pięknej księżniczki na grobie Achilllesa, jak ofiarnej owcy. 




Śmierć Polikseny, córki Priama, na grobie Achillesa.

ilustracja z manuskryptu Bocaccia "O sławnych kobietach"

kopia z British Library

http://www.bl.uk/manuscripts/Viewer.aspx?ref=royal_ms_20_c_v_f049v



Podobno ten heros o wrażliwej pięcie zakochał się w Poliksenie jeszcze za życia, kiedy ją spotkał pod Troją, czerpiącą wodę ze źródła. Ona poszła tam w towarzystwie i pewnie pod ochroną brata, Troilusa. Achilles, żeby na panience zrobić przyjemne wrażenie, najpierw brata zasiekł mieczem, a potem ją galantnie odprowadził do twierdzy. O czym gaworzyli, nie wiadomo, ale panna zrobiła na nim wrażenie swoją mądrością. Być może dała mu do zrozumienia, że rozumie gwałtowność czynów, skoro jeszcze nie ochłonął po śmierci przyjaciela Patroklosa.   Dość, że umówili się na spotkanko przy świątyni Apolla, gdy ona skończy modlitwy. Na randce jej wyznał w miłosnej szczerości, że piętę ma niezwykle wrażliwą, a poza tym całe ciało odporne na wszelkie ciosy miecza i dzidy. Słusznie uznał panienkę za szczególnie mądrą, gdyż pod świątynią Apolla tenże bóg oraz Parys, także brat Polikseny, urządzili na Achillesa zasadzkę zamiast kolejnej randki i grotem zatrutym ustrzelili go w słabowitą piętę. Od tamtej pory był duchem.


Panna Poliksena, skoro nie była głupia, wiedziała od pierwszej chwili końca wojny, że zwycięzcy nie darują jej wciągnięcia Achillesa w zasadzkę. U Seneki występuje jej postać na scenie, ale nie odzywa się ani słowem. Mądra księżniczka uznała słusznie, a raczej tak wykoncypował autor-filozof, że ona w swojej sprawie nie ma już nic do powiedzenia. Za to roztrajkotała się Helena. 


U Eurypidesa sytuacje dramatyczne obnażają okrucieństwo zwycięskich Greków wcale nie maskowane. Jest ono obrzydliwe, ale nikt tego obrzydlistwa nie ukrywa, biorąc za oczywiste, że jeśli tak zawsze było, to i teraz musi być. Seneka z bardziej wyrafinowanym namysłem ukazał ten aspekt wojny. W jego Trojankach zwycięzcy  są wirtuozowsko, wyrachowanie dwulicowi. Trzeba rzymianinowi oddać, że słusznie wywnioskował ze stylu ducha swych czasów, że ten sznyt i maniery przyjmą się w całej reszcie ludzkiej historii. Albo uznał, że już i Grecy byli załgańcy i obłudnicy, ale to ukrywali, zasłaniając się wyrokami z Olimpu, nakazami przychodzącymi zza ludzkiego padołu.


Helena Seneki występuje w roli podłej. Ma oznajmić Poliksenie, że zostanie wydana za mąż za ducha Achillesa, tak by nie powiedzieć wprost, że to oznacza złożenie jej jako zaszlachtowanej ofiary na grobie. Sama wie, że "ma opowiadać o fałszywych godach Pyrrusa", że to są sztuczki i morderczy podstęp. Że występuje ona jako swatka w ponurym weselu, "gdzie lamenty, rzeź, krew i rozpacz".


"Kazali mi" – wyznaje. Widz, czytelnik nie może się dowiedzieć z treści tragedii, kto jej kazał, gdzie i jak; może się słusznie domyślać, że kazali jej Grecy – Ulisses, Pyrrus, Menelaos, także Agamenon, już przekonany wieszczbą Kalchasa, który był starożytną wersją oficera politycznego.


A zatem Helena przebywala w obozie greckiej armii, dostała polecenie, wręczono jej strój weselny i ozdoby greckie do przystrojenia Polikseny. Ma sprawić, by dziewczyna nie utrudniała wrzaskami i wyrywaniem się zabicie jej, niby jako nagrody dla ducha, a naprawdę jako podstępnej sprawczyni śmierci Achillesa. Seneka rzecz swoją napisał tak, jakby Eurypidesowa Helena w domyślnych zdarzeniach między jedną sztuką a drugą, na tyle rozmiękczyła Menelaosa i innych Greków, że nie z łańcuchem na szyi tkwi na greckim okręcie, ale nieskrępowanie może bywać i w sztabie zwycięzców i w obozie jenieckim kobiet trojańskich.


Głupia Helena wyjeżdża do mądrej Polikseny z takim tekstem:


Szlachetna dziewczyno z domu Dardanosa, 

bóg zechciał łaskawie

spojrzeć na znękanych: szykuje ci łożnicę,

w której znajdziesz szczęście. 

Takiego małżonka nie dałby ci Priam 

ani dawna, świetna Troja. 

O ciebie największa chluba plemienia Pelazgów,

prosi, by wstąpić z tobą legalnie 

w święte małżeńskie łoże.


Zrzuć plugawe ubranie, załóż odświętne,

zapomnij, że byłaś branką; 

przygładź potargane włosy

i pozwól, by wprawna je ułożyła ręka. 

Ten upadek być może cię wyniesie 

na wyższy tron. Wielu zyskało na niewoli. 



Poliksena milczy, ale Andromacha nie wytrzymała:


Tylko tego jeszcze nieszczęścia brakuje poległym:

uciechy. – Gruzy Pergamów dookoła płoną:

czas w sam raz na wesele!

Któż się zawaha wejść do łożnicy,

kiedy za swatkę ma Helenę? 

Zarazo, hańbo, zgubo dwóch narodów; 

widzisz te groby wodzów

i te nagie kości, co wszędzie wokół

bez pogrzebu leżą? 

To resztki po twym weselu. 



Helena odpowiada, swoje nieszczęścia wyliczając:


Andromacha opłakuje Hektora,

a Hekuba Priama; 

tylko Helena musi ukradkiem

żałobę po Parysie nosić. 

Twarde, obmierzłe, ciężkie

niewoli jarzmo? Dźwigam je od dawna: 

od dziesięciu lat już jestem branką.



Może to prawda, że Helena nie miała zbyt łatwego życia w królestwie Troi, a na pewno nie w królewskich komnatach. Więcej niż prawdopodobne, że kobiety trojańskie ją nienawidziły i Parysowe miody paskudziły dziegciem intryg. Andromacha nie ma złudzeń, że Helena to babsko zakłamane: 


Och, jakże straszne nieszczęście opłakuje Helena! 

Powiedz, jakie podstępy knuje syn Ithaki, 

jakie zbrodnie obmyśla? Zrzucą ją ze szczytu Idy?

Zepchną ze sterczącej skały wysokiego zamku?

A może w morskie fale strącą z tych klifów?

Mów, co ukrywasz za swą zwodniczą miną.

Wszystkie nieszczęścia są lżejsze niż to, 

że Pyrrus jest zięciem Hekuby i Priama. 

Powiedz, co jeszcze nas czeka, 

i tego jednego nam oszczędź w cierpieniu: kłamstwa.

Widzisz: jesteśmy na śmierć gotowe.



Dopiero co syn Ithaki, czyli Ulisses wydarł jej z rąk syna, doprowadzając w torturach psychicznych do tego, że sama go na śmierć wydała.


W następnym, piątym akcie wysłannik grecki oznajmia, co się z obojgiem stało:


Dziewczynę zarżnięto, dziecko strącono z wieży,

a każde godnie przyjęło swój zgon.


Ten wysłannik to dziwna postać. Akt piąty składa się z jego dokładnej relacji wydarzeń, które oglądał. Jest jakimś bezimiennym, zwykłym żołnierzem ocalałym w walkach, doświadczył więc niejednego, ale pyta sam siebie: "Czy w ciągu tych dziesięciu lat Mars widział równie dziką i potworną zbrodnię?"  Potem szczegółowo relacjonuje Hekubie i Andromasze egzekucje Astianaksa i Polikseny. W tej scenie już nie ma Heleny, pewnie wróciła do greckiego obozu. Wysłannik rozkazuje na koniec: "Ruszajcie branki, spieszcie się, flota już rusza."

            (wszystkie cytaty z tłumaczenia 

            Tomasza Sapoty i Iwony Słomak)


° ° °



Trojanki Seneki po fryzyjsku (Holandia)

wydanie z 1995 roku

            8. 

W komiksie o kobietach trojańskich autorka tłumaczenia – Anne Carson (z Toronto, później z Islandii) – wymyśliła Helenę według porzekadła "kobieta zmienną jest", więc jej Helena czasem bywa srebrną lisicą, a czasem dużym lusterkiem ręcznym. Rysowniczka – Rosanna Bruno (z Nowego Jorku) – w obrazkach dodała sugestię diaboliczną. Na okładce psia postać obok lisicy-diablicy to Hekuba, królowa Troi zamieniona w sukę.  





Anne Carson (z prawej) i Rosanna Bruno 

opowiadają o komiksie The Trojan Women

w rozmowie z księgarzem Ryan'em Cook 

na kanale Bloodaxe Books YT    *


 

Komiks zaczyna się – tak jak tragedia Eurypidesa – od przybycia boga mórz, Posejdona, w okolice zrujnowanej i płonącej Troi. Posejdon występuje w postaci fali morskiej o pojemności 600 stóp sześciennych, to znaczy prawie 17 metrów sześciennych, co mi się w we własnym oglądzie układa w zwał wodny wzniesiony na 5 metrów, szeroki na 3 metry i trochę więcej niż metrowej grubości – propocje ponadludzkie, ale nie tsunamiczne. Każdy może sobie boski zwał ułożyć, jak chce, byleby miał on Posejdonowskie 600 kubików amerykańsko-kanadyjskich,  lub 17 m sześciennych grecko-polskich.






Posejdon, piętrząc się u brzegu, widzi swoje ukochane miasto tak:







A widok ów  opisuje on (w "dymku" do powyższego obrazka) następująco:


Poseidon:

         Oto Troja, pokażę wam Troję:

Jest to wielki, luksusowy hotel pełen szpicli;

miasto przykucnęło na równinie

jak James Baldwin,

który mruga powiekami.


Czy znasz ten wiersz Frederika Seidela

w którym James Baldwin jest lampartem?

Lampart każdego dnia zabija i pożera

swojego tresera.


Z tym się możemy pożegnać,

Troja nikogo już nie zabija

i nie pożera



Jeśliby Jamesa Baldwina kojarzyć z jakimś pisarzem na użytek polskich czytelników, można przywołać postaci Herberta albo Białoszewskiego, a co do rodzaju twórczości kojarzą mi się Hłasko, albo Iredyński. Te skojarzenia mogą być mylne, rzecz jasna, gdyż Jamesa Baldwina należy kojarzyć z Jamesem Baldwinem z Harlemu i z Greenwich Village.


Anne Carson lubi przywołać do swoich tłumaczeń współczesnych twórców; wyznała kiedyś, że tragedie greckie kojarzą jej się z twórczością Becketa. Tu i tu, szybko jej myśl streszczając, znajduje ona ponury humor w treściach tragicznych.


Czemu A. Carson upodobniła Troję do luksusowego hotelu? Po trosze tak miasto prawdziwe mogło wyglądać. Leżało w atrakcyjnym miejscu przy przesmyku Dardanele, wykwintne było, owszem, zbytkiem rozwydrzone, wynoszące się ponad inne miasta i kraje, sama Hekuba przyznawała – już po wszystkim – że zgubiła Troję próżność i zachłanność. Księciu trojańskiemu mogło postać w głowie, że innemu królowi porwie piękną żonę, bo właściwie mu się należy. I nikt go za przywiezienie Heleny nie wypędził z Troi, nie zmusił do zwrócenia branki, przymknięto oczy, tak jak się w luksusowych hotelach (kurortach) po dziś dzień przymyka oczy na rozpasanie, byleby z pełnym portfelem.


Dlaczego Hekuba ma psią postać? Suczą, mówiąc dokładnie. Wszystkie Trojanki w komiksie mają postaci zwierzęce. No, pewnie – co wrażliwsi widzowie lub czytelnicy mogliby powiedzieć, że tragedia tych kobiet jest nieludzka, gdyby nie fakt, że jest niemiłosiernie ludzka. Są poza tym spędzone do selekcji, do wywozu i do eksploatacji, jak bydło, co jest przecież paskudną metaforą, tzn. porównaniem.  Ale w czym innym źródło komiksowej suczości Hekuby. Według legendy, już nie Eurypidesowej, Hekuba na okręcie greckim w taką złość na swych oprawców wpadła, że zamieniła się we wściekłą sukę, wdrapała się w tej postaci na maszt i samobójczo skoczyła we wzburzone morze. W komiksie wojownicy greccy są bandą kotów; herold grecki przynoszący Trojankom ponure polecenia jest wielkim krukiem; Menelaos to jest maszyna tak nieludzka, że opisany i pokazany został jako skrzynia biegów, wielka jakby od czołgu; Andromacha jest wyrwaną z korzeniami topolą. Jedyna postać prawdziwie ludzka to  Kasandra. 




Talthybios – gigantyczny kruk-herold, 

Kasandra, 

Hekuba – królowa-suka



Helena pojawia się w komiksie jako lustro taszczone przez sforę kotów. Jest to Eurypidesowa scena przyprowadzenia jej przez wojowników greckich przed oblicze Menelaosa.


Z Menelaosem wchodzi stado kotów,

z nimi Helena, która może się zmieniać,

czasem w srebrną lisicę,

czasem w duże lusterko ręczne.





    Menelaos-sprzęgło




Scena z Heleną zajmuje trzy ilustrowane stronice w książce, w dymkach teksty są takie:


Helena-lustro:

Drżę ze strachu, Menelaosie.

Początek okropny.


Helena-lisica:

Do kotów – Zabierajcie wasze łapy ode mnie,

dosyć tego.

Mówmy otwarcie, mężu,

nienawidzisz  mnie.


Helena-lustro:

Mam jedno pytanie.

Moje życie.

Jaka jest decyzja?


Menelaos-sprzęgło:

Żadnej decyzji.

Dostałem cię od armii,

żeby zabić.

Przecież moja tu krzywda.


Helena-lisica:

Czy mogę coś powiedzieć?

Przeciwko mojej śmierci.


Menelaos-sprzęgło:

Nie mam zamiaru dyskutować.


Helena-lisica:

(narysowana na cała stronę)

Cokolwiek powiem, 

zapewne negocjować ze mną nie będziesz,

bo myślisz, że wciąż jestem twoim wrogiem.

Od razu więc zacznę od twoich oskarżeń,

a wyczuwam, że masz ich wiele.


Punkt pierwszy: to, że ta kobieta

(o przysłuchującej się suce-Hekubie)

urodziła Parysa, przyniosło nam

wszystkie kłopoty.


Po drugie: jej mąż, stary Priam,

spowodował klęskę Troi i moją,

nie zabijając dziecka,

choć to było jedyne rozwiązanie.


Potem nastąpił tak zwany Sąd Parysa.

jedną z trzech bogiń miał uznać

za najpiękniejszą:

Atena obiecała mu pokonanie Grecji,

Hera dawała mu rządy nad Europą i Azją,

Afrodyta zaoferowała mu mnie.

I patrz, tak się stało, że  Afrodyta wygrała,

a  to  ocaliło  Grecję od

barbarzyńskiej  tyrani.




            perorująca w komiksie Helena-lisica




Helena-lustro:

Grecja ocalała, a na mnie spadło nieszczęście,

przehandlowano moją urodę i okryto hańbą.

Ocaleni, zamiast dać mi koronę

i być wdzięczni,

zaczęli się mną brzydzić.

Powiesz, że pominęłam jeden ważny szczegół,

to mianowicie, że w środku nocy

uciekłam z twego domu.


Wiesz, co ci powiem,

nie  jakaś  poślednia bogini

towarzyszyła mu, kiedy przypłynął do Sparty

– z nim zostawiłeś mnie w domu samą

i popłynąłeś na Kretę.


Co żeś, głupcze, sobie wyobrażał?

Że ja będę myśleć, odchodząc z nim,

że zdradzam ciebie, nasz dom i nasz kraj?

Zapytaj o to Afrodytę, nie mnie.

ukarz  boginię, która  się nie lęka Zeusa –

wiesz, że jest potężniejsza.



I jeszcze jedna drobna sprawa.

Kiedy zabito Parysa

i seks-kontrakt z Afrodytą stracił na ważności,

dlaczego nie uciekłam do greckiej armii?

Otóż, prawda jest taka, że próbowałam,

wiele razy – mam świadków – ale mnie łapano,

raz nawet spuszczałam się z murów na linie,

ale strażnik wypatrzył.

Podsumujmy, mój mężu:

sam widzisz, że niesprawiedliwością  byłoby

zabicie mnie,

żyłam tu jak niewolnica,

  tym  wszystkim bogowie maczali  swe palce,

a im się nie sprzeciwiaj,

takiej  siły  nie  masz.


Krowy-trojanki:

Słodka mówka!

Niech cię nie  zwiedzie,

ona chce żebyś myślał, że zło jest dobre,

a białe jest czarne.


(tłum. B.K.)


W dymkach komiksowych Carson postępuje za tekstem Eurypidesa, ale nie w klasycznej wersyfikacji i bez starożytnego patosu, językiem czytelnika współczesnego, a Rosanna Bruno między obrazki dawnych okrętów wplata wizję Troi w której jeżdżą samochody po asfaltowych jezdniach. Branki trojańskie, zgromadzone pod miastem, otoczone są drutem kolczastym – ten wynalazek powstał w połowie XIX wieku, a nie w starożytności.

 


Co do Menelaosa-sprzęgła jego współczesność jest oczywista. Nawet dziwny z pozoru sztafaż ludzi pod postacią zwierząt nie tylko pozwala uniknąć wyglądu strojów sprzed naszej ery, ale  przywołuje skojarzenia hodowli-więzień, farm-katowni bardzo, ale to bardzo z naszego czasu. W komiksowym teatrze wojennym, u Greków i u Trojan, widzimy współczesne media informacyjne – gazety, odezwy, może nawet zrzuty z mini- i maxi- ekranów elektronicznych. Starożytność, dawność, to znaczy nieaktualność opowieści trojańskiej jest zatem niepewna i tak przenikająca do współczesności, jakby nie potrafiła pozostać w swoim historycznym gnieżdzie lub siedzisku – a z drugiej strony, na odwrót: jej aktualność, nowoczesność, jej współcześnie oglądane synonimy też ledwie, ledwie się trzymają w swojej konstrukcji.

 

Naprawdę nas od tamtych ludzi oddziela minione trzy tysiące lat? Oglądam komiksową książkę poetki i malarki, czytam elektroniczne wydania Eurypidesa, Seneki i kunsztownie wydaną "Odprawę" Kochanowskiego, widzę na monitorze inscenizacje tradycyjne lub moderne "Trojanek", potem włączam którekolwiek światowe wiadomości telewizyjne czy internetowe – i mam wrażenie, że wszystko ludziom dzieje się jednocześnie i ciągle tak samo. Nawet ten koncept nie jest przecież mój wyłącznie i nie z aktualnego dzisiaj. 

 


 




*

https://www.youtube.com/watch?v=q1-pZ12yF7E


1,265 views  May 31, 2021

Anne Carson and Rosanna Bruno read from THE TROJAN WOMEN and discuss their new comic-book version of Euripides’ tragedy with bookseller Ryan Cook in this online launch event organised by New York’s McNally Jackson Books on 27 May. Anne Carson was at home in Ann Arbor, Rosanna Bruno in her studio in Saratoga Springs, and Ryan Cook at home in Brooklyn. THE TROJAN WOMEN is published in the UK by Bloodaxe Books 

(available from https://www.bloodaxebooks.com/ecs/pro...) and in the US by New Directions and available from https://www.mcnallyjackson.com/book/9... or via https://www.ndbooks.com/book/the-troj...

 

Excerpts of illustrations taken from Apple iBooks 

The Trojan Women: A Comic

New Directions

W.W. Norton & Company, Inc.

May 24, 2021

96 pages

prize $9.99

Copyright@ by Rosanna Bruno

Copyright@ by Anne Carson

 

                    9.


Jacob de Witt, 1737, Parys i Ojnone na Górze Ida. 

Rijksmuseum Amsterdam.

 

Czy mogę mieć madzieję, że mój list przeczytasz? 

A może nowa żona z rąk ci go zabierze 

i nie ośmielisz się zaprotestować? 

Czytaj bez trwogi, to nie jest list z pogróżkami, 

napisany mykeńską ręką! 

Pisała go nimfa źródlana, Ojnone, 

dobrze ci znana z lasów frygijskich 

– skrzywdzona przez ciebie, 

więc ze skargą do ciebie się zwracam, mój mężu 

– pozwól, że ci przypomnę kim jesteś. 


Czy któryś z bogów sprzeciwia się moim życzeniom? 

Czy jakieś przestępstwo popełniłam, 

że nie jestem już godna twojej miłości? 

Jeśli zasłużenie cierpimy, powinniśmy to znosić cierpliwie, 

ale niezasłużone nieszczęścia niosą straszny smutek.


Nie byłeś jeszcze tak wielki, jak teraz, 

kiedy z radością chciałam cię poślubić 

– ja, córka boginki znad potężnej rzeki. 

Ty, który jesteś teraz synem Priama 

– nie z braku szacunku pragnę mówić szczerze! – 

wtedy byłeś nikim, zwykłym niewolnikiem. 

Raczyłam poślubić nędzarza – ja, nimfa! 


Często w cieniu drzew odpoczywaliśmy 

wśród naszych stad, a trawa usłana liśćmi 

była nam miłosnym posłaniem. 

Od wiatrów i chłodu chroniła nas skromna chatka 

przytulnie ocieplona sianem albo słomą.


Kto, jak nie ja, wskazywał ci kryjówki dzikich zwierząt 

i ścieżki, którymi mogłeś je ścigać przez leśne gęstwiny, 

i jaskinie w których się kryły samice z młodymi?  

Ja byłam w łowach twoją towarzyszką 

i ze mną rozstawiałeś myśliwskie pułapki, 

to ja wiodłam przez grzbiety gór nasze ogary.


Buki wciąż przechowują moje imię 

wyryte w korze twoją ręką: OJNONE, 

wycięty nożem napis, który rośnie wraz ze wzrostem pni. 

Pnijcie się drzewa wysoko i prosto, dając świadectwo 

moich słusznych roszczeń. 

Nad brzegiem rzeki wciąż rośnie topola, 

na której wyryłeś miłosną przysięgę: 

Prędzej Skamander popłynie do źródeł, 

niżby Parys się zgodził żyć bez swej Ojnone.


A oto Parys wciąż żyje, 

niewierny przysięgom składanym Ojnone, 

więc niech wody Skamandra zawrócą i płyną do źródła.

                        (tum. B.K.) 



To jest początek listu porzuconej do niewiernego, która może raz odwiedziła dwór królewski w Troi, a może nie. Jeśli tak, to tylko po to, żeby zobaczyć wiarołomcę na śmiertelnym łożu. Parysowi w oku tkwił kawałek strzały, a drugi też mu z ciała nie wyciągnięto, gdyż czekano na Ojnone, mogącą go uleczyć. Być może rany nie były aż tak zabójcze, ale zabijała Parysa powoli trucizna na grotów. Może tak się to działo, a może Ojnone nigdy w pałacu nie była, różne są wersje zdarzeń, ale ich finał zawsze jest taki sam. 


Ojnone przy łożu śmiertelnym Parysa 

Léon Cogniet, 1816, Musée des Beaux-Arts, Fécamp, France

 

Cały list był trzy razy dłuszy niż przytoczony tu pocztek. Wysłany został do Parysa nie póniej niż na pocztku wojny o Helen, a moe jeszcze nim Grecy zaczli inwazj, w kadym razie w tych dniach, gdy Ojnone miała cień nadziei, e Parys się otrząśnie z otumanienia i wróci do niej, porzucajc Helen.

Posag tej piknej ladacznicy, pisała Ojnone, to wojna – "Opamitaj si, zapytaj swego brata Hektora, zapytaj mdrzejszych od ciebie, samego króla Priama, mdrca Antenora, rycerzy trojaskich, kady ci powie, e angaujesz się w haniebn, skandaliczną spraw, przedłoywszy kochankę nad ojczyzn""A poza tym, cóż ona jest warta – przymawiała Ojnone – z wygldu ładna, ale to prostytutka, teraz w tobie rozpala żądze, ale przedtem to samo robiła z Menelaosem i nie tylko z nim."

Ojnone orientowała się yciu osób bardzo daleko mieszkajcych od Troi, choć była lokalną nimfą wodną w okolicach Góry Ida, istotą z dziczy lenej. Do pełnoletnoci Parys był kimś do niej podobnym – pasterzem z połonin i gajów, niewiadomego pochodzenia – nikim. "Nasze miejsce, wspólne – pisał– jest w tych krainach, a nie w pałacach. Nie mam zamiaru zastpić ci Heleny na królewskim dworze – zapewniał– choć mogłabym być żoną ksicia, a Priam moim teciem i Hekuba mogłaby nazywać mnie córk. Nie patrzę z zazdrocią na wasze bogactwa, i nie pragnę trzymać książęcego berła, choć rce mam takie same, jak ta ladacznica ze Sparty."

Nimfa zostałoną Parysa we wczesnej ich młodoci. On nie wiedziałe był przez rodziców wydany na mier, ale ołnierz nie miał serca zabić dziecko i porzucone w lesie niemowlę znalazł lokalny pasterz, wciąż żywe, gdyż niedwiedzica karmiła je przez pięć dni. Podrzutek-najduszek rósł na kogoś zupełnie innego niż wioskowe dzieci, aż po latach okazało sie jest synem królewskiej pary i przyjto go do trojaskiej rodziny – jak wiadomo, na zgubę calego królestwa.

Smutne losy kobiet trojaskich w tragediach teatralnych opisane, zaczęły się od nieszczęścia nimfy Ojnone – ale czy Trojanki o tym wiedziały? Jej szczęśliwe z Parysem poycie wród strumieni, owiec i lasów, to był jedyny gwarant szczęśliwego istnienia całego królestwa. Moe w pałacu trojaskim o tym, kim była Ojnone, wiedziała nie tylko Kasandra? Góra Ida nie była zbyt daleko od miasta, ponoć nie dalej niż dwadziecia kilka mil, czyli mniej niż 40 kilometrów.

Tam, w gaju zdarzył się sławny sd Parysa, ale Ojnone nie byłwiadkiem zdarzenia. Na pewno boską moliwość tak otumanić zwykłą nimfę wodn, by nie wiedziała, co się dzieje w jej włociach, posiadały i Wenus, i Junona i Minerwa. One, a nie Afrodyta, Hera i Atena, gdyż list Ojnone napisał Rzymianin, Owidiusz.

Z osobistej relacji swego ukochanego pasterza nimfa dowiedziała się o fatalnym sdzie w sprawie piknoci Olimpijek. "Zwierzyłam się mdrym matronom i starcom – pisała Parysowi – z moich słusznych obaw; i wszyscy się zgodzili, e zblia się nieszczęście." A gdy zaczto budować flotę na wyjazd ksicia do Sparty i gdy Parys poegnał się z nią ostatecznie (ksiciem bdc czasem zachodził do niej na zblienia małżeskie), pojęła, e to koniec pasterskiej idylli. Wróka Kasandra powiedziała jej wtedy: Nie siej w piasku ziaren nadziei. Twoje woły orzą po prónicy. Przybdzie ze Sparty jałówka, która zje twoją trawPrzypuszczalnie to włanie Kassandra, szalona siostra wiarołomcy przyniosła list od porzuconej ony.

 


Robinet Testard. 1520. Ojnone pisząca list.
Ilustracja do franc. tłumacz. "Heroidów" Owidiusza.

 

Jest w tym licie okropna relacja – porzuconą przez Parysa Ojnone zaczli po lasach cigać lubieni satyrowie, chcc sobie powetować jej zwizek z człowiekiem, bo jemu, a nie im dostarczała seksualnych wrae. Kryła się przed molestowaniem, ale Febus, to znaczy bóg Apollo, stale bywajcy w okolicach Troi, w kocu zdobył gwałtem to, czego tamci nie mogli. Ponoć Ojnone podrapała mu pikną facjatę i nawet wyrwała trochę złotych kudłów z głowy, ale adnej odpłaty w klejnotach nie chciała, wic on ją w nagrodę wyposaył w moc uzdrowicielsk. Tylko e, i w tym jest jej niedola, sama siebie z ran miłoci uleczyć nie potrafi – wyznawała w licie.

W zadufanym łbie Parysa nie brzknął ostrzegawczy dzwonek i nie zastanowił się książę, która lepiej zadba o jego cud-urodę – równie cudna Helena, czy bioterapeutka Ojnone.

Gdy w walkach pod Troją Filoktet trafił go z łuku dwiema strzałami, jedną w prawe oko, drugą w kostkę u nogi, przypomniał sobie, co nimfa potrafi. Opowiadaje kazał się zanieść w nocy (w sekrecie przed Helen?) na Górę Ida, by szukać u dawnej ony pomocy. Inni mówie Helena sama tam poszła i namówiła Ojnone, by wstpiła do Troi uleczyć umierajcego Parysa. W obu przypadkach nimfa odmówiła pomocy. Przyszła, popatrzyła i odeszła, nic nie czynic. Ale po jakimś czasie, nie wiadomo dokładnie jakim – kwadrans, pół godziny, jeszcze dłuej, ruszyło ją sumienie i tkliwe wspomnienia. Postanowiła wrócić i wbrew miłosnym urazom pomóc dawnemu mężowi. W obu przypadkach – i na górze, i w komnacie – było już za póno; mimo swego rozpaczliwego miłosierdzia znalazła Parysa martwego. Z rozpaczy, powiadaj, popełniła samobójstwo, być moe skaczc w płoncy stos pogrzebowy nieuleczonego męża.

Nocne, potajemne szukanie pomocy po miertelnym zranieniu wiadczyłoby, e Parys znał list Ojnone. Jeli zaś prawdą jest, e Helena sama z siebie poszła na Górę Ida po pomoc nimfy, to znaczy, e ona ten list również czytała. A moe nie równie, ale jedynie, jak Ojnone przewidziała. Gdyby tak, to niedoszły adresat zdziwił się pewnie nagłym przybyciem dawnej ukochanej i umarł, do koca nie wiedzc, czemu przyszła i bez okropnej wiadomoci, e mu się okrutnie za Helenę odpłaciła.